Broda dojrzałości

Już z daleka rozpoznałem Iwana Iwanowicza Iwanczyna, mężczyznę w sile wieku, „dojrzałego mieszańca polityczno-narodowościowego”, jak mawia o sobie. Miał bardzo zmierzwioną brodę, wyglądała fatalnie, wręcz niechlujnie. Wygląda jakby była zapluta. To do niego nie podobne. – Pomyślałem.

Mam zmierzwioną brodę, wygląda fatalnie, wręcz niechlujnie. To dlatego, że pluję w nią. – Przywitał mnie słowami, które wiele mówiły, ale niewiele wyjaśniały.

Jest chyba telepatą. – Doszedłem do wniosku o charakterze hipotezy do weryfikacji. – Czemu pluje pan sobie w brodę?

Robię to w chwilach gniewu, gdyż nabrałem złych nawyków starczych, które czynią moją generację nudną i niechętnie widzianą w towarzystwie ponętnych kobiet i przystojnych mężczyzn, a nawet wiele wybaczającej rodziny.

Proszę objaśnić to dokładniej. – Prośbę wzmocniłem szerzej otwartymi oczami i uszami ukierunkowanymi na mówiącego. Iwan Iwanowicz to dostrzegł i skinął głową z aprobatą.

Rzecz w tym, że mówię za dużo o moim zdrowiu, a właściwe o jego braku, czyli o chorobach. Choroba to temat nudny jak flaki z jełczejącym olejem, wredny i niechętnie słuchany. Jeśli ktoś panu nie przerywa, kiedy mówi pan o swoich chorobach to nie znaczy, że pana szanuje. On wie, że osoby starsze kochają mówić o sobie. Egocentryzm wypycha im dusze jak wata wyłażąca skargami na choroby.

Choroby są przywarą starszego wieku. Mnie też się zdarza o nich mówić.

Lepiej pan zamilcz, wstydź się, bo to obrzydliwe! Serca pan nie masz, ani ducha. Jest przecież tyle innych tematów. Na przykład mistrzostwa świata w piłce siatkowej. Nasi są górą. Czy pan wyobraża sobie większe zwycięstwo niż victoria nad Brazylią i Rosją, mocarzami piłki siatkowej!?. – Oczy Iwana Iwanowicza Iwanczyna rozgorzały płomieniem gorętszym niż słońce w stanie orgazmu. Wdaliśmy się w rozmowę, gdyż też jestem pasjonatem siatkówki i zwycięstw.

Piłka siatkowa przenikła do polityki. – Rzucił Iwan Iwanowicz z przekonaniem.

Jakże to? – Zapytałem wyobrażając sobie Jarosława Kaczyńskiego, mego ulubionego aktora i poetę, zręcznie zbijającego piłkę nad siatką, a zaraz potem skaczącego do bloku.

Człowiek PiS, nazwiska nie pamiętam, po ich przegranym meczu z Polską spotkał wychodzącego ze stadionu Spirydonowa, zawodnika ekipy rosyjskiej. Obchodząc, Spiridonów splunął w jego kierunku, na co poszkodowany poseł pokazał mu gest Kozakiewicza. Chwalił się tym w telewizji. – Czy to nie wspaniałe? – Zapadła chwila ciszy, w której obydwaj przeżywaliśmy zdrowe patriotyczne zachowanie posła PiS.

Lubię PiS za ich odwagę, zdrową twórczość poetycką i inwencję. Będę na nich głosować, aby wreszcie przynieśli mi szczęście. – Oświadczył mój rozmówca.

Co panu dadzą ich rządy? – Zapytałem sceptycznie.

Będę mniej pluć sobie w brodę. – Uroczyście zapewnił mnie Iwan Iwanowicz Iwanczyn przykładając lewą rękę do serca a prawą do głowy, gdzie mieści się jego niezwykły rozum.

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *