Jeśli nie polityka, to co? Oczywiście dobra powieść, gdzie prawda jest spontaniczna a kłamstwo nie udaje prawdy.

Zadałem sobie pytanie o politykę i poczułem do siebie taki wstręt, że wyszedłem na ulicę, aby się publicznie wybatożyć i upokorzyć, wznosząc okrzyki: „Należy mi się to! Należy mi się to!” Ludzie, jak tylko dowiedzieli się o co chodzi, zachęcali mnie do  chłostania się aż do upadłego. Uznałem to za przesadę, przypominając sobie boleśnie, że to moje ciało, nie ich, więc szybko zakończyłem.

W sercu zachowałem jednak urazę, że w ogóle myślę o polityce i władzy, która co raz to chwali się jakimś oryginalnym sukcesem: jak nie podniebne loty tanie jak barszcz, to trolle i hejty na najwyższym piętrze, albo hotel na godziny prowadzony przez wysokiego nominata, który okazuje się niewinny aż upadłego. Dzisiaj, kiedy pokażesz nawet nieboszczyka, to jeden czy drugi pseudointelektualista w okularach z cienkimi oprawkami będzie twierdzić, że nieboszczyk jest tak długo żywy, dopóki mu się nie udowodni w sądzie, że nie żyje.

Nie o tym chciałem pisać, ale o czymś pozytywnym, w dodatku pokazać to w kolorach. Oto dwie bardzo udane okładki moich książek oraz ich projektant, Lechosław Martyński, na zdjęciu z synkiem, który inspiruje go do efektywnej pracy pytaniami w rodzaju „Tato! Kiedy wreszcie pójdziemy na lody?” Trzeba przyznać, że zdjęcie jest wyjątkowo urocze.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Cztery-portrety-str-przed.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Okładka-Klęczy-352x500-do-Lubimyczyt-Leszek-1.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Leszek-Martyński-i-Jaś-1.jpg

Do wyznań o pięknie, efektywności i lodach dołączam fragment powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny”, jako zachętę do jej przeczytania. Książka jest od wczoraj we wszystkich księgarniach internetowych.

Oto kolejny fragment:

Po powrocie z wycieczki przyjaciele zasiedli w fotelach z takim zadowoleniem, jakby w trakcie pobytu w letniej rezydencji Ambasadora i jazdy samochodem odmówiono im nawet najkrótszego odpoczynku. Przez kilka minut milczeli. Rozglądali się po pokoju w poszukiwaniu inspiracji do dalszego działania. Wyglądało to tak, jakby usiłowali przypomnieć sobie, skąd znają to miejsce. Dosięgnęło ich znużenie nadmiarem przeżyć i dojrzałym wiekiem. W trakcie kilkugodzinnej jazdy samochodem miliony widoków przesunęły im się przed oczami.

– Na emeryturze nawet Pan Bóg ma prawo czuć się zmęczony – pomyślał Boss, przysypiając wygodnie w fotelu. Zanim dokończył pobożną myśl, nasunęła mu się druga, z zupełnie innego wymiaru. Wydało mu się, że jest referendarzem na kolei. Usiłował rozwikłać tę zagadkę.

– Skąd przyszedł mi do głowy taki pomysł? Przecież nigdy nie pracowałem na kolei. Przypomniał sobie, że w rodzinie miał referendarza, ale to było bardzo dawno. Ponadto była to kobieta. Nie przepadał za nią. Nie podobało mu się też określenie „referendarz”. Brzmiało brzęcząco i staromodnie. Uspokoił się tym wspomnieniem.

Spotkanie odbywało się w apartamencie Ambasadora, a konkretnie w salonie, stanowiącym równocześnie pokój gościnny. Wypełniały go tradycyjne meble i sprzęty, tapczan, biurko z ustawionym na nim komputerem, regał z książkami, kilka obrazów prezentujących postacie świętych oraz drobne akcesoria i bibeloty, których nie sposób było zliczyć. Podłogę salonu przykrywał gruby na trzy palce dywan perski w kolorach flagi Ambasadorii, dar serca pewnego bogacza, którego Ambasador rozgrzeszył z zamierzonego aktu głupoty. Skuteczność wynikała z uświadomienia grzesznikowi, że musi najpierw wybaczyć sam sobie, zanim spłynie na niego z góry łaska ostatecznej dyspensy. Obok salonu znajdowała się kuchnia i łazienka.

Goście doszli do wniosku, że właściciel jest o wiele bardziej uporządkowany niż jego mieszkanie. Po cichu wymieniali się uwagami na ten temat. Relaksując się w fotelach z ciemnozielonymi obiciami, trudnymi do zdefiniowania, opowiadali sobie historie i dykteryjki, prawdziwe i zmyślone, niekiedy tak zawiłe, że nie sposób było określić granicy między prawdą a zmyśleniem. Odnosiły się przeważnie do przeszłości, skłonnej po latach przeinaczać i zniekształcać wydarzenia. Od czasu do czasu towarzysze dawnych lat wybuchali śmiechem młodości, najlepszym z najlepszych, wyuczonym w chłopięctwie i niezapomnianym mimo upływu lat.

Czasem mówili jeden przez drugiego, bojąc się, że zapomną, co chcą powiedzieć, albo sprzeciwiając się jakiejś niewydarzonej ich zdaniem wypowiedzi. Tylko jeden raz rozczulili się jak prawdziwi staruszkowie, a nie poważni seniorzy, czujni w przestrzeganiu zasad dobrego zachowania. W sumie traktowali się przyzwoicie, nie raniąc się nawzajem niestosownymi aluzjami lub uwagami, które mogłyby być odebrane jako uszczypliwości, rozmyślne lub niezamierzone.

Michael Tequila w Empiku: https://tinyurl.com/y52br67b

0Shares

Pozostałe zdjęcia i wspomnienia z Tajlandii

Piszę spóźniony blog. Postanowiłem umieścić w nim zdjęcia, które mi pozostały. Tajlandia to prawdziwa egzotyka zwłaszcza jeśli zagłębimy się w dominującą religię tego kraju, buddyzm. W hotelu Asia Pattaya znalazłem na stoliku nocnym dwie książki jak już wspomniałem. Jedną z nich pobrałem na komputer; jest ona dostępna bezpłatnie w języku angielskim. Jest to ciekawa pozycja; nie traktuje bezpośrednio o buddyzmie, ale wyjaśnia jego historię, znaczenie, rolę, praktykę.

Teraz zdjęcia. Sporo tego.

 Jeden z wielu klubów Go-Go w Pattaya Transseksualiści z Alcazar w Pattaya

Motyw ze świątyni w Parku Centralnym w Pattaya.

Rodzice nie tracący pociechy z widoku nawet w trakcie posiłku w restauracji. 

Zejście na plażę w hotelu Asia Pattaya

Figurka na balustradzie zejścia.

 

Biała Świątynia, własność prywatna artysty..

1Shares

Wycieczka do Egiptu. Cz 3: Starożytny Egipt, okresy historyczne i zdjęcia

Właściwa wycieczka zaczęła się w Luksorze, gdzie zamustrowaliśmy się  na statku, aby przez cztery noce i pięć dni podróżować Nilem w górę rzeki w kierunku Asuanu.

Nasi przewodnicy mówiący po polsku: Nagi (po lewej), wyznania koptyjskiego,  i Zienadine (po prawej), wyznania muzułmańskiego. Około 80 % Egipcjan to muzułmanie.

 Sklep tekstylny w Hurghada. Własność pana Gomaa. Kupowałem u niego szale z pashminy na upominki. Właściciel mieszka w Kairze, biznes prowadzi w Hurghadzie. Ma swoją stronę na Facebooku..

Grupa wycieczkowa, głównie Polacy, ale także jedna para z Litwy i jedna z Czechosłowacji.

Zadałem sobie niezbyt udany trud uporządkowania zdjęć świątyń i zabytków egipskich wedle okresów historycznych, w jakich powstały. Różne źródła nawet na samej Wikipedii podają niezbyt zgodne ze sobą dane. Wybrałem jedno z nich, wydawało mi się najbardziej uporządkowane i konsekwentne w prezentacji.

5500 – 3350 p.n.e. Okres predynastyczny

3350 – 3150 p.n.e. Okres protodynastyczny

3150 – 2886 p.n.e. Okres wczesnodynastyczny

2686 -2181 p.n.e. Stare Państwo

2181 – 2133 p.n.e. Pierwszy Okres Przejściowy

2133 – 1786 p.n.e. Średnie Państwo

1786 – 1567 p.n.e. Drugi Okres Przejściowy

1550 – 1085 p.n.e. Nowe Państwo

1085 – 664 p.n.e. Trzeci okres przejściowy

664 – 332 p.n.e. Okres późny

332 – 30 p.n.e. Epoka grecka – dynastia Lagidów

30 p.n.e.–395 n.e. Okres rzymski

Na górnym pokładzie zwanym słonecznym.

Na niektóre „pomniejsze” wycieczki, jak na przykład do wioski nubijskiej, wieziono nas łodzią motorową mieszczącą kilkanaście osób. .

Hotel Royal Star w Hurghadzie, w którym mieszkałem ostatnie cztery dni. Podobał mi się.

 

Zespół świątynny Abu Simbel. Pojechaliśmy tam autobusem, trzy godziny jazdy, wyruszając w drogę z Asuanu o godzinie czwartej rano.

Mniejsza świątynia Abu Simbel poświęcona bogini Hathor.

Główna część świątyni Abu Simbel poświęcona faraonowi Ramzesowi II oraz bogom Ra, Ptah i Amun.

Bugenwilla rosnąca przy drodze prowadzącej bezpośrednio do Świątyni Abu Simbel. To niezwykle piękny i popularny krzew w ciepłym klimacie. W moim ogrodzie w Australii rosła czerwona bugenwilla. To, co widać na krzewie, to nie kwiaty, ale liście które nabierają barwy i wyglądają jak kwiaty. Bugenwilla czyli kącicierń to roślina pnąca z rodziny nocnicowatych, gatunków roślin pnących i płożących wywodzących się z Ameryki Południowej.

Dodatkowym problemem były zdjęcia. Pomysł robienia zdjęć w Egipcie aparatem komórkowym nie był dobry, mimo że mam jeden z nowszych smartfonów (Lenovo K5) i wydawało mi się, że powinien robić w miarę dobre zdjęcia. Wyszła jedna wieka lipa. Dokonałem rzezi, dziesiątkując je. Byłem w tym nieporównywalnie mniej okrutny niż Egipcjanie, którzy wystrzelali kilkadziesiąt tysięcy krokodyli po zbudowaniu Wielkiej Tamy Asuańskiej! Moje zdjęcia zastąpiłem w większości bezpłatnymi zdjęciami wyszukanymi na Wikimedia Commons. Okazałem się być nie tylko zabójczym, ale i pracowitym facetem. Dałem sobie w duchu jednego lajka za ten heroicznie użyteczny czyn. Oto pierwsza seria 10 zdjęć.

3Shares