Powieść „Cezarea”. Odc. 14: Premier Chudy spotyka się z Przyziemiem

Propozycją Przyziemia było spotkanie na neutralnym gruncie w sali konferencyjnej hotelu Ducko, znajdującego się w połowie drogi między Urzędem Premiera a siedzibą zarządu Przyziemia. Doradcy tłumaczyli Premierowi, że nie jest to miejsce dostatecznie reprezentacyjne na tak ważne spotkanie.

– Jest pan osobą na topie w naszym kraju. W rzeczywistości ma pan znacznie większą władzę i prerogatywy niż głowa państwa, która jest niesamowicie ważna, ale nie tak wpływowa jak pan, panie Premierze. Dlatego nie może spotykać się pan w tak skromnym miejscu jak hotel Ducko. Co to za hotel? Co to za nazwa? Brzmi prawie obraźliwie. Jest mało znana, zagraniczna, sam hotel wygląda jak obcięty ogon wyżła. To będzie się społeczeństwu źle kojarzyć.

Padły inne propozycje miejsc spotkania. Ostatecznie wybrano stadion narodowy. Przewodniczący Przyziemia, doświadczony kierowca wozu asenizacyjnego, zaakceptował propozycję.

– To przesada spotykać się na roboczą naradę na stadionie narodowym. Skoro oni jednak tak chcą, to się zgodzimy. Miejsce nie gra roli, ważne jest spotkanie i negocjacje.

Na spotkanie z Przyziemiem Premier przyleciał opancerzonym helikopterem z wizerunkiem wężowatego smoka.

Premier miał na sobie paradny mundur pułkownika lotnictwa, zgrabnie opinający jego smukłą sylwetkę. Na kołnierzu i mankietach munduru widniały wężyki premierowskie. Ich wzór ustalił kilka dni wcześniej sam Premier specjalnym dekretem parafowanym przez Plenipotenta, który nie odmawiał drobnych przysług Namiestnikowi Kukule i ludziom przez niego rekomendowanym.

– Mundurek jest cacy i leży na panu jak na modelce. Co ważne, ukrywa pańskie sterczące łopatki. – Chwalili Premiera doradcy już po pierwszej przymiarce. Byli szczerzy; w sprawach ubioru premier pozwalał im na szczerość, nie znosił tylko zuchwałej poufałości.

Po wylądowaniu helikoptera podbiegł do premiera jego zastępca i małą szczoteczką oczyścił ramiona z drobinek kurzu.

Do sali spotkań zbudowanej w ekspresowym tempie na środku stadionu Premier wchodził w otoczeniu ochroniarzy i najbliższych współpracowników. Towarzyszył mu dyrektor protokołu dyplomatycznego.

Premier posuwał się do przodu bez pośpiechu, ani za szybko, ani za wolno, godnie wyprostowany, uśmiechając się na prawo i lewo i przesyłając życzliwe spojrzenia. Zachowywał się uprzejmie, okazując w ten sposób szacunek przedstawicielom świata pracy.

Przy okrągłym stole podszedł do Premiera jego sekretarz osobisty, pulchny mężczyzna z owalną twarzą i oczkami skradającego się lisa, i wręczył mu teczkę. Premier ostrożnie położył ją na stole, otworzył szyfrowany zamek i wyjął trzy kartki: pierwszą z przemówieniem powitalnym, drugą z propozycjami dla Przyziemia i trzecią z mową pożegnalną i podziękowaniami. Potem sięgnął do bocznej kieszeni teczki, nabrzmiałej jak ślepa kiszka przed pęknięciem, i wyjął z niej pęk długopisów z wytłoczonymi złotymi literami „Od Premiera Jeremiego Chudego na pamiątkę spotkania na Stadionie Narodowym”. Pod napisem nie umieszczono daty, ponieważ w dniu jego tłoczenia nie była jeszcze znana.

Sekretarz szepnął coś do ucha Premiera, ten wstał i obchodząc z uśmiechem okrągły stół wręczał po kolei każdemu delegatowi Przyziemia długopis, ściskał rękę, gratulował, na zakończenie lekko pochylał głowę. Sekretarz towarzyszył premierowi z prawej strony nieco z tyłu, podobnie jak osoba towarzysząca głowie państwa przy składaniu wieńca na grobie zasłużonej osobistości. Z boku przesuwali się jak cienie trzej ochroniarze w okularach doskonale maskujących wzrok wyczulony nawet na silniejszy podmuch wiatru.

Po powrocie na swoje miejsce Premier wygłosił krótką mowę.

– Mam nadzieję, że będzie to spotkanie niezwykle udane i znaczące dla naszego ukochanego kraju, bez którego nie wyobrażam sobie mojego życia, nawet gdyby mi zaoferowano pałac na Wyspach Karaibskich, gdzie dojrzewają banany a owoce mango mają najcudowniejszy smak na świecie, o jakim nieprzerwanie marzyłem w dzieciństwie. Potem, kiedy dojrzałem, nadal marzyłem o takim pałacu, lecz zamieszkałym przez piękne kobiety grające na harfach i śpiewające patriotyczne pieśni i kanzony. – Premier lubić cytować historię, literaturę i opowiadać krotochwile.  

Pierwsi podchwycili żart Premiera jego najbliżsi współpracownicy. Z okrzykami „Przedni żart”, „Coś tak znakomitego dawno nie słyszałem” i podobnymi, wybuchnęli gromkim śmiechem, a zaraz za nimi ochroniarze, następnie służba porządkowa szkolona także w kwestiach savoir vivre i kultury politycznej. W końcu śmieli się prawie wszyscy obecni przy okrągłym stole z wyjątkiem przywódcy Przyziemia i kilku osób z jego otoczenia.

0Shares