Wiadomości dnia bieżącego i minionych czternastu dni

Czas biegnie tak szybko, że nawet nie zauważyłem, kiedy przekłusowały obok mnie ostatnie dwa tygodnie. Przyczyną były przeżycia, które wypełniły mnie bardziej niż pragnienie czynienia dobra przez obecny rząd (oby służył nam wiecznie!). Byłem w Perle Roztocza czyli w Zwierzyńcu na Lubelszczyźnie, gdzie przez dziesięć dni odbywał się pokazy Letniej Akademii Filmowej, w skrócie LAF.

W Zwierzyńcu widziałem cuda, a co najmniej rzeczy dziwne. Mężczyzna, obserwowałem go dłuższy czas, dał psu lody w waflu do lizania. Kiedy pies skończył, on zaczął lizać, potem znowu pies lizał, a potem jego właściciel. To jest miłość zwierząt! W drodze na Floriankę, urocza i wygodna trasa rowerowa, dosyć długa, dziesiątki ludzi na rowerach. Jedna grupka, sześć osób, szła pieszo. Milczeli. Zapytałem ich: – Dlaczego milczycie? – Zachowujemy energię. Chcemy wrócić do domu przed wieczorem.

Widziałem też mężczyzn i kobiety na rowerach ciągnących za sobą dzieci w klateczkach na kółkach. Przyzwyczajali ich do małych zamkniętych przestrzeni. Kiedy dorosną i winda zatnie się na 24 godziny między ścianami, odporność na klaustrofobię jak znalazł.

Pierogi z jagodami, moje ulubione, dostępne były tylko do godziny 13 maksimum 14. Towar reglamentowany, podobnie jak inne – tylko do określonej godziny. Potem możesz zęby wbić w ścianę z tęsknoty za ulubionym daniem, nie dostaniesz.

Dwa lata temu w Zwierzyńcu były dwie firmy organizujące spływy kajakowe po Wieprzu, tego roku co najmniej sześć, choć mówiono mi, że jest kilkanaście. Wersje spływu: 4 km, 6 km, 8 km, 11 km, 23 km, ile zechcesz. Żyć nie umierać. W spływie uczestniczyłem dwa lata temu, doświadczenie piękniejsze niż niejeden film na festiwalu. Sporo filmów było „odgrzewanych” – sprzed kilkunastu a nawet sprzed kilkudziesięciu lat, jeszcze z PRL-u. Obejrzałem Wajdy „Piłat i inni”, nie przypadł mi do gustu, choć reżyser genialny, mój ulubiony.