Andrzej Stasiuk, pisarz. Co z nim?  

Uczestniczyłem dzisiaj w spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem. Przeczytałem wcześniej na Wikipedii jego życiorys. Bardzo znany i zasłużony dla literatury i kultury polskiej pisarz. Zabrałem ze sobą jego książkę „Wschód”, otrzymałem ją na imieniny w upominku, podpisał mi. Ucałowałem jego autograf i zalałem się łzami. Może i zrobiłbym to, gdyby jej autor był w lepszej formie w czasie spotkania.

Po niedawnym spotkaniu z Katarzyną Bonda, znaną autorką kryminałów i dzisiaj z Andrzejem Stasiukiem, bardzo znanym pisarzem, porównałem ich sobie Australijczykami. W Adelajdzie też uczestniczyłem w spotkaniach z pisarzami. Wypadli oni korzystniej. W moim odczuciu byli bardziej otwarci w kontaktach z publicznością, bardziej zaangażowani, chętni do rozmowy, bardziej sympatyczni.

Pan Stasiuk stwarzał wrażenie, jakby był zmęczony albo znużony pytaniami, jakie mu zadawano. Dużo jeździł na Wschód, Rosja, byłe republiki radzieckie, Ukraina, Azja. Zapytany, jak widzi różnice miedzy Rosjaninem i Ukraińcem, oświadczył coś w rodzaju, że nie posiada takiej wiedzy, albo że nie czuje się kompetentny mówić na ten temat.

Jeździł prawie wyłącznie na wschód i na południe od Polski. Napisał w związku z tymi podróżami kilka książek. Lubi przestrzenie, kultury i ludzkie losy. Zapytałem go, czy nie miał chęci zwiedzić Ameryki Południowej i Środkowej. Tam też są ogromne przestrzenie, bogate kultury i przebogata literatura. Nie, nie miał takiej chęci. Był tylko raz w Stanach Zjednoczonych, lecz chętnie pojechałby tam ponownie. Pomyślałem, że nie czułby się dobrze w Ameryce Południowej ze względów językowych, jeśli nie zna albo zna słabo język hiszpański i angielski. To drobny szczegół, który być może lepiej określa motywacje podróży niż inne względy. To jest oczywiście moja spekulacja. Ale myślę, że jest w tym trochę prawdy.

Tak czy inaczej, ta i inne odpowiedzi pisarza wzbudziły we mnie sceptycyzm, co do autentyczności jego kontaktów z audytorium. Szczerość, otwartość, naturalność dają się wyczuć, wydają mi się wspaniałą cechą u autora czy autorki, którzy są także ludźmi. W wymienionych zachowaniach jest prawda i autentyczność, taka sama jak w pejzażach, dzieciach, zwierzętach i przyrodzie. Coś, co ujmuje, zjednuje i cieszy.

U wielu Polaków wyczuwam prawie nieuchwytną sztuczność, jakiś łagodny albo i nie łagodny rodzaj nadęcia, nienaturalność, nawet arogancję. Coś w rodzaju: Co ja będę z wami rozmawiać!? Już tyle razy mnie o to pytano!

Być może, kiedy jesteś już bardzo popularny, nie potrzebujesz więcej uznania i uwagi bliźnich. Temat godny ujęcia w powieści.

Pytanie: Gdzie zamieszczać opinie o książce i jej autorze?

A. Na stronach księgarni internetowych, zwłaszcza tych większych.

B. Na poważnych portalach pisarskich, literackich i czytelniczych:

www.lubimyczytac.pl

http://liternet.pl

http://portalliteracki.pl

www.granice.pl

www.portal-pisarski.pl

Wspomnienia z Indii i Nepalu

Myślę (co mi się zdarza od czasu do czasu, kiedy organizm jest w dobrym humorze), że skoro to czynię, to jestem, a skoro jestem, to piszę, zwłaszcza wtedy i tym gorliwiej, jeśli ktoś mnie czyta. Ten wpis jest przeznaczony przede wszystkim do współtowarzyszy podróży.

Dochodzę do siebie po długiej, męczącej, lecz owocnej podróży. Przeziębiłem się, podobnie jak i kilka innych osób, co jest zapewne efektem także wchłonięcia większej ilości kurzu i spalin samochodowych w miejscu, gdzie pojazdy zachowują się jak ludzie, ludzie jak zwierzęta i zwierzęta jak pojazdy. Każdy robi, co chce.

Zdjęć jeszcze nie przeładowałem z aparatu fotograficznego, ale zacznę to jeszcze dzisiaj, jak tylko od odbiorę od wnuczki kabelek służący temu celowi. Kiedy już to nastąpi, chętnie podzielę się zdjęciami, gdyż część z nich wykonałem, aby udokumentować nie tylko Hindusów i ich stan fizycznego i duchowego posiadania, ale także nasze, obcokrajowe reakcje, na azjatycką rzeczywistość. Zdjęcia pozowane traktuję raczej jak sztuczną biżuterię i dlatego z przyjemnością rejestrowałem sceny uwidoczniające naturalne i niepozowane zachowania.

Sam wpadłem w nurt chciwości zapisania jak najwięcej na zdjęciach. Żartowałem nawet, że prawdziwego szoku doznam nie tyle w trakcie wycieczki, lecz dopiero wtedy, kiedy zacznę ogladać i analizować zdjęcia w domu. Sprzyja temu pogoda na Wybrzeżu, dzisiaj wyjątkowo hinduska, lekko wilgotna i ciepła: 12 stopni Celsjusza.

Waranasi nad Gangesem zobaczyłem pierwszy raz siedemnaście lat temu odwiedzając cmentarz na Lubelszczyźnie, gdzie leżą pochowani moi rodzice, snując refleksje na temat ostateczności, która łączy wszystkich bez wyjątku: polityków, ludzi grubych i chudych, mądrych i głupich, biednych i bogaczy, a także cesarza Indii z dynastii

Wielkich Mogołów, ,Akbar, Emperor of India, 1542 -1605 Młody Akbar, Emperor of India, 1542 - 1605

Akbara (1542 – 1605), miłośnika literatury, architektury i sztuki, który pozostał analfabetą (prawdopodobnie był dyslektykiem), twórcy królewskiego miasta Fatehpur Sikri,

Fatehput_Sikiri_Buland_Darwaza_gate_2010

wspaniałego zabytku architektonicznego chronionego przez UNESCO. Na zdjęciach Akbar na rycinie i obrazie oraz fragment Fatehpur Sikri.

Oto mój wiersz z 1997 roku.

Wesoły cmentarz

Nagrobek przybrany w betonowe szaty,
na nim dłutem wyryto nazwiska,
urodził się… zmarł… ale gdzie daty?
Każda rubryka pusta, szara, czysta.

Niektórzy za życia już po tamtej stronie,
a ja marzenia uparcie wciąż gonię.
Nie dam się zepchnąć pod strojne marmury,
wybiorę wolność … spopielałej chmury.

Hindus nad Gangesem płomieniem się wzbiję,
lekkością zachwycę i blaskiem opiję,
nie dam się oddać do wiecznej kasacji,
wrócę w łańcuchach reinkarnacji.

Mnie myśl ociężała przy ziemi nie trzyma,
wierzę w mądrość Stwórcy, dobroci olbrzyma,
nie zniżę czoła do cmentarnej jaźni;
ulotnością żyć będę w boskiej wyobraźni.

Zwierzyniec, 20 lipca 1997

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników.

Wakacje z przeżyciami

Wakacje nie sprzyjają pisaniu. Prawie oduczyłem się obsługi klawiatury komputera, co przejmuje mnie zgrozą. Korzyścią wypoczynku było jednak nasączenie oczu i duszy wrażeniami, bez których nie można nawet marzyć o pisaniu.

Miesiąc wakacji w Polsce poważnie naruszył moje rozumienie świata na odległość. Przed wyjazdem miałem wrażenie, że wiem, co się dzieje w Polsce. Było ono oparte na polskich dziennikach telewizyjnych (odbieranych przez Internet), polskich czasopismach online, rozmowach z ludźmi, którzy wrócili z kraju oraz na kontaktach telefonicznych i skype’owych.

Polska zaskoczyła mnie bardziej niż pozytywnie. W wielu miejscach i sprawach. A niemało podróżowałem: Warszawa, Puszcza Mariańska, Radziwiłłów (odrestaurowany historyczny dworzec kolejowy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej), Skierniewice, Żyrardów, Zwierzyniec (siedziba Roztoczańskiego Parku Narodowego i międzynarodowego festiwalu filmowego), wieś Bagno nad rzeką Wieprz, gdzie pojawiły się od lat niewidziane tam pstrągi, Guciów, Zamość, Gdańsk, Gdynia i Sopot, Kraków, Tarnów oraz liczne miejscowości i miejsca w Bieszczadach włącznie z Soliną.

Starałem się sie zwiedzić i obejrzeć jak najwięcej. A było tego nie mało: wesele, ślub (z czarującą panną młodą i jej równie czarującą siostrą w charakterze świadka), podróż samochodem z Polski centralnej na Roztocze Lubelskie, zwiedzanie nowego stadionu i Targu Dominikańskiego w Gdańsku, kąpiel w Stawach Echo i hodowla koników polskich w Zwierzyńcu, wycieczki rowerowe w różnych miejscach, prywatne muzeum archeologiczne (ze szczątkami dinozaurów!) przy Zajeździe w Guciowie (Tutaj dygresja. Na tamtych terenach żyły dinozaury. Co ciekawe, ich żywe okazy z niemałym trudem wyhodował i wciąż utrzymuje PiS, za co im chwała. Będą one straszyć społeczeństwo w najbliższych wyborach parlamentarnych, aby przekonać do głosowania na partię najsilniej osadzoną w polskiej rzeczywistości archeologiczno-historycznej.), spacer nocą po historycznym Tarnowie, pobyt w przepięknym pensjonacie Harenda (właścicielami są Australijczycy Helen i Ted) w Czarnej w Bieszczadach, gdzie znajdują się stare nieczynne jak i czynne „kopalnie ropy naftowej”, w końcu ciekawa Galeria Barak w Czarnej Dolnej.

Nigdzie nie widziałem owej biedy czy ubóstwa, o której mówią polscy politycy i media, rzucały mi się natomiast w oczy duże i piękne domy, zwłaszcza na obszarach podmiejskich i wiejskich oraz liczne inwestycje prywatne i publiczne. Te ostatnie są hojnie finansowane z funduszy Unii Europejskiej. Niewiele osób w Polsce mówi o tym. Może dlatego, że w charakterze niektórych obdarowanych nie leży wspominanie dobrodziejstwa i długu wdzięczności, który należy się darczyńcom. Wzdłuż tras przejazdów widać co raz most lub wiadukt w budowie. Jednym słowem praca wre na całego. Słusznie jednak czynią ci, którzy narzekają na korki na drogach i rozkopy, ponieważ autostrady i mosty powinny być budowane tak, aby nie utrudniać życia zmotoryzowanym. Czyli niebudowane w ogóle. A może jednak budowane, ale inaczej? Ale jak?

Sprytnie zadałem kilka pytań. Inteligentne odpowiedzi mile widziane.