Kat. Opowiadanie.

To już całe opowiadanie. Wreszcie je dopracowałem. Proszę mi wierzyć, to masa roboty. Mam nadzieję, że się Państwu podoba.
Pozdrawiam serdecznie,
Autor

Na sześćdziesiąte urodziny swojej babki, Katarzyny Kaszmir, Maurycy zaprosił kata. O zaproszeniu tej jednej osoby nic nikomu nie powiedział, przede wszystkim samej zainteresowanej. 

Maurycy od początku nie był entuzjastą organizacji tych urodzin. Do zaangażowania się trzeba było go przekonać. Największą rolę odegrała w tym jego cioteczna babka, Karolina, siostra Katarzyny. Stać ją było na to, aby – nie przejmując się wrażliwością krewniaka – wyrazić swoją prośbę w bardzo bezpośredni sposób.

– Maurycy! Masz dwadzieścia pięć lat, umiesz pisać i czytać, nie masz nic do roboty. Zamiast obijać się po mieście, pić piwo i podrywać mężatki, zajmij się lepiej organizacją urodzin swojej babki. Masz ją tylko jedną a rocznica jest wyjątkowa. Jej organizacja nie wymaga nadzwyczajnych kwalifikacji. Nie chodzi o gastronomię ani o przygotowanie pomieszczeń, tylko o sporządzenie listy gości i wysłanie im zaproszeń. No i zorganizowanie jakichś atrakcji. Musisz wymyśleć jakiś program. Jestem przekonana, że potrafisz zrobić to wszystko, tym bardziej, że niezwykłych pomysłów nigdy ci nie brakowało.

Zaproszenie prawdziwego kata, pracującego lub kiedyś wykonującego  ten zawód, miało być niespodzianką, dobrze przemyślaną i oryginalną rozrywką. Katarzyna Kaszmir była zawodową aktorką i grywała także w sztukach dramatycznych opartych na różnych scenariuszach. Lubiła też literaturę kryminalną i detektywistyczną. Obecność kata, odpowiednio ubranego i wyposażonego w symbol władzy katowskiej, nie powinno jej niemile zaskoczyć – rozumował Maurycy. Miał w tym także swój własny plan.

Zaproszeni byli ludźmi z kręgów towarzyskich, w jakich babka obracała się przez swoje długie zawodowe życie: miłośnicy teatru, literatury i bibliotek, autorzy, krytycy, recenzenci, wydawcy i kilka innych postaci określanych mianem celebrytów.

– Razem z tym swoim doborowym towarzystwem babcia Kasia zasługuje na nietypowe potraktowanie – mruknął do siebie Maurycy, zaklejając kopertę z zaproszeniem dla kata.

Kat nazywał się Patryk Radwan. Nie pracował już w zawodzie, był na emeryturze. Zanim Maurycy go zaangażował, zebrał o nim informacje z różnych źródeł. Nie chciał popełnić błędu włączenia do ważnej imprezy niewłaściwego człowieka. Mając już podstawowe dane w ręku, umówił się Radwanem, aby przeprowadzić z nim rozmowę, która uzupełniłaby luki i wyjaśniła szczegóły dotyczące jego kariery zawodowej.

Kat Radwan okazał się zwalistym, wysokim mężczyzną o rumianej twarzy wieśniaka i sumiastych wąsach starodawnego szlachcica. Spotkali się w barze hotelu „Nepot”. Po zamówieniu czegoś do picia, Maurycy poprosił gościa, aby w krótkich słowach powiedział coś o sobie.

– W charakterze kata pracowałem w Stanach Zjednoczonych przez dziesięć lat. Było to w stanie Virginia. Wykonałem egzekucję czterdziestu czterech osób. Na początku więzienie korzystało z krzesła elektrycznego, potem były już zastrzyki trucizny. Stosowaliśmy głównie tiopental. Takie jest najkrótsze streszczenie mojej kariery w tym zawodzie.

Maurycy pomyślał, że była to odpowiedź w iście katowskim stylu, raz a dobrze. Wywnioskował, że Radwan ma szczególne poczucie humoru, kiedy ten mu powiedział z całą powagą, że skazańcy, na których miał dokonać egzekucji go lubili podczas gdy on ich nienawidził.

– Skąd pan wie, że pana lubili? I dlaczego miał ich pan nienawidzić?

– Nienawidziłem ich, bo byli to bezwzględni przestępcy i z ich powodu miałem niekiedy wyrzuty sumienia.

– Ale przecież żaden z nich nie mógł wiedzieć, że to pan będzie dokonywać na nim egzekucji. Takich informacji nie udostępnia się osobom skazanym na karę śmierci.

– Oficjalnie nie, ale i tak wszyscy oni dowiadują się o tym przed egzekucją. Nie wiem po co to robią, ani co to im daje.

W trakcie rozmowy ustalili szczegóły wystąpienia kata na urodzinach. Miał on odegrać w nich ważną aczkolwiek nietypową rolę.

Partię gości spoza miasta przywiózł ze stacji kolejowej wynajęty mikrobus. Pod dom solenizantki podjechał punktualnie, dwadzieścia minut po przyjeździe pociągu. Maurycy obserwował wysiadających. Kata poznał od razu, jak tylko wyszedł z mikrobusu. Był ubrany w szary flanelowy garnitur w paski i miał przy sobie wielki topór. W głowie Maurycego kotłowało się. Myślał o tym, co miało się zdarzyć, martwiąc się, czy plan się powiedzie i impreza się uda. Wróciły dawne niespokojne wspomnienia. Aby oderwać się od nich, skoncentrował się na Radwanie.

– Przyjechał kacisko i przywiózł ze sobą wielki topór. Błyszczy z daleka, nie sposób go nie zauważyć. Zatłucze tę gadzinę, moją babkę. Tak obrzydziła życie memu ojcu, że nie miał czasu ani siły, aby mnie wychować.

Maurycy przypomniał sobie szczegóły swojego dzieciństwa. Babka Katarzyna przez wiele lat maksymalnie wykorzystywała Jana, jego ojca. Maurycy miał bardzo jasny pogląd na ten temat. Babka przekazała ojcu do prowadzenia, a właściwie to kazała mu prowadzić dużą firmę odzieżową, stanowiącą od pokoleń własność rodziny. Sama nie była w stanie – jak mówiła – sprostać wszystkim obowiązkom domu, pracy w teatrze i biznesu, albo po prostu nie miała już chęci osobiście zarządzać firmą. Ojciec był dla Maurycego dobry ale nie miał dla niego czasu, zaniedbał go. Matka Maurycego sama nie umiała sobie poradzić z synem. Po kilku aresztowaniach i dwóch krótkich pobytach w więzieniu Maurycy nabrał głębokiego przekonania, że ojciec zmarnował mu życie. Nie mogąc zapewnić mu właściwego wychowania, widząc jak się wykoleja, ojciec popełnił samobójstwo.

– To przez babkę Katarzynę się zabił, a ja się zmarnowałem. Przepuściłem wszystkie pieniądze, jakie ojciec mi zostawił, i teraz muszę żyć na garnuszku tej wiedźmy.

Maurycy nie znosił babki, lecz skrzętnie to ukrywał. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć, ona sama najmniej. Jeśli rozmawiał z kimś o niej, to jedynie z przyjacielem ze szkoły, Cezarym, z którym się spotykał, aby razem pić do upadłego. Czasem rozmawiał na głos sam ze sobą. Treść była ta sama.

– Jest brzydka, choć wszyscy mówią, że to nieprawda, że ma oryginalną urodę. Ja tej urody nie widzę, mimo że staram się rozumieć innych ludzi. Jeśli mówią, że babka jest urodziwa, to chciałbym wiedzieć, w czym się to wyraża.

Maurycy widział tylko jej brzydotę. Zmarszczki pod oczami, pypeć na lewym policzku, jak to nazywał. Inni uznawali to za uroczy pieprzyk.

Solenizantka uznała obecność kata za oryginalny i zabawny pomysł. Jak tylko przedstawiono jej Patryka Radwana, podjęła z nim rozmowę. Pytała o szczegóły. Jak wykonywał egzekucje, jak się do nich przymierzał, także o wyrzuty sumienia. Odpowiadał szczerze, w sposób dla niego typowy, krótki i szarmancki.

– Wyrzuty sumienia to na pewno nie. Miałem je tylko na początku, potem mi przeszło, kiedy sobie uświadomiłem, że uśmiercam tylko morderców, podżegaczy do zbrodni i podobnych łajdaków.

W trakcie rozmowy z katem, ktoś podszedł do Katarzyny. Miała jeszcze inne obowiązki, była panią domu. Nie mogła dłużej z nim rozmawiać, wyjaśniła mu, że musi odejść. Aby nie pozostawiać gościa samego poprosiła siostrę, Karolinę, aby w jej miejsce kontynuowała rozmowę z Radwanem. Pomyślała, że to szansa dla niej, aby poznać kogoś nowego i interesującego. Karolina była tak krótko mężatką, że wiele osób wciąż uważało ją za starą pannę.

– Nie dziw, że nikt jej nie chce. Jest zbyt podobna do Katarzyny. Ta sama krew – pomyślał Maurycy, uważnie obserwujący wszystko, co dzieje się na sali. Starał się kontrolować rozwój sytuacji.

Karolina i Patryk Radwan rozmawiali z ożywieniem najpierw w salonie, nieco na uboczu, pod wielkim oknem, potem udali się na przechadzkę po parku okalającym dom z dwóch stron.

Po dłuższym czasie nieobecności z parku wrócił tylko kat. Nie skierował się do sali ogólnej, gdzie przebywali goście, tylko na taras z boku budynku, gdzie przebywała Katarzyna Kaszmir razem z Maurycym. Kat trzymał w prawej ręce za włosy ludzką głowę. Była to głowa Karoliny; z szyi kapała jeszcze krew. Maurycy omówił tę scenę wcześniej bardzo dokładnie z Radwanem. Rekwizyt był przygotowany w umówionym miejscu w parku.

Maska twarzy Karoliny była wykonana w sposób idealny. Kosztowało to charakteryzatora masę pracy. Był to podstawowy rekwizyt przedstawienia granego przez kata.

Efekt był bardziej przerażający niż to przewidział Maurycy. Chciał tylko babkę przerazić, ukarać ją za to, co zrobiła z jego ojcem. Był przekonany, że zareaguje spokojniej, była przecież zawodową aktorką, osobą przyzwyczajoną do niezwykłych inscenizacji.

Na widok głowy siostry Katarzyna upadła na taras, dostała drgawek, po czym znieruchomiała.

– To zawał serca – po krótkim badaniu stwierdził lekarz przybyły z salonu razem z innymi gośćmi, kiedy Maurycy zaczął wzywać pomocy. Maurycy przypomniał sobie, że sam umieścił nazwisko lekarza na liście zaproszeń sugerując się opinią babki, że był on wielbicielem jej talentu i oglądał wszystkie jej wystąpienia teatralne. Lekarz natychmiast wezwał karetkę pogotowia ratunkowego. Jak tylko przyjechała, powiedział rozkazująco:

– Proszę się rozejść. Nic państwo tu nie pomożecie. Chodzi o natychmiastową pomoc. Ja się tym zajmę, pojadę z nimi, pomogę ją reanimować w drodze do szpitala. Proszę pozostać na miejscu. Możliwe, że przyjedzie tu policja. Mam obowiązek ich zawiadomić o takim zdarzeniu.

Kilka godzin później Maurycy otrzymał telefon ze szpitala. Dzwonił lekarz.

– Pańskiej babci nie udało się uratować. Bardzo mi przykro z tego powodu.

Maurycy zastanawiał się, co czuje. Był zdezorientowany. Tłumaczył sobie:

– To nie była moja wina. Nikt tego nie mógł przewidzieć.

Odczuł ulgę, kiedy wyjaśnił sobie, że tak musiało być, że śmierć ojca została pomszczona i była to jego zemsta zza grobu.

Rozprawa odbywała się w dużej, staromodnie zabudowanej sali sądowej. Maurycy uczestniczył w niej w charakterze oskarżonego o usiłowanie spowodowania śmierci. Po ustaleniu podstawowych faktów i przesłuchaniu dwóch świadków, sędzia zażądała od prokuratury dokładniejszego zbadania okoliczności związanych z pożarem domu.

Maurycy uznał, że rozprawa nie poszła we właściwym kierunku. Spodziewał się, że dochodzenie zatrzyma się w miejscu z braku dowodów wskazujących, kto konkretnie wywołał pożar, i całe zdarzenie rozejdzie się po kościach. Tłumaczył się, że zorganizował wszystko za wiedzą i aprobatą babki. Patryk Radwan twierdził natomiast, że miał pewne obawy co do sceny z obciętą głową, ale zleceniodawca uspokoił go zapewniając, że zna dobrze swoją babkę i jej stan zdrowia, i wszystko będzie w porządku.

– To, czego oczekiwał ode mnie pan Maurycy Kaszmir, było tak niezwykłe, że z obawy o konsekwencje mimo jego zapewnień poprosiłem go o potwierdzenie zlecenia na piśmie. Mam je przy sobie.

Na życzenie sądu pokazał pismo sędzi; ta, po przeczytaniu go, poleciła włączyć je do akt. Sąd nie dopatrzył się w dokumencie niczego nadzwyczajnego.

Dwa dni po rozprawie Maurycy otrzymał list.

– Maurycy, o mało co mnie nie wykończyłeś. Nigdy bym cię nie posądziła o taką wyobraźnię i takie postępowanie. To była gruba przesada, jeśli chodzi o rozrywkę. To, co uczyniłeś, było okropne. Uznałam, że miałeś nieudany dzień i skłonna jestem ci wybaczyć. Ty zagrałeś „va bank”, ja również, dlatego upozorowałam własną śmierć. Moja przyjaciółka obserwowała spacer kata Patryka z moją siostrą. Poszła za nimi i widziała wszystko. Zdążyła ostrzec mnie w porę.

– Ten wypadek był wyrokiem losu – pomyślał Maurycy i czytał dalej.

– Chyba zawsze posądzałeś mnie, że zrujnowałam życie twojego ojca. Teraz sprawa jest jasna. Chciałeś mnie przetestować, dać mi nauczkę. Martwię się o twój stan psychiczny. Być może to nic poważnego, ale powinieneś skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Musisz się zmienić. Jeśli tego nie zrozumiałeś, to powiem się ostrzej:  musisz się leczyć. Stawiam to jako warunek naszego porozumienia. Jeśli tego nie uczynisz, wydziedziczę cię, bo nie będziesz się nadawać nawet na parobka do sprzątania nawozu ze stajni. Chociaż nie! Może koń cię kopnie i wbije ci do głowy trochę rozumu. To może być jednak niebezpieczne, bo równie dobrze może skończyć twój nędzny żywot!

Maurycy przyjął list z ulgą. Babka żyła i to było najważniejsze. Tym razem to ona go przechytrzyła. Miał jeszcze nadzieję, że wróci do jej łask. Nie przekreśliła go całkowicie. Swoją przebiegłością i porównaniem go do parobka zraniła go bardziej niż sugestią wydziedziczenia. Bardzo go to zabolało.

Cztery tygodnie później w nocy spłonął dom Katarzyny Kaszmir. Była wewnątrz budynku. Maurycy nie miał co do tego wątpliwości; obserwował babkę od pewnego czasu, aby dokładnie poznać jej zwyczaje. Oglądał też pożar z oddali i słyszał kobiece krzyki.

Zaraz po straży pożarnej przyjechała policja. Skutki były tragiczne. W pogorzelisku znaleziono zwęglone ciało kobiety.

– Katarzyna Kaszmir zginęła tragicznie. Tym razem naprawdę. – Lokalna prasa rozpisywała się obszernie o pożarze i jego ofierze przez kilka dni. 

Wkrótce rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę śledztwo. W kręgu podejrzanych znalazła się służba pani domu, przede wszystkim kucharz zwolniony przez nią kilka tygodni wcześniej, oraz Maurycy. Policji nie udało się niczego mu udowodnić. Już po pierwszym przesłuchaniu był przekonany, że tak właśnie będzie. Dom podpalił nie pozostawiając śladów mogących doprowadzić śledczych i prokuratora do sprawcy pożaru. Był jedną z wielu osób przebywających w domu lub w jego pobliżu w ciągu ostatniego miesiąca. Kilka dni przed pożarem podłożył specjalny zapalnik, którego obudowa stopniała i wyparowała pod wpływem wysokiej temperatury.

Czekał na uspokojenie się sytuacji. Był szczęśliwy, że wreszcie wszystko się stabilizowało. Był też pewien, że do dnia pożaru babka nie zdążyła zmienić testamentu. Nie zrobił niczego, co mogłoby ją nastawić negatywnie do niego. Wręcz przeciwnie, starał się prowadzić jak najbardziej przykładne życie. Zaczął nawet poszukiwać pracy. Zadbał o to, aby ta wiadomość dotarła do babki Katarzyny, co prawdopodobnie podniosło jego notowania. W przypadku pozytywnego rozwoju wydarzeń, planował kilkutygodniową wycieczkę zagraniczną. Przemyślał nawet, jak to zrobi. Pieniądze na nią pożyczyłby z banku, później spłaciłby ze swojego udziału w spadku.

Niecały tydzień później, z samego rana, do drzwi mieszkania Maurycego zapukał oficer policji.

– Wygląda na generała, tyle ma odznaczeń – pomyślał Maurycy zaskoczony nietypową wizytą. Za oficerem stał drugi policjant, młodszy i niższej rangi. Mężczyzna stojący za progiem przedstawił się:

– Podinspektor policji Damian Narożny. A to jest detektyw policyjny sierżant Józef Paliwoda.

Z wszystkiego, co usłyszał, Maurycy zapamiętał tylko nazwisko Paliwoda. Szumiało mu w uszach, czuł ssanie w żołądku. Nie rozumiał tego, ponieważ nigdy wcześniej, nawet w najbardziej opresyjnych sytuacjach nic takiego nie odczuwał. Znający go ludzie mówili o nim, że ma skórę słonia.

– Jest pan aresztowany pod zarzutem podpalenia domu pani Katarzyny Kaszmir i usiłowania jej zabójstwa.

Maurycy domyślił się, że coś poszło zdecydowanie nie tak, jak zaplanował, ale nie upadł na duchu. Postanowił walczyć.

– Nie mam pojęcia o co chodzi – odpowiedział zdecydowanym tonem.

– Nie szkodzi. Nie musi pan wiedzieć. Mam nakaz aresztowania. Tam, gdzie pana zabierzemy, będzie się mógł pan wytłumaczyć ze swojej niewiedzy.

– Co mam ze sobą zabrać? – zapytał zrezygnowany Maurycy, gotów udać się od razu w głąb mieszkania, aby zebrać i włożyć do plecaka niezbędne rzeczy.

– To, co pan chce, ale tylko rzeczy osobiste. Zrobi pan to w asyście sierżanta Paliwody. Tylko bez żadnych wygłupów, bo w razie jakichkolwiek wątpliwości sierżant natychmiast obezwładni pana, a to może być bolesne.

Po opuszczeniu domu i zamknięciu drzwi na klucz, Maurycy zajrzał do skrytki pocztowej. Był tam tylko jeden list. Zabrał go ze sobą, nie sprawdzając nawet, kto był nadawcą. W samochodzie usiadł na tylnym siedzeniu obok sierżanta. Jadąc siedział nieruchomo i gapił się w milczeniu przez okno. Podinspektor popatrzył na niego przekręcając głowę z przedniego siedzenia.

– Ma pan teraz czas. Może pan spokojnie przeczytać ten swój list.

Maurycy otworzył kopertę obrywając jej boczną krawędź palcami. Serce w nim zadrżało, kiedy rozpoznał charakter pisma. Zaczął czytać.

– Nie wiem jak się do Ciebie zwracać, bo na pewno nie „Drogi Maurycy”. Wiedz, że mam prawo serdecznie cię nienawidzić po tylu udrękach, jakie na mnie sprowadziłeś. Tym razem wyeliminowałeś się sam. Domyśliłam się, że twój stan psychiczny nie polepszył się i nie popuścisz, dopóki nie uczynisz czegoś okropnego. Nie miałam pojęcia, co to mogłoby być. Pomyślałam, że zechcesz zrobić coś, aby mnie postraszyć bardziej niż za pierwszym razem.  Dlatego kazałam cię śledzić. Cały czas chodził za tobą detektyw. Byłeś zbyt pewny siebie i chyba także zbyt głupi, abyś to zauważył. Nawet nie spostrzegłeś, że wokół domu poleciłam zainstalować kamery. Nie sądziłam jednak, że stać cię na taką podłość, że spalisz dom, aby mnie ostatecznie unicestwić. Na szczęście byłam nieobecna, musiałam wyjechać na kilka dni do rodziny. Podpalając dom, niczego nie osiągnąłeś. Wewnątrz była tylko gosposia, która zdążyła uciec. Uratowała się cudem. Informacja o ludzkich szczątkach znalezionych wewnątrz służyła tylko uśpieniu twojej czujności. Nie był to mój pomysł. Dom był ubezpieczony, w związku z czym nic nie straciłam. Mam jego plany i mogę go odbudować w takiej samej postaci. Lubię teatr dramatyczny, ale to, co zrobiłeś, przerasta ludzkie wyobrażenie. Wydarzenia wywołane przez ciebie uznałam za najbardziej tragiczne chwile mojego życia.

Przebywając w areszcie śledczym Maurycy otrzymywał listy. Wszystkie pochodziły od babki Katarzyny. Uznał, że go prześladuje, choć nic prześladowczego w nich nie było. Pojawiły się w nim wyrzuty sumienia. Odrzucał je od siebie. Babkę wciąż nazywał starą, podłą klępą oraz dręczycielką. Potem nachodziły go myśli, że ona w ogóle nie istnieje, że ją sobie wymyślił, że wychowywał się bez ojca a nawet go nie znał.

Katarzyna Kaszmir była zawsze kilka kroków do przodu. Pisała mu co się zdarzyło, w końcu także o tym, co się zdarzy.

Tydzień przed procesem otrzymał list w żółtej kopercie. Nigdy wcześniej nie otrzymał takiej przesyłki. Ucieszył się, że to nie od babki. Pomylił się. Tym razem napisała mu o zbliżającej się rozprawie sądowej, przewidując jaki zapadnie wyrok. Było tak, jak zapowiedziała. Sąd skierował go na badania do szpitala psychiatrycznego.

– To tylko badania – pocieszał się. Miał pojechać tam prosto z aresztu.

Zaraz po zakończeniu rozprawy sądowej, otrzymał kolejny list. Koperta była bez znaczka. Wyglądało na to, że ktoś specjalnie przyjechał do aresztu sądowego, aby go doręczyć adresatowi w odpowiednim czasie.

– Cieszę się, że wreszcie otrzymałeś zaproszenie na stały pobyt tam, gdzie zawsze było twoje miejsce. Nie martw się. Będę cię regularnie odwiedzać. Będziesz paradować w białym mundurku z rękawami zapinanymi na plecach na klipsy, a ja będę mieć na sobie moją najlepszą garsonkę, tę, w której najbardziej mnie nienawidziłeś. Możesz liczyć na mnie, będę ci służyć w formie wyrzutów sumienia. Ilekroć mnie zobaczysz, będziesz żałować swojej głupoty i okrucieństwa. Obudziłeś w sobie najgorsze duchy naszej rodziny. Czeka cię jeszcze jedna niespodzianka; nie zgadniesz jaka, ja ci też tego nie zdradzę. Niespodzianka to niespodzianka.

Samochód z podsądnym zatrzymał się na placyku przed wejściem do szpitala. Najpierw wysiadł strażnik więzienny, potem Maurycy. Wśród trzech osób, które czekały na niego, był także …. Tego się nie spodziewał. Zrozumiał, co babka miała na myśli pisząc o niespodziance. To był Patryk Radwan, masywne chłopisko ze swoim nieodłącznym towarzyszem – wielkim katowskim toporem. Stał spokojnie i czekał, aż Maurycy podejdzie bliżej. Przywitał się z nim jak z dobrym znajomym. Nie rozmawiali długo.

– Będę czekać na ciebie. Skontaktuj się ze mną po południu, to pogadamy. Mam tu pokój gościnny. To numer 13, przynoszący szczęście. Dziś wieczorem wygłaszam tutaj prelekcję. Będę opowiadać o moim zawodzie, o występach w roli kata. Wyobraź sobie, ci ludzie tutaj w większości biorą mnie za prawdziwego kata, podobnie jak ty, choć byłem tylko aktorem charakterystycznym grającym takie role. Przyjdź, przypomnisz sobie swoją własną przeszłość i zlecenie, jakiego mi udzieliłeś. Musisz wiedzieć, że kiedy to uczyniłeś, nie zadając sobie trudu sprawdzenia, gdzie pracowałem i co robiłem w ostatnich latach, byłeś już przegrany. Twoja babka Katarzyna to moja koleżanka ze sceny. Przyjaźniliśmy się. Powiedziałem jej o wszystkim. Nie grałeś nigdy w teatrze, byłeś amatorem i to jest twoja największa słabość. Dobry byłeś tylko w jednym; wspaniale udawałeś osobę zaburzoną psychicznie, aby wykończyć Katarzynę i przejąć majątek rodzinny, którym dysponuje. Teraz musisz dokonać poważnego wyboru, najpoważniejszego w twoim życiu. Pierwsza możliwość jest taka, że nadal będziesz grać osobę psychicznie niezrównoważoną, niebezpieczną dla otoczenia … i wtedy pozostaniesz tu na stałe. Druga możliwość, przyznasz się do świadomie popełnionych przestępstw i wtedy dostaniesz dożywocie za podpalenie domu i usiłowanie dwóch zabójstw z premedytacją. Masz na koncie też kilka szantaży i dwie krótkie odsiadki w więzieniu. W średniowieczu ktoś taki jak ja musiałby skrócić cię o głowę.

Masz jeszcze trzecie wyjście. Skończyć ze sobą. Ale nie życzę, ani nawet nie rekomenduję ci tego. Gdybyś się jednak na to zdecydował, doradzę ci, jaka trucizna jest najłagodniejsza w rozstaniu się ze światem. Jeśli mnie oczywiście poprosisz o radę. My, zawodowi aktorzy, niczego nie robimy na siłę, w odróżnieniu od amatorów, takich jak ty, którzy ubarwiają fikcję, myśląc, że dokonują czegoś realnego. Życie to wielki teatr, w którym trzeba umieć grać.

Michael Tequila,
Gdańsk, 27 grudnia 2020

0Shares

Biblioteka 58 Opowiadań. Lista i daty publikacji.

Polecane

Drodzy Czytelnicy,

Pracuję wciąż nad dużym zbiorem opowiadań. Chcę go jak najszybciej wydać w formie książkowej. Dlatego będę kontynuować wpisy na tej stronie ale będą one mniej regularne. 

Niniejsza biblioteka autorska zawiera 58 utworów literackich. Znakomita większość to opowiadania. Biblioteka jest dostępna nieprzerwanie. Strona jest bezpieczna, co potwierdza symbol kłódeczki. Jeśli podoba się Państwu utwór, kliknijcie na lajk zachęcając tym innych do czytania.
Pozdrawiam serdecznie,
Michael Tequila 

Kronika czasów zarazy. 50 lajków. Opowiadanie seryjne. Odc. 1-39/60. Ostatnia aktualizacja 04 08 2021 (środa) godz. 08.15.  https://michaeltequila.com/?p=18112

Inne (ostatnie) aktualizacje są zaznaczone żółtym tekstem na liście poniżej. 
 
Aby czytać tekst publikowany na tej stronie, wystarczy kliknąć na link poniżej wybranego tytułu. Na stronie każdego opowiadania najłatwiej poruszać się przesuwając suwak (mały kwadracik) znajdujący się tuż przy prawej krawędzi ekranu. Utwory udostępniam na zasadzie dozwolonego użytku prywatnego określonego „Ustawą z dnia 4 lutego 1994 o prawach autorskich i prawach pokrewnych” plus nowelizacje. Zachęcam do komentarzy. Mój adres email: michael.tequila@anciano.pl
 
Aforyzmy i myśli. Wybór aforyzmów i myśli z dodatku do zbioru poezji “Oniemiałość”   https://michaeltequila.com/?m=20200604    
Aleksander Cumagin Sake. 5 lajków. Opowiadanie. O prezydencie, który marzył o koronie imperatora. 2640 wyrazów.   https://michaeltequila.com/?m=20200322
Automat. 2 lajki. Opowiadanie. O człowieku bez poczucia czasu i woli. 1216 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20191211 
Broda. 2 lajki. Opowiadanie. O męskim życiu bez miłości i uwielbienia. 2480 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13683  
Buntownik. 3 lajki.  Opowiadanie. O człowieku i przyrodzie. 1550 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=16008  
Carajo. 3 lajki. Krótkie opowiadanie. 267 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=15396  
Cień wielkiego sztukmistrza. 3 lajki. Opowiadanie. https://michaeltequila.com/?p=16578  
Człowiek z taczką. 4 lajki. Opowiadanie. O mężczyźnie budującym dom dla ukochanej kobiety. 2250 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=17220  
Dojrzałość. 3 lajki. Opowiadanie. Wiosenny dzień w życiu wrażliwego mężczyzny. 1140 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=17541  
Domek nad jeziorem. 11 lajków. Opowiadanie. O starszej pani z problemami pamięci.https://michaeltequila.com/?p=15263  
Drzewo kłamstwa. Opowiadanie. O niezwykłości drzew i kwiatów. 1235 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=17047 
Dyktator. 29 lajków. Opowiadanie. Odc. 1- 34. https://michaeltequila.com/?p=14681  
Dzień weselny. 18 lajków.  https://michaeltequila.com/?m=20191008 
Dziewczyna z pieskiem. 2 lajki, Opowiadanie. O miłości do ludzi i zwierząt. 1540 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=11924  
Dziwna noc mieszańca etnicznego. 1 lajk. Opowiadanie. O przeżyciach nocnych starszego mężczyzny. 624 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20200129  
Gabriel Garcia Marquez. 8 lajków. Refleksje pisarza na temat własnych opowiadań. https://michaeltequila.com/?m=20200517 
Galeria handlowa. 4 lajki. O wzrastaniu mężczyzny na widok kobiety. 580 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20191210  
Głowy w autobusie do Dżajpuru. 39 lajków. Opowiadanie. 58 odcinków. https://michaeltequila.com/?p=15345  
Goryl. 4 lajki. O partii i człowieku przypominającym małpę. Opowiadanie. 3850 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200305  
Hurtownia wnętrz. Opowiadanie okolicznościowe. 1250 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=15008
Instrukcja obsługi pejcza. 3 lajki. Opowiadanie. O walce arystokraty francuskiego z bólem i bezsennością. 6800 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200226  
Ja, Herkules. 44 lajki. Powieść. Odc. 44/80https://michaeltequila.com/?p=16741  
Jalapo Umota, Inuit z charakterem. 10 lajków. Opowiadanie. O niezwykłych losach autochtona z Labradoru. 9700 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200320  
Kat. 5 lajków. Opowiadanie. O nietypowych urodzinach i relacjach rodzinnych. 3230 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=15730
Koniec świata. 3 lajki. Opowiadanie. O człowieku, który
przeżył koniec świata. 1920 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200407  
Kronika mniej więcej osobista. 4 lajki. Różne teksty. https://michaeltequila.com/?p=13782  
Krzykacz. 7 lajków. Opowiadanie. Odc. 1-5/5. https://michaeltequila.com/?p=18761 
Letnie upały nad jeziorem Ostre-Upojne. 13 lajków. Groteska. Odc. 13/13 (ostatni). https://michaeltequila.com/?p=18564  
Michael Tequila – przegląd twórczości: Klęczy cisza niezmącona. Pięć wybranych wierszy. Aktualizacja 2021 04 20 godz. 08.55  https://michaeltequila.com/?p=17656
Michael Tequila – przegląd twórczości: Oniemiałość. 7 lajków. Poezja. Aktualizacja 05 04 2021. https://michaeltequila.com/?m=20200520
Miniatura z kolibrem. 2 lajki. Opowiadanie. O pocieszeniu w codziennym życiu. 601 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=11447  
Natręt. 3 lajki. Opowiadanie. O dwóch mężczyznach na przystanku autobusowym i podstępie. 1620 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20200519  
Niedziela z Alberto. 1 lajk. Opowiadanie. O miłości i ludzkich postawach.  3718 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20200205 
Nienawiść organiczna. 2 lajki. Opowiadanie. O nienawiści do własnego ciała. 430 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=10332
Niepokorny świat Izydora Czyżyka. 4 lajki. Opowiadanie. 3050 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200418  
Niesforny starzec. 2 lajki. Opowiadanie.
1720 wyrazów https://michaeltequila.com/?m=20200620  
Nowy wymiar ewolucji. 2 lajki. Opowiadanie. O technologii zastępującej ewolucję, 2510 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=10832  
Obraz ze zwierzętami. 3 lajki. Opowiadanie. 2920 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13976  
Osiedle Panorama. 5 lajków. Opowiadanie. O pijącej młodzieży i problemach osiedla. 6470 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200420  
Ostatni dzień.
1 lajk. Opowiadanie. 1680 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13619  
Papier. 2 lajki. Opowiadanie. 1520 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=12781 
Patriarcha Anastasio Gerylas. 2 lajki. Opowiadanie. O walce hierarchy kościelnego z Trójcą Zła. 1190 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=10690  
Pies gończy słowa mówionego. 1 lajk. O społeczeństwie bliskiej przyszłości. 780 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20191220  
Pogoda. 8 lajków. Opowiadanie. O niezwykłym wpływie pogody na człowieka. 6 odcinków. https://michaeltequila.com/?p=17845  
Polowanie. 3 lajki. Opowiadanie. O zabójcy z wyrachowaniem. 5200 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200413  
Pracowita noc malarza Sapiehy. 1 lajk. 2540 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=14447  
Prezydent Zrzeszenia Nafciarzy
. 4 lajki. Opowiadanie. O życiu wysokiego funkcjonariusza w dobie pandemii. 993 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20200429   
Recydywa. 5 lajków. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=14355   
Sierżant Baba. 3 lajki. Opowiadanie. O wojskowym szkoleniu dzieci. 980 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=10759  
Spryciarz i bohater. 6 lajków. Opowiadanie. Odc. 6/6. https://michaeltequila.com/?p=17733  
Stadny instynkt. 2 lajki. Opowiadanie kompletne, uzupełnione i poprawione. https://michaeltequila.com/?p=14856   
Święty Słoń. 3 lajki. Bajka dla dzieci i dla dorosłych. https://michaeltequila.com/?p=15775   
Świrus. 9 lajków. Opowiadanie. O dostosowywaniu się człowieka do zmieniającej się rzeczywistości.  https://michaeltequila.com/?p=13918
Walec drogowy. 4 lajki. Opowiadanie. 5930 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=14612  
W nocy wymyśliłem sobie diabła. 3 lajki. Opowiadanie. O diable podobnym do człowieka. 284 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20190916 
Wsteczna ewolucja. Opowiadanie. 840 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200612  
Wykład profesora Inha. 16 lajków. Opowiadanie. O doświadczeniach i proroctwie odnośnie człowieka i epidemii.14 odcinków. 8280 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=17904  
Zabójstwo. 1 lajk. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=16969  
Zimowy las. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=14400  
Znak pokoju. 5 lajków. Opowiadanie. O rodzinnej miłości i nienawiści. 4380 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200522   

Video “Niezwykłe rzeźby”. Aby powiększyć do rozmiaru pełnoekranowego, kliknij ikonkę w prawym dolnym rogu.

Pod tym linkiem znajdziecie Państwo wszystkie moje książki w Empiku, także w wersji ebookhttps://tinyurl.com/y52br67b 

0Shares

Szopka świąteczno-noworoczna. Odc. 7: Inkwizytor Zbig Staniucha

Po opadnięciu fali braw, jakimi nagrodzono Plenipotenta, na środek sali wystąpił Zbig Stanucha, znany aktor i inscenizator. Otaczała go dyskretna aura zapachów z kadzielnicy. Mężczyzna miał na sobie strój inkwizytora: na głowie trójkątną zdobną infułę; lamowana zlotem narzuta na ramionach przykrywała górną część jasnej sukni biskupiej, piersi zdobił owalny medalion na łańcuchu. Strój dopełniały czerwone rękawiczki. Prawą dłoń inkwizytor uniósł do góry w geście błogosławieństwa, w lewej trzymał wysoki pastorał. Zza wąskich szkieł okularów spoglądały chłodne oczy odnowiciela ducha społeczeństwa. Czarne wąsy i dyskretna broda okalały zaróżowione policzki. Mimo obwisłych policzków i zbyt wąskich ust, twarz dostojnika pozostawała kształtna, wyrażając spokój i opanowanie.

Staniucha przemawiał bez pośpiechu, w duchu ugody i porozumienia.

Wybaczcie mi, przyjaciele. Znacie mnie, jestem inkwizytorem, skupiam w sobie ważne funkcje oskarżyciela, obrońcy i sędziego. W sztuce „Przebudzenie wiernych”, w której grałem kluczową rolę i którą sam inscenizowałem, trolle okazały się nieudanym eksperymentem. Wystraszyły niepotrzebnie społeczeństwo. Włączyliśmy je do sztuki bez dostatecznego przetestowania. Odbiło się to rykoszetem. Spadły gęste odłamki, jeden z moich przyjaciół został ranny. Tragiczne było to, że pod wpływem sztuki ludzie zakładali togi i łańcuchy, które okazywały się tak ciężkie, że wciągały ich pod koła samochodów, autobusów, tramwajów a nawet kombajnów. Pojawiły się protesty uliczne. Wydarzenia te wiązano z naszym teatrem, w szczególności ze mną. Przepraszam was za to. Wprawdzie konfrontacja, zderzenie postaw, jest częścią teatru, nie może jednak powodować, że ludzie rzucają się pod koła i popełniają samobójstwa. To dowód niedojrzałości społeczeństwa. Dla przywrócenia dobrego nastroju, trwa przecież nowy rok, serdecznie zapraszam na kiełbaski z rusztu. Jeśli ktoś się zatruje, to nie będzie to moja wina. – Zbig zaśmiał się serdecznie. Zauważając, że nikt mu w tym nie towarzyszył, przybrał poważny wyraz twarzy:

– To był tylko żart. Nie zawsze aktorowi wszystko się udaje, Teatr to wielka, ale i trudna sztuka.

0Shares

Szopka świąteczno-noworoczna. Odc. 6: Spotkanie opłatkowe.

Przełom starego i nowego roku prosił się o uświęcenie. Dyrektor Kukuła starał się o tym pamiętać, lecz wciąż zapominał. Żył w natłoku spraw i obowiązków; czasem mieszało mu się w głowie, co jest pilniejsze, a co mniej pilne. Jego myśli rwały się, przeskakiwały jedna na drugą jak strumień rozbijający się o kamienie, przęsła mostu i korzenie.

– Musi to być coś przełomowego, co wszyscy zapamiętaliby. Przypominał sobie wydarzenia z własnego życia, wielkie chwile, które głęboko przeżywał. Do głowy cisnęły mu się hasła: spowiedź w kościele, mądrość i przyzwoitość, zaufanie do drugiego człowieka. To ostatnie okazało się najważniejsze. Dyrektor marzył o uroczystości oczyszczającej pracowników i publiczność teatru duchowo i emocjonalnie.

Pomysł spotkania opłatkowego od razu przypadł mu do gustu. Rozmawiał ze sobą w duchu: „Spóźnione, bo spóźnione, ale ważne. Spóźnienie da się wytłumaczyć”. W ruch poszła wyobraźnia scenarzysty, reżysera, inspiratora. Dyrektor zobaczył przed oczami aktorów, publiczności, członków zarządu. Wszystkie postacie nabierają życia, mówią od serca o sobie i o teatrze, wyznają grzechy, kajają się, proszą o przebaczenie, obiecują poprawę.

Dyrektor od ręki ustalił termin i podał go sekretarce, aby nadała bieg sprawie. Poprosił ją, aby na ogłoszeniu zacytowano słowa Johanna Wolfganga Goethe: „Wiara jest miłością do tego, co niewidoczne; ufnością w to, co niemożliwe i nieprawdopodobne”.

*****

Spotkanie odbyło się na scenie nowej sali teatralnej „Nowenna”. Zgromadzili się tam wszyscy pracownicy teatru: zarząd, administracja, aktorzy sceniczni, aktorzy-widzowie. Na złotej mosiądzowanej tacy, zdobionej florystycznymi wzorami, wniesiono opłatek wielki jak bochen chleba i biały jak śnieg. Dyrektor Kukuła ubrany w czerwony królewski płaszcz Ferdynanda VII, zdobny złotym łańcuchem, białoniebieską wstęgą orderu i licznymi odznaczeniami na czarnym kaftanie, wykonał nad opłatkiem znak krzyża.

Głos mu się łamał ze wzruszenia.

– W ostatnim roku nastąpiły wielkie przemiany. Zmieniliśmy się. Ja sam się zmieniłem. Zakończenie starego roku i rozpoczęcie nowego skłania do refleksji, szczerej rozmowy, pojednania i podejmowania zobowiązań. 

Dyrektor oderwał się od stołu, gdzie ustawiono tacę z wielkim opłatkiem, przyciężki, z wystającym brzuchem, i ruszył w kierunku Karola Zajączka, stojącego w pieszym rzędzie oczekujących. Zajączek, przewodniczący związku zawodowego aktorów teatru, najczęściej przeciwstawiał się dyrektorowi, chciał rozmawiać i dyskutować jego pomysły. Wedle słów dyrektora Karol Zajączek był niezniszczalny, uparty jak kozioł, nieprzerwanie składał męczące go propozycje usprawnień, zmian i poprawek. Był aktorem, któremu dyrektor najczęściej kneblował usta. Kukuła nienawidził jego uśmiechu zaczepionego między dwoma zajęczymi zębami.

– Bracie! – dyrektor wyciągnął ręce w kierunku Zajączka. Łzy stanęły mu w oczach. Żółto błyszczące w blasku lampy i złoceń królewskiego płaszcza, zatrzymały się na policzkach dyrektora, rzucając połyskliwy złoty blask na najbliżej stojące osoby.

 – Pojednajmy się! – dokończył dyrektor.

Zajączek zawahał się. Rozejrzał się po osobach stojących obok, czekając na jakiś znak, sugestię, reakcję. W głowie mu szumiało.

– Gest dyrektora, jego oferta – myślał niespokojnie – są niesamowite. On szuka pojednania. To okazja – zdążył pomyśleć aktor, zanim rzucił się w ramiona pryncypała. Po złożeniu sobie życzeń mężczyźni natychmiast wdali się w rozmowę, zapominając o bożym świecie.

*****

Przed zebrany w sali tłum wysunął się plenipotent Dua. W przebraniu pasterza, bez garnituru – nigdy nie widziano go inaczej – wyglądał dostojniej, bardziej naturalnie i przekonująco. Rumiany na twarzy, z okrągłymi oczami zdziwionego wieśniaka, wyprostowany i swobodny, rozejrzał się z ciekawością na prawo i na lewo. Mówił od serca. Jego głos stopniowo stawał się coraz mocniejszy, pewniejszy siebie.

– To jest spotkanie, jakiego oczekiwałem od dawna. Dyrektor Kukuła dał nam przykład. Nadszedł czas, kiedy wszyscy, jak tu jesteśmy, dyrektorzy, pracownicy wyższego i niższego szczebla, aktorzy i widzowie, możemy powiedzieć sobie szczerze to, co leży nam na sercu. Byłem figurantem. Postanowiłem to zmienić. Dziś rano uruchomiłem resztkę mojej dumy.  Od dawna o tym myślałem. Podobnie jak Zajączek, czułem potrzebę zmniejszenia zależności od od dyrektora teatru, który i mnie często każe robić to, na co niekoniecznie mam ochotę. Przez kilka lat współpracy krępowałem się wyrazić głośno moją opinię na temat mojej godności, a przecież wokół dzieje się tyle ciekawego. Dlatego dzisiaj ogłaszam moją zawodową niezależność do dyrektora, co wyznaję w waszej obecności. Tak mi dopomóż Bóg!

Plenipotent uderzył się w pierś, po czym kontynuował.

– Jutro wezwę do siebie tego wysuszonego starca z nowym uzębieniem, łajdaka niezwykle udanie grającego rolę dobroczyńcy , którego ostatnio awansowałem, i powiem mu prosto w oczy:

– Stań tu, nikczemniku, to cię zdegraduję. Wyłudziłeś ode mnie awans, przejście na dobrze płatną emeryturę, oszukałeś mnie. Była noc, byłeś w przebraniu, nie zauważyłem, że to ty. Dlatego teraz musisz odejść. Jesteś symbolem zła dawnych czasów. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym pozostawił cię na wysokim stanowisku, na które sam cię nierozważnie wyniosłem za rekomendacją dyrektora Kukuły. Dostaniesz jednak solidną odprawę, ponieważ ja ludzi nie krzywdzę.

Skoczywszy swoją kwestię, Plenipotent odetchnął.

– Tyle miałem do powiedzenia. To jest mój wkład w rozwój naszego ukochanego teatru.

0Shares

Życzenia Noworoczne 2020

 

 

Myślałem, że dzisiaj nic już z siebie nie wykrzeszę, a tu proszę, rozum i pamięć mi się objawiły, aby czerwonym dywanem wysłać drogę Życzeniom Noworocznym.

 

 

W Nowym Roku życzę (w kolejności alfabetycznej czyli niekoniecznie sprawiedliwej):

  • Biskupowi Jędraszewskiemu – łaski bożej objaśniającej różnice między ochroną środowiska, ekologizmem i ideologią;
  • Dzieciom – mniej słodyczy, za to więcej czasu i uwagi ze strony rodziców i dziadków;
  • Dzielnym strażakom – dużo pary w sikawce przy gaszeniu pożarów i nie tylko;
  • Hierarchom kościelnym – skuteczniejszych środków przeczyszczających umysły i serca;
  • Kandydatce na prezydenta Kidawie-Błońskiej – więcej testosteronu oraz trafiających do serc mocnych i prostych słów;
  • Kobietom – mniej obowiązków, więcej wolnego czasu;
  • Mężczyznom – mniej piwa, brzucha i prostaty, więcej czasu na myślenie, sport i spacery z rodziną;
  • Ministrowi Ziobrze – lepiej zakamuflowanych trolli, mocniejszych kagańców i jeszcze piękniejszych rumieńców na twarzy;
  • Młodzieży – smartfonu, który sam będzie pisać i czytać banały i oglądać tysiące zdjęć;
  • Narodowi polskiemu – aby spuścił jeszcze trochę pary ze zbiornika dumy, patriotyzmu i historii;
  • Narodowi rosyjskiemu – więcej pałaców rządzących oligarchów, aby przypomniały im pytania o bezdomnych, praworządność, służbę zdrowia, oświatę, płace i równość społeczną,
  • Opozycji sejmowej – pomysłów, zwartości szeregów i mocnej szczęki;
  • Osobom strzelającym sztuczne ognie i petardy – aby ten miły huk brzmiał im w uszach przez większą część roku;
  • Osobom wierzącym – więcej watykańskiego Franciszka, mniej toruńskiego Rydzyka i jego słodkich pierników;
  • Premierowi Morawieckiemu – aby okazał ludzką słabość i przestał mówić wyłącznie prawdę;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – szczudeł w upominku, z wysokości których dostrzeże drugą połowę Suwerena i przyczyny jego malkontenctwa;

  • Prezydentowi Dudzie – jeszcze większych bochenków chleba do całowania na dożynkach, udanych przemówień o żarówce oraz przejścia na dobrze zasłużoną emeryturę;
  • Prezydentowi Putinowi – udanych walk z niedźwiedziem, podniebnych lotów z łabędziami, wygranych meczów hokejowych w ocieplanej koszulce kuloodpornej oraz kolorowych snów ze zwycięskim Stalinem i przegranym Hitlerem.
  • Sędziom K. Pawłowicz i S. Piotrowiczowi – przegryzienia wszystkich łańcuchów i klamek w Trybunale Konstytucyjnym w dowód wierności Prezesowi i Jego Idei;
  • Sześćdziesięciu dwom procentom polskiego społeczeństwa – przeczytania jednej książki, a jeśli zdrowie im pozwoli to nawet dwóch;
  • Zwolennikom PiS – refleksji odnośnie osiągnięć i cnót miłościwie nam rządzących;
  • Sobie zaś – mniej przekleństw i polityki, więcej cierpliwości i szampana.

Wszystkiego Najlepszego,
Michael Tequila

0Shares

Szopka świąteczno-noworoczna. Odcinki 1, 2 i 3.

 

Na przełomie starego i nowego roku eksplodowała rzeczywistość. Teraźniejszość stała się przeszłością. Nie była to jedna eksplozja, ale cała seria, trwająca nie dłużej niż kilka minut. Zaczęła się tuż przed północą i skończyła pięć minut po północy. Wybuchy słyszano w wielu miejscach. Pierwsi usłyszeli je obywatele Europy Wschodniej; mieszkańcy innych krajów kontynentu nie mieli tyle szczęścia, wyczucia a może nawet i chęci wsłuchiwania się w jakieś odlegle detonacje. Wkrótce okazało się, że eksplozje nastąpiły w jednym kraju, w Nomadii, a to, co słyszano za granicą, to było tylko echo. Potworny hałas wystraszył ptaki, zwierzęta oraz nowonarodzone dzieci. Meteorolodzy, śledzący zmiany zachodzące na ziemi i w atmosferze spekulowali, że zdarzenia te mogły zapoczątkować inne problemy.

– Ten kraj ma coraz mniej czasu na cokolwiek, a jego kłopoty będą narastać wraz z upływem dni, tygodni i miesięcy. O latach nie wspominam, bo to zbyt odległa perspektywa. Oni nie radzą sobie praktycznie z niczym, z rzeczywistością, czasem, rozwojem gospodarczym, ładem społecznym czy porządkiem prawnym – oświadczył przywódca dużego kraju europejskiego.

*****

Policja krajowa podjęła śledztwo traktując serię wybuchów jako zapowiedź zmasowanego terroru. Poszukiwania sprawców, potencjalnych terrorystów, zaczęto od analizy nagrań z kamer przemysłowych. Ich zapisy poddano analizie w poszukiwaniu nietypowych i dziwnych zachowań. Prowadzono dokładną statystykę. W ciągu pięciu minut nowego roku kamery zarejestrowały obrazy blisko dwudziestu milionów osób. Większość z nich była w ruchu, pozostałe osoby stały na placach i ulicach przed budynkami użyteczności publicznej w różnych miejscowościach i wznosili okrzyki. Nie miało to nic wspólnego z obchodami Nowego Roku. Policja ustaliła to analizując okrzyki jakie wznoszono, mowy jakie wygłaszano i treść transparentów i flag. Zachowania ludzi wydawały się nietypowe, dziwne, budzące wątpliwość.

– Po co ludzie mieliby gromadzić się na ulicach i placach na przełomie starego i nowego roku i protestować, skoro jest to czas spokojnego świętowania? – zadał sobie pytanie komendant. – Coś mi tu śmierdzi. Zgromadzenia, protesty, gniewne twarze i gwałtowne gesty, a zaraz potem seria wybuchów, których nie umiemy nawet porządnie opisać!

Sprawę powierzono specjalnej grupie policyjnej, do której zaproszono także meteorologa, klimatologa, specjalistę od balistyki, socjologa i politologa. Szef policji był przeciwny temu, gdyż nadawało to rozgłos niejasnej sprawie, do powołania grupy przekonał go zastępca. Komendant zaufał mu, bo już kilkakrotnie wykazał się intuicją.

Wkrótce przewodniczący grupy specjalnej wyjaśnił sprawę z pewnym zażenowaniem.

– Analizowane zdarzenia okazały się fikcją. Nie było żadnych eksplozji, nikt się nie wystraszył, ani nie zbudził. Wszystko okazało się inscenizacją zorganizowaną przez Teatr Narodowy. Rzekome wybuchy rzeczywistości to były happeningi teatralne, próby szopki świąteczno-noworocznej. Zaczęły się już dosyć dawno i wciąż trwają. Teatr przygotowuje się do wielkiego spektaklu. Organizatorzy czekają tylko na śnieg, bo bez śniegu nie ma odpowiedniego nastroju. Z uwagi na rozmiar i skalę przedsięwzięć powinno się je nazywać nie szopką, ale szopą świąteczno-noworoczną. Rządzi się ona własnymi prawami, opartymi na historii i tradycji, z nowatorskimi akcentami wprowadzonymi przez Teatr Narodowy.

– To jakieś wariactwo – zgodnie podsumowali komendant i jego zastępca. – Nic nam do tego.

Odc. 2. Negocjacje

Tematem zainteresowały się media. Natychmiastową inicjatywę wykazała telewizja niezależna Newsroom TV. Reporterka, Iza Karbo, której powierzono sprawę, nie ociągając się przeprowadziła wywiady z teatrologiem i miłośnikami teatru, ludźmi znającymi nie tylko scenę krajową ale i teatry europejskie. Niewiele udało jej się ustalić, z jednym wyjątkiem. W grę nie wchodził Teatr Narodowy ale Teatr Nowy, na czele którego kilka lat wcześniej stanął znany ze śmiałych pomysłów dyrektor Kukuła, wielki animator kultury. Iza zastanawiała się, jak można było pomylić Teatr Narodowy z Teatrem Nowym.

O dyrektorze Leonie Kukule niewiele było wiadomo. Był to człowiek nietuzinkowej osobowości, wytrwały introwertyk, pobożny, regularnie chodzący do kościoła. Jego współpracownicy, niechętnie wypowiadający się na jego temat, mówili, że w swoim teatrze jest Bogiem „jedynym, ale w trzech osobach: dyrektora, scenarzysty i reżysera”. Kiedyś był on właścicielem cyrku i miał opatentowanych kilka oryginalnych metod tresury zwierząt i szkolenia artystów cyrkowych. Mówiono też o nim, że jest właścicielem kuźni charakterów. Co to dokładnie znaczyło, nikt nie umiał wyjaśnić.

Dyrektor Kukuła nie udzielał wywiadów. Nie udzielał, ponieważ nie ufał dziennikarzom ani reporterom. Nie wierzył w cudzą obiektywność. Tylko swoje poglądy uznawał za miarodajne i uczciwe.

– Jestem obiektywny, bo zależy mi wyłącznie na prawdzie. Nie interesuje mnie babranie się w łajnie kłamstw, zmyśleń i dezinformacji – kiedy wygłaszał tę opinię, stukał laską w podłogę jakby dla wzmocnienia wagi słów.

Iza Karbo postanowiła ubiegać się o wywiad. Spróbowała, choć nie miała wielkich szans. Miała jednak szczęście. Sekretarka dyrektora, którą kiedyś poznała na spotkaniu towarzyskim, obiecała jej, że będzie mogła przynajmniej osobiście porozmawiać na ten temat z dyrektorem. Dziesięć minut później zadzwoniła i podała jej termin i godzinę spotkania.

Kiedy reporterka zjawiła się w gabinecie dyrektora, poważna, szczupła, ciemnowłosa, wydała mu się inna niż reporterzy i dziennikarze, z jakimi miał wcześniej do czynienia. Dowiedział się od niej, że jest gotowa opisać sprawy tak, jak on je widział, a nie po swojemu czyli „obiektywnie” jak zazwyczaj przekonywali go jej koledzy i koleżanki po fachu. Uwierzył jej. Była podobna do jego matki, to go ostatecznie przekonało. Interesowały ją cele teatru, plany i metody zarządzania.

Iza nie widziała wcześniej dyrektora z bliskiej odległości. Był to starszy pan, starszy niż sądziła, lekko utykający na prawą nogę. W trakcie rozmowy chodził po gabinecie podpierając się laską z czarnego hebanu, z poozłacaną rączką. Kontrastowały z nią jego siwe włosy. Jego krągła twarz podobnie dobrze prezentowała się na tle wąskich masek afrykańskich zdobiących ściany gabinetu.

Zapytany o maski wyjaśnił, że jest wielkim miłośnikiem kultur innych krajów i kontynentów.

– Życzyłbym sobie, abyśmy mieli w kraju więcej obcokrajowców, ludzie z różnych kontynentów, aby tutaj mieszkali a przynajmniej, aby przyjeżdżali do nas jak najczęściej. Bylibyśmy przez to bogatsi. Odmienność jest piękna. Niby są tacy sami jak my, a jednak są inni. Te kolory skóry, kształty a nawet zapachy ciała. Używają innych rodzajów mydła, wonności, pachnideł. Ja szczególnie lubię zapach imbiru i goździków, trochę mniej cynamonu. Jest dla mnie za słodki. My jako naród jesteśmy niesamowicie bogaci kulturowo, ale jako znawcy innych kultur jesteśmy ubodzy jak mysz kościelna, nie umielibyśmy nawet zadać sensownych pytań. Podróżowałem trochę po Afryce, to mam pojęcie, jak ci ludzie wyglądają, co mówią, jak się zachowują. Wiem nawet jak wygląda Pigmej. Ale kto inny u nas wie to jeszcze? To nie to samo, co mieć własnych obcokrajowców. Kiedyś można było mieć niewolników, dzisiaj niestety jest to niemożliwe. Nie będę tego wyjaśniać pani, bo i tak pani tego nie zrozumie. – Dyrektor zamyślił się patrząc w przestrzeń ponad jej głową.

Reporterka zastanawiała się, czy historyjka o Afryce była prawdziwa czy był to jakiś dziwny żart, balansujący miedzy prawdą a zmyśleniem. Popatrzyła na dyrektora niepewnie; Wiedziała, że jest oryginałem, że trudno go czasem zrozumieć. Zaskoczył ją, podobnie jak zaskakiwał innych, nie dając poznać po sobie, co naprawdę myśli.

– Taki z cicha pęk, a wewnątrz geniusz! – Na chwilę zgniewało ją jego zachowanie.

Odrzuciła od siebie jak najszybciej to uczucie. Najważniejsze było to, że zgodził się na wywiad i wyznaczył jej termin spotkania. Uczynił to pod warunkiem, że nie będzie żadnych kamerzystów, żadnego nagrywania obrazów i robienia zdjęć. Tylko on i ona.

– Oprowadzę za to panią po teatrze – obiecał.

Było to kolejne osiągnięcie reporterki. Wiele sobie obiecywała po zapowiedzianej rozmowie i zwiedzaniu.

Odc. 3 Wizyta w teatrze

W dniu spotkania dyrektor był ubrany identycznie jak za pierwszym razem. Iza zauważyła to od razu. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Przestała o tym myśleć, bo coś innego zwróciło jej uwagę. Zaskoczyły ją wyjaśnienia dyrektora, jego narracja, prosta i bezpretensjonalna. Nie oczekiwała tego. Czasem powiedział coś, czego nie rozumiała, użył jakiego dziwnego zwrotu; wydawało jej się wtedy, że coś jest z nim nie w porządku i rzucała na niego ukradkowe spojrzenie, nic nie odkrywając. Był niestandardowy, wymykał się wszystkim porównaniom. Na jego pełnej, bladawej twarzy rzadko pojawiał się wyraz ożywienia.

Kiedy rozmawiali, czasem były to szczegóły niewarte uwagi, zbyt drobne i mało znaczące, poświęcała wtedy czas obserwacji swego przewodnika. Nabierała stopniowo wrażenia, że za spokojem dyrektora kryje się jakiś niezrozumiała niechęć do świata, rodzaj nienawiści, tak głęboko ukrytej, że sam nie był jej świadomy. Wynikało to z fragmentów jego wypowiedzi, pewnej niecierpliwości, kiedy mówił o konieczności zmian w teatrze i uksztaltowaniu nowego widza, bardziej wrażliwego na ludzki dramat. Kiedy wspomniał o konieczności zmiany niedobrego świata na dobry, a co najmniej na lepszy, zapamiętała to zdanie.

On sam z nikim o tym nie rozmawiał, nawet z osobami najbliższymi, z wyjątkiem swojego serdecznego przyjaciela, Sobowtóra, jak go nazywał, kiedy ten jeszcze żył. Tylko z nim dzielił się swoimi wizjami i marzeniami o lepszym świecie.

*****

Dyrektor oprowadzał Izę po teatrze, opisując wszystko jak najdokładniej i najbardziej przekonująco. Kilkakrotnie powtarzał „mój teatr”, odmieniając te słowa przez wszystkie przypadki. Nie pozostawił żadnych wątpliwości, że to on stworzył ten teatr, wprowadził nowy program i zmienił wielu aktorów, zwalniając najchętniej tych, którzy wyrażali wątpliwości w jego pomysły, nawet jeśli odnosiły się one do pojedynczej sceny czy odsłony.

– To mój teatr – powtarzał z dumą. – Najpierw coś sobie wyobrażam, potem piszę scenariusz, w końcu reżyseruję.

Iza Karbo była przekonana, że mówi to nawet w myśli, bo jest to głos wewnętrzny, który sam pojawia się w jego głowie. Nie miała już wątpliwości, że Leon Kukuła jest dyktatorem.

0Shares

Trzej królowie i przyrzeczenia noworoczne

Iwan Iwanowicz jest u mnie pierwszy po Nostradamusie. Przewiduje przyszłość. Zaproponował mi, abym notował jego proroctwa. Na razie opisał mi tylko widzenie, jakie miał w noc sylwestrową.

– Kiedy inni tańczyli Sylwestra z butelką szampana w ręce i paczką tanich fajerwerków w kieszeni, mnie ukazali się trzej królowie. Przywiodła ich do mnie żarówka samodzielnie poruszająca się po niebie. Mówili niewyraźnie, jakby języki przymarzły im do brody. Jak zrozumiałem, był to jakiś prezydent, jakiś prezes i jakiś premier. Co najciekawsze, wszyscy trzej mówili ludzkim głosem i to tak wyraźnie, że mój kot i pies aż zaniemówiły i porozumiewały się na migi.

Królowie uklękli we trójkę przed Ojcem Ryzykiem (lata 2019 i dalsze) i składali zobowiązania noworoczne, kolorowe jak rajski ptak z kopalni złota i diamentów w Afryce Południowej. 

Premier obiecał, że nie będzie kłamać, a jeśli nawet, to tak udanie, że nikt się na tym nie pozna.

Prezydent, że przetrze sobie oczy, bo ostatnio widział rzeczy wyimaginowane, a nie jest to przecież jego ulubiony punkt widzenia.

Prezes obiecał, że nie będzie wyglądać jak z krzyża zdjęty, ale weźmie się za siebie i odświeży sportowo ćwicząc na świeżym powietrzu jak ten Rudobrody z Brukseli, którego nie znosi.

– Ja im dobrze życzę, znaczy się tym i innym królom, nawet życzę im doskonale, aby tylko pozostali w swoim Muzeum Samowładztwa i Zamordyzmu i nie wyciągali rąk zbyt daleko do polityki, bo jak ktoś niechcący włączy młockarnię sprawiedliwości dziejowej to mogą stracić palce, a wiadomo, że bez palców to jak bez rąk, do gęby nie można nic włożyć. I klepsydra gotowa – podsumował Iwan Iwanowicz z wyraźnym smutkiem.

Na zakończenie podyktował mi sentencję. Wziąłem ją sobie do serca i polecam równie serdecznie jak rożki czekoladowe od Sowy:

“Głosując w wyborach parlamentarnych nie głosuj na tych, którzy kłamią więcej niż potrzeba”.

3Shares

Myśli i aforyzmy sylwestrowe

Dorosłych i dzieci zbliża to do siebie, że na starość ludzie dziecinnieją.

Przejściowi potentaci, prezydenci, premierzy i wielcy prezesi, lubią szczycić się swoją głupotą. Nie ma co się dziwić, nic ich to nie kosztuje. Robią to na rachunek obywateli, których reprezentują.

Korzyść uzyskania większego wpływu kościoła na państwo uzasadnia użyczanie ambon nawet oszołomom politycznym.

Widziałem posła Stanisława Piotrowicza z wielkim różańcem w ręku na przyjęciu urodzinowym Radia Maryja jak błagał Ojca Rydzyka o błogosławieństwo i pomoc w organizacji międzynarodowego kongresu „Partie populistyczne wszystkich krajów łączcie się!”.

Kobieta z bezrobotnym mężem i trójką dzieci może śmiało powiedzieć, że ma czwórkę dzieci pod opieką. Mężczyźni są mniej macierzyńscy.

2Shares

Ostatnie tegoroczne piątkowe myśli i aforyzmy.

Tyle nagości w zimny grudniowy dzień, aż ciarki chodzą po plecach!

Doskonale podzielna uwaga pozwalała mu rozbierać wzrokiem równocześnie dwie kobiety bez pominięcia najdrobniejszego szczegółu ubioru lub ciała.

Miał tak silnego zeza, że w wojsku zatrudniono go do prowadzenia obserwacji pola walki zza węgła.

 China Sex Museum.

Męskość w stanie uniesienia nie trwa wiecznie. Jest jak chimera; pojawia się i znika.

Są mężczyźni, którzy wierzą, że odkrywanie prawdy jest najpiękniejsze wtedy, kiedy jest naga i znajduje się obok pod kołdrą. Nie musi być zresztą naga, ważne, aby była.

Jeśli umiesz wyobrazić sobie naród jako dojrzałe i zdrowe jabłko, to wyobraź sobie partię, która w czasie jednej kadencji potrafi udowodnić, że jest ono co najmniej w połowie brzydkie i robaczywe.

0Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2019 życzę:

  • Aptekarzom – epidemii grypy, aby ludzie kupowali jak najwięcej lekarstw;
  • Ludziom, aby zdrowi byli i nie musieli truć się lekarstwami;
  • Antoniemu Macierewiczowi – nowego Misia oraz złotego medalu zasługi za skuteczne odchudzenie wojska z generałów, nowoczesnego sprzętu wojskowego i funduszy na modernizację;
  • Bezrobotnym pozostającym na garnuszku mamusi – pracy, która sama przyjdzie do nich i nie będzie wymagać kwalifikacji ani wysiłku;
  • Członkom PiS – najwyższych odznaczeń hołdowniczych i lenniczych z rąk Tego, Co Stoi Nad Nimi, za wierność jego chimerycznym ideom i przywiązaniu do przeszłości;
  • Donaldowi Tuskowi – powrotu do kraju w samo południe, na białym lub czarnym koniu;

  • Dzieciom – aby korzystając nieprzerwanie ze smartfonów nie zapomniały całkowicie języka w gębie, ruchu na świeżym powietrzu, sportu oraz rozumienia żywego człowieka;
  • Ekshibicjonistom – łagodnej pogody, wygodnego płaszcza oraz uznania za osiągnięcia w demonstracji dzieł sztuki zdobniczej;
  • Górnikom i prezydentowi Dudzie – aby widzieli mniej czarnego węgla pod ziemią a więcej szarego CO2 w powietrzu,
  • Grzegorzowi Schetynie – uśmiechu pełniejszego niż uśmiech spłoszonego zajączka oraz pięści jak młot do wykucia porozumienia partii opozycyjnych;

  • Henrykowi Kowalczykowi, Ministrowi Środowiska – uniknięcia awansu na stanowisko Ministra Ochrony Środowiska, aby nie musiał wypowiadać się o energetyce innej niż węglowa;
  • Krystynie Pawłowicz z PiS – jeszcze więcej testosteronu oraz obfitości wymyślnych przekleństw pod choinką, w sali sejmowej i w sądzie;
  • Księżom pedofilom – długich i szczęśliwych lat za kratami z widokiem na ogródek jordanowski;
  • Łagodnym zboczeńcom i dewiantom seksualnym – uczestnictwa w kolorowych paradach na przekór cnotliwym politykom;
  • Marszałkowi Sejmu, mocarnej laski marszałkowskiej, aby uderzając w podłogę wyzwalał z niej kolejne źródła krystalicznej wody przyzwoitości i szacunku dla opozycji i obywateli;
  • Mężczyznom nie umiejącym kochać – skorzystania z porad zawartych w książce „Pokochaj swego penisa”;
  • Obywatelom nadmiernie powściągliwym w wyrażaniu opinii o władzy – wniebowstąpienia razem z całym swoim dobytkiem cnoty i skromności;
  • Obywatelom nie czytającym nawet jednej książki rocznie – aby zapoznali się z ogłoszeniem o metodach czytania literatury pięknej przez sen;
  • Ojcu Rydzykowi – skromnego roweru, o jakim zawsze marzył, objęcia stanowiska I-go Sekretarza partii Ruch Prawdziwa Europa oraz niekończących się snów o potędze;

  • Osobom notorycznie przeklinającym – żeby im pypeć wyrósł na języku;
  • Paniom ekspedientkom, kształtnym i uśmiechniętym, Czarnym Łaniom ze sklepu wędliniarskiego, Białym Łaniom ze sklepu piekarniczego oraz Zielonym Gazelom z Żabki – spełnienia egzotycznych marzeń;
  • Panu Bogu – aby nie zapomnieli o nim wierzący i przytulili Go do serca przynajmniej raz w roku na Boże Narodzenie;
  • Partiom opozycyjnym – zwartości frontu przeciw kafarom usiłującym wbić państwo, prawo i obywatela w ramy posłuszeństwa partii rządzącej;
  • Premierowi Morawieckiemu – wora słodkich kłamstw pod choinką oraz powrotu pamięci liczb i zdarzeń sprzed roku 2015;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – objęcia na Broadway czołowej roli w sztuce Straszny Dziadunio oraz pokojowej nagrody Nobla w kategorii Siwy Jastrząb Pojednania i Pokoju;

  • Prezydentowi Dudzie – tysiącwatowej żarówki, aby nie prześladowały go fatamorgany wyimaginowanych wspólnot i tajemniczych sędziów-przestępców, a także zaszczytnego tytułu Einsteina Polityki Zagranicznej;
  • Psom – długiego łańcucha i kagańca dla właścicieli, aby i oni zaznali rozkoszy wolnego wybiegu;
  • Senatorowi Biereckiemu ze Skoków – sławy sądowej odpowiadającej skali jego osiągnięć towarzyskich i majątkowych;
  • Stanisławowi Karczewskiemu, chirurgowi z zawodu – ostrego skalpela do sprawniejszego wycinania wypowiedzi opozycji i pytań dziennikarzy;
  • Wstającym z klęczek – aby pozostali jak najdłużej w takiej pozie, skoro im to sprawia tyle przyjemności;
  • Zbigniewowi Ziobro – tytułu Macho Praworządności oraz licznych wyrazów wdzięczności za reformę systemu sprawiedliwości oddalającą nas na bezpieczną odległość od Unii Europejskiej;
  • Zwierzętom z Ogólnopolskiego Folwarku Zwierzęcego im George’a Orwella – odzyskania głosu w noc noworoczną i użycia go w czasie nadchodzących wyborów parlamentarnych.

W końcu Nam Wszystkim, zwyczajnym ludziom i obywatelom – abyśmy zdrowi byli jak konie i nie dali się skopać wiekowi, pogodzie, nadmiernym obowiązkom oraz wrednym politykom.

Michael Tequila

7Shares

Niezwykłe zwycięstwo i strumień życzeń gorących jak lawa

Iwan Iwanowicz opowiedział mi dziwną historię. Przysnął w fotelu i śniło mu się, że ze szpitala psychiatrycznego po zażyciu narkotyków uciekła razem grupa pielęgniarzy i pacjentów, jednostek bardzo różnych, wierzących i niewierzących, wykształconych i po zawodówce, którzy odurzeni narkotykami mieli wizję, że wszyscy ludzie wokół, bez wyjątków, są nieszczęśliwi i oni muszą ich koniecznie uszczęśliwić.

Kiedy się obudził z dziwnego snu podawano w telewizji, że w grach zespołowych reprezentujemy poziom światowy i po dwóch latach ostrej rywalizacji nasza reprezentacja narodowa odniosła niesamowity sukces wygrywając z Wielkim Bratem Ruro, pokazując światu naszą dumę, odwagę i mądrość sportową. W uznaniu tego osiągnięcia Wielki Brat obiecał naszej reprezentacji cenne sankcje oferując dodatkowo trzy miesiące na doprowadzenie się do pełnej formy w rozgrywkach finalnych. Zwycięstwo naszej reprezentacji było tej miary, że rozpisała się o nim cała prasa światowa, a Amerykanie wysłali nawet grupę specjalnych obserwatorów do Warszawy.

Potem Dziennik TV podał, że do najwyższych władz szerokim strumieniem płyną życzenia świąteczne i noworoczne. Są one tak gorące, że strumień nie zamarza mimo ujemnych temperatur. Niektóre życzenia były bardzo egzotyczne:

  • Naszemu Wspaniałemu Premierowi – z okazji inauguracji nowiutkiego gabinetu – wielkiego powodzenia w Kochanej Europie, ocieplenia wizerunku, skutecznej akcji rechrystianizacji oraz wielu serdeczności ze strony Ministra Z i Ministra M;
  • Panu Prezydentowi – długich i udanych szusów narciarskich w dół, w kierunku palm i plaż tropikalnych, gdzie można wspaniale wypocząć, orderu za Prawdę i Niezłomność oraz serdecznych żołnierskich uścisków od Ministra M;
  • Rysiowi C z Brukseli – kolorowej, puchowej poduszki z wyszytymi na niej gorącymi ustami jego Ukochanego Bohatera, aby wygodnie trzymał na niej nocą swoją pracowitą siwą głowę, oraz szybkiego zimowego roweru do lotnego pokonywania dystansów Bruksela – Warszawa – Strasburg;
  • Zwolennikom i adoratorom partii rządzącej – pomyślności w załatwianiu spraw w sądach, coraz szybszych i sprawiedliwszych, w przychodniach lekarskich, coraz wygodniejszych i sprawniejszych, oraz w ZUS-e, nieskończonym źródle szybszych i tańszych emerytur.

Życzeń było tak dużo, że tego dnia telewizja nie mogła przedstawić ich więcej, mimo że była to telewizja publiczna o wielkiej przepustowości i obiektywności.

0Shares

Dzień 20 grudnia. Świat opanowała gorączka.

Sytuacja jest skomplikowana. Toczy się wielka gra, tu i tam, w szerszym i węższym kontekście. Szerszy kontekst to trzy imperia: Zachodnie, Wschodnie i Dalekowschodnie. Pierwsze jest najbogatsze, drugie najbardziej agresywne, trzecie rośnie szybko w siłę i ma za sobą moc Ideologii. Niektórzy naukowcy nazywają ten okres Wielką Deformacją. Czy nazwa się utrzyma nie wiadomo, bo zasady gry są ustalone minioną tradycją, ale niestabilne. W ostatnich miesiącach na Dalekim Wschodzie pojawił się dodatkowy agent destabilizujący, tym bardziej niebezpieczny, że ma potężną broń zdolną napromieniować pół świata. Jest to państwo jednoosobowe.

Imperium Zachodnie zadeklarowało wczoraj nowe zasady gry. Pierwsza z nich brzmi: Pokój tak, a jeśli nie, to ustalimy go siłą. Na czele Imperium stoi stary człowiek z rudą brodą, która przesuwa się w górę, kiedy mu robią zdjęcie lub pokazują w telewizji. Jest to prawdopodobnie hazardzista. Nikt nie wie dokładnie, jak bardzo.

W kraju z samego rana cisza. To normalne, bo mróz. Pod pokrywką wielkiego gara przemian cały czas utrzymuje się ciśnienie. W nocy do rządowej sortowni poczty zwanej Kancelarią nadeszły życzenia z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Pierwsze było w ozdobnej kopercie: Przyszłemu Imperatorowi życzymy najserdeczniej nieprzerwanej podaży premierów, coraz lepszych i mądrzejszych, z coraz większą ilością języków i perspektyw rozwoju, oraz wielu pomysłów na odbudowę imperium z ruiny. Prywatnie także puszystych tygrysków, działających uspokajająco w trakcie głaskania. Podpisano: Naród. Pod podpisem figurują miliony paraf.

Sortownicy domyślają się, że nie wszyscy obywatele są szczerzy w tych życzeniach, wolą jednak trzymać język za zębami. Kierują się zasadą „Morda w kubeł”, która milcząco uwidacznia się w coraz większej ilości miejsc. 

W drugiej kopercie życzenia są bardziej uczuciowe. Koperta jest koloru intensywnie żółtego i wygląda jak kubraczek. Pani Ex-Premier życzymy od serca wypoczynku od minionych ciężkich obowiązków i oby jak najszybciej wyszła igła z worka, kto był lepszym premierem; Ona, zasłużona i wierna przyszłemu Imperatorowi, czy ten Nowy, któremu przyszły Imperator umeblował gabinet.

Problem z identyfikacją podpisu jest ten sam, co poprzednio. Nie wiadomo, kto podpisał szczerze, a kto z obowiązku.

Gra trwa.

0Shares

Życzenia i refleksje noworoczne 2017

Wszystkiego Najlepszego w roku 2017 ! Oby był lepszy, niż poprzedni – głoszą minimaliści. Ja, maksymalista, życzę Państwu i sobie, aby nie był gorszy niż poprzedni, który przecież był wspaniały.

Końcówka minionego roku była bardzo udana. Uniknęliśmy puczu, na który jej organizatorzy, opozycja parlamentarna, przygotowała masę kanapek, prawdopodobnie po to, aby ukryć w niej broń, której nie było, kiedy okazało się, że kanapki zamówił marszałek Sejmu. Żal mi było, że pucz się nie odbył, ponieważ liczyłem na odmianę, gdyż nie sposób pławić się bez przerwy w strumieniu sukcesów, zwłaszcza zimą. Pod koniec roku stał się też drugi cud – zmartwychwstał Trybunał Konstytucyjny, kiedy w ręce wzięła go kobieta, której odmówiono wykształcenia wyższego niż magisterium, i pobłogosławił prezydent, przesyłając doń pierwszy projekt ustawy. Pisząc o zmianie zwierzchnika trybunału, podobno nie jest to pierwszy przypadek, kiedy kobieta bierze coś w ręce i to coś powstaje i nabiera wigoru.

Pirotechnika poszła niesamowicie naprzód. Rok temu w Sylwestra strzelali petardami i odpalali fajerwerki tylko nieliczni, minionej nocy obywatele uznali to powszechny obwiązek. Na moim osiedlu i wokół strzelali wszyscy, duzi i mali, z balkonów, na wzgórzach i w dolinach, w piwnicach, z biodra i spod pachy.

Kiedy biegałem dzisiaj dla zdrowia (część pakietu moich stałych noworocznych rezolucji), widziałem fragment rodzącej się nowej rzeczywistości; dziki zryły okoliczne tereny, a dzicy pozostawili na nich opakowania po petardach, puszki po piwie i butelki po szampanie. Jeśli ktoś bardzo pragnie się wzbogacić, powinien szybko zbierać  puszki po piwie i butelki.

W sumie, na podstawie dwunastogodzinnej oceny, stałem się pełnym optymistą, że ten rok będzie OK. Optymizmem napawa mnie Jarosław Kaczyński, przywódca niezwykle pomysłowy i odpowiedzialny, oraz współobywatele, którzy czytając coraz mniej książek każdego roku, wiedzą coraz lepiej, na kogo głosować i dlaczego. Jest to trend ogólnoświatowy, widoczny w klubie nowoczesnych państw, w którym odgrywamy coraz ważniejszą rolę, a do którego należą również Węgry, Syria, Libia, Korea Północna, Stany Zjednoczone (na czele z Trumpem, pierwszym politykiem, który wyciągnął prawicę braterskiej pomocy do Rosji) oraz Rosja (na czele z prezydentem Putinem, który okazał serce Stanom Zjednoczonym nie wyrzucając 35 ich dyplomatów w odwet za ekstradycję jego dyplomatów), być może wkrótce także Francja na czele z Marie le Pen i Holandia.

Są jeszcze dobrzy i mądrzy ludzie na świecie i to jest źródło mojego optymizmu. Będzie dużo  lepiej, pod warunkiem, że nie będzie dużo gorzej. Takie jest moje proroctwo. Gotów jestem założyć się o 500 złotych i więcej, że mam rację. Jeśli wyłożycie te pieniądze, uwierzę wam.

0Shares

Refleksje prawie świąteczne w miejsce powieści

Wczoraj życzenia, dzisiaj refleksje, jutro opowiadanie.

Jutro, zamiast kolejnego odcinka powieści „Wódz i jego naród”, pojawi się w tym miejscu opowiadanie okolicznościowe. Czytelnik może je nazwać opowiadaniem spekulatywnym, jeśli sobie tego życzy, ostatecznie żyjemy w wolnym kraju, jeśli tak sądzi, i może robić, co mu się podoba, jeśli mu na to pozwoli siła wyższa, która wie najlepiej, jak powinien on żyć.

Opowiadanie będzie przydługie, sześć stron tekstu A4. Można je czytać dwuetapowo, jeśli ktoś uważa, że co za dużo, to niezdrowo. Po ostatnich wydarzeniach w Sejmie lepiej dzisiaj uważać, co się uważa. Opowiadanie jest w zamierzeniu utworem refleksyjnym, mającym wywołać łzy rozpaczy i radości, co najlepiej odzwierciedla naturę życia w naszym kraju. Życzę więc czytania, czy miłego, to się jeszcze okaże.

W dobie dzisiejszej opowiadania nie są ulubionym gatunkiem literackim. Czytelnicy preferują powieść kryminalną, horror, romans, czternastotonową sagę rodzinną, powieść obyczajową, książkę podróżniczą. Wszystko, tylko nie opowiadanie, bo jest za krótkie, w związku z czym można się wynudzić. Czytałem ostatnio, że to się zmienia i że opowiadanie staje się trendy. Może dlatego, że ludzie mają mniej czasu, za to więcej wielkoekranowych smartfonów, które pozwalają czytać dużo szybciej, jednym palcem.

Czytelnictwo u nas nie kwitnie, bo jest pora zimowa, choć nie jest źle, skoro aż 45 % obywateli czyta co najmniej jedną książkę rocznie. Jest to szansa dla autorów takich jak ja, ponieważ wkrótce statystyka czytelnictwa w Polsce będzie podawać jako jednostkę statystyczną nie książkę, ale jej streszczenie, jeden rozdział, opowiadanie lub wiersz. Statystycznie będzie to brzmiało bardzo podobnie, czyli nieźle: 45 % Polaków przeczytało w ciągu roku co najmniej jeden rozdział książki, albo jej streszczenie, albo opowiadanie albo jeden wiersz.

Pocieszam się, że w najgorszym wypadku sam będę sobie pisać i czytać. Proszę więc o porzucenie mnie bez skrupułów, jeśli przyjdzie Państwu nierozsądna ochota to zrobić; poradzę sobie. W jeszcze gorszym wypadku, czyli w ostateczności, mogę po prostu przestać czytać; wystarczy, jeśli będę oglądać telewizję publiczną zwaną narodową. Robi to przecież z powodzeniem około 36 % obywateli. 

0Shares

Uroczyste życzenia świąteczne i noworoczne 2017

Moim Czytelnikom oraz wszystkim ludziom dobrej woli, życzę serdecznie radosnych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół.

Życzę także wszystkiego najlepszego naszej ukochanej władzy, w szczególności zaś:

  • Prezesowi Kaczyńskiemu – ożenku i czworga maleństwa, którym poświęciłby swój cenny czas i uwagę korzystając z 500 Plus, nie musząc opiekować się już niewdzięcznymi obywatelami;
  • Dworzanom pana prezesa – obniżki cen wazeliny, wyższych premii i wytrwałości w głoszeniu prawd nieziemskich;
  • Prezydentowi Dudzie – nieustannego dobrego samopoczucia, pewnej ręki nocą oraz nowych nart pod choinką;
  • Europosłowi, prof. Kogutko – więcej ziarna namoczonego w wywarze z maku oraz ostróg u nóg dla skuteczniejszej walki z wrogami rządu i narodu;
  • Marszałkowi Senatu p. Karczewskiemu – rewizyty przemiłego prezydenta Łukaszenki oraz intelektualnej rozkoszy z rozmów z prezesem Kaczyńskim.
  • Posłowi Suskiemu – nominacji na ambasadora na dworze Carycy Katarzyny;
  • Prokuratorowi Piotrowiczowi – kolorowych snów z okresu PRL i awansu do rangi bohatera Solidarności;

Poza tym życzę:

  • Ojcu Rydzykowi i dostojnikom kościelnym – obfitości stołu świątecznego, kwiecistej adoracji ze strony partii rządzącej oraz więcej ziemi pod uprawę winnej latorośli;
  • Przewodniczącemu Schetynie – samurajskiego miecza dla dodania sobie otuchy, aby stanąć w pierwszym rzędzie na demonstracjach;
  • Trybunałowi Konstytucyjnemu – szczęśliwej kontynuacji recenzji artystycznej twórczości rządu;
  • Demonstrującym na ulicach komunistom i złodziejom – wytrwania w roli pośmiewiska całego kraju.

Przy okazji, sobie samemu życzę szampana lepszego niż ten, który właśnie piję, weny oraz nieustającej życzliwości Czytelników.

Michael Tequila

PS. Z przyjemnością informuję, że oprócz wersji drukowanej mojej powieści „Sędzia od Świętego Jerzego” w sprzedaży jest także jej wersja elektroniczna. Portal www.upolujebooka.pl wymienia 13 księgarni elektronicznych sprzedających tę powieść w formacie ePub i Kindle. Najkorzystniejszą cenę, 8,50 zł, oferuje w tej chwili księgarnia www.ebookpoint.pl, w pozostałych jest ona w cenie od 14,25 zł do 19,00 zł.

W wersji drukowanej powieść oferują w sposób ciągły księgarnie sieci Matras oraz dziesiątki księgarń internetowych. Powieść cieszy się dobrymi recenzjami i nadaje się z powodzeniem na upominek pod choinkę lub upominek noworoczny.

Wkrótce w sprzedaży znajdzie się także kolejne, drugie już wydanie, tomiku wierszy „Klęczy cisza niezmącona”. Jest on poetycką ilustracją mojej pięciomiesięcznej podróży po Australii samochodem z przyczepą kempingową, 20.000 km przez cztery stany: Australię Południową, Australię Zachodnią, Wiktorię i Tasmanię. Wszystkie wiersze są oznaczone datą i miejscem ich powstania.

 

0Shares

O prawdach i łgarstwach noworocznych. Bez polityki i na trzeźwo.

W południe przespałem się. Sjesta. Obudziłem się jak osesek po kieliszku ciepłego mleka prosto od piersi. Byłem twórczy. Wymyśliłem powiedzenie: „Dom bez mężczyzny jest jak ogród bez kwiatów”. Przyszło mi to z łatwością.Nie męczyłem się jak inni po nocach. Wymysł jednak średnio oryginalny, bo kobieta, którą dobrze znam, nie zachwyciła się.

Kobietom ogrody i kwiaty kojarzą się chyba głównie z kobietami. W każdej grupie społecznej są zboczeńcy. O niektórych ostatnio pisałem, ale zaniechałem. Porzuciłem tę uprawę, bo ziemia jest twarda i trudno pracować. Motyczka się łamie, chyba na kłamstwach.

Nie tylko dzieci lubią piersi. Jest w tym niesprawiedliwość zabawowa. „Pan Bóg stworzył piersi kobiece dla dzieci, ale bawią się nimi dorośli”. To nie moje powiedzenie, ale też ładne. Lubię piękno.

Czasem mówię kobietom: „Proszę nie wierzyć mężczyznom, bo kłamią. Nawet jak mówią prawdę”. To moje. Mało rodzę, ale to akurat urodziłem. Bez pieszczot i interwencji. I bez dotacji NFZ, na zasadzie: „Radź sobie sam”.

Po wypowiedzeniu powyższej sentencji obserwuję kobietę. Jedna uśmiecha się, inna chwilę zastanawia się, jeszcze inna entuzjazmuje, jakie to niezwykle trafne. Wtedy dodaję:, „Ale kobiety robią to lepiej!”. Reakcje bywają różne, przeważnie pozytywne.

Z poczuciem humoru niektórzy mają więcej szczęścia, inni mniej. Najgorsze, że nie jest ono zaraźliwe. Epidemia bardzo by się nam przydała. Choć prawdopodobnie ktoś szybko wymyśliłby szczepionkę i reklamy w telewizji.

Reklamy leków to u nas normalność. Chorobliwa, ponieważ reklama sugeruje, że coś ci dolega. Ludzi robią sobie różne uzurpacje. Przypomina mi się napis na grobie hipochondryka. „A nie mówiłem, że jestem chory”.

W Australii reklamy leków są zakazane. Mądre społeczeństwo, nie tylko pod tym względem. Wymyślili i z powodzeniem praktykują uprzejmość. Bezinteresowną, spontaniczną, naturalną. I uproszczone procedury urzędnicze. Bez pieczątek, wystarczy podpis. My też do tego dojdziemy, choć nie jest to łatwe, bo klimat jest u nas surowszy. Wciąż ciągnie zimno z lat 1945 – 1989.
Nawet młodzi ludzie bywają wyziębieni grzecznościowo, mimo, że urodzili się i wychowali już w nowym czasie. Psują ich dziadkowie i rodzice. Tych najstraszniejszych pokazują w telewizji. Pracują nocami, choć nie muszą. Coś szybko uchwalą, a potem długo chwalą. To nowi stachanowcy. Cytuję Wikipedię: „Stachanow w nocy z 30/31 sierpnia 1935 r., podczas jednej zmiany w kopalni Centralnaja-Irmino, wykonał 1475% normy (tj. wydobył 102 tony węgla)”. To bogata i w istocie niesamowita idea. Patrz Wikipedia.

Biegałem dzisiaj pół godziny. Nie jest to prawdą, bo tylko piętnaście minut. Drugie piętnaście to szybki spacer. Łatwo jest mówić prawdę, kiedy nie boli. Z bieganiem nie przesadzam, chcę jeszcze trochę pożyć. Z kłamstwem jest inaczej, noworoczne nie noworoczne. Nie skraca życia. A szkoda.

Na drogach i ścieżkach w pobliżu osiedla mnóstwo wypalonych petard. Całe puszki i pojedyncze sztuki. Jesteśmy ludźmi, bo nawet świnia nie świni. Dlatego lubię zwierzęta.

Na zakończenie, tysięczne życzenia szczęścia i pomyślności w 2016. Obyśmy zdrowi byli i dostatecznie przytomni, aby nie oglądać za dużo telewizji i nie siedzieć w Internecie. Mówię to do siebie. Niemyślenie dobrze mi robi. Innym chyba też.

0Shares

Pożegnalne Życzenia Noworoczne Urbi, Orbi, Politykom i Narodowi

Spring morning in the Han Palace Qiu Ying_001
W samym końcu roku obudziło się we mnie głębokie uczucie powiedzenia prawdy o sobie i o innych. Wstyd mi się przyznać, że dopiero koniec roku, mroźny i słoneczny, okazał się patronem głębszych uczuć.

Wyrażam ból, żal i współczucie Narodowi z powodu bezżenności Naczelnika Państwa, który zanurzony w stanie starokawalerskim nie ma przy sobie nikogo, kto powiedziałby mu prawdę, jaki jest naprawdę.

Mężczyzna, proszę Państwa, żeni się po to, aby poznać prawdę o sobie, gdyż nikt tak szczerze i otwarcie nie ujawnia mu rzeczywistości jak żona, istota powołana przez Boga do życia w celach edukacyjnych, naprawczych i terapeutycznych, a nie tylko prokreacyjnych, jak myślą fałszywi demografowie i politycy zarażeni troską o 500 zł dla statystycznego wzmocnienia społeczeństwa. Kościół, matka nasza, ostatnio nieco osłabła i milcząca w sprawach ważnych dla narodu, nie na darmo uważa małżeństwo za rzecz świętą.

Gdyby nie żona, każdy mężczyzna polityczny, z nielicznymi wyjątkami mężczyzn-ideałów, których należałoby wypychać i wieszać w kościołach jako wota jak to wspaniale opisywał Henryk Sienkiewicz, wzlatuje w górę podobnie do balona, nadęty przekonaniem o swojej mądrości, zdolnościach i idealizmie. Tylko serdeczna w uczuciach kobieta ściąga mężczyznę na ziemię, przywraca równowagę i uświadamia w sposób bezkompromisowy, kim i czym jest.

Tego właśnie brakuje Naczelnikowi Państwa. Otoczony tłumem dworzan, wasali i pochlebców, karmionych przez niego z ręki i trzymanych na pasku, nie ma szansy, aby któryś czy któraś z nich (bez względy na to, jak często całowana jest w rękę) powiedziała mu w przypływie szczerości chrześcijańskiej, co o nim myśli, czy choćby – w naturalnej kobiecej skłonności ku delikatności jak pani prof. Pawłowicz czy pani prof. Kępa – wyraziła nieskrępowaną opinię o postępowaniu pryncypała.

Mam na myśli tylko jedyną słuszną metodę korygowania błędnych zachowań osób bliskich (ale nie tylko): nie mówić o nich samych, lecz o ich czynach. Ilustrując to wziętym z życia przykładem, nie należy mówić „jesteś głupi”, albo „takiego kretyna jak ty jeszcze nie widziałem”, lecz ująć to delikatniej, bezosobowo, „zrobiłeś coś beznadziejnie głupiego”, albo, „nic bardziej kretyńskiego nie mogłeś wymyśleć”. Przedstawione przykłady odnoszą się oczywiście do poważniejszej skali przestępstw przeciw rozumowi i natężeń uczuć w ich odbiorze.

Z chwilą, kiedy człowiek przyswoi sobie terapeutyczną prawdę małżeńską, czuje się od razu lepiej. Może prowadzić ze sobą twórcze konwersacje, ilekroć przejdzie mu chęć porozmawiania z kimś naprawdę inteligentnym, co zdarza się każdemu z nas z wyjątkiem osób o nieuleczalnej słabości umysłu.

W podsumowaniu końcoworocznej zadumy pochylam się nad Naczelnikiem Państwa, aby przedstawić wymowną inwentaryzację krytyk jednej tylko jego inicjatywy. Chodzi o Ustawę Naprawczą o Trybunale Konstytucyjnym i o to, kto wyraził negatywne opinie, krytykę, zastrzeżenia, niechęć lub choćby obawy. Pomijam oczywiście sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy nie dość, że pracują powoli, to są jeszcze narodowi ideologicznie „obcy” i wymagają jak najszybszej wymiany na „naszych”.

Zastrzeżenia i apele zgłosili (w kolejności alfabetycznej):

• Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich;
• Anne Brasseur, szefowa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy
• Byli sędziowie Trybunału Konstytucyjnego;
• Frans Timmermans Wiceszef Komisji Europejskiej;
• Helsińska Fundacja Praw Człowieka;
• Jan Jarzab, szef europejskiego Bura Wysokiego Komisarza ONZ do spraw człowieka;
• Komitet Obrony Demokracji, który ostatnio powiększył swoje członkostwo do ponad 50.000 osób
• Konfederacja Lewiatan;
• Krajowa Rada Sądownictwa;
• Przedstawiciel Adwokatury
• Przedstawiciel Radców Prawnych
• Przewodnicząca Sądu Najwyższego
• Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”
• Przywódcy opozycji parlamentarnej.

Na zakończenie pragnę powiadomić Państwa, że zdecydowałem się zakończyć ostatecznie moją karierę satyrycznego dziennikarstwa społecznego oraz pisarstwa blogowego. Mam inne, ciekawsze obowiązki przed sobą.

Na drugie, definitywne już zakończenie, składam najszczersze życzenia noworoczne osobom uwznioślonym urzędami oraz nam wszystkim, mieszańcom politycznym uformowanym w dwie kolumny; jednej patrzącej do tyłu i drugiej patrzącej do przodu.

Tak więc, życzę w kolejności hierarchicznej:

– Naczelnikowi Państwa, aby nie minęła go prawda o nim samym objawiona przez czynnik nadludzki, skoro ludzki nie jest w stanie;
– Panu Prezydentowi, aby mniej męczyły go sny o Trybunale Stanu;
– Pani Premier, aby obdarowano ją luksusowymi perfumami otrzeźwienia „Co ja robię!? Co ja robię!?”

Osobom pozostałym, czyli nam wszystkim, życzę, abyśmy w Nowym Roku 2016 nie obudzili się z ręką w nocniku, z którego nie będziemy mogli jej wyjąć i umyć, ponieważ zabroni nam tego Towarzystwo Największej Wzajemnej Adoracji, dla którego własne dobro stoi ponad prawem.

Wszystkiego Najlepszego!

0Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Dzisiaj jest dzień wigilijny. Robimy sobie wspólne zdjęcie pod wielką choinką na Durbar Square w Gdańsku. Trzymam w ręku transparent: Polscy Hindusi z Indii i Nepalu. Wszyscy uczestnicy wycieczki stoją wypasieni upominkami: kolorowe naszyjniki, bawełniane koszulki ze słonikami, małe rzeźby, duże kolorowe albumy, magnesy na lodówkę, dywany i dywaniki, koszule dzienne i nocne.

Nastrój jest radosny. Przewodniczka wycieczki w pięknym zimowym sari liczy uczestników. Są wszyscy. Siwy, szczupły sadhu pokazuje sąsiadowi kindżały, inny, wysoki opowiada dykteryjkę o babie u lekarza, jeszcze inny rozwija jedwabny dywan, jeszcze inny rozdaje cukierki dzieciom, trzech mężczyzn i dwie kobiety robią sobie wspólne zdjęcie z grupą tubylców.

Wszyscy są szczęśliwi, zarówno ludzie jak i zwierzęta. Obok dwie krowy z chustami przewiązanymi przez szyję obgryzają gałęzie wielkiego świerku z bombkami i światełkami, na pierwszym piętrze budynku za nami biegają krzycząc trzy małpy, pod nogami leżą śpiące psy. Otaczają nas tubylcy w malowanych rykszach, słychać klaksony i dzwonki rowerowe, ciężarówka wiezie górę paczek ułożonych jedna na drugiej, w powietrzu oprócz spalin czuć słodkawy dym z ghat płonących nad Radunią. Od ziemi bije ciepło. To efekt papierów, puszek po piwie, plastykowych opakowań i resztek jedzenia rozrzuconych gęstą warstwą w celu zmniejszenia zużycia energii dla ochrony środowiska naturalnego.

Życzę wszystkim Polskim Hindusom, uczestnikom zimowej wycieczki przybyłym do Polski z Indii i Nepalu, oraz Wszystkim Czytelnikom mojego blogu najbardziej radosnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślnego Nowego Roku 2015.

Namaste!

Michael Tequila

0491073156

0Shares

Radosne wiadomości Nowego Roku 2014

Wychodząc naprzeciw społeczeństwu umęczonemu w minionym roku ponurymi wiadomościami bezrobocia, biedy i nieszczęść związanych z despotycznym premierem i rządem rodem z “Nędzników” Wiktora Hugo, który to rząd musimy obalić, spieszę w roli posłańca dobrych wiadomości. Jest godzina 9.00 czasu noworocznego.

Pięć minut wcześniej wpadł do mnie mój przyjaciel Wiktor z siostrą, aby złożyć życzenia noworoczne. Są oni bliźniakami jednojajowymi, choć bardzo różnią się od siebie. Jajo, z którego się wykluli, było wewnętrznie bardzo zróżnicowane. Pani Asia, siostra Wiktora, jest istotą pełną życia i życiodajnego śmiechu, którym jest w stanie obdarzyć pół świata. Będę proponować ją na nowego premiera w miejsce tego faceta, który ma aspiracje do rządzenia światem, tylko brakuje mu jeszcze wąsików. Energia pani Asi jest tak wielka, że przestałem się martwić o dostawy ropy naftowej i gazu z Rosji. Nie czas jednak pisać o energetyce, tylko o szczęściu narodu. Poczyniłem obserwacje.

Naród szczęśliwy je jak koń i pije jak spragniony wielbłąd z zapasowym garbem na plecach, czyli dużo. U Sowy, znanego nawet w Bollywood jako dostawca najlepszych ciast i słodyczy, w ostatni dzień roku kolejka była jak do najlepszego lekarza (Do przeciętnego lekarza kolejek nie ma lub są krótsze. Przeciętność lekarzy to pomysł na kolejki w przychodniach i szpitalach. Tych dobrych powinniśmy eksportować z grube pieniądze, a słabszych importować skąd się da. Pomysł ten podsuwam gratis ministrowi zdrowia, któremu grozi szafot, jeśli nie skróci kolejek). U Sowy było tłoczno, duszno i ludzie wydzierali ciasta z rąk ekspedientek.

Zdziwiłam się – wyznała pani Asia. Oni nie kupowali ciast na wagę, tylko brali całymi blachami. Nawet pralinki, które kosztowały 200 zł za kilogram! 200 zł za kilogram! Kto ma taka forsę?

Naród jest biedny – przypomniałem gościom święte słowa Prezesa PiS. Ta partia to zmieni i ludzie będą kupować praliny u Sowy nawet po 300 zł, bo będą mieli więcej pieniędzy. Ogarnęło mnie wzruszenie, że będzie lepiej i poszedłem pocieszyć się malutkim kawałeczkiem odświeżającej mandarynki, aby przy okazji stłumić szalejący we mnie szampan. Mogę być głodny, ale szampana sobie nie żałuję.

Nie mogłam nic kupić. Został tylko makownik i to w takich ilościach, że wystarczy do następnego Sylwestra – dokończyła pani Asia wybuchając śmiechem tak radosnym i zaraźliwym, że wszystkim podejrzewanym o depresję lekarze powinni zapisywać go zamiast pigułek na śniadanie.

Chyba nie kupują makownika, ponieważ mak zawiera opium. Po co komu odurzenie opiumowe, jeśli rzeczywistość jawi się bogato i szczęśliwie? Mnie i dwóm innym klientom kobieta wykupiła przed nosem w lokalnej piekarni wszystkie malutkie rogaliczki z wisienką. Chciałem tylko 14 sztuk, a ona zabrała chyba 3 kilogramy. Ludzie przerzucili się teraz na ciastka i torty z wyjątkiem Maryli Rodowicz, która występowała na Sylwestra w Gdyni szczuplejsza o 10 kilogramów i młodsza o 20 lat. – Pokazałem, że jestem na bieżąco z plotkami, celebrytami i sytuacją zaopatrzeniową kraju. Zapytajcie mnie, ile kosztuje chleb, jajko lub butelka wódki, od razu powiem.

Pani Asia znowu wybuchnęła śmiechem. Życzę sobie, aby przez ten blog przelał się on na monitory PC-ów, laptopy, tablety, smartfony i stamtąd w serca Polaków, aby uwierzyli w siebie i Unię Europejską. Jest to życzenie mickiewiczowskie z natury: Może dożyję i ja tej pociechy, gdy śmiech pani Asi zabłądzi pod strzechy.

Spojrzałem na statystykę blogu i ogarnęło mnie upojenie wielkie, puszyste i ciepłe jak niedźwiedź syberyjski. Wczoraj wieczorem liczba subskrybentów blogu wynosiła 1397 i modliłem się o 3 dodatkowe osoby. Skąd się wzięło dzisiaj 1419, tego nie wiem, ale domyślam się, że nie wszyscy biegają za ciastami i chodzą na wielkie imprezy sylwestrowe na świeżym powietrzu, gdzie podnieta udziela się szybciej niż perlisty śmiech siostry Wiktora. Czuję się jak stachanowiec z czasów Bieruta, który wyrabia 250% normy w ramach czynu pierwszomajowego.

Gorąco pozdrawiam Wszystkich Czytelników!

0Shares

Życzenia

Przez trzy dni Świąt Bożego Narodzenia włącznie z Wigilią oferuję Państwu „Tryptyk Zadumy nad Wydarzeniami Niekoniecznie Pobożnymi”. Są to minirelacje opowiadane głównie ustami Wiktora, uważnego obserwatora wydarzeń małych i wielkich, słodkich i gorzkich. Wszystko, co mini, włącznie z majtkami, przywodzi Wiktorowi na myśl raczej pogodne i ciepłe wspomnienia, mnie natomiast kojarzy się w sposób zróżnicowany, czasem bajeczny jak życie w Polsce a innym razem mroczny jak piwniczna izba u Marii Konopnickiej.

Moim Czytelnikom, Ich Rodzinom I Przyjaciołom, składam najserdeczniejsze życzenia Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz Pomyślnego Nowego Roku, przede wszystkim życzenia zdrowia jak tur, ciepła rodzinnego o temperaturze lata australijskiego, nieskończonej miłości, szczerej dziecięcej radości, milionerskiej pomyślności, sukcesów jak smok, oraz wyrozumiałości i rozsądnej cierpliwości wobec bliźnich i wydarzeń.

0Shares