Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 31: Partia Konserwatywna zmienia właściciela

Kiedy konserwatyści wygrali wybory parlamentarne, jak jeden mąż uznali przywództwo Barrasa i wyrazili chęć oddania mu partii w pacht, a siebie w lenno. Na początku Barras wahał się i opierał przyjęciu tak szczodrego daru. Po zapoznaniu się z argumentami zwolenników, ostatecznie zdecydował się go przyjąć. Sporządzono akt notarialny; po raz pierwszy w historii demokracji pojawiła się partia, której jednoosobowego tytułu własności i jednoosobowej władzy nikt nie był w stanie zakwestionować.

W sali kolumnowej ratusza miejskiego odbyła się uroczystość przekazania darowizny połączona z objęciem władzy przez Barrasa. Delegacja partyjna wręczyła mu nowe insygnia partyjne: koronę jako symbol jedności, jabłko jako symbol władzy, berło jako atrybut szczególnej pozycji społecznej oraz miecz symbolizujący sprawiedliwość. Barras wygłosił mowę inauguracyjną, w której zatwierdził siebie na stanowisku przewodniczącego partii oraz ustalił jej nowy cel – stworzenie społeczeństwa doskonałego. Jego półgodzinny opis wywołał powszechny zachwyt na sali; wszyscy obecni pragnęli być doskonałymi obywatelami. Partię Konserwatywną Barras nazwał masową, mądrą, spolegliwą, odpowiedzialną i do głębi demokratyczną.

Przemówienie porwało obywateli; tłum zebrany pod ratuszem powiększył się w ciągu kilku minut do stu tysięcy wypełniając wielki Plac Ratuszowy. Liczebność zebranych stała się kością niezgody; rząd określił ją na co najmniej sto tysięcy, opozycja na dwa tysiące.

Nie ociągając się, Blawatsky w krótkim czasie dobrał sobie do pomocy kilka tęgich głów i ustanowił z nich organ doradczy, nazywając go osobistym komitetem politycznym. Następnym krokiem było ustalenie praw i obowiązków członków partii oraz relacji między władzą a członkami. Opozycja przedstawiła prosty opis tego układu.

– W Konserwie zasady współpracy opierają się na czterech filarach: mordy, kubła, fory i dwora. Kiedy wódz coś mówi, a ktoś wyraża inną opinię, pozostali członkowie natychmiast wołają: „Morda w kubeł! Jeśli ci się nie podoba, to fora ze dwora”.

Członkowie partii uznali układ za niezwykle korzystny, ponieważ zdejmował z nich odpowiedzialność za słowa i czyny. Uczynili to w głębokim przekonaniu, że podległość członka partii wobec charyzmatycznego wodza, który na wzór demiurga sam się wykreował, jest najwyższą cnotą. Dla partii miało to wielkie znaczenie praktyczne. Kiedy członkowie i zwolennicy partii słyszeli słowo „Wódz”, natychmiast zwierali szeregi. Niezależność intelektualna w Konserwie okazała się bezużyteczna; członkowie partii gardzili nią i zniechęcali innych do samodzielnego myślenia. Argumentowano, że jest ona szkodliwa dla partii, ponieważ jej istotą jest być niekwestionowanym wspólnym dobrem.

– Partia to masywny, równy stół, na którym na ozdobnym obrusie serwowane są najlepsze dania. Gdyby nie jedność, to każdy ciągnąłby sukno w swoją stronę, a przecież ten stół to nasza ojczyzna, a sukno to dorobek całego narodu – powtarzał zastępca Barrasa, ogrodnik z zawodu z poważnym dorobkiem w propagowaniu tropikalnych roślin ozdobnych pnących i płożących.

Osobowość przywódcza Barrasa okazała się żołniersko prosta i skuteczna; wszyscy członkowie partii doskonale go rozumieli i szanowali. Niewątpliwie miał on słabości, lecz były to bardziej niedobre nawyki niż przywary, choć i takie mu zarzucano, wymieniając przykładowo niechętny stosunek do innych ras. Mówiono, że obcokrajowców określał mianem Szwabów, albo Żabojadów, albo Żydów, a nawet Maurów, w zależności od tego, jak wyglądali i jak się zachowywali. Używanie określenia „Maurowie” wyjaśniano jego fascynacją Świętą Inkwizycją.

Sprywatyzowanie Partii Konserwatywnej rozwścieczyło opozycję. Akt darowizny uznała za wymuszony, a uroczystość w ratuszu za farsę demokracji. Gorąca debata w parlamencie nic nie zmieniła; Partia Konserwatywna pozostała własnością jej przewodniczącego.

W ciągu następnych dni na tablicach ogłoszeniowych, na ścianach budynków i w dziesiątkach innych miejsc oraz w mediach pojawiły się hasła w rodzaju „Żelazny przewodniczący”, „Wielki Przewo” i „Nowy faraon” oraz zdjęcie mięsistych ust wiceprzewodniczącego Partii Konserwatywnej na tle białych męskich pośladków, jak również rysunek pokazujący wielgachną postać Barrasa w malutkiej lektyce niesionej przez członków jego partii. Prorządowa prasa z satysfakcją pisała o niebotycznej frustracji opozycji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *