Przydługi komunikat o formularzu i stanie zdrowia

Jak Państwo zauważyliście, można się skontaktować ze mną wysyłając wiadomość z formularza „Kontakt” na pasku menu u góry po prawej stronie ekranu.

Nie byłem świadomy, że od jakiegoś czasu wiadomości z tego formularza są kierowane automatycznie do spamu. Niedawno prowadzona była aktualizacja platformy WordPress, być może to spowodowało zmianę przekierowań. Mógłbym jeszcze wymyślić inne wątpliwe usprawiedliwienia, ale nie będę bo się spieszę. Inaczej mówiąc, nie kijem go to pałką. Co tu będę mącić, czuję się nędznie w tej sytuacji. Jest ona o tyle korzystna, że tak powiem z drugiej strony (która bywa również stroną miłosną, co mnie zachwyca), że pobudza mnie do kontynuacji powieści „Pamiętnik zmyślnego świrusa”.

Tak czy inaczej, przepraszam. Poprawiłem oczywiście wadliwy mechanizm.

Skorzystam z okazji, aby wydać, jak każdy szanujący się celebryta, komunikat o stanie mojego zdrowia.

Poza wyżej wymienioną – i minioną już na szczęście dolegliwością komunikacyjną – czuję się doskonale, nic mi nie dolega, oprócz braku czasu i uczucia serdeczności do miłościwie nam panującej Partii Rządzącej, którą ukochało czterdzieści procent społeczeństwa. Jak oni wzbudzają w sobie tyle miłości nie wiem. Jest to zagadka patriotycznie-erotyczna, której nie jestem w stanie rozgryźć mimo że regularnie ostrzę sobie zęby.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Tu znajdziesz wszystkie moje utwory, przyzwoite jak i bezecne: https://tinyurl.com/y52br67b  

0Shares

Pamiętnik dojrzałego świrusa. Powieść. Odc. 3: Hasła, matematyka i pęd do wiedzy.

Wczoraj wieczorem obmyślałem sobie hasła, zawołania i tajemne znaki. Na początku przyszły mi do głowy hasła. Pierwsze, co nasunęło mi się to „Rozum z głowy, koniom lżej”, drugie to „Tylko w szpitalu psychiatrycznym możesz być całkowicie sobą”.

To drugie to absolutna prawda. Sam to sprawdziłem, ale nikomu o tym nie mówię. Złożyłem tam krótką wizytę. Sam byłem ciekaw wyników obserwacji. Nie było specjalnych rewelacji, niczego takiego zresztą nie oczekiwałem. Poznałem wtedy kilka ciekawych osób, jak najbardziej pozytywnych, i dwie, jedna to pacjent, druga to pracownik, które należałoby zepchnąć w przepaść lub rzucić lwom na pożarcie. Jestem szczery. Mogę sobie na to pozwolić, bo to mój prywatny pamiętnik; wątpię, aby go ktoś kiedykolwiek czytał. Zresztą, gdyby nawet przeczytał, to co z tego. Mogę pisać, co tylko przyjdzie mi do głowy, a przychodzi mi właśnie być szczerym. Taki jestem i inny nie będę.

Uważam, że hasła, zawołania i tajemne znaki powinienem mieć pod ręką, do wypowiadania zaklęć, przekazywania komunikatów i dawania ogłoszeń niosących ze sobą przekaz tylko dla osób wtajemniczonych. Jeśli będę się ogłaszać, to umiarkowanie, bo nie lubię przesady, i tylko na miarę potrzeby. Ostatecznie jestem matematykiem, osobą o ścisłym umyśle ukierunkowanym na rozwiązywanie problemów i odkrywanie prawdy.

Matematyki uczyłem do czasu, kiedy zrozumiałem co znaczy nieskończoność; wtedy właśnie zrezygnowałem z pracy, choć byli tacy, co twierdzili, ze mnie wyrzucono. Właściwie to zrozumiałem, że nieskończoności nie można zrozumieć, bo ona nigdy się nie kończy. Dochodzisz do granicy, a ona ciągnie się jeszcze dalej. Idziesz dalej, a tam pustynia bez granic. Tak rozumując uświadomiłem sobie własną małość, oraz konieczność nieprzerwanej adaptacji do zmieniającej się rzeczywistości.

Moją rezygnację z nauczania matematyki nauczyciele przyjęli spokojnie, dyrektor chyba mniej. Rozmawiałem z nim w tej sprawie kilkakrotnie. Kiedy w końcu wydusił z siebie „Koniec z pańskim nauczaniem matematyki” zauważyłem, że klatka piersiowa mu się powiększyła i podniosła, jakby nabrał wielkiej ilości powietrza do płuc, a następnie skurczyła się i opadła. Wtedy na jego tłustej twarzy rozlały się liczne promienie szczęścia. Chciałem napisać „gębie”, ale zaniechałem tego, ponieważ uważam się za człowieka umiarkowanego i wyważonego. Ostatecznie nazywają mnie pozytywnym świrusem. Dyrektora, wysokiego osiłka, ćwiczącego całą harmonię rozciągnięć ciała na siłowni, nigdy nie lubiłem, bo mówił, że stosując niekonwencjonalne metody nauczania ogłupiam dzieci.

Same dzieci nigdy mi czegoś takiego nie powiedziały. Teraz to sobie myślę, że może bały się mnie. Chyba jednak nie? Kiedy mi mówiły, że jestem inny niż inni nauczyciele, pytałem, co znaczy „inny”. Nie potrafiły tego jednak wyjaśnić. Dopiero któryś z chłopców, zdaje się, że był to Adaś z Siódmej B wyjaśnił to tak:

– To znaczy, że chodzi pan po wertepach, bagnach i manowcach nauki, i czymś tam jeszcze, i czuje się pan z tym dobrze.

Podobała mi się jego wypowiedź. Miał wyobraźnię i bogaty język. Nie dałem mu za nią szóstki. Po prostu nie mogłem, bo nie dotyczyła ona matematyki, ale poprosiłem polonistkę, aby podwyższyła mu ocenę ze swojego przedmiotu. Okazało się to niepotrzebne, bo już miał szóstkę. Podziękowałem jej, że dostrzegła jego talent do głębokich przemyśleń. Popatrzyła na mnie jakoś tak dziwnie. Nie zraziło mnie to, ponieważ jestem przyzwyczajony do takich spojrzeń. Raz wszedłem pod most w wielkim mieście, aby się wysikać, bo nigdzie nie było toalety publicznej, i tam zobaczyłem dziką świnię, dzika znaczy się. Też mi się dziwnie przyglądał. I też mnie to nie speszyło, bo każdy musi się wysikać kiedy go przypili, czy to w samotności czy w obecności innych. Tak, jak w toaletach publicznych, gdzie są pisuary i każdy może podejrzeć, co wyjmują i chowają sąsiedzi, ale tylko wtedy, kiedy chce to zobaczyć. Robi się to odruchowo, najczęściej z ciekawości. Podobno chłopcy nie znający jeszcze życia ani dojrzałego męskiego organizmu oraz początkujący lekarze robią to najczęściej. Jest to naturalny pęd do wiedzy.

0Shares