Hysio-35 / fragmenty

[…]  W warunkach układu słonecznego hysio występuje najczęściej nocą około godziny 23.15, ale w Galaktyce Rozdrażnień panują zupełnie inne warunki. Przeważają tu silne prądy równoległego wzbudzania i hamowania aktywności organizmów żywych i nie ma podziału na dzień i noc. Czas dobowy liczony jest metodą przeskoków: redukcji – od godziny 24 do godziny 0, i wzrostu – od godziny 0 do godziny 24. Ta doba była dobą rosnącą. Kapitan spokojnie podchodził do załogantów, którzy ustawili się na zbiórce w tradycyjnej gwiezdnej formacji, nagle podskoczył, podniósł obydwie ręce do góry i popędził w kierunku mostku sterowniczego. Tam czaił się chwileczkę, po czym zręcznie wdrapał się na pulpit nawigacyjny, skąd jednym susem przeskoczył na tablicę świateł ostrzegawczych i wydał z siebie nieartykułowany dźwięk. Zaraz potem oznajmił donośnym głosem:
– Jestem kapitan Nemo K, niestrudzony badacz galaktyk i układów gwiezdnych. […]                                                                                 […]  Załoga zbaraniała. Marynarze widzieli już różne rzeczy, ale czegoś takiego jeszcze nie oglądali. Ale co mogli powiedzieć na niezwykłe zachowanie przełożonego? Na pokładzie statku kosmicznego Hysio-35 kapitan był pierwszy po Bogu. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do jego uprawnień, to mógł to łatwo sprawdzić u źródła. Znajdowali się na wysokości dwóch lat, dwóch miesięcy i czternastu dni powyżej Ziemi. Niebo było widać jak na dłoni. Niebo przestało być pojęciem religijnym, a stało się pojęciem naukowym, astronomicznym,
od czasu, kiedy odkryto i oznaczono obszar kosmosu, gdzie koncentrowały się niewytłumaczalne siły energetyzujące wszechświat, wcześniej określane mianem Boga, Demiurga, Stwórcy lub podobnie. Bliski widok Nieba powodował, że niepotrzebne były parametry lokalizacji statku podawane na żądanie przez Biuro Namiarów Bliskości Nieba, słynne BNBN.[…]

[…] – Przyrzekłem wyjaśnić, to wyjaśnię, jestem człowiekiem honoru. – odpowiedział kapitan.
– Jeszcze przed startem nazywaliśmy się Hysio-35, ale wyniknął problem. Ksiądz kapelan odmówił poświęcenia statku. Powiedział, że nazwa jest nieważna, że nie ma takiej nazwy ani w księgach parafialnych, ani w wieczystych, ani w katalogu nazw obiektów kosmicznych. Zaglądaliśmy nawet do dzieła Kopernika „O obrotach ciał niebieskich” oraz przejrzeliśmy archiwalny stos dokumentów pozostałych po Giordano Bruno, szukając wskazówek dotyczących nazewnictwa kosmicznego odpowiadającego naszej działalności. I nic.Pomyślałem sobie wtedy: „W żadnym wypadku nie wylecę niepoświęconym statkiem. Musimy pójść na kompromis”.
– Czy ksiądz kapelan ma może jakiś pomysł lub sugestię?- zapytałem. Kapelan pomyślał chwilę,potem zasugerował:                                                                                            – A może by tak coś biblijnego?
Tak właśnie narodziła się Arka Noego. Kapelan był przekonany, że to historyczna, poważna i opatrznościowa nazwa, w dodatku zgodna z naturą ładunku, który nazwał menażerią. Oburzyłem się wtedy – dodał kapitan.
– Wiezie pan przecież ze sobą wspaniały zestaw okazów fauny, prawdziwą menażerię – wyjaśnił kapelan. Był człowiekiem prawdomównym, wiedziałem, że mówi to szczerze, co najwyżej żartuje. – Uznałem, że nas lubi i szanuje – kontynuował wyjaśni. – Tym mnie przekonał. Zgodziłem się, ale tylko czasowo. Dlatego zmieniliśmy poprzednią nazwę. Ale przemalować Hysia-35 i tak musicie.
– Kapitanie! – Zdzisio odzyskał oddech i werwę. – Ale dlaczego mamy zmieniać nazwę z Hysio-35 na Hysio-36? Co za różnica?
– Jak to dlaczego? – zdziwił się kapitan. Przecież kilkanaście minut temu dostałem hysia i był to kolejny trzydziesty szósty raz. Uważnie rejestruję wszystkie ważne zdarzenia. Jest to część tradycji wypraw kosmicznych, które prowadzę już od lat. Dlatego tak chętnie podróżują ze mną politycy, zawsze żądni poznania nowych sztuczek i manewrów oraz doznawania silnych wrażeń.

– Tam na ziemi, w parlamencie, posiedzenia zieją pustką i jest nudno jak flaki z olejem. Na statku u pana mamy nieprzerwany ubaw po pachy – przekrzykiwali się jeden przez drugiego, kiedy ich zapytał o powody zainteresowania podróżą na jego statku. – Nie tylko zresztą oni lubią podróżować w kosmosie. O, popatrzcie, tam przez okno, po prawej stronie! Jakiś turysta na hulajnodze kosmicznej. Nie widzę dokładnie tabliczki rejestracyjnej, za duża odległość, trudno więc powiedzieć, co to za model. Kierowca nie zabrał ze sobą kasku ochronnego! Musi to być jakiś nowicjusz. Zabawnie wygląda, siedzi sztywno jak urzędnik zszokowany żądaniami podwyżek emerytur i rent. Chyba zapomniał, że tu nie ma atmosfery! Niech mu
tam będzie! Każdy bawi się, jak umie – Kapitan Nemo K pogodnie podsumował wydarzenie. Jego wyrozumiałość dla ludzkich fanaberii nie miała granic.[…]

Powyższe fragmenty pochodzą z tomu opowiadań  Michael Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco” 

1Shares