Ptachu ujawnia swoją tożsamość. Powieść psychodeliczna. Odc. 8.

Wieczorem spotkała mnie niespodzianka. Ptachu udzielił wywiadu telewizyjnego, w jedynej stacji, która filtruje wiadomości i oddziela dobre od złych. Dziennikarz prowadzący wywiad przedstawił go krótko i podał kilka danych biograficznych: Leon Krzepki-Kukuła. Namiestnik. Swoją karierę zawodową zaczynał od stanowiska Naczelnika Wioski i Torów Kolejowych.

Ptachu był w dobrym nastroju, rozgadał się i nie patrzył na zegarek, wyjaśniając początki swojej kariery.

– Tory kolejowe normalnie należą do kolei, ale akurat pewien ich odcinek razem ze stacją kolejową, budką dróżnika, szlabanem i ubikacją wskutek zmian administracyjnych znalazł się na terenie wioski. To był tak mały fragment majątku kolei, że dyrekcja nawet nie zauważyła, że przeszedł pod naszą administrację. Kiedy się zorientowali, przysłali mi list wyrażając wdzięczność za zaoszczędzenie im kosztów.

Namiestnik mówił dłużej, lecz nie zdołałem wiele zapamiętać z wyjątkiem tego, że wcześniej był dyrektorem cyrku.

– Pasjonowałem się wtedy tresurą, przede wszystkim niedźwiedzi, małp i koni. Niedźwiedzi uczyłem chodzić w wyprostowanej postawie, kiedy palił im się grunt pod nogami, małpy uczyłem wykonywania na komendę nagłych zwrotów w lewo, w prawo i do tyłu, inaczej mówiąc ekwilibrystyki użytkowej, konie zaś przysposabiałem chodzić w równym szeregu i nie wydawać z siebie głosu, kiedy głośno trzaskałem z bata. Jestem wdzięczny losowi, że dał mi okazję nabycia solidnej wiedzy na temat tresury. Teraz wykorzystuję ją do szkolenia kadr kierowniczych.

Prośbę o przedstawienie czegoś więcej na interesujące tematy Ptachu zbył krótkim gestem mówiącym – jak to zinterpretowała tłumaczka wywiadu na język Braille’a – „powiem o tym więcej, ale kiedy indziej, bo teraz już jestem za bardzo zmęczony i nie dam się wciągnąć głupimi pytaniami w niepotrzebną dyskusję”.

Postanowiłem czekać na inną sposobność poznania jego zamysłów, pragnień i planów. Wciągnęło mnie to do głębi. Chciałem też poznać jego hobby, zainteresowania i pasje, podejrzewając, że jest człowiekiem namiętnym. Sugerował to jego rześki sposób poruszania się, mówienia i gestykulacji, zwłaszcza kiedy opowiadał żarty. Był człowiekiem pełnym wylewnego humoru. U ludzi tego pokroju pasja jest równie pewna jak kradzież pieniędzy z tacy zapomnianej w lesie przez roztargnionego kleryka.

Takie zdarzenie miało rzeczywiście miejsce. Duchowny tłumaczył się potem, że zapomniał o tacy, ponieważ szukał ważnego obiektu, który miał poświęcić, nie mógł go znaleźć, w dodatku po drodze zapodziało mu się gdzieś kropidło. Kiedy ze zmartwienia się zachwiał, zaczepił nogą o korzeń, upadł i wtedy zgubił tacę z datkami oraz wylał całą święconą wodę.

Historia ta wydała mi się mało prawdopodobna. W rozmowie z rodziną i przyjaciółmi uznałem jednak, że w kraju zachodzi tyle zmian, że jest to jak najbardziej możliwe. Napisałem o tym tylko dlatego, że Namiestnik Kukuła kojarzy się powszechnie z wiarą, kościołem, hierarchią i pobożnością. Potwierdził to mój siostrzeniec, uważny obserwator życia religijnego.

– Krzepki-Kukuła jest tak pobożny, że dostrzeże bliźniego nawet w chomiku. On by każdemu nieba przychylił, nie tylko kobietom w ciąży i kobietom rokującym nadzieję, że zasilą kraj w nowe pokolenia, ale także matkom karmiącym i rodzinom wielodzietnym, nawet jeśli przewodzą im ojcowie alkoholicy. Do kościoła Namiestnik chodzi tak często, że wydeptuje posadzkę i musi regularnie przydzielać dotacje na remont kościoła. Proboszcz z wdzięczności udostępnia mu ambonę, kiedy on z kolei potrzebuje wygłosić przemówienie patriotyczne.

W wywiadzie z Namiestnikiem wyszło na jaw, że on sam hoduje w domu chomika i uważa go za ósmy cud świata. Określenie „cud świata” w odniesieniu do chomika był to oczywiście żart z jego strony, podobno tak dobry, że wizytująca go grupa aktywistów partyjnych śmiała się serdecznie przez pół godziny.

Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i opowiadania: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4597586/niezwykla-decyzja-abuelo-caduco-humoreski-i-inne-opowiadania

0Shares

Komiks literacki. Marionetka. Odcinek 22.

Na scenie wielkością przypominającą salę balową w baśniowym pałacu, gdzie okna są większe niż ściany, przy małym stoliczku do kawy siedzą dwaj mężczyźni. Rozgrywa się scena teatralna rozmowy tete a tete. To po francusku. W ludzkiej mowie oznacza to rozmowę łeb w łeb. Po ubiorach rozpoznajemy, że ci dwaj to Najwyższy Urzędnik Nijaki i dziennikarz, para teatralna kojarząca się, albo i nie kojarząca się, z tą ze spektaklu „Piękna i bestia”, gdzie piękno miesza się z brzydotą.

– Czy jest pan marionetką? – Pyta dziennikarz.

– Czemu pan pyta? Czy to jest ważne? – Sonduje Wysoki Urzędnik, prawie tak wysoki jak wieża.

– Dziennikarz zaskoczony aż dwoma pytaniami, patrzy na siebie, zdumiony własną odwagą zadania takiego pytania takiej osobie, po czym mówi. – Ale ja w to nie wierzę, sądzę, że to bzdura, nigdy w to nie wierzyłem i nie uwierzę, proszę mi wierzyć. – Zaczyna plątać się w zeznaniach, czerwienieć, dostaje drgawek, jego ciało wypręża się i sztywnieje. Nijaki tego nie widzi, gdyż spogląda w głąb siebie, ocenia starannie każdą część ciała, aby upewnić się, jest czy nie jest marionetką, przypomina sobie fragmenty życia, kiedy występował publicznie, bo przecież marionetka to teatr. Niedawno w nim byłem. – Szepcze do siebie, po czym wylicza: marionetka to kukiełka, lalka, pacynka, natomiast w języku, w przenośni, to figurant, manekin, popychadło, pionek, kukła, narzędzie, pantoflarz.

– Chyba nie. – Odpowiada na pytanie dziennikarza. – Na pewno nie. – Potwierdza. No nie, bo skądże i jak? – Po tym, jak to wypowiada, śmieje się z pytania, coraz mocniej, wychyla z fotela, jego okrągłe policzki się trzęsą, dziennikarz, który ledwo sam się uspokoił, przygląda się uważnie i widzi, że nie jest to śmiech, tylko spazm bólu, wiele spazmów, jeden po drugim. Nie rozumie tego, zadaje sobie pytanie: Czy to boli …

…być albo nie być marionetką? – Uzupełnia mocny głos spod sufitu, po czym na platformę nad sceną wkracza Szekspir, ten ze Stratford-on-Avon, aby nadać w swoim języku powagi historyczno-histerycznej kwestii: To be or not to be a puppet!, po czym wygłasza tę kwestię w pięknym tłumaczeniu na ludzki język: Być albo nie być marionetką!

Na scenę zapada kurtyna milczenia z pytaniem: Jest on czy nie jest marionetką? sformułowanym przez dziennikarza albo przez Szekspira, Bóg to jeden wie, oraz sugestią niezwykle sugestywną: Odpowiedz sobie sam!

Wstrząśnięci dramatyzmem sceny widzowie wychodzą z teatru. Jest zima i na dworze śnieg skrzy się w późnym słońcu. 

0Shares

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 6.

No to pytaj, Tomaszu – Jakub Kowalski bez wstępu rozpoczął wywiad, kiedy obydwaj usiedli wygodnie, a operator dał znak gotowości kamery.

Jak pan wyobraża sobie Pana Boga? – z szacunku dla przekonań rozmówcy, których nie znał, jak i z racji swego wychowania katolickiego redaktor użył formy Pana Boga zamiast Boga.

Wyobrażam go sobie jako bardzo starego i znużonego człowieka. Mówię „człowieka”, gdyż jedynie takie wcielenie Boga ludzie są w stanie unaocznić sobie i przyjąć. Nie potrafią wyobrazić sobie Boga jako idei, energii, siły sprawczej, ponieważ te określenia brzmią w ich uszach bezdusznie, są niewyobrażalne. Brak jest w nich życia, istnienia. Wracając do wizerunku „starego i znużonego człowieka” dodam, że Bóg jest wiecznością. Wiecznością, ale taką, w której miniony czas ma swój wymiar, swoją wagę kosmiczną. To ona decyduje o pewnym zużyciu i znużeniu Boga – nieznajomy przerwał, przygarbił się trochę, jakby chciał zademonstrować zachowaniem i wyglądem, jak wygląda znużony Bóg.

Tomasz skorzystał z krótkiej przerwy. Był pod wrażeniem opinii przedstawionej przez rozmówcę, choć czas nie pozwalał mu na głębszą analizę czy choćby refleksję. Będę musiał zrobić to później, kiedy będziemy w studio odtwarzać nagranie – gorąco pragnął wykorzystać sytuację i kuć żelazo póki gorące. Chciał zadać jak najwięcej pytań.

To bardzo ciekawe ujęcie – stwierdził, aby tylko potwierdzić swoje zainteresowanie.

A jak widzi pan relacje między Bogiem a człowiekiem? – zadał kolejne pytanie, jakie przyszło mu na myśl. Zdał sobie sprawę, że może ono być zbyt obszerne. Przepraszam, jeśli moje pytanie nie jest dostatecznie jednoznaczne – uzupełnił pragnąc wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

Proszę nie martwić się. Spróbuję odpowiedzieć na nie kierując się moją wiedzą o Bogu.

Bóg jest istotą myślącą i widzącą wszystko. Zastanawia się nad tym, czemu wszystko służy i do czego zmierza: czas, przestrzeń, energia, wszechświat, ziemia, cywilizacja i sam człowiek, twórca i konsument tej cywilizacji. Boga w szczególności interesuje i intryguje człowiek, najbardziej wysublimowany twór przyrody, któremu przekazał część swoich boskich uprawnień.

Stworzył go na wzór i podobieństwo swoje – wyrwało się Tomaszowi bezwiednie. Poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie. Razem z operatorem słuchał jak urzeczony swobodnych, wartkich wypowiedzi siedzącego przed nimi mężczyzny. Musiał coś powiedzieć, aby ukryć swoje zaskoczenie i zauroczenie. Tak jak dziecko, które widząc coś niezwykłego, okrzykiem wyraża zdumienie.

To nie takie proste, synu – starszy pan nawiązał do uwagi redaktora. Jeśli Bóg jest doskonałością to i człowiek stworzony „na wzór i podobieństwo jego” powinien być doskonały. Wiemy, że tak nie jest. Jest na pewno skomplikowanym tworem, poruszającym się między ekstremami myślenia i bezmyślności, miłości i okrucieństwa, czułości i bezwzględności, wiary i niewiary. Jego podobieństwo do Boga jest tylko niespełnionym marzeniem, ideałem do osiągnięcia. Bóg jest wzorem tego, co najdoskonalsze. Ludzie powinni to wiedzieć i pamiętać.

Kim w takim razie jest człowiek? – w ferworze dyskusji o rzeczach najpoważniejszych Tomasz stopniowo odzyskiwał pewność siebie. Zadając pytania nie myślał o tym, że ma to być program przede wszystkim rozrywkowy. Był przekonany, że będzie to rewelacyjny materiał edukacyjny. Tak pasjonujący, jak najlepsza rozrywka.

Doskonały materiał – operator wydawał się myśleć podobnie, kiedy popatrzył na Tomasza i podniósł do góry kciuk jako znak uznania lub zwycięstwa.

Człowiek jest tylko tworem biologicznym, zachowującym się po części jak zwierzę, a po części tak, jak Bóg w sensie myślenia, wrażliwości, zdolności do abstrakcji czy nawet humoru, który zawiera w sobie nonsens lub sprzeczność, pojęcia niedostępne innym istotom żywym. To dwa światy, żywej przyrody i idei, przeplatające się ze sobą nawzajem. Zwierzęta też są zdolne do miłości. Samica opiekująca się potomstwem podejmuje beznadziejną walkę z drapieżcą. To analogia do ludzkiego bohaterstwa. Człowiek powolutku, drobnymi kroczkami wychodzi ze swej zwierzęcości i zmierza ku pełnemu, szlachetnemu, kierującemu się miłością człowieczeństwu. Zmierza ku Bogu.

Wywiad nie mógł przebiegać w lepszej atmosferze. Tomasz był zachwycony. Rozmówca wydawał się być niezmordowany w udzielaniu odpowiedzi na stawiane pytania. Zwracał się do niego po imieniu, używał także formy „synu”, a nawet „chłopcze”.

Nikt nigdy nie traktował mnie tak paternalistycznie od czasu, kiedy osiągnąłem pełnoletniość. W najmniejszym stopniu to mi jednak nie przeszkadza – redaktor nie mógł nadziwić się swojej reakcji na poufałość ze strony mężczyzny. W innych okolicznościach wyraziłby zdecydowany sprzeciw.

Tomasz nabierał coraz większego szacunku dla wiedzy, otwartości i naturalności rozmówcy. Nie wyprowadzały go z równowagi żadne pytania, choćby najbardziej niezręcznie sformułowane. Był cierpliwy i wyrozumiały omalże jak matka bezmiernie kochająca swe dziecko i pozwalająca mu na wszystko. Oby tak było do końca – wyraził w duchu życzenie.

 

0Shares