Literacki blok wyborczy numer 1

Wszyscy szczycą się patriotyzmem, postanowiłem i ja pokazać się z tej strony. Najlepiej zrobię, kiedy zaagituję do sumień i nóg, abyście w dniu wyborów poszli i dokonali wyboru. Nie chodzi tylko o głosowanie, ale o postawienie krzyżyka we właściwym miejscu.

Dla umilenia Państwu oczekiwania na ten moment opracowałem kilka recenzji nowych książek, głównie powieści kryminalnych, obyczajowych i sensacyjnych, niekiedy z ładunkiem fantasy. Ich tematem są afery. Jak wyjaśnił mi znany łopatolog, afera to po francusku „affaire”. Jest to wyraz rodzaju żeńskiego i znaczy po prostu „sprawa”. Sam łopatolog nie czyta takich powieści, uważa je za marnotrawstwo czasu. Niektórzy ludzie je czytają i dobrze im to robi, inni mówią, że ich to męczy, bo narusza ich dobre samopoczucie. Nie wiem dlaczego, bo to przecież fikcja. Czasem tłumaczą mi:

– Przykro jest mi czytać coś niedobrego o bohaterach, których pokochałem. Prawda ma dla mnie mniejszą wartość niż miłość.

Albo:

– Nie lubię wyborów moralnych. Przyzwyczaiłem się do czegoś i jest mi z tym dobrze. Nie lubię zmieniać obiektu mojej miłości.

Zastanawiam się, czy mają rację. Może tak, może nie. Czy ja wiem?

Oto pierwsza recenzja:  

„Hejt w Ministerstwie Uczciwości” to powieść kryminalna. Jej bohaterami jest oddział trolli zwalczających występnych sędziów, pragnących zrujnować kraj wydając wyroki, których nikt nie potrzebuje, bo w kraju panuje spokój i dobrobyt. Trolle piszą na nich donosy, kopią ich w opinię, krótko mówiąc, robią im koło pióra. W terenie pracuje dla nich tajna agentka “Śliczna Ezzi”, która ostatecznie ujawnia aferę. Kiedy tajemnica wychodzi na jaw, padają pytania. Minister Uczciwości nic o oddziale nie wie, choć jej szefem jest jego zastępca. Pytany jak to się stało, że w pokoju obok pracują od kilku lat pełną parą trolle, a on o tym nic nie wie, wyjaśnia:

– Słyszałem uderzenia w klawiaturę, ale myślałem, że to szumi woda w sedesie za ścianą.

– Kiedy pan złoży dymisję? – Pytają go.

– Teraz nie mogę, bo mam jeszcze kredyt do spłacenia za rower. Musimy zresztą najpierw przeprowadzić śledztwo, a to jest niemożliwe, bo nie mogę śledzić się sam. Prawo mi na to nie pozwala. Nic w tej sprawie nie zrobimy, dopóki nie zmienimy prawa. 

Rzecznik rządu wyjaśnia sprawę bardzo rzeczowo:

– Nie ma się o co kłócić, bo trolle są, były i będą, i nic na to nie poradzimy. Pracujemy nad nową trutką na nie, ale to sprawa przyszłości.

Powieść ma niezwykłe zakończenie. Klucze tajemnicy trzyma Namiestnik Kukuła, główny bohater powieści, który dysponuje niezwykłą siłą perswazji. Zakończenia nie mogę jednak ujawnić, aby nie pozbawiać Czytelnika radości czytania i odgadywania, jak powieść się zakończy, kto ma rację, a kto nie ma, i kto pociąga za sznurek. Gwoli jasności dodam, że w powieści typu „affaire” sznurek odgrywa bardzo ważną rolę.

Moja ocena powieści to 9 gwiazdek, czyli prawie arcydzieło.

0Shares

Ministerstwo Sprawiedliwości. Winni i niewinni.

Niewinni.

Przedrukowuję fragmenty artykułu z Wyborczej. 

Skutki afery u Ziobry – jak zwykło się określać skandal ze zbieraniem haków i oczernianiem prawników nieprzychylnych obecnej władzy – muszą być dotkliwe, skoro w poniedziałek do południa PiS wytoczył aż dwa działa.

Najpierw przeciekami do „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej” ujawniono, jak rząd będzie opracowywał projekt budżetu na przyszły rok. Ma być on cacuszkiem, którym premier będzie mógł się chwalić w kampanii wyborczej. Przede wszystkim ma być bez deficytu – to co, że tylko w wąskim wymiarze budżetu centralnego. Po drugie – trudne sprawy będą ujawniane dopiero po wyborach. Suweren ma nie słyszeć o takich sprawach jak wyższe podatki i składki.  

Drugim działem była zwołana na południe konferencja sejmowej komisji ds. VAT, na której jej szef Marcin Horała wymierzył w „wiadomo, że wszystkiego winnych łajdaków z PO”. Ogłosił bowiem, że Donald Tusk, Ewa Kopacz, Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. 

Jak bardzo zarzuty Horały et consortes są dęte? O tym pisze Piotr Miączyński

Tymczasem afery u Ziobry nie da się ani przykryć, ani zamieść pod dywan. Nie dość, że dziennikarze ujawniają coraz to nowe mechanizmy działania Kasty, to spod powierzchni zaczyna też wychodzić Emi. Do tej pory komunikowała się tylko przez pełnomocników. W dwóch wywiadach zaczęła się dzielić szczegółami swojej pracy. Utrzymuje, że robiła to „dla dobra Polski”, a pieniędzy z tego było tyle, co kot napłakał, ale nigdy nie było dla niej tajemnicą, dla kogo pracuje.

W internetowych wiadomościach pojawia się „szef”, który ma się ucieszyć z dokonań Emi. Ta twierdzi, że musiał nim być Zbigniew Ziobro. A to by oznaczało, że minister i prokurator generalny wiedział o procederze przynajmniej od półtora roku. Ziobro nadal w tej sprawie milczy, podobnie jak Kaczyński, Morawiecki czy nowy minister spraw wewnętrznych.

0Shares

Zwięzły i oszczędny przegląd wydarzeń politycznych.

Przedstawiam przegląd wydarzeń z ostatniego tygodnia (opracowany na podstawie informacji Gazety Wyborczej”). Dają one obraz postępowania obecnie rządzących władz oraz sytuacji politycznej w kraju. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, sprawdź w innych źródłach, co jest a co nie jest prawdą. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i warto wiedzieć na kogo głosować, a na kogo nie głosować. Jako człowiek pobożny dodam „Boże, miej nas w swej opiece!”

  • PiS konsekwentnie odmawia ujawnienia, kto poparł członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która pomaga ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze w „porządkowaniu” wymiaru sprawiedliwości. Ignoruje także prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najpierw jego wykonanie zablokował – łamiąc prawo zdaniem specjalistów – szef Urzędu Ochrony Danych Osobowych, były radny PiS.
  • Grupa posłów PiS poszła jeszcze dalej. Chce, aby Trybunał Konstytucyjny „skasował” wyroki nakazujące ujawnienie list poparcia. Te działania sugerują niedwuznacznie, że członkowie nowej KRS nie mieli wystarczającej liczby podpisów albo podpisywali sobie listy nawzajem.
  • Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył dymisję po ujawnieniu „rodzinnych lotów” do domu rządowym gulfstreamem. I choć instrukcja organizacji lotów HEAD najważniejszych osób w państwie jest jasna i zabrania zabierania członków rodziny czy postronnych gości, to i Kuchciński i Jarosław Kaczyński zapewniają, że ani prawo, ani dobre obyczaje nie zostały złamane.
  • Honorowy patronat prezydenta, udział szefów IPON i Urzędu ds. Kombatantów oraz wicemarszałka Sejmu, wielogodzinna relacja rządowej TVP z uroczystości w Warszawie – tak obóz władzy świętował 75-lecie powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ, jedynej polskiej formacji zbrojnej kolaborującej z Niemcami w trakcie II wojny światowej.
  • Szwedzki minister sprawiedliwości zarzuca kłamstwo europosłance PiS Beacie Mazurek, która twierdziła, że Szwedzi masowo uciekają do Polski przed powstającymi w ich kraju „strefami szariatu”. – Pani poseł powinna raczej zapytać, dlaczego tak wielu Polaków ucieka z Polski – zwrócił się do Beaty Mazurek Morgan Johansson.
  • Europoseł PiS Ryszard Czarnecki musi przeprosić europosłankę PO Różę Thun za porównanie jej do „szmalcowników” – zdecydował warszawski sąd.
  • Około 150 osób zaatakowało słownie (policja nie dopuściła tym razem do fizycznej konfrontacji) uczestników pierwszego Marszu Równości w Płocku. Wśród atakujących była grupka nastolatków krzyczących wulgarne hasła i wykonująca obsceniczne gesty.
  • Około 3 tys. osób przyszło w Krakowie na wiec poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego, który 1 sierpnia w Bazylice Mariackiej mówił o nowym totalitaryzmie – „tęczowej zarazie”. Pod krakowską kurią jednym z głównych haseł było „Stop homoherezji”. Wśród uczestników wiecu poparcia byli politycy PiS, m. in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
  • Lekarze rezydenci wznawiają protest. „Rząd nas oszukał”. – Celujemy w okres wyborczy, żeby wymusić na rządzących lepszą realizację porozumienia z lutego 2018 r. – mówi Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • Biznesmen Gerald Birgfellner został przesłuchany w Austrii w ramach pomocy prawnej dla strony polskiej. To było siódme przesłuchanie Birgfellnera, który w styczniu br. doniósł do prokuratury, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zatrudnił go do zbudowania drapacza chmur na działce należącej do spółki Srebrna, ale mu nie zapłacił. Polska prokuratura nie wszczęła dotąd śledztwa, bez tego nie można przesłuchać nikogo poza Birgfellnerem. Ignoruje także nagrania rozmów z Kaczyńskim, które Austriak przekazał władzom śledczym.
  • Dziwna śmierć Kosteckiego w więzieniu. Kluczowy świadek w sprawie obyczajowej afery na Podkarpaciu, w którą ma być zamieszany były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, miał tajemnicze ślady na szyi.

0Shares

Prawda nas zaboli. Wyborcza v. PiS w sądzie.

 Anton Raphael Mengs : Prawda (dodajmy: jest piękna).

„Prawda nas zaboli” to hasło i audycja Radia TOK FM. Mnie nie zabolało. Mam grubą skórę.

Wyborcza wygrała proces w sprawie uwikłania polityków i funkcjonariuszy PiS w warszawską aferę reprywatyzacyjną. Chodzi o teksty opublikowane w papierowym wydaniu „Wyborczej” i serwisie Wyborcza.pl od 13 lutego do 13 marca 2018 r. PiS uznał, że zostały napisane nierzetelnie i że naruszyły „dobre imię partii”.

Warszawski sąd uznał, że artykuły Wyborczej były rzetelnie udokumentowane, a dziennikarze działali w interesie publicznym. Prowadzący sprawę sędzia Jacek Tyszka oddalił żądania PiS (usunięcie tekstów z Internetu, wielokrotne przeprosiny oraz 30 tys. zł zadośćuczynienia) i obciążył partię kwotą 4,3 tys. zł kosztów prawnych. Wyrok nie jest prawomocny.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 126: Afery i zabójcze praktyki

Zdarzały się też afery. Najbardziej szokująca dotyczyła Borua w Afryce Środkowej. Csudo z porozumieniu z gubernatorem wysłał do tego kraju oficjalną delegację na uroczystość masowego pochówku zwierząt padłych w wielkim pożarze buszu w parku narodowym. Była to akcja jałowa jak wyschła na drewno tykwa, zupełnie niepotrzebna, ponieważ rząd tylko pozorował współczucie. Wyjechali ludzie, którzy nigdy nie byli w Afryce i nie znali żadnego języka obcego. Towarzyszyli im tłumacze, specjaliści od pożarów oraz ekolodzy, wszystko zaufani urzędnicy, których rząd wysyłając ich w taką delegację pragnął wynagrodzić za lojalność. Delegacja spotkała się z przedstawicielami rządu Borua, aby złożyć kondolencje z powodu wielkiej tragedii. Prasa rządowa Nomadii nazwała to umacnianiem więzi międzynarodowych, informując społeczeństwo, jak serdecznie delegację witano na czarnym lądzie i jak przy okazji przeprowadziła ona rzekomo niezwykle udane rozmowy o współpracy gospodarczej.

Dziennikarz, towarzyszący delegacji, życzliwy ekoanarchistom, o wszystkim poinformował Niotse w rozmowie telefonicznej:

– Pies z kulawą nogą nie zainteresował się delegacją rządową Nomadii, a psów tutaj nie brakuje. Ta delegacja to była jedna wielka fikcja, pic na wodę, fotomontaż. Oni przylecieli do Borua tylko po to, aby wziąć udział w safari i narobić sobie zdjęć. Mam to wszystko gruntownie udokumentowane.

Po zakończeniu rozmowy prosił, aby nie ujawniać publicznie źródła informacji, gdyż za ujawnienie prawdy zostałby wyrzucony z pracy.

Prawie każdego dnia Front ujawniał nowe, szokujące fakty. Wynikało z nich niezbicie, że rząd gubernatora Blawatsky’ego nie tylko nie troszczył się o los koni, ale tolerował praktyki prowadzące do wymierania koni. W lecznicach zwierząt pod byle pretekstem konie usypiano, wyleczone odsyłano często do cyrków, które Ministerstwo Edukacji uznało za najskuteczniejszą formę rozwoju wrażliwości młodzieży na sztukę, życie oraz szkolenie zwierząt, jak oficjalnie nazywano ich tresurę. Dla zwiększenia eksportu koni rząd obniżył podatek VAT i zniósł cła eksportowe. Co gorsze, Ministerstwo Rolnictwa po cichu rozpuszczało pogłoski o wściekliźnie wśród koni, co miało zagrażać innym zwierzętom i ludziom na niewyobrażalną skalę. Choć była to wierutna bzdura, wielu obywateli w nią uwierzyło. Sytuacja stawała się coraz bardziej paranoidalna.

Ekoanarchiści oskarżają gubernatora

Wrogość rządu wobec koni nie zmieniła znacząco postaw obywateli. Niektóre doniesienia o negatywnych działaniach władz obywatele uznawali za wątpliwe lub co najmniej budzące zastrzeżenia. Tylko nieliczne przyjęto od razu jako oczywiste i prawdziwe. Frontowi nie pozostawało nic innego jak wzmóc edukację społeczeństwa o tym, co naprawdę dzieje się w kraju.

Wczesną wiosną rząd wydał trzysta zezwoleń na wypalanie trawy, co doprowadziło do masowych niekontrolowanych pożarów łąk i pastwisk. Na odstrzał dziko żyjących chorych koni koła myśliwych otrzymały zezwolenia w takiej ilości, że stada zostały zdziesiątkowane, ponieważ nie było wyraźnego obowiązku wykazania, że zabity osobnik chorował i na co. Osoby ubiegające się o licencję na otwarcie sklepu mięsnego administracja państwowa przekonywała do intensywnego reklamowania koniny, podkreślając, że jest to niezwykle zdrowe mięso. Firmy fumigacyjne zachęcano do spryskiwania pastwisk i łąk środkami chemicznymi przeciwko ślimakom, o których inwazji pisała prasa w czasie, kiedy eksporterzy ślimaków ograniczali swoją działalność z braku surowca.

Wiosną na terenach rezerwatów koni pojawiły się tabuny królików, a wraz z nimi tysiące dziur, jam i nor, na których zwierzęta łamały nogi, często dogorywając w cierpieniu. Policja i prokuratura okazały się bezsilne, sprawców wypuszczania na wolność setki królików nigdy nie wykryto.

*****

Front uważnie analizował wszystkie takie zdarzenia. Odpowiedzialnością za nie ekoanarchiści obarczali rząd i gubernatora.

– To, co oni robią, to Armagedon, piekło, rzeź niewinnych zwierząt. Wszystkiemu winien jest ten zakichany wicegubernator Matteo Csudo, nieudacznik i szkodnik. Ten pozorant nigdy nie powinien zajmować tak wysokiego stanowiska – ekoanarchiści nie kryli oburzenia i nie szczędzili krytyki.

Aby lepiej zrozumieć postępowanie Csudo, ekoanarchiści zgłębili jego życiorys i sprawdzili fakty. Wyniki podano do publicznej wiadomości. Wicegubernator miał wyższe wykształcenie inżynierskie i muzyczne, grał na kilku instrumentach i śpiewał, miał delikatne dłonie i długie palce wirtuoza. Patrzył na świat innymi oczami niż ekoanarchiści, oczami wykształconego lalusia-intelektualisty, jak to określali.

W całym swoim życiu Csudo był w lesie tylko trzy razy, pierwszy raz z wycieczką w okresie szkoły średniej. Urodzony i wychowany w mieście nie znał przyrody ani zwierząt żyjących na wolności. Kiedy pierwszy raz znalazł się na wsi, miał wtedy prawie dwadzieścia lat, pokazano mu oborę oraz wyjaśniono i zademonstrowano, jak doi się krowę. Tam mu się to podobało, że sam spróbował ją doić i wpadł w zachwyt. Szybko mu to jednak przeszło, ponieważ obora śmierdziała gnojem, a po krowie chodziły muchy. Wcześniej ubrudził sobie ręce głaszcząc krowę, aby sprawdzić, czy jej skóra jest tak aksamitna, na jaką wyglądała. Ostatecznie Matteo całkiem stracił humor, kiedy zwierzę machnęło ogonem i uderzyło go w twarz.

– Wieś nie jest w moim stylu. Czuję się w niej obco – powiedział wówczas i więcej do tematu nie wracał.

Obrońcy wicegubernatora mieli o nim zupełnie inną opinię niż Front Wyzwolenia Koni i podobne organizacje. Był to fenomen, specyfika Nomadii: obywatele byli podzieleni w każdej sprawie publicznej. Krańcowo odmienne opinie stały się normalnością. Zwolennicy i przeciwnicy rządu żyli ze sobą jak pies z kotem, gotowi rzucić sobie do gardła.

4Shares

Komiks polityczny. Drony i Żabojady Ltd. Odcinek 5.

Sprawa dużych dronów do obrony przed nieprzyjaciółmi, a może nawet i wrogami wewnętrznymi, kto wie, co mogą oni zechcieć zrobić, zbulwersowała najpierw opozycję kapitana Jaroszki (kto jej nie ma?) a potem rozgrzała wszystkie umysły do takiej czerwoności, że groziło to pożarem statku.

Rzecz nie byłaby warta wzmianki, drony to drony, każdy nowoczesny statek je posiada, gdyby nie Zbrojmistrz Sęp, wysoki, chudy, ostrzyżony na kozią bródkę pierwszy oficer, który po kilkunastu miesiącach analiz podjął błyskawiczną decyzję, że drony nie są warte zachodu. Obraził tym dostawcę „Żabojady Ltd”, firmę znaną i cenioną na rynku, która grzecznie, ale jednak uparcie i podstępnie, bez właściwego uzasadnienia usiłowała mu wcisnąć swoje produkty, w dodatku za grube pieniądze.

Zbrojmistrz Sęp i Żabojady dyskutowali o dronach od wielu miesięcy, prawili sobie nawzajem uprzejmości, różne szarmanckie parle-franse, rysowali schematy wzajemnej pomocy i życzliwości, aż tu nagle, jak grom z jasnego nieba, pada decyzja, że statek dronów nie potrzebuje. Sytuacja była trochę niejasna, bo rezolucję rzekomo podejmował także zastępca kapitana Jaroszki, Główny Skarbnik, osobnik niezwykle przystojny, inteligentny i gładki na twarzy, cieszący się szczególną estymą u kapitana.

– Skąd taka decyzja?

Wyjaśnił to krótko rzecznik Zbrojmistrza: Żabojady nie chciały się zgodzić na to i owo, różne warunki, nagle wstały od stołu i odeszły. Na boku dodał po cichu, że poszli uczyć się jeść nożem i widelcem. Jak się okazało, załoga statku znała tę sztukę jedzenia od dawna, prawdopodobnie od starożytności i Żabojadom zrobiło się zwyczajnie wstyd.

– Jeśli wy tak, to ja tak, czyli jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, postanowił Zbrojmistrz i odwrócił się do nich tyłem. Na to oni też się obrazili i odmówili kurtuazyjnej wizyty swojego naczelnego dowódcy u kapitana Jaroszki, planowanej może nawet i wyżej, na przykład u Nijakiego, najwyższego urzędnika administracji, choć to mało możliwe, bo kapitan Jaroszka był najwyższy ze wszystkich urzędników.

Kapitan Jaroszka od dawna odczuwał wstręt do Żabojadów. Oprócz wynalezienia rewolucji pod hasłem „Wszyscy jesteśmy równi”, o którym kapitan dobrze wiedział, że jest oczywistym kłamstwem, odżywiali się oni produktami obrzydliwie śliskimi, a co gorsze, wynaleźli perwersyjną grę językową „Minetka” oraz sadyzm i masochizm, które służą tylko dyktatorom i zboczeńcom. W zakresie perwersji konkurowali skutecznie z niejaką Kamasutrą z Indii, na wzmiankę o której kapitanowi, człowiekowi niezwykłej przyzwoitości i czystości obyczajów, włos jeżył się na głowie, normalnie prosty, siwy i krótki.

Dodatkowym powodem do zerwania z Żabojadami było odkrycie przez Zbrojmistrza, że są jeszcze inne drony, produkcji lokalnej, chałupniczej, mniejsze, zgrabniejsze i tańsze. Przez to, że wolniej latają, wolniej strzelają i mniej zabierają ładunku są także łatwiejsze w obsłudze.

Dla podtrzymania ducha załogi i ludzi pod pokładem, Zbrojmistrz zręcznie podsumował, jak to tylko on potrafi: Dajmy sobie spokój, harcerze i harcerki, bądźmy patriotami w sprawach bezpieczeństwa. W razie zagrożenia abordażowego obronimy się kuszami. 

 

 

0Shares