Informacje dla odwiedzających stronę – książki Michaela Tequili

Z przyjemnością informuję, że w sprzedaży w księgarniach stacjonarnych i internetowych są już trzy moje książki:

  • Sędzia od Świętego Jerzego (książka drukowana i ebook) (cena od 13,80 zł),
  • Klęczy cisza niezmącona (książka drukowana) (cena od 11,20 zł)
  • Niezwykła decyzja Abuelo Caduco (książka drukowana) (cena od 14,20 zł).

Opinie i recenzje można przeczytać klikając na przycisk na górnym pasku menu strony autorskiej (w formie fragmentów recenzji oraz linków do recenzji). Szeroki zakres recenzji podaje też portal www.lubimyczytac.pl z linkami do księgarni, gdzie książkę można najtaniej kupić.

Będę wdzięczny za informowanie o tym znajomych i przyjaciół.

Zachęcam do zakupu dla siebie lub na upominek.

Bądź patriotą! Kup książkę! Wspieraj autora!

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

Opowiadanie Spektakl Odcinek 8

Jakub Kowalski poczuł się zmęczony. Może bardziej niż zmęczony, czuł się znużony życiem pełnym ruchu, obowiązków i odpowiedzialności.
Wiesz, Piotrze, chętnie podzieliłbym się odpowiedzialnością z kimś innym, ale nie znam nikogo, kto mógłby przejąć choćby jej część i potrafił wypełniać moje obowiązki. Wszystko sam wymyśliłem i teraz ponoszę tego konsekwencje. Jestem jak ten rzeźbiarz, który kupił ogromną górę i wykuł w niej wizerunki amerykańskich prezydentów. Teraz musi oprowadzać turystów, pobierać opłaty, opowiadać historię tworzenia rzeźb, pilnować ich przed zniszczeniem, usuwać grafitti i tak dalej. Niekończąca się praca. Ponadto musi słuchać nie tylko wyrazów uwielbienia dla swego talentu i osiągnięć, ale i krytyki. Ludzie potrafią wyrażać niezadowolenie, że muszą iść pod górę dziesiątki stopni, nawet wtedy, gdy mają udogodnienia w postaci elektrycznych wind. Niektórym nie podobają się same rzeźby. Jak widzisz, Piotrze, mam powody, aby czuć się zmęczony. Chyba muszę coś zmienić w moim życiu.
Piotr od dawna był prawą ręką Jakuba, którego ogromnie szanował, wręcz uwielbiał. Nazywał go Drogim Jakubem, Kochanym Jakubem, a czasem nawet Wielkim Jakubem, tak ogromny był jego podziw dla autora dzieł pełnych artyzmu i złożoności, które stworzył na przestrzeni swego wyjątkowo długiego życia. Cóż takiego trapi cię dzisiaj, Kochany Jakubie? Nie wydajesz się być w dobrym nastroju, choć dzień jest taki piękny – zamilkł, aby pozwolić mówić temu, kto był ważniejszy i mądrzejszy.
Niepokoi mnie narastający rozdźwięk między moimi możliwościami a oczekiwaniami tych, którymi się opiekuję i którym pomagam. Dawniej polegali na mnie całkowicie i akceptowali prawie wszystko, co dla nich robiłem. Bali się mnie i szanowali. Teraz tworzą coraz więcej sami, uniezależniają się ode mnie. Co więcej, niektórzy zaczynają mnie ignorować, uważają, że są mądrzejsi. Nie mam ich tego za złe, to bardzo ludzka cecha, tak samo jak niewdzięczność za wyświadczone dobro. Oczywiście uogólniam, nie wszyscy są tacy. Jest wielu wspaniałych ludzi.
Przepraszam cię, Drogi Jakubie, ale nie za bardzo rozumiem, o czym mówisz – Piotr był inteligentnym człowiekiem, jednakże nie zawsze nadążał za myślami szefa. Niekiedy jego wypowiedzi wydawały mu się wręcz abstrakcyjne.
Chodzi o nowoczesną technologię, inżynierię genetyczną, ogólny postęp nauki i wiedzy, za którym wielu nie nadąża. Czy to wszystko może służyć człowiekowi z pożytkiem? Jakub zamyślił się głęboko. Nie wiem – odpowiedział sam sobie po chwili rozkładając ręce. W istocie rzeczy pragnął tylko podzielić się troskami i niepokojami z Piotrem. Miał do niego ogromne zaufanie z racji jego wiary, dobroci i poświęcenia dla ludzi.
Ludzie zaczynają manipulować dobrami, które im powierzyłem. Tworzyłem je przez wieki i tysiąclecia, zostały dopracowane w najmniejszych szczegółach. A teraz oni usiłują – i to obawiam się skutecznie – powielać moje metody produkcji. Nie mają jednak cierpliwości, aby każdy nowy twór, nowe osiągnięcie testować tak długo, jak ja, aby uzyskać pewność, że jest idealny. To, co oni tworzą, obraca się często przeciwko nim.
Na przykład co? – Piotr bezwiednie przerwał Jakubowi, choć słuchał go jak zwykle z uwagą i szacunkiem. Mimo zaawansowanych lat zachowywał się wobec Jakuba jak student wobec uwielbianego mistrza, któremu nikt nie jest w stanie dorównać.
Na przykład elektryczność, samochód, telewizja, bomba atomowa, telefon komórkowy, narkotyki, chemiczne środki ochrony roślin. Wszystko, co zazwyczaj daje ludziom korzyści, ale równocześnie czemuś zagraża, coś niszczy, unicestwia: czyste środowisko naturalne, zdrowie a nawet życie, spokój ducha, poczucie więzi, miłość bliźniego, faunę. Taki telefon komórkowy. Znakomity wynalazek. Ale czy wiesz, jak niektórzy ludzie rozmawiają przez telefon komórkowy: plotą godzinami, co im ślina na język przyniesie, bez żadnego lub ze znikomym pożytkiem. Nie czyni to ich mądrzejszymi, lepszymi czy zdrowszymi. To mnie martwi – podsumował Jakub.
I co zamierzasz w tych sprawach zrobić, Kochany Jakubie? – Piotr starał się delikatnie doprowadzić dyskusję do końca, ponieważ miał jeszcze obowiązki do spełnienia.
Mam kilka pomysłów. Testuję je po kolei. Przede wszystkim wcielam się w ludzką postać i idę między ludzi. Rozmawiam z nimi, uczę się lepiej ich rozumieć, ich czasy i warunki. To daje mi szansę ogarnięcia wszystkiego i minimalizacji zła, które jawi się często niewinnie i niepostrzeżenie. Dobro napotyka nieprzerwany opór. Jak powiedział pewien ojciec trojga dzieci o swoim synu: On jest odporny na wiedzę! Czy to nie pięknie powiedziane? – Jakub zachwycił się skojarzeniem nabywania wiedzy z odpornością.
Gdzie ty ich uczysz, Drogi Jakubie? Sam kiedyś nauczałem trochę, ale były to czasy prostoty – Piotr przypomniał sobie otwarte place i przestrzenie oraz tłumy, przed którymi występował jako mówca i nauczyciel. Dzisiaj to chyba nie wchodzi w rachubę – wyraził wątpliwość.
Nie, raczej nie. Tylko muzycy, piosenkarze, sportowcy i politycy są w stanie przyciągnąć wielotysięczne tłumy. Przeważnie jest to tania rozrywka, niewymagająca wiele myślenia. Zwłaszcza mecze, gdzie kopie się piłkę lub … przeciwnika – odpowiedział Jakub. Ja stosuję inne metody. Chętnie rozmawiam z ludźmi nawet w pubie.
W pubie? – twarz Piotra wyrażała zaskoczenie. Kiedyś to było nie do pomyślenia – dodał w myśli.
A tak, Piotrze. Jesteś zaskoczony, ponieważ za twoich czasów było to nie do pomyślenia – Jakub czytał myśli Piotra, którego ta nadzwyczajna zdolność mistrza zawsze wprowadzała w zdumienie i niepokój.
Wiem, że wielu ludziom nie spodobałyby się moje metody. Ale tradycyjne metody są coraz mniej skuteczne. Ludzie gonią czas i inaczej słuchają. Na kazaniach w kościele słyszą o grzechu, pijaństwie i okrucieństwie wobec bliźnich. Ale czy biorą to sobie do serca? Ilu to mężczyzn znęcających się nad żonami lub dziećmi zmieniło się pod wpływem kazania? Przekaz musi zawierać coś głębszego, zaangażować słuchacza, poruszyć jego wrażliwość. W pubie – kontynuował Jakub – ludzie koncentrują się tylko na dwóch rzeczach: zawartości kieliszka lub kufla i rozmowie. Łatwiej jest przekonywać. Ludzie mają czas i słuchają.
Nie pytają ciebie kim jesteś? – rozmowa tak dalece wciągnęła Piotra, że zapomniał o swoich obowiązkach.
Czasami. Wtedy odpowiadam, że jestem człowiekiem wielu zawodów, a także kaznodzieją. Nie przeszkadza im to. Wiedzą, że każdy ma jakiś talent i musi zarabiać. Tylko jednemu redaktorowi przyznałem się ostatnio, że jestem Bogiem. Musiałbyś widzieć jego minę. Był totalnie zdezorientowany. Nie wiedział, co z sobą zrobić.
Czy nikt, Kochany Jakubie, nie powiedział ci czegoś złośliwego na temat głoszenia nauk w pubie? – Piotr nie był zachwycony metodą mistrza.
Bardzo rzadko. Kiedyś powiedziałem, że Bóg zamyka jedne drzwi, ale otwiera inne. Daje ludziom szansę na coś nowego. Wtedy ktoś skomentował: Czasem są to drzwi do tego samego domu, czasem do piwniczki z dużą ilością alkoholu, a czasem do celi więziennej lub pomieszczenia z mocnym hakiem i sznurem u sufitu.
Jak możesz się domyślić, wszyscy wybuchnęli śmiechem. Też się zaśmiałem, bo to był żart. Była w nim prawda, ale niekompletna. To był ostry żart dobrego obserwatora, poczyniony na pograniczu śmiechu i rozpaczy. Jesteś bystrym i inteligentnym człowiekiem – powiedziałem wtedy autorowi żartu. Musiałem żart skomentować, aby zrozumiano jego pełny sens. Zamykając jedne drzwi, Bóg otwiera inne, ale do człowieka należy wybór, z których skorzysta. Po to Bóg dał mu rozum i serce, aby dokonywał mądrych wyborów. Ponosi ryzyko, ale i osiąga korzyści. Opatrzność czasami, ale bardzo rzadko, dokonuje wyboru za ciebie. W sytuacji, kiedy sam doprowadzasz się do haka u sufitu, sznur potrafi się urwać. Wtedy w bolesnym zderzeniu z podłogą, otrzymujesz lekcję od Opatrzności, szansę głębokiej refleksji i zmian w życiu.

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 17: Rozliczenia. Część 2.

Zapadła grobowa cisza. Pierwsi zareagowali ochroniarze Kaczana, którzy bez wahania podjęli starania ukrycia go przed rychłą zemstą ze strony ludzi Premiera. Byli przekonani, że w ich najbliższym otoczeniu znajdują się tajni agenci a może nawet i płatny zabójca wynajęty przez oddział bojówkarzy Ewolucjonistów.

A co z koniem? – zaniepokoiła się wysoka, tęga Kreacjonistka, w życiu zawodowym weterynarz zwierząt domowych. Jeszcze te sukinsyny zechcą go zabić z zemsty.

Odprowadź go gdzieś na bok. Najlepiej na parking, tam gdzie są drzewa i cień. I daj mu pić. Zwierzę musi być zmordowane galopowaniem i zderzeniem z murem– przytomnie poradził ochroniarz Kaczana.

Kobieta zręcznie chwyciła konia za uzdę, poklepała go przyjaźnie po szyi i szybko udała się w kierunku, gdzie znajdowała się przyczepa do przewozu koni. Widziała ją w drodze na stadion.

W miejscu tragicznego wydarzenia trwało nieopisane zamieszanie. Rozdzwoniły się telefony komórkowe, ktoś gwałtownymi gestami ręki przyzywał wóz transmisyjny telewizji z kamerami na dachu, w kierunku trybun dla gości honorowych, gdzie znajdował się Prezydent, pobiegł goniec – świadek zabójstwa z relacją, co zaszło. W ekipie Premiera, do której dołączyli już ludzie wysłani przez szefa jego ochrony osobistej, ktoś do telefonu komórkowego wykrzykiwał szczegóły wydarzenia i miejsca, aby umożliwić przyjazd pogotowia ratunkowego i policji. Obok młoda kobieta zalewała się łzami i spazmatycznie zawodziła: Wezwijcie pogotowie ratunkowe! Wezwijcie pogotowie ratunkowe! Machała przy tym rozpaczliwie rękami, aby w końcu wyszeptać przez łzy: Boże! Boże! Ja nic nie mogę zrobić, bo wyczerpała mi się bateria w komórce.

Ofiara zabójstwa leżała na murawie bez znaku życia. Pochylało się nad nią kilka osób. Dwóch ochroniarzy ostrożnie przewróciło ciało, aby obejrzeć miejsca obrażeń. Zdumieni brakiem śladów krwi nie zauważyli słabiutkiego tiku nerwowego powieki prawego oka człowieka, za którego odpowiadali własnym życiem. Leżący wracał do życia jak chory po operacji, któremu zaaplikowano nadmierną dawkę środka znieczulającego. Nie podnosząc głowy ani nie wykonując żadnego innego ruchu zapytał cicho, ale przytomnie: Co się stało?

Jak to? To pan przeżył, panie Premierze? – wydusił z siebie ochroniarz osłupiały jakby zobaczył ducha.

Koszulka kuloodporna mnie uratowała. To było potężne uderzenie; natychmiast straciłem przytomność. Czuję ból w piersiach – słabym głosem powoli relacjonował wracający do przytomności Premier. Czuł się odrętwiały. Niezły upominek zgotował mi ten czerep rubaszny – dodał pewniejszym głosem przywołując na twarz coś w rodzaju bolesnego uśmiechu.

Co pan nazywa upominkiem? Strzał w pierś? Pan chyba oszalał! – wyrwało się ochroniarzowi.

No, nie było tak źle. To był strzał w koszulkę kuloodporną, którą podarował mi premier Kuwejtu. Nie pamiętam jego nazwiska, było długie i trudne do zapamiętania. Mówił, że to najnowszy rewelacyjny wyrób amerykański, o którym mało kto jeszcze słyszał. No i potwierdziło się – Premier uśmiechał się niepewnie starając podnieść się o własnych siłach.

Kiedy stanął już na nogach otoczony przez członków ochrony rządu na scenie pojawiły się reporterzy i kamery telewizyjne. Wydarzenie było bez precedensu; żadna stacja telewizyjna nie darowałaby sobie braku natychmiastowej transmisji. Człowiek z pierwszych stron gazet, który zginął na oczach tysięcy świadków i chwilę potem odrodził się jak Sfinks z popiołów, stanowił kąsek, który w życiu mass mediów pojawia się raz na sto lat.

Reguły gry.Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 17: Rozliczenia. Część 1.

Zderzenie konia i jeźdźca z murem było jak potężne tsunami uderzające w mikroskopijną powierzchnię materii, która przeszła do historii pod nazwą pomnika. Tysiące osób z napięciem śledziło rozgrywający się dramat. W pierwszym momencie zapadła martwa cisza, aby za chwilę wybuchnąć wrzawą zawodzeń, wołań i okrzyków. Ci, którzy znajdowali się dalej pytali, co się stało, inni dawali upust pogardzie i nienawiści wobec Ewolucjonistów, którzy spreparowali podstęp, jeszcze inni głośno wyrażali radość mniemając, że Kaczan stracił życie.

Słabosilny postanowił wykorzystać zamieszanie i harmider, aby z bliska ocenić skutki wydarzenia. Zawodnicy jego drużyny ostrzegali go przed podjęciem tego kroku, niektórzy byli gotowi nawet odciągnąć go od miejsca tragicznego zdarzenia. On jednak uparł się.

Muszę obejrzeć dzieło opatrzności, które wydało wyrok na najbardziej zawziętego wroga ładu i szczęścia społeczeństwa – warknął zniecierpliwiony ostrzeżeniami przed konsekwencjami zbliżenia się do miejsca wypadku.

W asyście dwóch młodych mężczyzn umięśnionych jak były gubernator Kalifornii za czasów kulturystycznej młodości, Słabosilny zmierzał w kierunku pomnika, gdzie  zgromadziło się już wielu ciekawskich. Niektórzy robili zdjęcia, inni usiłowali z bliska przyjrzeć się tłoczonej kompozycji muralnej. Słońce świeciło w oczy tak intensywnie, że mężczyźni musieli je nieprzerwanie osłaniać lub mrużyć. Szkoda, że nie zabrałem okularów przeciwsłonecznych – mruknął Premier. Ale nie można w nich grać.

Przysłaniając oczy żaden z nich nie zauważył, że w tłumie przy pomniku kryje się przeciwnik polityczny Premiera. Kaczan zajęty wypisywaniem autografu na koszulce jednego z fanów, pierwszy dostrzegł zmianę sytuacji i jak jastrząb rzucił się w kierunku oślepionej słońcem ofiary. Nie wiadomo kiedy znalazł się przy Słabosilnym i wymierzył mu siarczysty policzek. Głowa Premiera aż odskoczyła na bok.

Ty nędzna kreaturo! – wycedził napastnik przez zęby. Chciałeś podstępnie mnie zabić, ale Bóg nade mną czuwał. Powołanie się na istotę najwyższą miało – w jego przekonaniu – przekonać śmiertelnego wroga o bezsensowności jego zamiarów.

Bóg jest po naszej stronie, ty kanalio! – wykrzyknął Premier otrząsając się z ciosu i publicznego upokorzenia. Nie zamierzał pozostać dłużny. Zagrały w nim osobiste, polityczne i sportowe uczucia wywołując efekt mieszkanki piorunującej w zapalniku. Premier wyprostował się i wymierzył sprawiedliwość kierując pięść w twarz Kaczana. Ten zatoczył się oszołomiony klasycznym prostym i zuchwałością przeciwnika, którego uważał za niedołęgę polityczną bez charakteru. Zaskoczony podniósł rękę i dotknął nosa, gdzie odczuwał największy ból. Poczuł wilgoć i spojrzał na dłoń; była czerwona od krwi. Eksplodował wściekłością. Był w stanie szoku, czuł szum i jeden wielki zamęt w głowie.

Unicestwię cię! – zawył przerażającym głosem w kierunku Premiera. Błyskawicznie sięgnął do pasa i spod skórzanej osłony wyrwał czarno połyskujący przedmiot. Był to rewolwer, w rękach polityka broń ekstremalnej rozpaczy i desperacji. Szaleństwo wyzierało mu z oczu, kiedy celował w obiekt swojej nienawiści. Tylko cud mógł uratować Premiera. Rozległ się strzał i mężczyzna na oczach tysięcy zawodników, sędziów, gości na honorowych trybunach, ekip sił porządkowych oraz licznych dziennikarzy, reporterów i kamer telewizyjnych padł na ziemię jak rażony piorunem.

Przerywnik pisarski

Wszyscy lubimy sprawy poważne i śmieszne. Tak jak kochając potrafimy nienawidzić.

Obudziłem się z uczuciem małej wiary, lecz wielkiej ambicji. Siadłem do biurka i zacząłem pisać. Piszę, piszę, piszę i widzę, że przebieram nogami, a stoję w miejscu. To mnie zmartwiło. W staniu w miejscu pomagała mi Wena, ta, która powinna mi pomagać w inny sposób: podsuwając pomysły i zasilając inwencją. W sumie znaczy to, że mi nie pomagała, albo pomagała negatywnie.

Znalazłem się w ślepym zaułku. Patrzę, obserwuję i widzę, że nie jest on całkiem ślepy, a raczej ociemniały. Za zamąconym wzrokiem zaułka dojrzałem głęboką wodę, wskoczyłem więc do niej z myślą, że to mnie pobudzi do produktywnej twórczości pisarskiej. Nie było to oczywiste na początku. Woda była zimna i czysta, co mi dobrze zrobiło, ale szedłem na dno szybko i wyraźnie. Marne ze mną widoki – pomyślałem. Jeśli tak dalej pójdzie, to kto będzie pisać blogi, opowiadania i powieści, które mi Opatrzność obiecała? A co z moimi czytelnikami, którzy są mi milsi niż śniadanie świąteczne z gorącą bułeczką prosto z pieca i szyneczką prosto z lodóweczki?

Tak czy inaczej, szedłem na dno twórczości pisarskiej, aż je osiągnąłem. Na dnie oprócz opon i innych śmieci wyrzuconych przez istoty zwane dumnie gatunkiem ludzkim zebrała się już grupka pisarzy i poetów. Nie zatrzymywałem się wśród nich, bo nie lubię nieudaczników. Poszedłem dalej, gdyż było to tylko pierwsze dno oznaczone wielkimi literami DNO Nr 1. Przebiłem się przez nie gładko i szedłem w dół i prawie już sięgałem drugiego dna, kiedy usłyszałem histeryczny śmiech Jarosława Kaczyńskiego. Niech mi wybaczą ci, którzy go kochają, bo ja kocham tylko jego zabawne deklamacje w TV oraz pouczające zwycięstwa polityczne. Jego śmiech, który można nazwać także homeryckim, pokerowym, tęgim lub bryłowatym w zależności od miejsca i czasu, kiedy się ujawnia, tak mnie ożywił, że wróciłem do domu i mokry siadłem za biurkiem, aby pisać z nową dawką energii i inwencji. Aż ociekałem kreatywnością; efekt widzisz przed oczami.

Dzięki Ci, Boże, za podwójne dno, wielkich przywódców politycznych, zimną wodę i Wenę, która jest kobietą i od wieków znana jest pod hasłem, które w oryginale brzmi „la donna e mobile”. „Mobile” znaczy „zmienny”.

Jeśli chcesz, to przyłącz się do modlitwy, aby wybłagać coś dla siebie.

Przeprosiny i czytnik Kindle

Szczerze i serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników blogu za brak wpisów oraz brak wcześniejszej informacji, dlaczego ich nie ma.

Od początku sierpnia jestem na wakacjach w Polsce. Dużo podróżuję i często zmieniam miejsce pobytu. Efekt jest taki, że rzadko mam dostęp do komputera i Internetu. Brak mi też notorycznie czasu. Sytuacja ta utrzyma się jeszcze przez dwa tygodnie. Wakacje kończę ostatniego dnia sierpnia. Podejmę wówczas regularne wpisy na blogu.

Na zakończenie pozytywna wiadomość. Jak bardzo jest ona pozytywna zależy od indywidualnej sytuacji (że tak powiem) osobniczej. W pociągu Warszawa – Gdańsk spotkałem mężczyznę korzystającego z czytnika elektronicznego Kindle firmy” Amazon”. Sam mam taki czytnik, ale nie byłem w stanie czytać na książek elektronicznych kupowanych w Polsce. Czytnik nie akceptował formatów e-booków wydawanych w Polsce. Okazuje się, że jest to możliwe, trzeba tylko wiedzieć jak. Otóż e-book wydany w Polsce należy kupić ładując go do pamięci komputera (nie czytnika Kindle), następnie zmienić jego formatowanie na zgodne z wymaganiami Kindle i dopiero wtedy przenieść e-book z komputera na Kindle. Programy, które służą zmianom formatu są podobno dostępne bezpłatnie w Internecie. Sprawa  prosta, ale trzeba o tym wiedzieć. Wolałbym dowiedzieć się o tym wcześniej. Lepiej późno niż wcale.

 

 

Korzyści self-publishing

Self-publishing to wydawanie książek we własnym zakresie. Termin ten ma największe znaczenie dla autorów ebooków (książek elektronicznych).

Wydawanie książki lub książek w tradycyjnej formie (drukowanej) zawsze było i jest nadal kłopotliwe i skomplikowane. Dzisiaj jest to jeszcze trudniejsze, ponieważ ogromnie wzrosła konkurencja. Ambicje, a przynajmniej chęć pisania, ma obecnie wielokrotnie więcej osób niż kilkanaście lat temu. W Stanach Zjednoczonych jest 25 milionów osób parających się zawodowo pisaniem włączając w to pisarzy, poetów, dziennikarzy, osoby piszące na doraźne zlecenia, osoby przygotowujące teksty reklamowe itp. Z tej masy osób zawodowo zajmujących się pisaniem tylko 8 procent jest publikowanych. Nie znaczy to, że wszyscy piszący mają ambicje i życzenie być publikowanym. Oznacza to jednak, że między napisaniem książki a jej opublikowaniem może istnieć prawdziwa przepaść.

Autorzy, którzy są znani (celebryci, politycy, wybitni naukowcy, sportowcy itp.) lub mają już pewien dorobek pisarski (artykuły prasowe i inne publikacje) łatwej znajdą drogę do wydawcy książek w formie drukowanej. Ci mniej znani lub w ogóle nieznani praktycznie nie są w stanie przebić się do wydawcy. Większości nie udaje się nawet doprowadzić od oceny rękopisu przez wydawcę. W USA, gdzie konkurencja jest chyba największa, pojawiła się w związku z tym liczna rzesza pośredników między pisarzem a wydawcą – agenci literaccy. Agent literacki stał się poważną instytucją. Odciąża on wydawcę, ponieważ przedstawia wydawcy tylko te propozycje książek, które już sam ocenił i uznał za dostatecznie dobre. Nawet jeśli komuś uda się znaleźć wydawcę, czas między napisaniem książki a jej pojawieniem się na rynku liczy się w miesiącach a nawet latach.

Książka elektroniczna jest przyszłością czytelników i pisarzy. Takie jest moje zdanie. To nie jest przyszłość natychmiastowa, będzie ona realizować się stopniowo. Ale szybko. Już dzisiaj książki elektroniczne stanowią 12-15 % wszystkich wydawanych książek. Jeden z ekspertów branży wydawniczej w Australii oceniał, że już za 2 – 3 lata mogą one stanowić 50% wszystkich wydawanych książek. Nie jestem pewien tego terminu ani tej skali, budujący jest jednak fakt, że rynek ebooków podobnie jak i e-czytników rozwija się bardzo dynamicznie.

Publikacja we własnym zakresie książki w formie elektronicznej jest atrakcyjną ofertą zwłaszcza dla początkujących i mniej znanych pisarzy, oraz tych, którzy czują się na siłach i mają chęć wziąć na swoje barki cały proces wydawniczy oraz marketing i sprzedaż książek. Publikacja (w pełnym własnym zakresie) polega na znalezieniu, zalogowaniu się, zapoznaniu się z warunkami i zasadami platformy wydawniczej, a następnie umieszczeniu na niej ebooka. Z ważniejszych czynności, które się z tym wiążą, należy wymienić: przygotowanie książki (w tym dokonanie korekty), sformatowanie książki zgodnie z wymaganiami platformy, zaopatrzenie jej w okładkę elektroniczną, wypełnienie odpowiednich formularzy na platformie włącznie z określeniem ceny, opisami książki, wpisaniem etykiet, określeniem rodzaju literackiego itp. W grę wchodzi także uzyskanie i dołączenie do książki ISBN (international standard book number), który jest jej międzynarodowym symbol identyfikacyjnym. Książka, której nadano numer ISNB, znajduje się w rejestrze, jakim powszechnie posługują się wydawcy, hurtownicy, biblioteki, księgarnie itp. Nadanie ISBN nie jest jednak konieczne, aby móc opublikować książkę w formie elektronicznej.

Warsztat pisarski – słownictwo

Nowe technologie informatyki i komunikacji elektronicznej ułatwiają jak i trochę komplikują nam życie. Do duumwiratu łatwości i komplikacji dochodzi jeszcze wpływ innych kultur i języków. Najsilniejszy jest niewątpliwie wpływ języka angielskiego. Jego światowa dominacja w sferze informatyki i komunikacji przekłada się na wzbogacanie jak i zaśmiecanie języka polskiego. W tym drugim przypadku mam na myśli używanie w języku polskim anglojęzycznych wyrazów, terminów i zwrotów, które mają klarowne odpowiedniki polskie.

Dla parających się pisaniem poprawne i bogate słownictwo jest ogromną zaletą. W tej materii też napotykam problemy. Najbardziej kłopotliwe pojawiają się w mojej pracy jako tłumacza, ale nie tylko. Kiedy mam wątpliwości co do użycia wyrazu lub zwrotu korzystam z wyszukiwarki Google. Najprostszy przykład, który mi się nasuwa to ebook, e-book i e-książka. Wszystkie te wyrazy są w użyciu w polskim języku. Który z nich użyć? Wpisane do wyszukiwarki Google dają następujące wyniki (w każdym z przypadków wybrałem język polski jako język wyszukiwania):

ebook – 5.730.000 wyników

e-book – 3.380.000 wyników

e-książka – 134.000 wyników

Nie ulega wątpliwości, że forma „ebook” wybija się nad inne jako najbardziej popularna. Jestem przekonany, że będzie ona coraz powszechniej używana po prostu dlatego, że jest najprostsza. Ja używam jej z bardzo praktycznego względu. Kiedy zapisuję adres pliku, w którego nazwie jest e-book, komputer obcina mi adres na myślniku. Z ebookiem nie ma tego problemu.

Inny ważny aspekt doboru wyrazów wiąże się ze znajomością ich synonimów. Wszyscy chyba mamy tendencję (często zupełnie nieświadomie) do nadużywania pewnych wyrazów np. „powiedział, powiedziała itd.”. Ma to niebagatelne znaczenie w pisaniu dialogów. Sam najchętniej szukam synonimów posługując się generatorem synonimów www.synomix.pl. To wspaniały wynalazek: szybki i prosty w użyciu, bogaty w słownictwo. Po wpisaniu „powiedzieć” Synomix pokazuje aż 56 wyrazów i fraz, które są synonimami (łącznie z takimi jak: oznajmić, stwierdzić, zakomunikować, rzec i ogłosić, szczególnie bliskoznacznymi w stosunku do „powiedzieć”).

Polskie ebooki w kraju i za granicą

Nie kupuję w Polsce ebooków w języku polskim. Nie dlatego, że mam takie widzimisię, tylko po prostu nie jestem w stanie kupić odpowiednio dużego czytnika do czytania polskich ebooków sprzedawanych w Polsce. Około roku temu kupiłem Amazon Kindle DX, który dzięki dużemu ekranowi (prawie 24 cm) jest niezwykle wygodny w użyciu. Moja żona, która bardzo dużo czyta, nie zgadza się na czytnik z małym ekranem. Jest dla niej za mały i dlatego niewygodny. Kindle DX z kolei nie akceptuje polskich ebooków dostępnych w polskich księgarniach internetowych ze względu na odmienny format danych. I tak to trafiłem w pułapkę: mam doskonały e-czytnik ale nie mogę kupować ebooków w języku polskim dostępnych w Polsce. I na odwrót, jest dużo ciekawych ebooków w Polsce, ale nie są one dostosowane do formatu akceptowanego przez Kindle DX. Czytników o dużym ekranie w Polsce nie ma. Przynajmniej ja nie znalazłem takiego. Czekam, aż spotka mnie to szczęście.

Internetowe księgarnie zagraniczne oferują coraz książek w języku polskim. Sam opublikowałem i sprzedaję trzy moje ebooki (w języku polskim) w zagranicznych sieciach sprzedaży. Ma to kilka korzyści. Ebooki opublikowane na elektronicznej platformie wydawniczej szybko znalazły się w sklepach online dużych firm księgarskich. To dlatego, że moja platforma wydawnicza (www.smashwords.com ) zawarła umowy z dużymi sieciami dystrybucji „jej” ebooków. Sprzedaż ebooków przez wszystkie te sieci jest rozliczna z autorami ebooków za pośrednictwem www.smashwords.com . To niezwykle wygodne rozwiązanie. Również warunki finansowe, jakie oferuje platforma wydawnicza, są bardzo korzystne. Korzystne jest również to, że firmy sprzedające moje ebooki sprzedają równocześnie własne czytniki dostosowane do tych ebooków (Barnes and Noble – Nook e-Reader, Apple – Ipod, IPhone, IPad, Kobobooks – Kobo e-Reader. Kobobooks szczyci się, że już 8 mln osób korzysta z ich czytników elektronicznych.

Faktem jest, że jak na razie zasięg promocji i sprzedaży polskich ebooków za granicą jest mniejszy niż polskich ebooków sprzedawanych w Polsce, gdzie mieszka 38 milionów Polaków. Ten ograniczony zasięg promocji i sprzedaży uważam za przejściowy. Dlatego godzę się z nim.