Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 3: Posterunek

Rokpol podniósł się z ziemi. Odczuwał ból w każdej cząstce ciała, szczególnie szyi. Powoli doszedł na brzeg stawu i przejrzał się w wodzie. Widział tylko odbicie niewyraźnej, poplamionej twarzy. Dotknął jej w kilku miejscach.

To chyba krew, pot i ziemia – doszedł do wniosku. Ale mnie urządzili. Wszystko mnie boli, ale chyba nie mam nic złamanego. Pieprzeni fachowcy od bicia za poglądy polityczne!

Obmył się i wyruszył w drogę do domu. Na szczęście zapadał już zmierzch i jego wygląd nie rzucał się zbytnio w oczy. Z trudem poruszał się. W pewnym momencie zaniemógł. Zbierało mu się na wymioty. Poprosił o pomoc przechodzącą parę małżeńską w średnim wieku a potem samotnego mężczyznę. Żadne z nich nie wyraziło chęci udzielenia pomocy. Zaniepokojeni rozglądali się wokół niepewnie. Zrozumiał. Bali się.

Po przejściu kilku przecznic zauważył, że jest śledzony.

Aha, pewnie chcą sprawdzić, czy nie zajdę na posterunek policji. Taki głupi to nie jestem. Ominął posterunek i dopiero wtedy, kiedy był pewien, że nikt już nie idzie za nim, wrócił. Uznał, że jego stan i wygląd będą najlepszymi dowodami w zeznaniu. Nie puszczę tym wszarzom płazem pobicia mimo pogróżek – był zdeterminowany dochodzić kary dla tych, którzy bili bez powodu.

Przesłuchujący go policjant był w randze sierżanta. Najpierw zadał mu kilka pytań, zapisał odpowiedzi, a potem przystąpił do formalnego przesłuchania. Po zakończeniu podsunął mu zeznanie do podpisania. Rokpol nie czytając podpisał.

Czy ktoś mógłby mnie odwieźć do domu? To niedaleko stąd. Nie czuję się dobrze.

Zawieziemy pana do pogotowia ratunkowego. Powinien pan przejść badania. Lekarz powinien zbadać obrażenia i ustalić, czy nic nie zagraża pańskiemu zdrowiu.

Nie pojadę na pogotowie. Nie ma potrzeby. Nie ma mowy – zdecydowany głos chłopaka nie budził wątpliwości, że nie uda się dobrowolnie na badania. Pojadę jutro rano do szpitala. To niedaleko ode mnie. W mojej sytuacji nic się nie zmieni, obrażenia pozostaną takie, jakie są. Umyję się tylko.

Sierżant zastanawiał się nad czymś. Popatrzył uważnie na klienta. Rokpol odczytał to spojrzenie na swój sposób.

Jeśli w pogotowiu mieliby sprawdzać, czy nie mam alkoholu we krwi, to wolałbym, aby pan to zrobił teraz. Na pewno możecie to zrobić.

Policjant pomedytował chwilę, zadzwonił gdzieś, nic nie mówiąc odszedł i po chwili wrócił z alkomatem. Pomiar nie wykazał śladów alkoholu we krwi.

Odwiozę pana do domu – zdecydował.

Przez kilkanaście minut wspólnej jazdy mężczyźni zajęci byli rozmową.

Czy śledztwo przeciw tym draniom zostanie szybko podjęte?

To nie takie proste, choć sprawa wydaje się oczywista. Najpierw mój szef zapozna się z pańskim zeznaniem, a potem musi ustalić, kto i kiedy się tym zajmie. Rzecz w tym, że jest pan koleją ofiarą bandyckiego napadu, którego motywy są niejasne. Ponadto mamy strasznie dużo pracy. Nie nadążamy.

Jak to niejasne? Niejasne motywy? Co to znaczy?

W tym sensie, że pobicie drugiego człowieka, ponieważ ma inne poglądy polityczne, to rzadkie wydarzenie. Oczywiście, jeśli ludzie są trzeźwi. Tymczasem od kilkunastu miesięcy obserwujemy nasilenie takich zdarzeń. Ci bandyci to nie są zwykli chuligani. Ich postępowanie nie jest podobne do zachowania się na przykład kibiców na meczu piłkarskim. Tam przeciwna drużyna i jej kibice to przeciwnik, z którym należy walczyć. Uczucie nienawiści rodzi się u nich przez dłuższy czas, przez lata a może nawet i pokolenia. W pańskim przypadku było zupełnie inaczej. Ci, którzy pana pobili, zachowywali się jak bojówkarze formacji politycznej. Wydają się nie uznawać demokratycznie wybranej władzy i nie tolerować odmiennych poglądów – sierżant beznamiętnie i rzeczowo wyłuszczał swoje argumenty. Mówił jak socjolog opisujący zachowania społeczne.

Czy macie dużo takich spraw?

Ostatnio coraz więcej.

Czyli nie jestem pierwszy ani zapewne ostatni, któremu to się przydarzyło.

Na to wygląda.

To dlaczego nikt o tym nie pisze ani nie mówi?

Piszą i mówią, ale ci, którzy to robią idą na pierwszy ogień. Przepraszam, źle to sformułowałem. Mam na myśli, że oni pierwsi dostają pogróżki, podpala się ich samochody, dosyć częste były pobicia. I to znacznie poważniejsze niż pańskie. Media stały się wstrzemięźliwe i ostrożne. Dziennikarze i reporterzy też odczuwają strach. Żądają ochrony osobistej. A gdzie są na to środki i ochroniarze? Nie ma też prawa, które dokładnie definiowałoby, kiedy takim ludziom należy się ochrona z urzędu.

Kto to robi? Kim są ci napastnicy?

To trudne pytanie. Napastnicy są bardzo ostrożni. Wydają się być dobrze zorganizowani i należeć do jakiejś organizacji. Chyba są nawet nieźle przeszkoleni albo starannie rekrutowani. I milczą, nawet jeśli udowodnimy komuś aktywny udział w przestępstwie. Łączą w sobie dwie cechy: agresję z poglądami politycznymi. Nie podobają im się osoby, którzy nie mówią źle o aktualnej władzy: rządzie, prezydencie, a nawet parlamencie.

To co oni myślą o tych najwyższych organach władzy?

Najbardziej nie podoba im się rząd. Uważają, że jest niekompetentny, skorumpowany, oszukuje, że działa wbrew interesom państwa i obywateli, że dba o siebie i najbogatszych.

Ma pan rację. Przypomniałem sobie słowa tego chudego drania. „Ten twój premier, Słabosilny, to prawdziwy sukinsyn. Nic nie robi dla kraju. Złodziej, kłamca i oszust”.

W samochodzie zapadło milczenie. Myśli obydwu krążyły wokół tego samego tematu. Sierżant czuł, że coś nieokreślonego wisi w powietrzu. Ludzie stopniowo mogą odzwyczaić się mówić, jakie mają poglądy polityczne, jaka partia im najbardziej odpowiada i kogo będą popierać w najbliższych wyborach. Było to coś niejasnego i dwuznacznego jak gęsta, lepka mgła, która pojawiła się znikąd i za którą nie wiadomo, co się kryje. Sierżant był przekonany, że to nie może trwać zbyt długo. Czekał podobnie jak jego koledzy. Nie wiadomo było tylko, kto, kiedy i jak miałby doprowadzić do zmiany sytuacji i zaprowadzić porządek.

2Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *