Niespokojny sen Władimira Wielikiego 

W nocy, co trzeba podkreślić, gdyż Władimir Wielikij śnił także w dzień, miał on sen, bardzo niespokojny. Zbudził się spocony. Podeszła niania, była w randze gienierała lejtnanta, aby go utulić.

– Czy już jestem carem, nianiu?

– Nie, jeszcze nie, kochanie. Ale już niedługo. – Uspokoiła go i poprawiła kołdrę.

Rano Władimir Wielikij czuł się również niespokojnie. Chodził po wysokich schodach w górę i w dół, w górę i w dół, aby sprawdzić, czy ogromne odrzwia otwierają się i zamykają równie łatwo i bezszmerowo jak poprzedniego dnia. Martwił się. Miał swoje powody.

Poprzedniego dnia ktoś strzelił głośno za oknem i ktoś się przewrócił. A potem nastąpiło coś, o czym nigdy nie słyszał. Z głębi miasta wyszedł wielki wąż, potwornie długi i rozlał się po ulicach, a potem pełzł i pełzł powoli, niósł transparenty i strasznie milczał. I to milczenie było najstraszniejsze.

Władimir Wielikij wiedział, co zrobić. Polecił wysłać wszędzie kondolencje, szczere, najszczersze, co zrobiono. Wtedy uspokoił się.

W salonie, gdzie miał gabinet, usiłował dosięgnąć wzrokiem korony leżącej na szafie. Było to zbyt daleko, bo był to gabinet salonowy, a może nawet salon gabinetowy, Bóg raczy wiedzieć, jak to nazwać, bo był naprawdę wielki. Władimir Wielikij zadał sobie trud, aby wstać i podejść do korony. Nie musiał tego robić, bo przecież mogliby go zanieść do niej gwardziści.

Przymierzył koronę. Pasowała jak ulał. Położył ją z powrotem na szafie, obrócił się na pięcie dookoła osi, która była prosta jak struna, trzy razy, bo był przesądny. Znowu przymierzył koronę. Nie pasowała!

Sztuczkę z koroną powtórzył kilka razy, osiągając te same wyniki. Raz pasowała, raz nie pasowała. To go rozeźliło. Aby uspokoić się wrócił do biurka, gdzie leżała kulka z napisem „Diemokracja”. Była spora, plamiasta. Lubił bawić się nią w prestidigitatora. Był to jego drugi zawód, o którym nikt nie wiedział. Pierwszy znali wszyscy na świecie. To go trzymało na duchu, który wciąż był czysty i niewinny. Nie tylko on w to wierzył.

Sztuczka, która ćwiczył, polegała na tym, że kiedy otwierał dłoń z kulką, raz pokazywała się ona z napisem „Diemokracja jest!”, a drugi raz z napisem,” Diemokracji niet!”. Lubił to ćwiczyć, bo zmiany napisów go bawiły.

– Kiedyś pokażę ją tym zarozumiałym Amerykanom i Europejczykom, którzy dybią na mój majątek. – Pomyślał i z dumą poklepał się po ramieniu.

– Ech, co to za majątek! Takiego majątku nie ma nikt na świecie!. – Westchnął z radością, która wypełniła go po brzegi jak szampan wypełnia kielich. Władimir Wielikij siadł za biurkiem i zaplanował nowy dzień. Na dworze czekały już niezmierzone rzesze poddanych, którzy go uwielbiali. Nie wszyscy, ale solidne osiemdziesiąt pięć procent. To mu wystarczało. Nie był chciwy. Wszyscy to wiedzieli. A jak nie wiedzieli, to tylko dlatego, że byli głupi.

I byłoby to bardzo piękne, gdyby nie wąż, który powrócił dwa dni później i długo szedł na cmentarz, aby pozostać już tam na stałe i strasznie milczeć. Co gorsze, wąż powiedział mu we śnie: Będę to robić aż do skutku.

Sędzia od Świętego Jerzego  — Michael  Tequila

Serdecznie Państwa zachęcam do zakupu mojej powieści psychologiczno-obyczajowo-kryminalnej „Sędzia od Świętego Jerzego”, która w postaci książkowej (drukowanej) jest od wczoraj w sprzedaży po cenie promocyjnej 19 zł w sklepie internetowym www.zaczytani.pl.

W ciągu jednego-dwóch tygodni powieść będzie dostępna także w innych księgarniach internetowych i tradycyjnych. Będę o tym informować na blogu i na Facebooku podobnie jak i o promocyjnych spotkaniach autorskich na terenie Gdańska.

Kategorie: Sprawy polityczne i społeczne. Tagi: , , , , , , , , . Autor: Michael Tequila. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa w dziedzinach: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca w na kilku polskich uczelniach w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu). Miejsce zamieszkania: Adelajda. Tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI prowadzący własne biuro tłumaczeń i pracujący na zlecenie państwowej instytucji Centrelink oraz dwóch prywatnych agencji tłumaczeń jako tłumacz kontraktowy. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *