Piekła ciąg dalszy

Zarzucono mi, że mój ostatni opis przedsionka piekła miał się nijak to rzeczywistości. Nie znaczy to, że piekło na ziemi nie istnieje. W tych dniach jest ono z pewnością w Adelajdzie, gdzie mieszka dostatecznie dużo ludzi, aby miało to znaczenie. Co z tego, że w Alice Springs w centrum Australii bywają wyższe temperatury, jeśli trzeba tam biegać po pustyni z dużym szkłem powiększającym lub łuczywem, aby znaleźć człowieka. I to w dodatku pijanego ze szczęścia, że innym też jest źle. Niewielu tam cierpi, bo jest ich niewielu. Wielu natomast pije lub odurza sie zapachem benzyny. To z braku kwiatów. Na bezrybiu i rak ryba.

Kilka dni temu temperatura w Adelajdzie osiągnęła apogeum. Oficjalnie podano, że wyniosła 45 st. C, mój termometr zanotował jednak 46 st. C. Jest chyba bardziej ambitny niż termometry stacji meteorologicznej. Tak czy inaczej był to rekord. Najbliższe dni nie zapowiadają się najgorzej.

Adelaide 7-day Weather Forecast

Summary

Mon
Jan 7

Tue
Jan 8

Wed
Jan 9

Thu
Jan 10

Fri
Jan 11

Sat
Jan 12

Sun
Jan 13

Sunny

Sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Maximum

40°C

31°C

26°C

34°C

35°C

29°C

33°C

Minimum

21°C

19°C

15°C

12°C

20°C

17°C

18°C

Pobyt w cieniu w temperaturze 45 st. C stwarza wrażenia. Po minucie lub dwóch czujesz ciepło na twarzy tak, jakbyś przebywał bezpośrednio na słońcu w upalny dzień. Uczucie gorąca jest wszechobejmujące. Czujesz się jak w dobrze nagrzanym piecu. Od naturalnego ciepła na zewnątrz nie można uciec. Możesz zrzucić siebie wszystko i będziesz nadał odczuwać gorąco. Kiedy jest zimno, możesz założyć na siebie dwa kożuchy i masz sprawę z głowy. Może to tłumaczy rozumienie piekła jako miejsca gdzie jest bardzo gorąco, a nie hurtowni z wiecznym lodem na Syberii, gdzie rekord temperatury osiągnął podobnież minus 80 st. C.

Wracając do rozbierania się, kiedy jest gorąco. Być może ktoś rozbiera się przed tobą lub ty przed kimś. Milsze jest oczywiście rozbieranie się we dwójkę, zawsze to towarzystwo. Tak jak picie w towarzystwie jest milsze niż zalewanie robaka samobójczo przed lustrem. Rozbieranie się i picie niekiedy mogą zresztą iść ze sobą w parze tak jak Kaczyński i Macierewicz na konferencjach prasowych. Przemyśl sobie ten ewenement. Może ci się skojarzy z czymś ambitnym i pozytywnym w Nowym Roku, który powolnymi kroczkami staje się Starym Rokiem. Nowy będzie lepszy niż stary. To pewnik. Znam kogoś na drodze do sławy, kto za rozsądną opłatą udziela gwarancji na tę okoliczność.

Powrócę do psychologii upalnych dni. Jeśli w sytuacji upalnej lub nawet niezbyt takowej, rozbierasz się do naga przed kimś, to znaczy, że jest naprawdę gorąco lub że chcesz temu komuś zaimponować. Czym? To jest złożone pytanie implikujące wiele opcji. Pięknem ciała? Dużym brzuchem? Lub na odwrót, anemicznym, takim, który rozpaczliwie woła o jedzenie? Długimi nogami lub błękitną głębią oczu? Rzeźbionymi mięśniami brzucha, które w Australii nazywają czteropakiem lub sześciopakiem w zależności od intensywności rzeźby i ilości kupowanego piwa. Obietnicą wielkich czynów? Jakich? – mogłaby zapytać ta druga istota i narazić cię na brak przekonywującej odpowiedzi. Wtedy możesz mieć na podorędziu przećwiczone już w samotności łazienki rozwiązanie: Skopię ogródek i posadzę kwiaty. Teraz, zimą? – zadają ci pytanie. Milczysz szukając wyjścia z pokoju, gdy tymczasem pada konstruktywna propozycja. Zgadzam się, ale pod warunkiem, że zrobisz to od razu, bez przebierania się. Jest to moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, nagle i głęboko, że ona/on już cię nie kocha.

Przepraszam za odskok od powagi sytuacji klimatycznej do tematów psychologii upałów.

Utrata koncentracji w taki czasie nie jest niczym nadzwyczajnym – podpowiada mi z boku Wiktor. Chce jeszcze zabrać glos, ale tłumaczę mu, że może w najbliższej przyszłości.

0Shares

Przedsionek do piekła

Wasz rozgrzany korespondent australijski donosi: od dzisiejszej nocy, przez tydzień, przedsionek do piekła znajduje się w Adelajdzie. Przedsionek jest ruchomy jak ruchome święto. Najniższa temperatura nocą wynosiła 28.6 st. C, o godzinie 7.30 rano było to już 34 st. Zamiast mówić sobie „Good morning” ludzie pozdrawiają się „Hot morning”. Oczywiście ci, którzy przeżyli do tej pory.

Mimo nieprzerwanie pracującej klimatyzacji trudno jest spać. Na werandzie jest duszna i bardzo ciepła atmosfera (nad ranem 32 st. C) jak pod przegrzaną kołdrą. Chodzę wzdłuż werandy i wypatruję w ogrodzie mojej ulubionej kotki. Noszę w sobie dwie miłości: ludzką do mojej żony oraz zwierzęcą do Kici. Czasem pomylą mi się te uczucia i wtedy zwierzę wychodzi ze mnie w relacjach rodzinnych. Nie uważam, że Bóg stworzył mnie osobiście na swój wzór i podobieństwo, gdyż wciąż odnajduję w sobie zwierzę zwłaszcza w momentach frustracji.

Kotka umila mi czas wspólnymi spacerami po ogrodzie i wskazaniami, gdzie jest najlepsze, w miarę zielone źdźbło trawy do przegryzienia. Prawdopodobnie jest ono lepsze w smaku niż angielski „Traditional Christmas Cake” z owocami. Mimo to odmawiam jedzenia trawy, lecz w dowód wdzięczności za życzliwość kulinarną usadzam ją wysoko na drzewie Jacaranda, gdzie ćwiczy wpatrywanie się w dal oraz tępi (raczej niż ostrzy) pazury drapaniem po grubym pniu.

Ci, którzy po ćwiczeniach w Adelajdzie trafią w przyszłości do prawdziwego piekła, powitani w dużym przedsionku przez Starszego Diabła, na jego „Welcome to Hell” spokojnie odpowiedzą: „Co tu u was tak chłodno dzisiaj?”. Po takim dictum szeregi diabłów przerzedzą się, ponieważ upadłe anioły też mają serca i cierpią na zawały. Jest to wiadomość, którą proszę przekazać Antoniemu Macierewiczowi, najwybitniejszemu specjaliście do spraw piekielnych w Polsce.

Tyle dla wprawy pisarskiej i rozrywki dla czytelnika.

Z piekielnym pozdrowieniem,

Michael Tequila

PS. Prognoza maksymalnej temperatury dzisiaj w Adelajdzie to 44 st. C.

 

0Shares

Piekło po australijsku

Piekło kojarzy mi się z wysokimi temperaturami, ogniem, cierpieniem, bezlitosnym żywiołem. W lokalnym adelajdzkim wymiarze piekłem może być upał utrzymujący się przez kilka dni. Minionej nocy temperatura nie spadła poniżej 27 stopni C, dziś o godzinie 7 rano wynosiła już 37 stopni. Teraz jest 41 stopni C. Zapowiadają się kolejne
upalne dni. To najgorsze, co może się zdarzyć. Wysokie temperatury w dzień i w nocy wymagają nieprzerwanego korzystania z klimatyzacji.

Liście żywopłotu,który przyciąłem kilka dni temu, są częściowo lub całkowicie popalone,  pokurczone i powykręcane. Przygnębiający to widok: kolor spopielałego brązu.  Być może sam się do tego przyczyniłem. Kilka dni wcześniej przyciąłem żywopłot, co obnażyło gałązki i liście poprzednio ukryte wewnątrz i nieprzyzwyczajone do bezpośredniego promieniowania słońca.

Wydarzenie to przypomniało mi wiersz, który napisałem kilkanaście lat temu. Wysłałem go wówczas przyjaciołom do przeczytania (było to małżeństwo Heleny i Tadeusza obecnie mieszkające w Polsce). Helena powiedziała mi, że nie powinna czytać takich
wierszy wieczorem, bo potem spać nie może. Treść wiersza była dla niej
straszna. Zaskoczyło mnie to i rozbawiło, ponieważ wiersz jest to tylko tworem
wyobraźni. Przedstawiłem w nim wizję końca świata. Koniec świata w wymiarze
kosmicznym nie jest możliwy, ponieważ kosmos jest niezniszczalny tak jak
przestrzeń i czas. Może tylko ulegać przemianom. Czy umiesz sobie wyobrazić rzeczywistość, gdzie nie ma materii, przestrzeni i czasu?

Koniec świata

Góry się rozwierają, powietrze się burzy

i płonie czerwienią – barwą krwawej róży.

Słup ognia wystrzela, płomień się rozrasta

i w nicość obraca lasy, domy, miasta.

 

Los koniec odmienił w prapoczątek ziemi,

skały płyną stopione śród żółtych płomieni,

gaz zwęgla powietrze i pyły rozwleka,

życie kona rozdarte, duch z niego wycieka.

 

Rzeka unosi się w górę, obłokiem się wzbija,

przestwór ognia ją chłonie i chciwie wypija.

Niedostrzegalny atom w proch też się rozpada

czarny – światła wygasiła kosmiczna zagłada.

 

Z krańców galaktyki tajnej mocy ręka

zgniata kulę ziemską, która z hukiem pęka;

jej szczątki ulatują w Gwiazdozbiór Kangura

i nikną powoli – wsysa je czarna dziura.

 

Z odrobin i pyłów nowy byt się tworzy,

miliardy lat kołuje w pierścieniach przestworzy,

nim znów duch go scali – pan wszechświata,

co kryje się w kosmosu bezgranicznych latach.

Morphett Vale, 23 sierpień 1996

Powyższy wiersz znajdziesz w tomiku „Oniemiałość” po kliknięciu linka http://www.smashwords.com/profile/view/MichaelTequila

0Shares