Notatki osobiste. 4 odcinki.

Odc. 1 Notatki osobiste czyli spowiedź to rzecz ogólnie biorąc radosna i bezpieczna (w zależności, u jakiego księdza się spowiadasz), a czasem dotkliwa i bolesna, kiedy w akcie desperacji lub samobójczym odruchu ujawniasz zimną prawdę o sobie. Na przykład ostatnio w lesie, schylając się po butelkę wody do plecaka, który postawiłem przy pniu grubej sosny, uderzyłem się głową w solidny konar. Przeżyłem, lecz po co mi to było? Pytam i natychmiast odpowiadam, co uznaję za dowód refleksu oraz zdolności do analizy i syntezy w czasach padającego na pysk czytania czegokolwiek z wyjątkiem ekranu smartfona i nazwy przystanku autobusowego. Zapytałem chyba po to, aby przypomnieć sobie pocieszającą w wymowie dykteryjkę. Pewien mężczyzna opowiada o swoim dzieciństwie: “Kiedy mamusia była ze mną w ciąży, pokłóciła się z tatusiem. Tatuś tak się zdenerwował, że rzucił w nią patefonem z odtwarzaną na nim płytą. Na szczęście nic mi się nie stało … nic mi się nie stało … nic mi się nie stało”. Pociesza mnie, że nie każdy cios w głowę czy brzuch jest niebezpieczny. Wręcz przeciwnie, może wskazać nowe obszary twórczego myślenia i rozwoju osobistego, o jakim każdy marzy. Jestem chyba entuzjastą i to zupełnie bez uzasadnienia, bo nie piłem kawy.

Odc. 2 Zmieniłem dzisiaj tytuł strony z Michael Tequila na Michael (Michał) Tequila, pisarz gdański. Chcę zyskać wyraźniejszą tożsamość. Od roku 2013 mieszkam nieprzerwanie w Gdańsku, przez wiele lat mieszkałem tu wcześniej, podobnie jak w Sopocie i Gdyni. W Australii przez dwadzieścia lat używałem imienia Michael. Teraz służy mi imię Michał. Obydwa piękne, biblijne, międzynarodowe, serdeczne w brzmieniu. Nie kłóćcie się ze mną o to, bo nie ustąpię.

W roku 2013 stworzyłem stronę autorską na platformie WordPress, aby podjąć regularną aktywność pisarską. Popatrzyłem na listę około trzech tysięcy aktywnych (publikujących) polskich pisarzy i pisarek, wszyscy z typowymi polskimi nazwiskami, i uznałem, że trudno będzie mi przebić się z moim nazwiskiem kończącym się na „ski”. Pomyślałem ostrzegawczo: Zgubisz się, chłopie, w tej masie. Wybrałem wiec sobie pseudonim literacki, lekko alkoholizowany, łatwy do zapamiętania, dobrze się kojarzący. Mnie kojarzył się z Tequilą (z solą i kwaśnym mango) i Kolumbią, gdzie mieszkałem cztery lata. Czy jest dobry, nie mnie to oceniać. Mamy rząd, który o wszystkim decyduje. To mnie zwalnia z myślenia. A propos, moja teoria pseudonimów literacki jest następująca: Pseudonim pisarza jest tylko tak dobry, jak dobre jest jego pisarstwo. Przypomnę kilka pseudonimów: Bolesław Prus, Mark Twain, Lewis Carroll, George Orwell, Voltaire (Wolter), Stendhal.

To na tyle na dzisiaj, Czytelniku, od zawsze Drogi Gościu i Ty, Czytelniczko, od niedawna Droga Gościno. Proszę Cię, idź teraz do toalety, aby zrzucić kawę, lub wypij kawę, aby pójść do toalety, i zabierz się za robotę. Nie wypada czytać tekstów literackich w godzinach pracy, (nawet jeśli czytasz moje, aby mnie pocieszyć swoją uwagą). Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, w dodatku poturbowanym falującą epidemią i równo rosnącym despotyzmem. Piszę o nich w opowiadaniu „Kronika czasów zarazy”.

Odc. 3 Siedzę przed komputerem i obserwuję wskaźnik dumy narodowej, nie całej, tylko tej mojej. Obok wskaźnika widzę, co dzieje się w kraju.

– Jakby nie mój – myślę. – Parlament jakiś dziwny. Trzy czwarte posłów rządzących jest nieobecnych, koledzy wyjaśniają z przepraszającym uśmiechem, że poszli na lody.

Nie dziwię się, bo w kraju jest gorąco, a nawet burzliwie, tak bardzo, że ludzie gromadzą się masowo w tysiącach miast i wsi, aby protestować.

– Chcemy zachować to, czego wy chcecie nam odebrać. Wy …   Tu nastąpił stos przekleństw, przyłączyłem się do nich, bo też swołoczę, kiedy ktoś odbiera mi coś cennego.

Uspokaja mnie pojawienie się na sali parlamentarnej posła rządzącego, samotnego jak palec, niejakiego Suszi. Z wyglądu przypomina Japończyka, duża głowa, masywne chłopisko, o lepkiej twarzy, z nadwyżką pewności siebie i niedoborem polotu w oczach. Mówi bardzo powoli o jakichś mediach, nie wiem jeszcze jakich. Słowa przychodzą mu do głowy z trudem i grzęzną w gardle, ściera je z ust spoconą ręką. Obrzydliwie to wygląda. Życzę mu w duchu, aby jak najszybciej obudził się z ręką w nocniku. To go otrzeźwi.

Chyba zauważył, że go obserwuję, bo zaczął tłumaczyć się.

– Chodzi mi o media, te zupełnie niesłusznie nazywane niezależnymi. Mam im za złe, że nie wyrażają opinii wyważonych, pozytywnych i radosnych. Są niechlujni w doborze informacji, mówią o ludziach na stanowiskach i malwersantach, o ukrzyżowanych sędziach, kobiecie z jakiegoś trybunału, która gotuje obiady swojemu szefowi, pseudonim Mały Pstrąg. Dla mnie i dla kolegów jest to przykre. Nie podobają nam się takie media, dlatego chcemy je wyprostować, ustawić do pionu, naoliwić, aby chodziły równym krokiem, jak im będziemy przygrywać. Każdy lubi muzykę, zwłaszcza własnej kompozycji.

– Niech mnie pan nie straszy okrucieństwem – poprosiłem go spokojnie, na co on odwrócił się i splunął z niechęcią a może nawet i pogardą w moim kierunku. Popatrzyłem na wskaźnik mojej dumy narodowej: od razu osunął się w dół o kilka punktów i sflaczał, choć to prawie niemożliwe.

– To wszystko to zwykła paranoja – pocieszyłem się. Zobaczymy, jak ułoży się jutrzejszy dzień – oczami wyobraźni zobaczyłem w nim cud-motyla o nazwie Paź Królowej i trzy gorące naleśniki z serem.

Odc. 4 Leżę na plecach z oczami wbitymi w sufit tak dokładnie, że widzę zamyślone oczy muchy zmierzającej w kierunku lampy i myślę, że nawet takie marne stworzenie garnie się ku światłu i olśnieniu. Potem już myślę tylko o przewrotności własnej i cudzej, w jej krańcowej formie czyli perwersji.

Przyznaj się do perwersji, a będzie ci lżej! Lubisz wkładać rękę nie tam gdzie trzeba, ogarniać wzrokiem lubieżnym osobę nie tę, którą ci los przypisał, uderzać boleśnie kamieniem psa zamiast kota. Lista podłych zachowań jest długa. Ale nie o tym chciałem pisać, ale o tym, jak być dobrym, mądrym i sprawiedliwym.

Mając chwilę wolnego czasu oglądałem onegdaj serial turecki „Intersection” na Netflix’e. Jego niezwykłą cechą jest to, że trwa i trwa, i zanim się obejrzysz jesteś już starszy o trzy tygodnie lub więcej.

Serial dał mi bardzo wiele. Nie tylko fascynację żywą akcją w salonach bogaczy, postaciami oraz pomysłowością reżysera i scenarzysty. Doszedłem do dwóch wniosków. Pierwszy, jestem bez serca, drugi, chciałbym być Turkiem w pełnym wymiarze, mężczyzną-mężem-przyjacielem, nawet przedsiębiorcą. To nie są ludzie tacy jak my: szybcy, pobudliwi, nie słuchający z napiętą uwagą swoich kochanek, żon, matek, koleżanek i sprzedawczyń na targu. Oni są w bliskich relacjach z nimi, słodcy i anielsko cierpliwi, idealni.

Taki jest bohater główny, Ali Nejat, 187 cm wzrostu, 84 kg wagi, włosy czarne, oczy zielone. Ali zamyśla się siedząc na kanapie i trwa w tym zamyśleniu budząc w sobie szlachetne myśli. Kiedy indziej rozmawia z kobietą, którą kocha, patrzy jej w oczy, ona mówi i mówi a on słucha i słucha, uważnie i cierpliwie, ze zrozumieniem i wyrozumiałością. Potem wstaje, idzie poważnie do ogrodu albo skręca w bok do kuchni, aby napić się wody, albo idzie po dziecko, z którym rozmawia dużo i mądrze. Ten spokój i ten czas, jaki poświęca na słuchanie, myślenie i zadumę są cudowne. Po obejrzeniu kilku fragmentów serialu prosiłem Boga o korektę mego charakteru, nawet kilka razy, ale mi nie odpowiedział. Jak ja chciałbym być Turkiem! O ile byłbym lepszy, mądrzejszy, wyrozumialszy i cierpliwszy, taki, jakim zawsze pragnąłem być!

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *