Głowy w autobusie do Jaipuru. Opowiadanie. Odc. 1: Podróż do Indii.

Podróż do Indii zawsze była dla Iwana Iwanowicza potrzebą ducha, marzeniem marzeń. Kraj wielkości kontynentu stanowił dlań ogromną, bogatą i kolorową, świątynię historycznej, społecznej i duchowej niezwykłości, łączącej różne religie, tradycje i zwyczaje. Sama mieszanka religijna mogła zamieszać w głowie; począwszy od hinduizmu, najstarszej i najbardziej powszechnej religii, przez buddyzm, sikhizm i dżinizm, po chrześcijaństwo. Był to kraj, gdzie od wieków miały miejsce zdarzenia przerastające ludzką wyobraźnię.

Iwan Iwanowicz śnił o tym i marzył. Indie układały mu się w korowód osobliwości: guru, fakirzy, grzechotniki tańczące na dźwięk fletu, święte krowy, panteon bóstw, bogiń i ich wcieleń, monstrualne bogactwo i niewiarygodna nędza. W jego pamięci wyróżniał się bóg Ganeśa, przypominający czteroręcznego mężczyznę o głowie słonia z jednym kłem, złośliwego, ale kiedy się go udobruchało, bardzo pomocnego.

Ganeśa posiadał cechy słonia, jego mądrość i siłę, a jego skóra była złota, czerwona lub niebieska. Iwan Iwanowicz pamiętał niektóre atrybuty jego boskości: księgę, kieł, topór i wielki brzuch jako znak dobrobytu.

Było tego znacznie więcej. Mangusta, zwierzątko, którego opis walki z grzechotnikiem, Iwan Iwanowicz znalazł w książce Norberta Wienera, ojca cybernetyki, jako ilustrację sprzężenia zwrotnego, reinkarnacja, kamienie szlachetne wielkości męskiej pięści, pracowite i spokojne słonie, które raził czasem atak szaleństwa. Był także mędrzec Sathya Sai Baba, głoszący jedność wszystkich religii, pogodzenie się z samym sobą, pomoc innym. Sathyę Sai Babę Iwan Iwanowicz pamiętał z jego zdolności materializowania z niczego, w pustej dłoni, jasnego świętego popiołu, którym posypywał głowy wiernych, poza tym joga i inne praktyki duchowo-fizyczne. Był jeszcze zwyczaj uroczystego palenia zmarłych na stosie suchego drewna i zrzucanie ich prochów do świętej rzeki Ganges, w której dla zdrowia regularnie zanurzały się rzesze wiernych. Także Mahatma Gandhi, który milczącym biernym oporem pokonał potężne imperium brytyjskie niosąc wyzwolenie swojemu narodowi.

Najbardziej jednak wyobraźnię Iwana Iwanowicza rozpalił Lotan Baba, w języku angielskim zwany Rolling Saint, człowiek o niespotykanej wprost wierze i wytrwałości. Iwan Iwanowicz oglądał film o nim kilkakrotnie z trudem wierząc, że jest to możliwe. Tocząc się po ziemi drogami polnymi i po asfalcie, w słońcu, deszczu i kurzu, Lotan Baba odbył podróż czterech tysięcy kilometrów z Ratlam do świątyni Bogini Vaishno Devi w Jammu. Towarzyszyła mu grupka jego wyznawców przygrywając dźwięcznie na bębenku i innych instrumentach. Jego nieludzka wytrwałość i odporność imponowały Iwanowi Iwanowiczowi tym bardziej, że sam podejmował niejedno „święte” przyrzeczenie, którego nie dotrzymał.

Wyjazd do Indii stał się życiową koniecznością, którą Iwan Iwanowicz musiał w końcu zrealizować. W biurze podróży wykupił wycieczkę, w której programie były dwa kraje: Indie i Nepal. Przygotowując się do wyjazdu, odczuwał dreszcz podniecenia. Starał się zapamiętać jak najwięcej faktów, zdarzeń i miejsc, ale niewiele mu to dało. Doszedł do wniosku, że aby coś zapamiętać, trzeba wszystko zobaczyć na własne oczy, doznać i przeżyć. Zanotował sobie tylko najciekawsze miejsca i zabytki wymienione w programie wycieczki, aby nic nie stracić.

Podróż rozpoczynała się w stolicy na lotnisku międzynarodowym. Tam miał się spotkać z pozostałymi uczestnikami wycieczki. Ich również był ciekaw. Był samotnikiem z natury, dawno już nie podróżował w większym towarzystwie.

*****

Na dworzec kolejowy, skąd pociąg ekspres miał do zabrać do stolica, trafił przed godziną piątą rano, pół godziny wcześniej niż trzeba. Było wyjątkowo dużo ludzi. Miał czas, więc ich policzył; razem z nim było czterdzieści osiem osób. Sam się zdziwił, czemu to uczynił, po co było mu to potrzebne. Od tego momentu nie mógł oderwać się od liczenia. W gorączce podróżnej odczuwał chyba potrzebę porządkowania rzeczywistości albo robił to bezwiednie, dla uspokojenia.

****

Przed wyjściem na peron sprawdził bilet. Miał miejscówkę w wagonie numer dwa. Zapamiętał numer wagonu i miejsca. Będąc już na peronie, nie słuchał zapowiedzi, gdzie znajdują się poszczególne wagony. Wydało mu się logiczne, że wagon numer dwa będzie blisko początku pociągu. Okazało się, że wagon numer sześć, siedem i osiem były na początku pociągu, a wagon jeden, dwa i trzy na końcu. Wagonów numer cztery i pięć nie było w ogóle. Kolej odwróciła porządek. Przeklinając, Iwan Iwanowicz pokonał dystans prawie biegiem w zdenerwowaniu i zażenowaniu, że nie słuchał zapowiedzi. W wagonie było ogółem czterdzieści pięć miejsc; większość była pusta, zajęte było łącznie z nim dziewięć miejsc. Szybko obliczył, że to tylko dwadzieścia procent. To było proste.

Z dworca głównego w stolicy miał pociąg na lotnisko, ale kasa biletowa nie wiadomo dlaczego była zamknięta. Czas naglił. Iwan Iwanowicz dowiedział się, że w kolejce dojazdowej nie można kupić biletu. W pośpiechu odszukał automat biletowy. Kupił także bilet nieznajomemu mężczyźnie, który prosił go o pomoc. Był zmęczony, nieogolony, mówił z nieznacznym obcym akcentem.

– Nie mam pieniędzy, nie wiem co zrobić. Muszę być na lotnisku. Mam się tam spotkać z przyjacielem. Przyjechałem tutaj do pracy, ale właśnie ją straciłem

Iwan Iwanowicz kupił mu bilet kierując się współczuciem. Nie wahał się, choć nie miał pewności, czy mówi on prawdę. Wydatek uznał za dobry uczynek. Chwilę potem, kiedy pomyślał o Indiach, za jałmużnę. Razem wsiedli do kolejki. W wagonie bez zastanowienia policzył pasażerów. Było czternaście osób razem z nimi dwoma. Postanowił więcej nie liczyć. Skoncentrował się w myślach na celu wycieczki. Przed oczami stanął mu toczący się święty, prosty, brodaty, skąpo ubrany mężczyzna o niezwykłej sile ducha. To mobilizowało podróżnika do wytrwałości, nie tylko w drodze do Indii.

Lotan Baba, the Rolling Saint, video 9 minut https://www.youtube.com/watch?v=QaCItcf2iSA

0Shares

Jak pisać opowiadanie, powieść, książkę?

To fascynujący i ogromnie obszerny temat. Każdy pisarz ma własne wyobrażenia, jak być twórczym i skutecznym w procesie tworzenia utworu. Umówmy się, że chodzi nam o powieść, najbardziej obszerne przedsięwzięcie, którą w zamierzeniu chcielibyśmy widzieć w postaci książki drukowanej albo elektronicznej (e-booka).

Zacznę ab ovo, czyli od początku, jak mawiali starożytni Rzymianie.

Są dwa style pisania. Jedni preferują styl naturalny, spontaniczny. Z chwilą, kiedy masz już ideę, pomysł, o czym chciałbyś pisać, przystępujesz do dzieła. Nie tworzysz planu, zarysu czy też innej formy organizacji powieści i procesu jej pisania. Piszesz tak, jak dyktuje ci inwencja, wyobraźnia i motywacja chwili. Sam przeszedłem te drogę i okazała się ona skuteczna w sensie powstania powieści. Nie powiedziałbym jednak, że ten sposób pracy jest najbardziej efektywny. Dla mnie oznaczał wielokrotne modyfikacje, zmiany, korekty, reorganizację tekstu. Jest to styl pisania odpowiadający chyba osobom o dużej wyobraźni, uporządkowanym myślowo i gotowym dokonywać na bieżąco zmian wynikających z przemyśleń i nowych idei, jakie pojawiają się w miarę pisania. Nie wszyscy przepadają za tworzeniem planów i podporządkowywaniu się im. Plany ich ograniczają, krępują, blokują ich inwencję. Z wynurzeń autorów i badań wynika, że takich osób jest stosunkowo niewiele.

Drugi styl pracy jest bardziej uporządkowany. Przed rozpoczęciem pisania tworzy się plan powieści. Planowanie może obejmować różne aspekty. Niektórzy zaczynają od stworzenia sylwetek bohaterów, głównych postaci powieści. Postacie są dla nich kluczowe; cała koncepcja ich powieści osnuwa się wokół postaci. Kiedy stworzyłeś już główne postacie i masz wyobrażenie ich charakterów, zamierzeń, ambicji, silnych i słabych stron, konfliktów itp., masz prawie gotową fabułę powieści – taka byłaby ich argumentacja. Fabuła wynika w tym wypadku z pragnień i działań głównych postaci, najczęściej uwikłanych w konflikty między sobą lub w konflikty wewnętrzne. Konflikt jest podstawą dobrej powieści – to stwierdzenie nader często pojawia się w podręcznikach dla osób myślących o karierze pisarskiej.

Plany tworzy się na miarę potrzeb, doświadczeń, umiejętności, wiedzy o planowaniu. Plan może być bardzo krótki i przedstawiać tylko fabułę (wątki) powieści, wyobrażenie jej początku i końca. Ktoś inny zaplanuje sobie przede wszystkim główne postacie, ich zamierzenia i role. Obszerniejszy plan powieści obejmować będzie więcej elementów: fabułę, główne postacie, sceny/epizody, które określają i porządkują rozwój akcji, początek i koniec powieści. Do planu można jeszcze dodać założenia, w jakich proporcjach zamierzamy wykorzystać w pracy narzędzia prezentacji fabuły, postaci, miejsc akcji i kontekstów, czyli narrację, dialog i akcję.

Cdn.

 

0Shares