Piramida snów. Powieść fantastyczna. Odc. 5

Sefardi spróbował rozjaśnić swoje problemy w rozmowie z Wiktorem. Liczył na niego. Znał go od dzieciństwa i miał do niego zaufanie. Mieszkali w sąsiedztwie, razem bawili się, grali w piłkę, chodzili do kina i nad rzekę, do lasu na grzyby i jagody. Byli serdecznymi przyjaciółmi. Wiktor był młodszy od Sefardiego, ale rozumieli się doskonale. Przez kilka lat pracował w policji kryminalnej; wyniósł z tej pracy nietypowe nawyki. Stał się pasjonatem dociekania prawdy, zwłaszcza jeśli w zdarzeniach czy historii, jaką się zajmował, była dwuznaczność lub zagmatwanie. Lubił zagadki i tajemnice. Był dobrym obserwatorem, umiejącym wyłuskać ziarno prawdy z kilograma pozorów, oddzielić rzeczy istotne od nieistotnych.

Zaprosił Wiktora do siebie. Po wypiciu kawy wzmocnionej odrobiną brandy, wyłuszczył swoje niepokoje związane z dziwacznymi snami.

Wypowiedź Wiktora zaskoczyła Sefardiego.

– Ludzie jako gatunek to istoty niedorozwinięte mimo wysokiego poziomu indywidualnej inteligencji. Są mądrzejsi od małp, a równocześnie od nich głupsi. Albo, nie obrażając nikogo, bardziej prymitywni. Małpa nawet we śnie nie robi niczego, co nie ma natychmiastowej i znaczącej wartości.

Opinia wydała mu się czymś na wyrost, dziwacznym uogólnieniem tematu snów. Nie zraził się tym, wiedział, że przyjaciel ma dziwne sposoby dochodzenia do sedna sprawy.

Wywód trwał dłużej.

– Nadążasz za mną? – zapytał Wiktor po jakimś czasie.

Sefardi uznał to za niemiłą formę prowadzenia konwersacji. Kiedy przytaknął, że rozumie, Wiktor kontynuował.

– Księgowa musi szukać dwóch złotych, które nie zgadzają jej się w podsumowaniu kolumn i rzędów liczb. Robi to przez pół godziny, w końcu znajduje błąd. To działanie jest bez sensu, bo koszt jej pracy to osiemdziesiąt złotych dla firmy, a wartość błędu to tylko dwa złote. Która małpa, niby głupsze od nas zwierzę, usiłowałaby coś takiego zrobić?

– Zwykła czy człekokształtna? – spytał Sefardi rozdrażniony dziwacznym porównaniem. Wiktor popatrzył na niego niewidzącym wzrokiem i zignorował pytanie. 

Rozmowa nie kleiła im się. Sefardi nie dostrzegł w niej oczekiwanej pomocy, choćby nawet częściowo użytecznej sugestii, domniemania czy wskazówki. Zdecydował się przejąć inicjatywę. Podszedł do białej tablicy stojącej na sztaludze w rogu gabinetu i napisał dużymi literami „Moje dziwaczne sny pojawiają się jako odpowiedź na” a następnie wypunktował: „Jakąś ważną własną potrzebę, uświadomioną lub nie”. Ta teza najbardziej trzyma się kupy – dodał bez większego przekonania, po czym dopisał drugą sugestię „Cudzą potrzebę, którą mój umysł stara się zaspokoić przez sen”, dodając tytułem wyjaśnienia:

– To może mieć miejsce na przykład wtedy, kiedy ktoś ważny dla mnie ma problem, a ja chciałbym pomóc mu znajdując we śnie rozwiązanie. W tej sytuacji jego potrzeba staje się moją potrzebą.

Myślał jeszcze o innych opcjach, że ktoś manipuluje nim z zewnątrz, stosując hipnozę, że może cierpi na zaburzenia świadomości, w końcu, że ktoś ćwiczy na nim zaawansowaną technikę programowania ludzi, prowadząc niezrozumiały dla niego eksperyment. Nie podzielił się tymi myślami z Wiktorem; uznał to za niepotrzebne.

– Nie będę robić z siebie idioty – to milczące podsumowanie zakończyło jego wahania.

Spotkanie z Wiktorem nie przyniosło rozwiązania ani choćby podpowiedzi, w jakim iść kierunku. Sefardi postanowił zapisywać i analizować wszystkie swoje sny w oczekiwaniu, że w końcu znajdzie jakiś znak, odkryje jakąś prawidłowość, które mu wyjaśnią, co się z nim dzieje.

0Shares