Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 208: Czarna Eminencja poświęca się Świątyni Wiary i Prokreacji

Pełną wiedzę o projekcie miał tylko sam arcybiskup. Był tak nim zajęty, że o postępach prac informował tylko gubernatora i to nie za często. Kiedy Blawatsky zauważył na sutannie Eminencji ślady cementu i farby zapytał, czy naprawdę nie potrzebuje pomocy.

– Nie napotykam najmniejszych problemów, bo Bóg jest ze mną. Jestem z nim w kontakcie prawie każdego dni i każdej nocy, bo pracujemy przez całą dobę. – Odparł duchowny.

Jego wychudzona twarz rozpromieniła się, oczy rozbłysły blaskiem misyjnego uniesienia. Gubernator nigdy wcześniej nie widział arcybiskupa w stanie takiego pobudzenia i pomyślał o nim, że jest szczęściarzem. Niekiedy przychodziło mu do głowy, że jest nawet nawiedzony. Odrzucał tę myśl zdecydowanie, kiedy arcybiskup fachowo, ze szczegółami i werwą, opowiadał o supernowoczesnej technologii instalowanej w Centrum Wiary i Prokreacji. Z tego, co gubernator zrozumiał, chodziło o rzeczywistość wirtualną. Miał o niej mgliste pojęcie.

Misja, plan i budowa świątyni stały się pasją Eminencji. Jeśli o niej rozmawiał, to tylko z gubernatorem, spowiednikiem i własnym cieniem. Nawet w Kościele Hierarchicznym niewiele wiedziano o powstającym sanktuarium. W pogodne wieczory widziano Eminencję nad brzegiem Mondegi, samotnie spacerującego i rozmawiającego z samym sobą. Na temat świątyni Eminencja tak rzadko udzielał wywiadów, że bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że w ogóle ich nie udzielał. W okresie ofensywy prokreacyjnej rzędu tylko jeden dziennikarz miał szczęście przeprowadzić z nim wywiad.

Sefardi oglądał to spotkanie w telewizji. Dziennikarzem okazał się jego samozwańczy opiekun z osiedla. Wynalazca był tak zaskoczony, że z wrażenia przewrócił filiżankę rozlewając gorącą kawę na spodnie. Wywiad zaczął się interesująco.

– Ratujemy człowieka przed nim samym, przed jego cywilizacyjnym obłędem. – Czarna Eminencja odpowiadał na pytania stonowanym głosem, patrząc prosto w obiektyw kamery.

O samej Świątyni Wiary i Prokreacji mówił niezwykle oszczędnie, jakby żałował słów. Wyjaśnił, że celem rządu i kościoła jest wykorzystanie symboliki wiary dla sprowadzenia człowieka z drogi grzechu na drogę prawdy. Jego wypowiedzi były tak skąpe i tajemnicze, że nawet dziennikarze specjalizujący się w sprawach wiary i kościoła nie byli w stanie zorientować się, w czym rzecz. Tajemnicę wypowiedzi hierarchy usiłowano rozszyfrować na różne sposoby. O pomoc poproszono jasnowidza i kabalistę, lecz ich wyjaśnienia były tak zawiłe, że tylko powiększyły zamieszanie. 

*****

Na niedzielnej mszy w katedrze Eminencja powrócił do tematu symboliki wiary i prokreacji. Jej potęgę porównał z cudownym ozdrowieniem rzeki Mondegi i leczniczymi własnościami jej wód. Przemawiając, przeszedł sam siebie. W pamięci zapadła wszystkim równie mocno jego pełna pasji homilia i orędzie, jak i biała szata zdobna w różnobarwne symbole prawdy, miłości, dobra i radości, macierzyństwa i ojcostwa. Słuchający go wierni widzieli, jak wzlatują one w powietrze na skrzydłach zachęty do odwiedzenia Świątyni Wiary i Prokreacji i uczestnictwa w misteriach, jakie będą tam mieć miejsce.

– Wiara w Boga i jej symbole są stare jak świat. Tu nie musimy nic zmieniać. Mamy wszystko podane jak na tacy.

Rewolucjonizujemy tylko sposób ich wykorzystania dla zmiany postaw kobiet zapiekłych w chciwości świata, niezdrowych ambicjach i zarozumiałości. – Eminencja używał mocnych słów, aby trafić do serc wiernych. Nieliczni twierdzili potem, że ten fragment jego przemówienia ambonnego był w pełni zrozumiały.

*****

W rozmowie z gubernatorem, arcybiskup wyjaśnił, że Świątynia Wiary i Prokreacji wykorzystuje najbardziej zaawansowane technologie komunikacji międzyludzkiej, interpretacji poglądów oraz kształtowania zachowań jednostki. Gubernator – nie była to w pełni świadoma reakcja – lapidarnie zreasumował, że Eminencji chodzi zapewne o pranie mózgu i indoktrynację, aby zachęcić kobiety do prokreacji.

– To słuszne podejście. W końcu muszą zacząć zachodzić w ciążę i rodzić dzieci. Do diabła! – wyrwało mu się.

Czarna Eminencja zesztywniał, zamilkł na chwilę, na jego twarzy pojawiła się niepewność, a moment później wyraz zniechęcenia. Szybko zakończył rozmowę.

– Barrasie! Modlę się każdego dnia, aby dobry Bóg mi wybaczył, jeśli robię coś niewłaściwego. Nawet wiem, że mi to wybaczy, ponieważ czynię wszystko z głębi serca w przekonaniu, że jest to zbawienne dla wiary i dla społeczeństwa.

0Shares