Michał „Misiu” Kamiński

Czytelnik II zadał mi pytanie, które jest zbyt ważne, aby je pozostawić poniżej wpisów na blogu:

A czy będzie o najważniejszym kandydacie ( jedynce) – „spadochroniarzu” z województwa lubelskiego – pogromcy Agnieszki Smreczyńskiej – Gąbki, byłym spin-doktorze PIS-u „Misiu” Kamińskim!!! Kandyduje już chyba trzeci raz!

Moja odpowiedź:

Sam nie wiem. On ma takie ładne imię, które akurat i mnie przypadło w udziale, poza tym reprezentuje Lubelszczyznę, gdzie również się urodziłem. To częściowo neutralizuje moją obiektywność, a chciałbym pozostać sensownym komentatorem.

Nie zaprzeczę, że lubię Kamińskiego, jest inteligentnym, myślącym człowiekiem. Nie mam mu za złe, że odszedł z PiS. Odeszło stamtąd bardzo wielu ludzi. Nikt nie lubi obozu koncentracyjnego, gdzie prezes dyktuje treści wypowiedzi i unika dyskusji na temat przyszłości organizacji.

Co do jego odejścia, uważam, że istnieje limit lojalności. Gdyby pozostał w PiS-ie, straciłby prawdopodobnie szacunek dla siebie samego. Etyka wymaga, byśmy kierując się zasadami lojalności wobec drugiej osoby czy organizacji, nie zapomnieli o lojalności wobec własnych zasad i przekonań, poczucia własnej wartości i tożsamości.

Nie wiem też, czy decyzja „przygarnięcia” Kamińskiego okaże się pozytywna dla PO. Na pewno w Lubelskim PO odebrano ją w wiekszości negatywnie.Uczuciowo jestem po ich stronie, rozumowo niekoniecznie.

To trudny temat, niekoniecznie dający się opisać wedle zasady: to jest czarne, a to jest białe. Polityka bywa pogmatwana i dwuznaczna.

Dzięki Ci, Drogi Czytelniku, za przypomnienie człowieka gumowej elastyczności.