Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 22 (ostatni)

Rozmowę przerwały okrzyki. Drzwi budynku otworzyły się skrzypiąc i w progu ukazał się prezes zarządu Baron TV w asyście kobiety. Za ich plecami sterczała czujna głowa strażnika.
Przedstawiciel demonstrantów zwrócił się w kierunku zebranych przykładając wymownie palec do ust, podnosząc lewą rękę do góry i wskazując na zegarek.
Prosi o spokój. Chce, żeby im dać trochę czasu – ktoś w tłumie głośno zinterpretował gesty człowieka na schodach. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Ja już wiem! – śmiało zadeklarował młodzieniec w okularach z cienkimi oprawami. Dyrektor powie, że przyjmą Boskiego z powrotem do pracy.

Skąd to wiesz? To nie jest takie pewne.

Ja wiem, bo znam pewną babkę w telewizji i ona mi powiedziała przez komórkę, co zrobią. Są pod presją. Ale nie myślcie, że tylko naszą, demonstrantów. Tu chodzi o coś innego, nie tylko o opinię publiczną.

Nie bądź taki tajemniczy. Chyba możesz powiedzieć?

Mężczyzna przywołał ręką kilka najbliższych osób i schylił się wewnątrz ich kręgu, aby podzielić się sekretem.
Ten mur rozgrzewa się od płonącego stosu. Na zewnątrz jest dużo drewna, które pali się jak szczapa smolna.
No i co z tego? – przerwał niecierpliwy głos. Nie ma mowy, aby budynek się zapalił. To nonsens.
Oczywiście, że nie – odburknął z pogardą okularnik. Problem w tym, że za ścianą budynku w miejscu, gdzie hula ogień, stoją urządzenia elektroniczne wrażliwe na temperaturę i nie da się ich stamtąd szybko usunąć. Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby uległy awarii?. Telewizja wysiadłaby na kilka dni albo i dłużej.

Delegacje zbliżyły się do siebie i po wzajemnej prezentacji podjęto rozmowę. Trwało to jakiś czas. W pewnym momencie od grupy odłączyli się przewodniczący obu delegacji i stanęli przed masywnym łańcuchem okalającym podest schodów. Alfred Narożny tłumaczył coś swojemu rozmówcy wykonując ręką ruchy przypominające nawijanie nici na motek. Kiedy skończył, obydwaj obrócili się w kierunku tłumu. Przemówił rzecznik demonstrantów.

Sprawa wyjaśniła się szybciej, niż mogliśmy się spodziewać – głos wzmocniony przez podręczny megafon brzmiał sztywno i mechanicznie. Nie mam jednak dobrych wiadomości. Proszę Prezesa „Baron TV” o przedstawienie swojego stanowiska.

Proszę państwa, nie mogę powiedzieć nic więcej oprócz tego, że zarząd Baron TV prowadzi intensywne konsultacje w poszukiwaniu rozwiązania. W związku z tym mam do Państwa prośbę. Proszę dać nam jeszcze trochę czasu, aby wyjaśnić wszystkie prawne, organizacyjne i ludzkie aspekty powstałej sytuacji. Staramy się znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które byłoby do przyjęcia dla państwa i dla naszej firmy. Dlatego też proszę o cierpliwość i czasowe zaprzestanie demonstracji przed naszym budynkiem.
Gwizdy i okrzyki przerwały przemówienie. Początkowo pojedyncze, wkrótce przerodziły się w jeden nieprzerwany ryk. Tłum zwarł się w sobie niby wielki i nieruchawy dinozaur, który atakiem broni się przed napaścią śmiertelnego wroga. Siły dodawała mu wiara w konieczność obrony człowieka, który pokonał strach przed publicznym wyszydzeniem i ośmieszeniem, aby w bliźnim rozpoznać Boga.
W tle rozwijającej się burzy niezadowolenia i gniewu dały się słyszeć wybuchy dochodzące od strony pożaru syczącego i trawiącego stos drewna i łatwopalnych materiałów przy południowej ścianie budynku. Z razu była to kanonada przypominająca eksplodujące silne petardy. Kiedy wydawało, że arsenał środków wybuchowych już się wyczerpał, niespodziewana, dziwna eksplozja wstrząsnęła budynkiem, wyrywając zeń fragment ściany jak kawał mięsa z żywego organizmu. Pod wpływem zwiększonej temperatury zwarły się przewody elektryczne, a ich iskrzenie doprowadziło do eksplozji gazu w miejscu, gdzie niewinne rozszczelnienie przewodów stworzyło mieszankę wybuchową.

To palec boży! To znak boży! Wszyscy jesteśmy grzesznikami skazanymi na zagładę! – nędznie ubrany mężczyzna, ze zwichrzonymi włosami, nieogolony i brudny, o wyglądzie żebraka, histerycznie krzyczał i tańczył wokół ognia. Część tłumu przyłączyła się do szaleńca jakby udzieliło im się przekonanie o końcu świata.

Kiedy na miejscu pojawiły się pierwsze samochody straży pożarnej i policji, południowa część budynku stała w ogniu. Wznoszące się w niebo płomienie trawiły wnętrze budynku czerwonymi jęzorami stając się symbolem bolesnej łączności człowieka z Bogiem.

Przekaż dalej
0udostępnień
Kategorie: Opowiadanie, Twórczość pisarska. Tagi: , , , . Autor: Michael Tequila. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca akademicki w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu), tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI, Australia. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze. Miejsca zamieszkania: Bogota, Ateny, Adelajda, Gdańsk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *