Wywiad z prof. Friszke dot. historii i bieżącej rzeczywistości. Cz. 2 (ostatnia). Dokąd zmierzamy?

Prof Friszke: Jest taka książka o NSZ, napisał ją Zbigniew Siemaszko, wydana w 1980 roku w Londynie, zupełnie zasadnicza książka dla tego tematu. Nikt jej w ogóle nie przywołuje.

Dlaczego?

– To jest pytanie. Bo oni piszą historię od nowa. Historię nie tylko w stosunku do tego, co w PRL-u można było powiedzieć, ale także historię polskich tradycji drugiej wojny światowej, pisaną przez polską emigrację na Zachodzie w Londynie.

I AK schodzi teraz na plan dalszy?

– Tak, oni delegitymizują Armię Krajową.

Ale niedawno, jeszcze parę lat temu, nie było takiej wrogości wobec AK ze strony polityków PiS-u, wręcz przeciwnie.

– Ale tu się zaostrza tendencja totalistyczna, przynajmniej w sensie ideologicznym. Armia Krajowa była armią państwową. Przypominam, że wszyscy żołnierze, oficerowie, którzy nie znajdowali się w niewoli, mieli obowiązek zgłosić się do służby w AK. To była część Polskich Sił Zbrojnych, będąca też częścią sił zbrojnych alianckich. I to, co dzisiaj się odbywa, jest próbą narzucenia monopartyjnego, nacjonalistycznego poglądu ideologicznego na całą polską kulturę i historię i patrzenia oczami skrajnych nacjonalistów. Ja już nie mówię, że nacjonalistów w ogóle, bo w AK też byli nacjonaliści ze Stronnictwa Narodowego. Nawet część wcześniejszych działaczy NSZ, których notabene ta grupa skupiona wokół NSZ mordowała. Uwadze pana Kasprzyka polecam casus pułkownika Nakoniecznikoffa-Klukowskiego. Albo Władysława Pacholczyka. To byli działacze skrajnej prawicy. Jednakowoż szukający porozumienia z AK i dlatego zamordowani przez ludzi, którzy tworzyli Brygadę Świętokrzyską.

I do czego to zmierza, panie profesorze? Jeżeli tak będziemy kształtować pamięć historyczną i młodych ludzi w Polsce?

– Aż się boję mówić, do czego to zmierza. Na pewno to zmierza do rozbicia narodu. Bo ta część narodu polskiego, która utożsamia się z AK, która ma swoich przodków w strukturach AK, w powstaniu warszawskim, w akcji „Burza” na wschodzie albo w obozach koncentracyjnych, jak w moim przypadku, po prostu nie jest w stanie zaakceptować takiej wizji przeszłości. I to jest co najmniej rozłam w stosunku do tradycji narodowych, zupełnie zasadniczy.

Pisali teraz i potomkowie AK, i powstańcy warszawscy się wypowiadali, i pisarze polscy, m.in. Adam Zagajewski, było mnóstwo apeli do prezydenta, żeby wycofał się z tego patronatu, i nic.

– Ale przecież widzimy od dłuższego czasu, to nie jest tylko kwestia NSZ. To jest też np. skandaliczna kwestia, w jaki sposób obchodzono rocznicę 11 listopada. Skandaliczna! Odwołania się nie do prawdziwej historii, tylko do nacjonalistycznych emocji skrajnej prawicy, najskrajniejszej prawicy. Nawet nie tej endeckiej, tylko jeszcze bardziej – ONR-owskiej, totalistycznej. To jest przerażające w gruncie rzeczy.

I te uroczystości odbywały się na placu Piłsudskiego, tuż obok Zachęty…

– Tak, gdzie zamordowano prezydenta Narutowicza.

Jest pewna symbolika w tym wszystkim.

– Jest. I obawiam się, że skutki będą dramatyczne, również międzynarodowe. Dlatego że im się wydaje, że to nie ma znaczenia, a to ma znaczenie.

Już „New York Times” o tym pisał, już świat obiegły depesze.

– Tak, bo to ma znaczenie w dwóch obszarach. Po pierwsze Polska szczęśliwie należała do koalicji antyhitlerowskiej. I oni, nie mając żadnej wiedzy historycznej, ci ludzie, którzy obecnie kierują całą sferą polityki historycznej, nic z tego nie rozumieją. Nie rozumieją, że dzięki temu, chociaż znaleźliśmy się pod butem Stalina oczywiście, to jednak Polska miała pewne przywileje. Chociażby takie, że Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie zostały wydane Sowietom, jak to było w przypadku innych formacji kolaboracyjnych. Również dotyczy to NSZ. Generał Anders wziął ich pod jakąś ochronę, że szczęśliwie nie zostali wydani Sowietom. Ale dlatego, że gen. Anders i II Korpus byli częścią alianckich sił zbrojnych na Zachodzie. Dalej: dzięki temu mogła funkcjonować polska emigracja, z tymi wszystkimi dobrami, które nam dała. Tymi książkami, wszystkimi publikacjami, archiwami zgromadzonymi na Zachodzie, z których korzystaliśmy. Dalej: to jest kwestia zupełnie praktyczna – Polska otrzymała ziemie zachodnie, granice na Odrze i Nysie. Gdyby była prohitlerowskim aliantem albo nie była traktowana jako część sił koalicji antyhitlerowskiej, toby tych ziem nie dostała. I teraz oni to wszystko wywracają do góry nogami i chcą zbudować na Zachodzie obraz Polski jako dwuznaczny. W gruncie rzeczy do tego to prowadzi. Bo nie można akceptować współpracy z Niemcami i jednocześnie mówić, że się było częścią obozu alianckiego. Po drugie: to jest kwestia Żydów. Rabin Schudrich słusznie powiedział, a oni w ogóle tego nie rozumieją – że w powszechnej świadomości Żydów to jest [formacja] antysemicka i – słusznie – obciążana zbrodniami na Żydach. Więc oni ich wynoszą na piedestał, a jednocześnie się dziwią, że potem na Zachodzie są głosy Polsce nieprzychylne, przypisujące jej współodpowiedzialność za zbrodnie.

Rabin Schudrich napisał krótki, ale niezwykle wymowny list, po tym jak dostał zaproszenie na wczorajsze uroczystości. „Zorganizowanie tych uroczystości znieważa pamięć wszystkich obywateli Polski poległych w walce z Niemcami. Zaproszenie mnie do wzięcia w nich udziału traktuję jako osobistą zniewagę”. I odesłał zaproszenie do szefa Urzędu ds. Kombatantów.

– No tak, bo to jest zrozumiałe: jak można zapraszać naczelnego rabina Polski na uroczystości antysemitów?

To pytanie mnie nurtuje, panie profesorze – jak można? Czy to wynika z niewiedzy, czy to było celowe, żeby się tak szyderczo w twarz roześmiać?

– Ja myślę, że to wynika z niewiedzy. Mam takie głębokie wrażenie, że ci wszyscy ludzie – pan Kasprzyk, pan Duda – powinni się cofnąć do szkoły podstawowej, jeśli chodzi o edukację. Oni nic nie rozumieją z historii, chociaż się zajmują historią.

To jeszcze wrócę do tego premiera w Monachium z kwiatami na grobie Brygady Świętokrzyskiej, bo to było bodaj tego samego dnia, kiedy powiedział o „żydowskich sprawcach Holocaustu”.

– No właśnie. Rozebranie logiczne ich sposobu myślenia jest właściwie szalenie trudne. Bo tam jest tyle sprzeczności, wynikających też właśnie z kompletnej niewiedzy, nieczytania niczego. Oni nie chcą wiedzieć, bo te rzeczy są nawet w internecie, zostały zamieszczone publikacje, fragmenty, rzecz jasna, bo trudno całą książkę zamieszczać, ale to wszystko jest obecne w przestrzeni, wydrukowane, powtórzone też w różnych zbiorach dokumentów. Na przykład publicystyka środowiska NSZ dotycząca Żydów. Przerażająca. Wzywająca do tępienia tych Żydów, którzy się po lasach ukrywają, oraz wyśmiewająca, a w zasadzie potępiająca drastycznie tych, którzy tym Żydom pomagają. I to są teksty z wiosny 1944 roku. W centralnych organach NSZ. No i jak to wszystko można pogodzić?

A może jest tak, panie profesorze, że ponieważ ta władza lubi przypodobać się wyborcom, to może czuje, że te nastroje i ludzie, którzy tak myślą, są całkiem liczni w naszym kraju?

– Bardzo możliwe, ale władza państwa jest odpowiedzialna za kształtowanie poglądów. Również za przeciwstawianie się poglądom skrajnym, antyspołecznym. W gruncie rzeczy antynarodowym. Bo w tym sosie nacjonalistycznym to są w gruncie rzeczy poglądy antynarodowe. Dlatego że prowadzące do podzielenia narodu, zantagonizowania, i nie wiem, co oni sobie wyobrażają na końcu.

I rujnujące wizerunek Polski.

– I rujnujące wizerunek Polski wśród innych krajów, zwłaszcza krajów koalicji antyhitlerowskiej, gdzie te tradycje wspólnej walki z faszyzmem są zasadnicze. Oni bardzo chętnie nie używają słowa „faszyzm”.

Tak jak żaden antysemita nie przyzna, że jest antysemitą.

– Tak jest. Oni nie lubią. Ale oni mogą sobie nie lubić. To pojęcie funkcjonuje w świecie. Państwa Osi: Hitler, Mussolini i ich sojusznicy – to jest faszyzm. I tak w świecie się opowiada tę historię. To jest historia wojny z hitleryzmem, faszyzmem. Po tej stronie były demokracje. I nie da się z Warszawy zmienić poglądów świata – ustalonych w licznych książkach, publikacjach naukowych, publicystyce, gazetach, świadomości polityków, świadomości ludzi. Oni próbują coś wymyślić i narzucić światu.

A może to nie o świat chodzi? Może chodzi, aby to tu – wewnątrz granic naszego kraju – to zmienić?

– Myślę, że ma pani rację, bo oczywiście nie mogą mieć nadziei, że zmienią poglądy na świecie. Ale tym samym robią to, co przed chwilą powiedziałem. To znaczy: w oczach zewnętrznych wyprowadzają Polskę z koalicji antyhitlerowskiej. A w każdym razie stawiają znak zapytania wokół tego. I to może mieć niesłychanie groźne konsekwencje dla spraw polskich, również na przyszłość. I jest całkowicie nieodpowiedzialne. W imię pozyskiwania poklasku jakichś skrajnie nacjonalistycznych kiboli. Bo w gruncie rzeczy ja nie widzę innego powodu – tylko chuliganów stadionowych chcą w ten sposób przyciągać taką retoryką. Bo jest im bliska, ich poziom umysłowy jest właśnie taki. Zero. Żadnej refleksji, żadnych książek, żadnego czytania. Wyłącznie epatowanie namiętnościami. To im schlebiają. Ale to jest ze szkodą dla narodu, dla państwa i jego pozycji międzynarodowej.

0Shares

2 myśli nt. „Wywiad z prof. Friszke dot. historii i bieżącej rzeczywistości. Cz. 2 (ostatnia). Dokąd zmierzamy?

  1. Ciekawi mnie reakcja na ten link tego pierwszego profesora? „https://wpolityce.pl/historia/459105-prof-zaryn-nie-wiem-skad-friszke-czerpie-wiedze-o-nsz?fbclid=IwAR1NCMQs0KeYHkpOZXn86rn4NJpN_hsvey_VgqzC4nJ00-_kMvraDTP6uyo „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *