Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 192: Rządowy program prokreacji nabiera rozpędu

Organizacje patriotyczne organizowały lotne oddziały vigilanti, patrolujące ulice i place miast i miasteczek.

Tworzyli je obywatele zatroskani o przyszłość kraju, identyfikujący się z rządem gubernatora Blawatsky’ego i jego polityką. Ich cichym zawołaniem stało się „Bić dewianta”. Atakowały one znienacka kluby i zgromadzenia oraz rozpędzały spotkania przeciwników prokreacji.

Patriotycznie nastawieni obywatele byli życzliwie do nich nastawieni. Kiedy przybywała policja, nie było świadków zdarzenia. Ofiary napaści twierdziły, że nie wiedzą, kto ich napadł, ponieważ napastnicy nosili maski na twarzach. Były to zeznania tak nieskładne i wzajemnie ze sobą sprzeczne, że policja podejrzewała ich o prowokację, wzajemne napady na siebie oraz samookaleczenia.

– Mówią tak dziwne rzeczy, że trudno w to uwierzyć. Że też ludziom chce się organizować takie hucpy. Zamiast pójść z dziećmi do kina lub do teatru, spotykają się, aby organizować happeningi udając, że biją. Nie dziw, że któryś z nich upadnie, uderzy się głową o krawężnik, dozna wstrząsu mózgu, a potem nie wie, co mówi. Bardzo im współczuję. – Wyjaśniał dowódca patrolu dziennikarzom przybyłym na miejsce.

Abraham Diepraam: Peasants brawling

Pytany o inne szczegóły zajścia rozwijał wyjaśnienia.

– Rozumiem doskonale taką sytuację, bo sam ćwiczę taekwondo i czasem zdarzy mi się boleśnie upaść na matę. Przyzwyczaiłem się do tego. Raz nawet uderzyłem głową o krzesło, które kolega przysunął do maty, aby lepiej widzieć przebieg ćwiczenia. Uderzyć się o coś ostrego, to żadna historia. Ludzie nieprzerwanie to robią. Czasem nawet myślę, że jest to forma rozrywki.

Media prorządowe nazywały zdarzenia pozorowanego pobicia happeningami i podejrzewały, że uczestniczyli w nich ludzie o niespełnionych ambicjach aktorskich.

Na ekranach kin pojawiły się filmy dokumentalne i fabularne ambitnych reżyserów pokazujące czyny patriotyczne minionych okresów historii, palenia heretyków na stosie, zwalczania fałszywych bohaterów narodowych, budowy pomników większych niż wieżowce oraz nawracania nimfomanów i nimfomanek na drogę umiarkowania i szacunku dla rządu i kościoła, w miejsce ślepego wpatrywania się w siebie jako ósmego cudu świata.

*****

Kilka dni później gubernator uzyskał kolejny dowód wsparcia dla swojej polityki. Na Plaza Central zgromadził się wielki tłum ludzi, przerastający liczebnością wszystkie demonstracje, jakie kiedykolwiek miały tam miejsce od czasów historycznych. Uczestnicy nieśli ogromne transparenty i plakaty oraz wznosili okrzyki „Precz z wrogami prokreacji”. Nikt nie wiedział, kto organizował to masowe wystąpienie. Nie udało się tego ustalić nawet policji.

– Ktoś, kto wpadł na pomysł organizacji tak wielkiej imprezy, wykonał kawał solidnej roboty i z tego tytułu należy mu się wyróżnienie. Wiemy, że uczestnicy otrzymywali informacje i zaproszenia pocztą elektroniczną, poprzez Facebook, portale informacyjne i tematyczne, nie sposób było jednak ustalić, kto był ich autorem lub inicjatorem. To sztuczka Internetu, podstępna anonimowość, której nie znoszę – w rozmowie z ministrem spraw wewnętrznych Babochłop nie krył rozczarowania.

Wkrótce policja zdobyła jednak dokładniejsze informacje. Demonstracja na Plaza Central była wspólną inicjatywą organizacji „Rycerze Przeszłości” oraz zgromadzenia „Pobożnych Matron” reprezentujących środowiska bigotek uczęszczających do kościoła z regularnością zegarka. Ich zlot nagłośniły media i serwisy internetowe, oglądane masowo przez obywateli szczerze wierzących, że umieją odróżnić dobro od zła. Pewną role odegrali także artyści szukający nowych inspiracji.

Były to potężne zastrzyki wsparcia dla rządu. Gubernator wyobraził sobie, jak stojąc na trybunie razem z Czarną Eminencją, ogląda tłum skandujący ich nazwiska i składający im hołd zniżając sztandary i salutując.

*****

Nowy rządowy program edukacji prokreacyjnej był niezwykle ambitny. Jego celem była pełna reedukacja społeczeństwa w sprawach prokreacji, potomstwa i patriotyzmu, determinującego motywację obywateli. Prokreacja znalazła się we wszystkich programach edukacji. Na zajęciach plastycznych uczniowie ćwiczyli wyobraźnię i wrażliwość na bodźce stymulujące ciało, głównie dotykowe. Program nawiązywał do pięciu zmysłów człowieka ze szczególnym uwzględnieniem dotyku, do których dodano także intuicję.

Zanim to nastąpiło, naukowcy zweryfikowali słownictwo i definicje oraz opracowali nowe hasła promocji prokreacji. Pierwsze kroki były proste. Odrzucono termin „członek”, ponieważ kojarzył się z przynależnością do organizacji. Zastąpiły go określenia „penis” i „prącie”, a w edukacji dzieci – siusiak i kuśka. Założenia programu określała ustawa „O edukacji społeczeństwa w duchu wiary i prokreacji”.

W sferze prokreacji interesy rządu i kościoła były zbieżne. Wspólnie ustalono hasła: „Seks dla prokreacji – tak, seks dla przyjemności – nie!” oraz „Obowiązek przed przyjemnością”. Wolny seks został zakazany do czasu, aż rząd opracuje ustawę regulującą tę sferę życia. Walkę z seksem prowadzono pokazując jego zgubne skutki: straszne choroby weneryczne, monstrualne członki męskie porażone elefantiazą, trąd wyniszczający. Spodziewano się wielkiego oporu ze strony wyuzdanej, chciwej bogactwa i zagubionej mentalnie części społeczeństwa, włącznie z opozycją, zawsze torpedującej inicjatywy rządu bez względu na ich cel, charakter i znaczenie.

Opozycja była jak zwykle krytyczna.

– Proponowane środki nic nie dadzą, ponieważ ten beznadziejny rząd angażuje edukatorów niemających własnych doświadczeń i znających się na prokreacji jak Manemunes na gęsich jajach. Stoją oni bliżej dewiantów seksualnych i religijnych niż ludzi rozwiniętych etycznie i estetycznie.

Wszystkim nauczycielom przydzielono odpowiedni fragment nauki o prokreacji. Koordynatorami nauczania byli wychowawcy. W nauczania uczuć i emocji korzystali oni z pomocy psychologów, wrażliwości prokreacyjnej – poetów i pisarzy, języka – nauczycieli literatury, organów i funkcji organizmu – biologów, położników i ginekologów, historii prokreacji – historyków a duchowości – księży, katechetów i biblistów.

Nieoczekiwanym wyzwaniem okazało się słownictwo. Do języka wkradło się mnóstwo wulgaryzmów i uproszczeń, odwracających uwagę od piękna i znaczenia aktu prokreacji. Korektę wypaczeń powierzono nauczycielom, obarczając ich częściowo winą za zaniedbania. Ich nową rolą było upowszechnienie słownictwa stymulującego wyobraźnię w kierunku prokreacji.

W sensie historycznym chodziło o pokazanie jej roli w ewolucji człowieka i rozwoju cywilizacji. Brzmiało to bardzo naukowo i dlatego rząd doszedł do wniosku, że konieczne jest jej powiązanie z patriotyzmem, motywującym ludzi do działania na rzecz społeczeństwa, narodu i kraju. Na początku było niejasne, czy rząd i kościół nie będą dublować wysiłków w promocji prokreacji, ustalono więc, że kościół będzie koncentrować się na sprawach duchowości, rząd natomiast na aspektach cielesnych oraz motywacji. Dla łatwiejszej identyfikacji ustalono, że rząd odpowiada za edukację obywatela od pasa w dół, kościół – od pasa w górę.

Michael Tequila – książki: https://tinyurl.com/y7cza5nc

2Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *