Powieść „Cezarea”. Odc. 5: Kronikarz Taranta prowadzi publiczne spotkanie.

Drugim punktem debaty publicznej była przyszłość Cezarei. Kraj był  zaniedbany przez kilka generacji złych zarządców. W dobie sztucznej inteligencji, inżynierii genetycznej i lotów kosmicznych konieczna była jego odbudowa i unowocześnienie.

Potrzebę radykalnych zmian Kronikarz uznał za ciężar złożony na jego barki przez Opatrzność.

Zebrał się w sobie i poprosił gości o przedstawianie propozycji.

– Będziemy głosić dobrą nowinę. – Zapewnili zgodnie trzej mężczyźni.

Ich reakcja zaskoczyła Tarantę. Nie zgłosił jednak sprzeciwu. Mruknął tylko do siebie:

– Nie mnie decydować o tym, czego pragną wybrańcy narodu usytuowani na samym szczycie drabiny społecznej. To prawdziwi celebryci, ludzie, którzy wiedzą więcej niż inni i umieją piąć się w górę.

Po chwili wahania zaprosił do panelu dyskusyjnego trzy osoby z tłumu. Byli to ludzie z pierwszego szeregu; dwie kobiety i mężczyzna. Widział wcześniej, jak pozytywnie reagowali na jego słowa. Ich udział zapewniał większą równowagę opinii i wzmacniał jego pozycję.

Nowy panel szybko ustalił, co znaczy dobra nowina. Zdefiniowano ją jako „wiadomość o walorach religijnych, wyrażająca wiarę w Boga i konkretyzująca coś, co jest nowe, interesujące i znaczące dla społeczeństwa”.

Dla wprawy omówiono przykład. Dotyczył on węgla kamiennego. Przedstawił go Plenipotent, najbardziej biegły w materii prawa.

– Ubiera się kosztownie, zna język obcy i bez przerwy szlaja się za granicą. To dlatego nazywają go prezydentem. – Pomyślał z niechęcią Kronikarz. Jeśli komuś czegokolwiek zazdrościł, to właśnie Plenipotentowi.  

– Dobra nowina jest taka, że Cezarea będzie kontynuować masowe wydobycie węgla. – Rozpoczął Plenipotent. – Węgiel to czarne złoto. Bylibyśmy głupi, gdybyśmy nie kopali tak cennego kruszcu. Wspierają nas w tym górnicy. Wszyscy wiemy, że co jest dobre dla górników, jest dobre dla kraju. Górnicy to sól naszej ziemi, a bez soli nic nie ma smaku. Wprawdzie stosowanie węgla do produkcji energii elektrycznej i cieplnej zanieczyszcza powietrze, ale jest to nieuniknione. Powiem więcej, jest to konieczne dla przyśpieszenia decyzji o ochronie środowiska naturalnego. Bez presji na rząd niewiele wskóramy.

Opinię Plenipotenta z miejsca poparł Premier, obiecując, że podejmie temat na najbliższym posiedzeniu rządu.

Kolejna obietnica dotyczyła powszechnego dobrobytu społecznego. Do dyskusji włączył się Namiestnik.

– Po to właśnie założyłem Partię Powszechnego Dobrobytu, do której zapisali się najwspanialsi ludzie Cezarei, aby zapewnić społeczeństwu dobrobyt. Byli już tacy przede mną, co głosili podobne hasła, ale to była utopia. Byli to wykształceni prostacy, ludzie bez charakteru i gustu. Za państwowe pieniądze objadali się do nieprzytomności importowaną kaszanką. Chorowali potem z przejedzenia. Podłe z ich strony było także to, że nie kupowali produktów rodzimych tylko zagraniczne. – Namiestnik wierzył głęboko, że każde nadużycie władzy musi spotkać zasłużona kara.

Wspomnienia poruszyły go do głębi. Był w nich jakiś niejasny, osobisty akcent. Coś się w nim załamało.

– Nie będę mówić, kogo mam na myśli, ale kiedy dorwę tego cieniasa to mu nogi powyrywam z …. – Ostatnie słowo wymówił ciszej. Zdał sobie nagle sprawę, że w tłumie są dzieci i kobiety.

Zapadło grobowe milczenie. Ludzie patrzyli na siebie, zaskoczeni i zażenowani. Ktoś zaklaskał nieśmiało. Po chwili przyłączyli się inni. Wybuch entuzjazm. Nie wszyscy w nim uczestniczyli. Kronikarz widział, co się zdarzyło. Lewa część audytorium reagowała niemrawo, niezdecydowana, jak się zachować. Druga, prawa strona, zamieniła się w żywioł.

– A to drań! – Pomyślał Wirgil. – To wszystko było przemyślane. Zorganizował sobie klakę.

0Shares