Hiszpania 6: Korzystanie z telefonu i smartfonu. Biblioteka publiczna.

Połączenia telefoniczne z Hiszpanii do Polski kosztują teraz tyle samo, co lokalne w Polsce, jeśli ma się wykupiony abonament u operatora (tak jest przynajmniej w moim przypadku). Łącząc się z Hiszpanii moim smartfonem z numerem w Polsce wypowiedź rozmówcy słyszałem czasem podwójnie, raz nawet potrójnie. Życzenia imieninowe składano mi trzy razy. Pomyślałem, że mój rozmówca stracił pamięć. Nie mam pojęcia, w czym rzecz. Moim znajomym też się to zdarzyło. Miałem również wrażenie, że dzwoniąc z pokoju hotelowego na siódmym (najwyższym) piętrze rozmowy telefoniczne łatwiej ulegały zakłóceniom. Prawdopodobnie dlatego, że na poddaszu znajdują się urządzenia elektryczne – silniki wind i klimatyzacji).

Komputer jest dostępny w hotelu lub w kawiarence internetowej. Koszt typowo 3 Euro za pół godziny. Nie jest to mała kwota, zważywszy, że to, co zrobiłbym w piętnaście minut na moim komputerze w domu, na obcym mogę nie skończyć nawet w godzinę lub dłużej. Korzystałem więc z komputera w bibliotece publicznej.

Z lokalną biblioteką warto się zapoznać. Usługi są bezpłatne, jest dostęp do książek, czasopism, komputerów i informacji. Turyści na ogół tam nie zaglądają, a jest to znakomite miejsce do zasięgnięcia informacji na dowolny temat. W Malgrat de Mar, gdzie mieszkałem, oznaczenia i opisy w komputerach były niestety w języku katalońskim. Znam hiszpański, lecz nie miałem pojęcia, co znaczą katalońskie słowa w komputerze, gdyż jest to język bardzo odmienny. Poza tym system komputerowy był zupełnie inaczej zorganizowany, nie mogłem odnaleźć symboli (ikon) aplikacji, folderów, poczty elektronicznej, wyszukiwarki, przeglądarki. Plusem jest to, że panie z biblioteki chętnie pomagają.

Mały fragment czwartego opowiadania z "Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania":

"Hanuman stojący przed Eduardo był zły, marszczył czerwoną twarz, robił miny, choć dłoń miał uniesioną pokojowo do góry. To było mylące. Świeżo upieczony adept sztuki interpretacji gestów bogów hinduskich nie wiedział, co o tym sądzić. Sięgnął odruchowo do zasobów intuicji i podał Bogu-Małpie duży, żółty banan, który zabrał na drugie śniadanie. Podając, wykonał gest „Namaste” składając dłonie na wysokości serca z palcami wskazującymi do góry i lekko pochylając głowę. Zarówno dar, jak i pozdrowienie zostały jednoznacznie odrzucone. Bóg-Małpa zareagował pomrukiem zbliżonym do dźwięku wydawanego przez osobnika usiłującego przypomnieć sobie człowieczeństwo, które obluzowało się w nim przy kolejnym upadku na ziemię w stanie upojenia.

Olśniony nagłą myślą Gordo wyjął z kieszeni szeleszczące pięćdziesiąt rupii i podał Hanumanowi. Ten schwycił je z wyraźnym zadowoleniem. Gordo pomyślał, że podobał mu się szelest. Sam lubił szelest suchych liści pod stopami kolorową jesienią. Zafascynowany odruchem obdarowanego, Gordo przyglądał się Hanumanowi z uwagą, kiedy zdarzyło się coś, czego się nie spodziewał. W oczach małpy z postury i boga z natury dojrzał samego siebie, wizerunek niekompletny, niezbyt wyraźny, ale niewątpliwie prawdziwy: wysokie czoło, brązowe oczy, nieco odstające uszy".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *