Rozszczepione życie: Część 2 i ostatnia ( a może i nie ostatnia?)

Moja najnowsza produkcja jest w trakcie ostatecznej korekty i edycji. Jest to powieść sensacyjna („Sędzia od Świętego Jerzego”) z elementami groteski polityczno-sportowej. Powinna ukazać się za kilka tygodni w formie ebooka na platformie wydawniczo-księgarskiej www.Virtualo.pl.

Poważne pisanie jest skąpcem jak Harpagon, gdyż żałuje czasu na wszelkie inne czynności, i chciwe jak król Midas, ciągnąc zasoby energii i uwagi w swoim kierunku. Pisanie nie wymaga, a wręcz żąda wielkiej ilości pracy i dobrej organizacji. Autor musi dużo czytać, jeszcze więcej pisać, dyskutować o tym, co pisze, poprawiać, znowu dyskutować, znowu poprawić, znowu analizować i poprawiać, i po drodze wykonywać jeszcze kilka innych sztuczek, które tak naprawdę sztuczkami nie są. Mam na myśli radzenie sobie z wyzwaniami codziennego życia, nieszczędzącego nam utrudnień. Niekiedy są one frustrujące, nieuniknione i beznadziejne, a wynikają chyba z ograniczoności i niezdrowych nawyków instytucji, organizacji i osób. Lekarka, która wystawia proste zlecenie na ćwiczenia rehabilitacyjne zamiast wymaganych trzech szczegółów wpisuje dwa. Recepcjonistka zakładu rehabilitacyjnego nie zadzwoni do niej, aby w ciągu 30 sekund wyjaśnić i dopisać na recepcie ten brakujący szczegół, tylko odsyła mnie z powrotem, aby uzupełnić receptę. W ten sposób stoję dwa razy w kolejce do lekarki i dwa razy w kolejce do rejestracji w zakładzie rehabilitacji. Co najmniej godzina lub więcej nonsensownego oczekiwania.

Organizacja warsztatu pisarskiego to sprawa wielowymiarowa: czasu, dyscypliny, zasobów wiedzy, narzędzi komunikacji, kontaktów, sposobu pracy. Nie muszę mieć wszystkiego w domu, ani w głowie, ani pod ręką, ale powinienem wiedzieć, czego, gdzie i jak szukać. Aby robić to skutecznie, musisz być zorganizowany.

Mój warsztat pisarski jest ograniczony fizycznie, lecz w miarę bogaty wirtualnie. W sensie materialnym obejmuje on biurko, komputer, dwa ekrany (wygodnie kopiować i porównywać teksty), drukarkę, lampę biurową, książki, słowniki, encyklopedie, szybki dostęp do Internetu. Miejsce pracy powinno stymulować, dlatego ściany mego „gabinetu” pomalowane są na bordowo, podobnie jak regał. Ten kolor ożywia mnie. Na obrazy mogę patrzeć nieprzerwanie, gdyż budzą we mnie refleksję i dobry nastrój. Są to oryginały (nie reprodukcje), które kupiłem od artystów-malarzy, których prace mnie urzekły i których poznałem osobiście. 2013 Regał L 2013 Regał P 2013 Pejzaże australijskie Adelajda i bagna Northern Territory

Z zasady nie kupuję już literatury drukowanej, czasem ją wypożyczam, a najczęściej nabywam w formie elektronicznej, czyli ebooków. Podobnie ma się sprawa ze słownikami i encyklopediami. Moją biblioteką jest teraz czytnik Kindle bardziej niż regał na książki, choć i ten posiadam. Kindle jest w stanie pomieścić 3000 książek, regał na jednej ścianie najwyżej kilkaset.

Lubię czytać na Kindle. To nie jest martwy metal, jak można by sobie wyobrażać. Czytnik jest oprawiony w skórę, w dotyku przyjemniejszą niż tradycyjna książka, a nowoczesny „sztuczny atrament” pokazuje litery i wyrazy w postaci łatwej do czytania i niemęczącej wzroku. Najbardziej zachwycają mnie w czytniku dwie cechy: możliwość powiększania czcionki do rozmiarów łatwych do czytania dla osoby, której sokoli wzrok nagle odszedł na wczesną emeryturę, oraz łatwość przewijania stron. Z niechęcią i omalże bólem przydeptywałem książki mojej żony, na jej prośbę oczywiście, gdyż marnie oprawione zwijały się do środka i utrudniały lub wręcz uniemożliwiały czytanie. Jest to problem niemożliwy do przeskoczenia dla osób o mniej sprawnych rękach. Kindle to załatwia bez wysiłku; prawdziwy Herkules łatwego czytania. Jego zaletą jest także pojemność: trzy tysiące książek w jednym miejscu to już niezła biblioteka. Nowe czytniki sprzedawane w Polsce są w stanie pomieścić już 7000 książek. Kto jest w stanie przeczytać taką bibliotekę?

 

Przekaż dalej
0udostępnień
Kategorie: Twórczość pisarska. Tagi: , , , , . Autor: Michael Tequila. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca akademicki w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu), tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI, Australia. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze. Miejsca zamieszkania: Bogota, Ateny, Adelajda, Gdańsk.

3 komentarze do “Rozszczepione życie: Część 2 i ostatnia ( a może i nie ostatnia?)

    • Droga Kasiu,

      Dziękuję za wpis i zainteresowanie blogiem. Czytaj tyle, ile możesz i na ile wystarcza Ci czasu i chęci. Mam nadzieję, że znajdujesz tam coś dla siebie do czasu do czasu.

      Blogi piszę z myślą o zabawieniu Czytelników, o sprawieniu im przyjemności. Staram się korzystać jak najwięcej z narzędzi pisarskich takich jak poprawny styl, oryginalne sformułowania, piękne słownictwo. Zapewne od czasu d czasu przesadzam pisząc zbyt wiele w jednym blogu, gdyż nie wszyscy mają dostatecznie dużo czasu.

      Będę się cieszyć, jeśli zechcesz kontynuować czytanie moich blogów. Pozdrawiam Cię serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *