Świąteczny dzień odnowy.

Pogrzeb odbędzie się na koszt państwa – zadeklarował Premier ożywiony świątecznym nastrojem, duchem miłości bliźniego i ekologiczną wodą sodową, która nie uderza do głowy. Państwo jest ubogie, więc pochówek będzie tymczasowy, a ostateczny zorganizujemy w dniu wyborów parlamentarnych. Musimy ciąć wydatki – oświadczył energicznie polecając Ministrowi Skarbu zajrzeć do wielkiej torby służbowej, aby sprawdzić, ile rząd ma jeszcze pieniędzy.

Zaistniała obawa, że pochówek tymczasowy podyktowany potrzebą oszczędzania wywoła drugi potop, ale nic takiego nie nastąpiło. Pies ze złamaną nogą nie zainteresował się tym problemem – zauważył Minister Finansów wywołując ulgę na twarzach całego gabinetu nękanego troską o nieplanowane wydatki na opozycję.

Ofiary powodzi pochowano w skromnej, partyjnej (chciałoby się powiedzieć żołnierskiej) mogile, na której zasiano kwiaty: maciejkę, bo ładnie pachnie, czerwoną różę, bo to symbol miłości oraz bratki, bo były najtańsze. Pozostałej części kwatery nie zasiewano na prośbę ekologów, aby i inne rośliny miały szansę wybicia się. Była zima i trzeba było użyć kilofów, aby dokonać zasiewów. Wszyscy czekali na cieplejsze czasy.

Wiosna nadeszła spokojna jak rząd, któremu wystarcza kropidło i woda święcona pożyczona od postępowego proboszcza, aby bronić się przed oskarżeniami o niedołęstwo. Na działce, gdzie pochowano tragicznie zmarłych członków opozycji, pojawiły się kwiaty: maciejka, kojarząca się z bitwą pod Maciejowicami, róża radykalnie czerwona jak Róża Luksemburg, bratki, które nie kojarzyły się ani z bratem, ani z bliźnim.

Najbardziej intrygowały zalążki trzech nieznanych roślin ozdobnych, które rosły żywo w świetle wiosennego słońca i ciepłych deszczów. Nocami, w ukryciu i w przebraniu, kobiety i mężczyźni z pochodniami zraszali grządki łzami śpiewając pieśni o ojczyźnie błagając ją, aby wróciła z wygnania. W powietrzu unosiła się tęsknota silniejsza niż zapach perfum Chanel Nr 5. Tajemnicze i porywające misterium organicznie-polityczne przyciągało coraz większe tłumy. Ludzie zaczęli mówić o czarach i zjawiskach nadprzyrodzonych. Kwiaty nowych roślin przybierały kształty wywołując drżące szepty: Coś niebywałego! To prawdziwy cud!

Trzy kwiaty wyróżniały się ponad miarę, ich zapach upajał a kolory przyciągały wzrok jak na sznurku. Ludzie rywalizując z pszczołami i kolibrem-wędrowniczkiem pchali się do nich niby ćmy do światła, deptali sobie po piętach, zdarzało się, że i po plecach, jeśli ktoś nieodpowiedzialnie upadł na ziemię.

Pierwszy kwiat, masywny, przybierał wygląd skromnej wzrostem, lecz zdecydowanie marsowej postaci z poważną głową, wcześnie siwiejącą i korpusem odzianym w garnitur koloru granatu. U dołu, u samych korzeni, wyrastały pantofle w czarnym kolorze. Drugi kwiat był wysoki, też siwiejący w miejscu, gdzie pąk nabierał kształtu głowy, rósł szybciej niż pierwszy, lecz z powagą i szacunkiem pochylał głowę w kierunku mniejszego. Trzeci z kolei, najbardziej pulchny i pękaty, miał cechę charakterystyczną w postaci dużego otworu gębowego i gładkich lic. Pewien wybitny entomolog partii rządzącej zajmujący się zjawiskowymi owadami i roślinami nazwał go „Trzy w jednym!”.

Była jeszcze czwarta roślina, lecz budziła niezrozumiałe wątpliwości. Nie wiadomo dlaczego nazwano ja szpiegiem. Była rosła i miała wypustki opadające w dół bogatą kaskada jak włosy cherubina. Kobiety przechodzące obok spluwały na nią z odrazą, szepcząc zaklęcia lub złorzecząc.

Wszystko było tak niesamowite i tajemnicze, że wezwano naukowców znanych jako eksperci od kabały i zgadywania, oraz jednego egzorcystę, szczycącego się wysokimi stawkami za usługi. Grupę tę nazwano „Zespołem M” dla uczczenia pamięci pewnego wybitnego rewolucjonisty historycznego.

Praca zespołu nie przyniosła wyników. Musimy poczekać, co się z tego wykluje – oświadczyli jego członkowie wbrew sugestiom, że ich opinia nie spodoba się społeczeństwu.

Nieznana organizacja wykupiła teren nadprzyrodzonych zdarzeń, zanim komukolwiek innemu przyszło to na myśl, obudowała płotem z drutu kolczastego, a na zewnątrz ustawiła miny przeciwpiechotne. Przed bramą stanęła tablica: Rządowi wstęp surowo wzbroniony! Media przestały dmuchać w miechy niepewnych informacji i sprawa na jakiś czas przycichła. Ile czasu ważna wiadomość może siedzieć w kucki na zimnym gruncie? – tego rodzaju pytania dolewały oliwy do gasnącego ognia w okresie ciszy przed burzą.

Burza rozpętała się, kiedy przed odnowionym, powszechnie znanym budynkiem, pojawiła się błyszcząca, emaliowana tabliczka „Organizacja Odnowy Obywatelskiej”. Ulotki rozdawane w milionach, bogata reklama telewizyjna i prasowa, tysięczne bilbordy głosiły z radością: Nie upadaj na duchu! Powróciliśmy: Prezes, Wiceprezes, Rzecznik I Agent.

Naród szalał z radości. Głosowanie okazało się druzgocące dla partii rządzącej. Nastały lata szczęścia i dobrobytu. Kwitła turystyka. Chińczycy przybywali tłumnie samolotami i statkami, aby poznać kraj, który wyprzedził ich w rozwoju. Wyprzedzili nas, Chińczyków! – powtarzał z niedowierzaniem wysoki urzędnik partii, prowadzącej rejestr swoich członków w pamięci komputera, aby nie zabrakło papieru na codzienną kanapkę dla miliarda ludzi.

W kraju „Kwiecistej Rewolucji”, jak ochrzczono republikę rządzoną wreszcie przez mądrych i odpowiedzialnych polityków, każdy obywatel otrzymywał tyle, ile potrzebował. Nie było problemów z budżetem, wszyscy chętnie płacili wyższe podatki. Z zagranicy w trybie ekspresowym sprowadzono wraki, które ich dotychczasowi posiadacze oddawali ochoczo i z podziękowaniem ręki. Z półek zniknęła pornografia, z Internetui zdjęcia małoletnich, a z księgarni prace naukowe o homoseksualistach, lesbijkach, mniejszościach seksualnych, gender, in vitro, eutanazji. Rozstrzelano sześciu pedofilii, na znak czego kościół zjednoczył się z państwem w geście pojednania. Zamknięto jedyną internetową ambonę prawdy obiektywnej jako przeżytek okresu błędów i wypaczeń. Rozgrzanymi szczypcami wypalono korupcję, po czym nawiązano współpracę kulturalną z Koreą Północną, aby mieć gdzie przekazywać nadwyżki żywności i towarów przemysłowych produkowane przy stuprocentowym zatrudnieniu.

Powoli narastał kult Wybitego Przywódcy, którego jednomyślnie i jednogłośnie nieśli na piedestał wszyscy obywatele. Każdy naród potrzebuje silnej, ojcowskiej ręki!

Przekaż dalej
1udostępnień
Kategorie: Twórczość pisarska. Tagi: , , , , . Autor: Michael Tequila. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca akademicki w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu), tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI, Australia. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze. Miejsca zamieszkania: Bogota, Ateny, Adelajda, Gdańsk.

2 komentarze do “Świąteczny dzień odnowy.

  1. Nasz naród potrzebuje nie tyle silnej, ojcowskiej ręki, ale Mądrego Bezinteresownego Przywódcy, który będzie dbał o naród .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *