Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 17: Rozliczenia. Część 2.

Zapadła grobowa cisza. Pierwsi zareagowali ochroniarze Kaczana, którzy bez wahania podjęli starania ukrycia go przed rychłą zemstą ze strony ludzi Premiera. Byli przekonani, że w ich najbliższym otoczeniu znajdują się tajni agenci a może nawet i płatny zabójca wynajęty przez oddział bojówkarzy Ewolucjonistów.

A co z koniem? – zaniepokoiła się wysoka, tęga Kreacjonistka, w życiu zawodowym weterynarz zwierząt domowych. Jeszcze te sukinsyny zechcą go zabić z zemsty.

Odprowadź go gdzieś na bok. Najlepiej na parking, tam gdzie są drzewa i cień. I daj mu pić. Zwierzę musi być zmordowane galopowaniem i zderzeniem z murem– przytomnie poradził ochroniarz Kaczana.

Kobieta zręcznie chwyciła konia za uzdę, poklepała go przyjaźnie po szyi i szybko udała się w kierunku, gdzie znajdowała się przyczepa do przewozu koni. Widziała ją w drodze na stadion.

W miejscu tragicznego wydarzenia trwało nieopisane zamieszanie. Rozdzwoniły się telefony komórkowe, ktoś gwałtownymi gestami ręki przyzywał wóz transmisyjny telewizji z kamerami na dachu, w kierunku trybun dla gości honorowych, gdzie znajdował się Prezydent, pobiegł goniec – świadek zabójstwa z relacją, co zaszło. W ekipie Premiera, do której dołączyli już ludzie wysłani przez szefa jego ochrony osobistej, ktoś do telefonu komórkowego wykrzykiwał szczegóły wydarzenia i miejsca, aby umożliwić przyjazd pogotowia ratunkowego i policji. Obok młoda kobieta zalewała się łzami i spazmatycznie zawodziła: Wezwijcie pogotowie ratunkowe! Wezwijcie pogotowie ratunkowe! Machała przy tym rozpaczliwie rękami, aby w końcu wyszeptać przez łzy: Boże! Boże! Ja nic nie mogę zrobić, bo wyczerpała mi się bateria w komórce.

Ofiara zabójstwa leżała na murawie bez znaku życia. Pochylało się nad nią kilka osób. Dwóch ochroniarzy ostrożnie przewróciło ciało, aby obejrzeć miejsca obrażeń. Zdumieni brakiem śladów krwi nie zauważyli słabiutkiego tiku nerwowego powieki prawego oka człowieka, za którego odpowiadali własnym życiem. Leżący wracał do życia jak chory po operacji, któremu zaaplikowano nadmierną dawkę środka znieczulającego. Nie podnosząc głowy ani nie wykonując żadnego innego ruchu zapytał cicho, ale przytomnie: Co się stało?

Jak to? To pan przeżył, panie Premierze? – wydusił z siebie ochroniarz osłupiały jakby zobaczył ducha.

Koszulka kuloodporna mnie uratowała. To było potężne uderzenie; natychmiast straciłem przytomność. Czuję ból w piersiach – słabym głosem powoli relacjonował wracający do przytomności Premier. Czuł się odrętwiały. Niezły upominek zgotował mi ten czerep rubaszny – dodał pewniejszym głosem przywołując na twarz coś w rodzaju bolesnego uśmiechu.

Co pan nazywa upominkiem? Strzał w pierś? Pan chyba oszalał! – wyrwało się ochroniarzowi.

No, nie było tak źle. To był strzał w koszulkę kuloodporną, którą podarował mi premier Kuwejtu. Nie pamiętam jego nazwiska, było długie i trudne do zapamiętania. Mówił, że to najnowszy rewelacyjny wyrób amerykański, o którym mało kto jeszcze słyszał. No i potwierdziło się – Premier uśmiechał się niepewnie starając podnieść się o własnych siłach.

Kiedy stanął już na nogach otoczony przez członków ochrony rządu na scenie pojawiły się reporterzy i kamery telewizyjne. Wydarzenie było bez precedensu; żadna stacja telewizyjna nie darowałaby sobie braku natychmiastowej transmisji. Człowiek z pierwszych stron gazet, który zginął na oczach tysięcy świadków i chwilę potem odrodził się jak Sfinks z popiołów, stanowił kąsek, który w życiu mass mediów pojawia się raz na sto lat.

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *