Prezydent Nafciarzy Zjazdowych. Opowiadanie absurdalne, ale niekoniecznie urojone.

Francisco Goya: Prostak.

Prezydent Nafciarzy Zjazdowych obudził się. Coś mu ciążyło. Nie był to kask na głowie, w którym lubił się pokazywać podczas jazdy w dół. Była to imaginacja. Musiała pojawić się w nocy, bo wcześniej jej nie zauważył. Na wszelki wypadek zajrzał do słownika, aby sprawdzić, że nie jest to nic chorobliwego ani niebezpiecznego. Okazało się, że imaginacja to to samo co wyobraźnia. Prezydent poczuł się lepiej.

Postanowił podzielić się swoim odkryciem z innymi. Nie był egoistą. Zorganizował publiczną manifestację. Przyszli klakierzy i prości obywatele, którzy lubili jego krzyki. Krzyczał bardzo donośnie. Podniecał się przy tym.

Po części oficjalnej poświęconej dyskusji, jaki to on jest mądry, pracowity i nieustraszony, zebrał się w sobie, zaróżowił na twarzy i lekko wzdął policzki. Robił to zawsze, to go wyróżniało. Potem przemówił. Mówił o wyimaginowanym wspólnym domu. Mieszkał razem z rodziną i znał wyraz „wspólny”.

– Wspólnego domu nie ma! To znaczy jest, ale jest wyimaginowany! Prawdziwy musimy dopiero stworzyć. Tu u nas. Będzie to dom okratowany, bezpieczny, po którym będę mógł jeździć bez ograniczeń na białym koniu. Wspólnego domu nie ma! – Powtórzył głośno, aby go dobrze zapamiętano.

Otaczający go klakierzy i dwaj prości obywatele uwierzyli mu. Inni nie. Ktoś zapytał go z głupia frant:

– A te sto miliardów waluty netto, jakie otrzymaliśmy od wyimaginowanego wspólnego domu na przestrzeni kilkunastu lat, to co? Skąd się wzięły? Spadły z nieba?

Prezydenta zamurowało. Nie miał pojęcia o żadnych pieniądzach, netto czy brutto. Był prostym człowiekiem, wykształconym, ale prostym. W szkole mówiono mu nawet, że jest prymitywny, ale nie wierzył.

Zamurowany na beton stał tam jeszcze wieczorem. Ludzie przychodzili i oglądali go. 

– Ożyje jak ci kamienni rycerze z gór, kiedy przypomni sobie, czy wspólny dom istnieje czy nie – pocieszali się znajomi, którzy przyszli zrobić sobie zdjęcia z zamurowanym prezydentem. Rozsyłali je potem do przyjaciół w kraju i za granicą.

Wkrótce cały świat usłyszał o prezydencie Nafciarzy Zjazdowych. Powtarzano jego słowa, komentowano, a nawet oprawiono w złotą ramkę. Ukazały się wraz z ramką w Księdze Ginesa, pod hasłem „Bełkot polityczny”.

Przekaż dalej
2udostępnień
Kategorie: Jak żyć?. Tagi: , , , , , . Autor: Michael Tequila. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca akademicki w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu), tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI, Australia. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze. Miejsca zamieszkania: Bogota, Ateny, Adelajda, Gdańsk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *