Nocą myślę współczująco

– Myślę współczująco – Tak mi powiedział Iwan Iwanowicz po źle przespanej nocy, po czym kontynuował swoją historię.

– Kiedy nie mogę spać wymyślam sobie rozrywki. Kładę na przykład trzy dorodne winogrona przed sobą na talerzyku i wpatruję się w nie z pożądaniem. Skręca mnie wewnątrz, a ja nie, odmawiam sobie ich zjedzenia. W końcu odchodzę od stołu z satysfakcją, że podarowałem im życie. Albo wychodzę na balkon o godzinie czwartej nad ranem i stąpam bosymi nogami po zmrożonej powierzchni, aby przeszło mi drętwienie stóp. Kiedy czuję, że marzną mi już ręce w łokciach, schodzę z balkonu po rynnie na ziemię, okrążam budynek trzynaście razy i wracam do mieszkania. Kiedy pomylę się z liczeniem, jeszcze raz okrążam trzynaście razy. Zeszłej zimy wróciłem raz do domu dopiero w porze obiadowej następnego dnia, tak często się myliłem. 

Ostatnio zmodernizowałem moje postępowanie na miarę naszych czasów i myślę współczująco. Najpierw o panu Prezesie, że budzi się w nocy spocony z myślą niespokojną jak burza „Czy nakarmiłem wieczorem kota”, albo „Czy Zbyszek oskarży KNF o wywiezienie ze Skoków trzech czy trzydziestu ciężarówek banknotów stuzłotowych i czy zrobi to jutro czy pojutrze”. Potem łączę się duchowo z panem Premierem, w którego głowie myśli skaczą szybciej niż rozbawione króliki przez płot kolczasty, kombinując, co by tu powiedzieć nowego, jacy wspaniali jesteśmy jako pierwszy naród w Europie i jak ogromniaste będzie to lotnisko, które rozbudujemy w Radomiu. Będzie ono mogło pomieścić tysiąc zwykłym samolotów  pasażerskich i pięćdziesiąt tysięcy dronów, które wszystkie będą wyprodukowane w kraju. 

– Myślę o nich współczująco – Iwan Iwanowicz oblekł twarz w welon smutnej radości – i to mnie uspokaja do tego stopnia, że kładę się spać do zimnego łóżka o godzinie szóstej nad ranem i zasypiam spokojnie jak zegarek, który przeszedł na emeryturę po czterdziestu latach i pięciu dniach nieprzerwanego tykania.

Myślę, więc jestem. Poradnik dla nieświadomych. Część 3

Rozpoznanie stanu myślenia i zdrowia psychicznego, o którym mówiłem wcześniej, jest ważne także w relacjach z samym sobą. Każdy prowadzi dialog wewnętrzny – Wiktor spojrzał na mnie z uwagą, zapewne chcąc upewnić się, że nie jestem wyjątkiem. Ponieważ nie zaprzeczyłem, kontynuował.

Kiedy mówię do siebie: Ty kretynie, jak mogłeś to zrobić? – twarz Wiktora ożywiła się nadzwyczajnym wglądem we własną świadomość – to podświadomie ostrzegam się przed niebezpieczeństwem zejścia na drogę bezmyślności. Jeśli popełniłem poważny błąd, wybaczam go sobie i notuję w pamięci pobraną od życia lekcję.

Nie wiń siebie za błędy, ale dbaj o rozwagę w podejmowaniu decyzji i pamiętaj, czego się nauczyłeś na błędach! Ale tylko własnych, ponieważ nie można uczyć się na cudzych błędach. Nie są one dostatecznie dotkliwe i wyraziste, aby wryły się w naszą pamięć. Biedni ci rodzice, którzy mają nadzieję, że ich dzieci nauczą się wiele na ich błędach. Trochę, tak. Ale wiele? – twarz Wiktora wyrażała niezmierne zdziwienie, że można tyle oczekiwać od potomka.

Teraz dokończę mój skromniutki wykładzik na temat drugiej kategorii niemyślenia – Wiktor westchnął, jakby mówienie o temacie sprawiało mu przykrość. Używam słów „skromniutki wykładzik” podobnie jak niektórzy Polacy używają dziecinnych sformułowań w rodzaju „pieniążki”, kiedy mówią o 250.000 zł. Nie jest to zdrowe zdziecinnienie. Przypomina ono raczej kurczenie się organu myślowego do poziomu móżdżku sepleniącego przedszkolaka, choć dzisiaj zadbany przedszkolak wysławia się piękniej i bogaciej niż zaniedbany dorosły. Patrząc gdzieś w bok w przestrzeń mój rozmówca krzyknął: Dziadkowie i babcie, potwierdźcie prawdę moich słów!

C.d.n.

Myślę, więc jestem. Poradnik dla nieświadomych. Część 2.

Jest kilka kategorii niemyślenia – Wiktor kontynuował wykład-monolog, jedną z czynności, które sprawiają mu ostatnio wyraźną przyjemność.

Pierwsza to niemyślenie z lenistwa, praktykowane przez ludzi frywolnie traktujących swoje życie, którzy potrafią myśleć, ale im się nie chce. Wyróżniają się tu osoby naturalnie ospałe, nadużywające mocnych używek (czytaj trunków) oraz niektórzy politycy. Wyraźny nawyk gnuśności myślowej może doprowadzić do „zgłąbienia”. Jest to termin naukowy wywodzący się od wyrazu „głąb” jak w powiedzeniu: „Ależ to głąb!”, gdzie wykrzyknik łączy nutę podziwu nad skalą zgłąbienia danego osobnika z dewastacyjną dla niego pogardą.

Najgorszy scenariusz to przesuwanie się z kategorii słabujących mentalnie do kategorii osób upośledzonych. Strzeż się, jeśli inni zwracają się do ciebie „przygłupie, matołku, trepie, ciemna maso” lub podobnie, nawet, jeśli w ich głosie przebija ton pieszczoty i wyrozumiałości. Jeśli twoja dziewczyna, narzeczona, żona czy partnerka dawniej zwana kochanką lub konkubiną zwraca się do ciebie żartobliwe „Mój ty słodki kretynku”, pilnuj się, ponieważ prawdopodobnie dostrzegła ona coś, czego jeszcze nie rozumiesz, a co ona błyskawicznie ogarnęła swą niepojętą kobiecą intuicją. Nie daj się zwieść słowami pieszczot i podziwu, ponieważ miłość kobiety może wynikać ze współczucia dla ciebie, jako osobnika poszkodowanego przez los. To samo odnosi się do mężczyzny wyrażającego się podejrzanie słodko w stosunku do kobiety.

Dobrze jest umieć rozpoznawać szybko i zdecydowanie, kiedy otoczenie zaczyna dyskretnie wypominać mizerię naszego myślenia. Mogą to być sygnały ostrzegawcze, że staczamy się nieświadomie w bagniste tereny debilizmu, imbecylizmu lub kretynizmu, zwanego łagodniej matołectwem. Możesz o tym nie mieć najmniejszego pojęcia, ponieważ nieświadomość jest niewidoczna i bezbolesna – w tym momencie Wiktor ostrzegawczo podniósł palec wskazujący do góry i przyjrzał mi się uważnie. Poczułem dreszcz niepokoju pod wpływem jego spojrzenia i gestu. Pocieszyłem się jednak myślą, że w stosunku do mnie chodziło mu o „nieświadomość, która jest bezbolesna” a nie o „staczanie się w kierunku bagna”.

 

Myślę, więc jestem. Poradnik dla nieświadomych. Część 1.

Mój dozgonny przyjaciel, Wiktor, podzielił się ostatnio ze mną swymi przemyśleniami nad myśleniem. Nie wiem, co o tym sądzić, gdyż na początku mówił nieco bałamutnie i niewyraźnie. Był poruszony tym, co mówił. Jest on niewątpliwie wyrazicielem silnego obozu osobników, którzy kochają słuchać bardziej siebie niż bliźnich. To taki rodzaj szkodliwie nieszkodliwego narcyzmu. Majwybitniejszym prekursorem tego nurtu aktywności mówionej w Polsce jest obecnie Jarosław Kaczyński, niedościgły wzór dla osób politycznie religijnych.

Moja koncepcja dotycząca „Myślę, więc jestem” Kartezjusza nie jest skomplikowana – Wiktor wstał z krzesła dla podkreślenia wagi słów i wywodu. Kartezjusz mierzył wysoko twierdząc, że „istota człowieka polega na myśleniu”. Otóż ja czasami nie myślę – odważnie stwierdził Wiktor, a mimo to uważam się za istotę ludzką pełną gębą. Wstyd przyznać się do niemyślenia, ale kogo mam okłamywać twierdząc, że tak nie jest? Jeśli nie przyznam się do tego innym, to czy jestem w stanie przyznać się do tego przed samym sobą?. To kwestia odwagi, której brakuje wielu ludziom. Ujawnienie prawdy bez względu na okoliczności. Pana Boga nie okłamię, choć wątpię, aby miał czas sprawdzać, czy ja w ogóle istnieje. Niełatwo jest mu być patronem miliardów ludzi nie mówiąc o miliardach zwierząt, które bardziej niż człowiek zasługują na uwagę i miłość. Powodem miłości Boga do człowieka nie może być jedynie ich większy mózg, w którym dzięki większej ilości zwojów wykluwają się łatwiej brudne i trujące myśli. Ludzie są gorsi od zwierząt. Zapamiętaj to sobie –Wiktora pogroził mi wyciągniętym palcem.

Jestem na tyle odważny, aby zadać kłam także Kartezjuszowi. Oprócz tego, że prawdą jest jego: „Myślę, więc jestem”, prawdą jest także moje: „Nie myślę, a mimo to jestem” oraz „Nie myślę, a przecież jestem”. Sprawdziłem to ponad wszelką wątpliwość kłując się szpilką. Ból uświadamia mi, że jestem. Moje niemyślenie nie cieszy mnie jednak. Jest to stan istnienia niższej kategorii, w izolacji lub oddaleniu od wielkich prawd i spraw tego świata, które dostępne są wyłącznie ludziom rozumnym, myślącym treściwie i zdrowo. Osobnicy obu płci, które żyją umysłowo jak kura nie pasjonują się wielkimi wydarzeniami, literaturą, miłością, pięknem przyrody, towarzystwem ciekawych osób, dobrymi filmami, muzyką, wspaniałym jedzeniem. Oni żyją w kącie paplając wyłącznie o sobie, własnych dolegliwościach i bliźnich; krótko mówiąc tylko tym, co jest w zasięgu ich nosa.