Przerywnik literacki: Poranne rozważania dziadowsko-filozoficzne. Odcinek 2 (ostatni).

Zdarzyło mi się już tyle razy, że nie mogłem kupić chleba, za którym przepadam, że wstrzymując język za zgłodniałymi zębami zapytałem piekarkę: Dlaczego nie pieczecie więcej, skoro ludzie do godziny 9.30 wykupują cały ten chleb?

Nigdy nie wiadomo, ile oni jedzą chleba!

Nie uwierzyłem jej, choć z jej dużych, uroczych, libańskich oczu wyzierały wdzięk i czar. Bezmyślność i piękno nie idą w parze, tworzą obrzydliwy konglomerat, podobny do lepu na muchy: użyteczny, lecz klejowaty i upstrzony martwymi owadami.

Może się mylę, ponieważ zdarza mi się nierzadko, że nie rozumiem kobiet. Ich logika jest inna. Nie mówię, że gorsza, ale jakaś nieludzka, nie z tej ziemi. Doprowadziło mnie to do niepokojącego wniosku, że logika objawia się pod trzema postaciami: formalnej (dla ludzi nauki), ludzkiej (do powszechnego zastosowania) i kobiecej (tylko do użytku kobiet). Tej ostatniej nie są w stanie zgłębić najtęższe męskie głowy. Ci, którzy usiłują to zrobić kończą byt w przytułkach dla ubogich, pod mostami, pod kołami ciężarówek z kapustą (brr, co za haniebne zakończenie kariery!), w roli eksponatów archeologicznych zamieszkujących piaski gorącej pustyni, w najlepszym wypadku jako pantoflarze potakujący żonom niby nakręcane figurki z Dzikiego Wschodu.

Wracając do sufitu, skojarzenie, które nasunęło mi się dzisiaj, to „mieć nierówno pod sufitem”. Bardzo oryginalne ujęcie, choć z wyjątkami co do jego trafności. Myślę o moim ulubionym polityku, który uparł się trwać przy skromnym wzroście i jest mu tak daleko do sufitu, że nie sposób znaleźć dla niego trafne odniesienie. Nie znaczy to, że uwielbiany przeze mnie podmiot polityczny ma z racji oddalenia głowy równo pod sufitem. Wnioskuję to po jego chorobliwym przywiązaniu do staroci i mąceniu ludziom w głowach przypuszczeniami, domniemanymi zabójstwami, okrzykami, pomnikami, samolotami, oskarżeniami, pochodniami, śledztwami i demonstracjami. Jego zbiór akcesoriów politycznych jest zasobniejszy niż Pałac Kultury i Nauki, w którym – za czasów młodzieńczej świetności polityka– kulturę przywożono taczkami ze wschodu a jedyną nauką, jakiej Pałac udzielił obdarowanemu narodowi był gorzki eksperyment im. Marksa I Engelsa.

Leżę i patrzę w sufit, jak faluje pod wpływem łagodnych powiewów wczesnej jesieni. W młodości myślałem, że jestem nieśmiertelny. Było to przeświadczenie twarde jak kuchenny blat z granitu, odporny na ukrop, żrące kwasy i krojenie tasakiem ze stali nierdzewnej. Z czasem ludzkie przeświadczenia łagodnieją, politycy niekoniecznie. Oni są innego pochodzenia. Dlatego warto o nich pisać.

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *