Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 83: Paw i Sefardi na scenie

Stojąc już przy mównicy Sefardi skupił się. Popatrzył na hasło wypisane wielkimi literami na transparencie umieszczonym przez dwóch studentów na ścianie auli: „Swobodne skojarzenia w sztuce pisarskiej i teatralnej”. Był to odważny pomysł, nawiązujący równocześnie do teatru, rozmowy towarzyskiej i gry w słowa. Mistrz podjął się zadania, choć oznaczało ono masę pracy i znaczne ryzyko niepowodzenia. Musiał przemyśleć każdą scenę, każdą sekwencję. Miał odegrać rolę wykładowcy i wiodącego aktora. Był to eksperyment dydaktyczny. Liczył na młodą widownię, jej wrażliwość i zdolności aktorskie. Sam był ciekaw, jak wypadnie prezentacja, starał się być pozytywny, pocieszał się, że zna temat na pamięć.

Czekał na sygnał rektora, aby rozpocząć wykład. W auli panował rozgardiasz, oczekiwanie dłużyło mu się. Stojąc przy mównicy, poczuł nagle ssanie w żołądku i słabość w kolanach. Czuł, że będzie wymiotować. Niespokojnie rozejrzał się wokół sceny z nadzieją, że gdzieś zobaczy znak toalety męskiej lub strzałkę, gdzie należy jej szukać. Przerwał zdumiony, kiedy z boku sceny pojawił się wielki kolorowy paw; rozłożywszy dumnie ogon zaczął mrugać do widowni. Przypominało to niezwykłą inscenizację z użyciem światła laserowego. Ptak miał wielkie, wyraziste niebieskie oczy i męską sylwetkę.

Sala wybuchła salwą śmiechu. Mistrz przecierał oczy ze zdumienia. Paw ukazał mu się jak fatamorgana zmęczonemu podróżnikowi na pustyni. Nie wiedział, jak zareagować. Popatrzył na rektora z niemym pytaniem w oczach, ale ten wydał się być jeszcze bardziej zdezorientowany. Sefardi nerwowo szukał wzrokiem donii Gabrieli. Nie było jej w pobliżu. Zdawało mu się, że kilka minut wcześniej widział ją w końcu sali przyjaźnie machającą ręką. Nie wiedząc, co robić, krzyknął na pawia. Miał nadzieję, że go wystraszy i skłoni do zejścia ze sceny. Czekał na reakcję, lecz ptak spokojnie kontynuował kontakt wzrokowy z widownią. Wyraźnie go to bawiło. Zapadła cisza, wszyscy oczekiwali czegoś niezwykłego, zaskakującego.

Ratując się, Sefardi zdecydował się na drastyczny akt. Skoro paw nie reaguje na głos, to on wystąpi w roli mima, wyjaśniając gestami i mimiką to, co miał do powiedzenia. Przypomniał sobie szesnastowieczny teatr rzymski i mimów z commedia dell’arte, swobodnie improwizujących, wymyślających teksty i sceny, tworzących gagi i popisujących się sztuczkami własnej inwencji.

Improwizował najlepiej, jak umiał. Chwilę rozglądał się po scenie udając, że usiłuje sobie przypomnieć, co się stało z jego głosem. Wcześniej wskazał na gardło i pozorował wyjmowanie głosu z gardła i wieszanie go na haku z boku sceny. Rozpaczliwy chwyt został przez widownię zaakceptowany i nagrodzony oklaskami. To go ośmieliło. Udał, że głos się skręca, jakby było mu niewygodnie, zdjął go więc z haka i zaczął tłoczyć z powrotem do gardła. Nie zdało się to na wiele, gdyż głos niespodziewanie zamarł w krtani. Mistrz stłumił charczenie i zaczął toczyć oczami przypominając pawia. Widownia patrzyła to na jednego, to na drugiego, czekając w napięciu, co się stanie. Był to najgorszy moment w życiu Mistrza; pragnął zapaść się pod ziemię. Nie miał pojęcia, co robić dalej.

W momencie dramatycznie niezręcznym dla wszystkich z wyjątkiem pawia i studentów na sali, interweniował rektor. Popatrzył na oczekujące dalszych niespodzianek audytorium i wyksztusił z siebie:

– Zamierzałem oddać głos naszemu pisarzowi, panu Sefardiemu Baroce, doktorowi pseudo honoris causa naszej uczelni, aby wygłosił wykład inauguracyjny na temat „Wolne skojarzenia w sztuce pisarskiej i teatralnej”, a nie jakiemuś pokracznemu, głupiemu stworzeniu zjawiającemu się na scenie niczym deus ex machina. To, co widzimy teraz przed sobą, to totalny nonsens, poniżający dla wszystkich. Nie mogę tego zaakceptować jako rektor uczelni i przeprowadzę dochodzenie w tej sprawie. Teraz tylko pragnę przywrócić porządek.

Nie dano mu skończyć. Jego interwencja, słowo „pseudo”, które ze zdenerwowania wkradło się w usta starca, oraz określenia „pokraczne, głupie stworzenie” i „totalny nonsens” jeszcze bardziej rozochociły widownię, wywołując śmiechy, komentarze i złośliwe pytania.

– Niech pan nam powie, panie rektorze, kto wpuścił pawia na scenę? Kto dał mu zgodę na występ, jeśli nie władze uczelni? – Anonimowy męski głos dochodził ze środka wypełnionej po brzegi auli. Zapadła cisza w oczekiwaniu na reakcję rektora. Zakończyła ją salwa braw, nowych okrzyków i masowego rechotu. Studenteria bawiła się na całego.

– Dobre skojarzenie, dobra, mocna reakcja! – Pomyślał Mistrz zapominając o własnym tragicznym położeniu. Intuicja podpowiedziała mu, aby nie ryzykować i nie przyłączać się do powszechnego aplauzu. Koniec oklasków stworzył okazję do ponownego wystąpienia rektora.

– Proszę o spokój, albo zakończymy tę imprezę! Oddaję głos memu przyjacielowi, wspaniałemu wynalazcy, zegarmistrzowi, a także pisarzowi, Sefardiemu Baroce, aby rozpoczął wykład inauguracyjny. – Rektor mówił jak dyktator, nie pozostawiając wątpliwości, kto rządzi uczelnią. Jego ponowne wystąpienie chwilowo przerwało, ale nie wygasiło zgiełku i zamieszania. Magnificencja poczuł się bezsilny. Machnął ręką w kierunku Mistrza, co mogło oznaczać tylko jedno: „Rób, co chcesz!

Sefardi nie czekał dłużej. Za nic nie oddałby teraz inicjatywy. Starał się mówić dobitnie, jak człowiek autorytetu.

– Dziękuję państwu za chęć uczestnictwa w wykładzie inauguracyjnym poświęconym grze skojarzeń słownych. Przerwał na moment, aby nabrać oddechu i rozpędu.

– Powiem szczerze, temat nie zjawił się nagle jak ten roznamiętniony bezkarnością paw na scenie.

Dygresja na temat pawia została przyjęta szczerymi brawami. Mówca kontynuował. – Najpierw pomyślałem o znaczeniu skojarzeń w grotesce, potem w dramacie, a w końcu w sztuce teatralnej. Dramat i teatr są ze sobą bardziej zrośnięte niż bracia syjamscy. Skojarzenia stanowią ważną część gry autora z językiem, z utworem literackim, a w końcu z czytelnikiem, dla którego autor istnieje i tworzy. Im większe bogactwo skojarzeń, dobroczynny efekt twórczego nastroju, tym większa wartość dzieła. – Napięty głos Sefardiego wywołany był pragnieniem zmiany nastroju widowni, doprowadzenia do powagi.

– Proszę traktować naszą interakcję jak grę służącą wywoływaniu skojarzeń. Zacznę od prostego powiedzenia „Ubogi żywi się jak może, a bogaty jak chce”. Jakie skojarzenia wywołuje ono u państwa? Było to pierwsze hasło z listy przekazanej donii Gabrieli, reżyserki sztuki dramatycznej.

Sefardi z niepokojem czekał, jakie odpowiedzi padną z sali, tak jak umówił się z reżyserką. Bał się, że jeśli będzie ich więcej, powiększy to zamieszanie. Miał nadzieję, że oprócz ich dwojga oraz studentów, którzy mieli wystąpić, nikt na sali nie ma pojęcia, że hasło i pytanie Sefardiego oraz odpowiedź z widowni były wcześniej uzgodnione.

Z krzesła w trzecim rzędzie wstał nieogolony, ciemnowłosy mężczyzna. W ręku trzymał czerwony sztandar. Rozejrzał się po sali i wydał głośny okrzyk „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”, tak intensywny i bolesny, jakby trawiły go płomienie. Pośpiesznie wyjaśnił, że jest delegatem partii komunistycznej i zaczął rozdawać ulotki. Zachowywał się rzeczywiście jak posłaniec komitetu rewolucyjnego. Chwilę później z kieszeni jego marynarki w czerwoną kratę wypadł miniaturowy magnetofon.

Michael Tequila – książki: https://tinyurl.com/y7cza5nc