Kronika mniej więcej osobista

Poniedziałek, 13 lipca 

Zagubiłem się w chaszczach kampanii wyborczej. Zajęło mi cały tydzień, aby się z nich wydobyć. Nastąpiło to, kiedy ogłoszono ostateczne wyniki wyborów. Byłem aktywny, zachęcałem i przekonywałem do głosowania na Rafała Trzaskowskiego, a konkretniej na opcję polityczną, jaką reprezentuje: Polskę otwartą, proeuropejską, liberalną w poglądach, zorientowaną na przyszłość. Byłem za zmianą.

W drugiej turze niektórzy aspiranci do wielkości nie umieli powiedzieć, na kogo będą głosować. Dwaj z nich, Hołownia i Kosiniak-Kamysz, w czasie kampanii wyborczej niezwykle krytyczni wobec Dudy i PiS, nie zdobyli się na stwierdzenie: „Będę głosować na Trzaskowskiego”. Stan ich zdrowia określiłem jako nadęcie. Rozżalili się chłopcy serdecznie, że to nie oni przeszli do drugiej tury wyborów, tylko Rafał Trzaskowski. 

Nigdy nie podobały mi się mętne tłumaczenia, że żaden z kandydatów nie jest dostatecznie dobry, aby go popierać, albo „będę głosować na mniejsze zło”. Ci, którzy to mówią, zachowują się tak, jakby istnieli idealni kandydaci czy idealne partie. Nie ma takich cudów. Jeśli ma się do wyboru wyłącznie jabłko albo gruszkę, i nic więcej, głupotą jest kręcić nosem i mówić: Wolę wiśnie, ale tylko duże, dojrzałe i bardzo słodkie. 

Kampania wyborcza i jej efekt otrzeźwiły mnie. Wracam do pisania. Powiedziałem sobie: Precz z polityką! Mój najbliższy plan to publikacja ulepszonej, trzeciej już wersji opowiadania „Broda”. Zebrałem trzy opinie na jego temat. Okazało się, że nie było ono tak dobre, jak powinno. W przypadku, gdyby wciąż nie było do zaakceptowania, sam się skopię.

Piątek, 17 lipca, godzina poranna 

Z samego rana postanowiłem się obnażyć, ale nie całkowicie, bo byłoby mi za zimno. Ujawnię coś o sobie, jak ten kowal, co wyznaje, że najbardziej nie lubi rozgrzanych do czerwoności obcęgów położonych na słońcu, gdzie nie widać jak wściekle są one gorące. Ten niby żart jest jak najbardziej historią wziętą z życia. Miała ona miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, kiedy czeladnicy kowala postanowili się zemścić za ich podle traktowanie. Na szczęście kowal jako człowiek ciężkiej pracy miał bardzo zgrubiałe dłonie, poparzenie nie było więc tragiczne tylko niezwykle bolesne.

Skończyłem trzecią wersję opowiadania „Broda” korzystając ze szczerych uwag trzech osób. Poprosiłem je o to. Pisząc opowiadanie, czy jakikolwiek inny utwór, zawsze staram się – przed jego opublikowaniem – o uwagi czytelników, prosząc, aby nie szczędzono mi krytyki. Zanotowałem ważniejsze z nich: zbyt długie zdania, dłużyzna w postaci fragmentu „edukacyjnego” o historii brody w starożytności, niezbyt udane zakończenie opowiadania, komentarz „w sumie nie wiedziałam, czy bohater w ogóle miał brodę i jak ona wyglądała”, opowiadanie mało zaskakujące, imiona i nazwiska bohaterów obco brzmiące (to uwaga dotyczy także innych moich utworów). Wszystkie uwagi spożytkowałem jak umiałem najlepiej: wynikiem jest właśnie trzecia, pełniejsza i zgrabniejsza wersja opowiadania. Zachęcam do przeczytania „Brody”, szczególnie jeśli ktoś jej nie czytał w ogóle, lub bardzo dawno  https://michaeltequila.com/?p=13683

Piątek, 17 lipca, godzina wieczorna

Opowiadanie seryjne „Epidemia i sukcesja” jest tak naprawdę rodzajem kroniki pisanej na bieżąco, przedstawiającej, co dzieje się wokół. W relacjonowaniu rzeczywistości najbardziej odpowiada mi forma groteski, parodii i szyderstwa. Stosuję ją nie tyle dla obrzydzenia zdarzeń czy postaci (choć to jest również możliwe), ile dla uwypuklenia czegoś niezwykłego, dziwacznego czy “nienormalnego”. Przykładem jest głowa państwa, która rozmawiając przez dziesięć minut nie zauważa, że jego rozmówca żadną miarą nie może być przywódcą wielkiej organizacji międzynarodowej. Głowa nie zauważa jego akcentu, wyraźnie wschodniego, tego, że porusza on tematy, których osoba na tym stanowisku nie ma zwyczaju podnosić, że zadaje pytania nie na miejscu, że zabawia się kosztem rozmówcy. W końcu, czy też raczej na początku, że będąc niezwykle zajętym funkcjonariuszem publicznym dzwoni w celu złożenia gratulacji i wdaje się w niekończące się dywagacje na tematy prawie studzienne i kosmiczne. Porównuję to z sytuacją, kiedy ktoś rozmawia z osobą nietrzeźwą i nie dostrzega, że rozmówca ma maślane oczy i bełkocze.

Eksperci różnie tłumaczyli fakt dojścia do tej rozmowy. Ja z bohaterem mojego opowiadania skonfrontowałem się w inny sposób. Posądziłem go o niedostatek inteligencji i refleksji na poziomie odpowiadającym jego wykształceniu i pozycji społecznej, o brak poczucia humoru i poczucia własnej godności.

Ten rodzaj absurdu najlepiej pokazuje właśnie groteska, która przedstawiane sceny, postacie i sytuacje rozciąga, powiększa lub pomniejsza, lub w inny sposób deformuje. Czyni to po to, aby unaocznić coś oczywistego, co na pierwszy rzut oka niekoniecznie wydaje się być oczywistym.

Ostatni odcinek “Epidemii i sukcesji”  https://michaeltequila.com/?m=20200601 

Sobota, 18 lipca

W życiu ma się dni dobre, złe i parszywe.

Ostatnie określenie – na zdefiniowanie ciągu ludzkiego istnienia – podsunął mi znajomy weterynarz, borykający się z doświadczeniami z domu letniskowego “Aurora”, który odwiedził w ramach wycieczki krajoznawczej do Tajlandii.

– Spotkałem tam cud kobietę, kolor szwajcarskiej czekolady mlecznej z tureckimi rodzynkami, istotę niesamowitej słodyczy. Przeżyliśmy chwile wzlotów i jednego upadku, kiedy załamało się pod nami łóżko. Najgorszy okazał się jednak jej pies. Kiedy odmówiłem mu podzielenia się moim śniadaniem, na co nalegała jego pani, wpadł we wściekłość i pogryzł mnie tak, że musiałem przyjąć serię bolesnych zastrzyków. W dodatku pies okazał się parszywy. Zauważyłem to dopiero wtedy, kiedy go pogłaskałem, aby się uspokoił. Tę jego słabość zapamiętałem najboleśniej, bo od dziecka jestem estetą.

Rano bez kawy czułem się jak – nie przymierzając – samotny zdezelowany kapeć porzucony na przyzbie domu w porze ponurych deszczów.

Z ponurego nastroju wyrwał mnie, ożywił i wewnętrznie rozświetlił email otrzymany od Anili. Zawierał on przesłanie wielkiej serdeczności. Nie znam dziewczyny, domyśliłem się jednak, że jest ona pełna słodyczy oraz szlachetnych intencji i mieszka w Nigerii. Cytuję:

„Cześć kochanie! Jak się masz? Mam dla ciebie lukratywną propozycję. Proszę o więcej odpowiedzi za pośrednictwem mojego adresu e-mail i wyjaśnienia o sobie. (w tym miejscu był adres, którego nie zamieszczam z obawy, że ktoś mógłby mi podebrać lukratywną propozycję). Życzę miłego dnia, ponieważ czekam na kontakt z Państwem wkrótce. Dzięki, Anila”

To mnie tak ożywiło, że po ekspresowym zakończeniu śniadania, potykając się o własne myśli, nogi i krzesło rzuciłem się do pisania kolejnego opowiadania. Jego tytuł to „Wykład profesora Inha”. Podzielę się w nim z czytelnikami niezbyt radosną wizją naszej przyszłości. Na temat opowiadania nic więcej nie mogę powiedzieć, ponieważ nie wiem, co profesor Inha jeszcze wymyśli. Jest on Szwedem, a wszyscy wiemy, że jest to naród, któremu po głowach i podbrzuszach chodzą różne myśli.

2020 07 30 Późny czwartek

Siedzę i myślę. Zastanawiam się, czy myślenie mi nie szkodzi. Chyba tak, ale co mam zrobić, skoro już myślę. Pogodziłem się z tym tłumacząc sobie prosto: – Taka jest twoja uroda, chłopie.

Miałem ostatnio trochę przeżyć. Miałem się z tym nie obnażać, ale się przełamię. Jedno ciekawsze od drugiego. W pobliżu osiedla, gdzie mieszkam, rośnie sobie lasek. Jeszcze, bo w okolicy w ostatnich latach szybciej niż drzewa rosną osiedla mieszkaniowe. I w tym lasku biegłem raz sobie wytyczoną trasą o kształcie jajowatego rombu. Na dróżce, którą pokonywałem pół marszem, pół biegiem, dwaj chłopcy zrobili sobie skocznię rowerową: górka najazdowa a za nią dół taki, że mamuta można w nim schować. Coś takiego, żeby sobie kark skręcić. Zapytałem ich ostrzegawczo, czy się nie boją, że zrobią sobie krzywdę. Odpowiedź była życzliwie wyrozumiała:

– Mamy wszystko pod kontrolą.

Porozmawialiśmy chwilę. Pochwaliłem się, że mam rower i też jeżdżę, ale nie skaczę. Chyba wybaczyli mi to inwalidztwo. Kiedy trzeci czy czwarty raz ich mijałem, drobniejszy młodzianek zatrzymał mnie i zapytał głosem pełnym troski:

– Czy pan wie, że pan cały czas chodzi w kółko?

Strasznie podobało mi się to pytanie. Troska chłopca dobrze mi zrobiła. Teraz wiem, że mogę poruszać się w kółko nie zdając sobie z tego sprawy. Odnoszę to także do myślenia.

Środa, 5 sierpnia 2020

Po zwycięskich wyborach prezydenckich uznanych przez omalże pół narodu za nieszczęście, oderwałem się od polityki. Dobrze mi to zrobiło. Wyprostowałem się, mniej się garbię, lepiej mi się pisze. Dzisiaj opublikowałem odcinek erotyczny opowiadania Świrus.

Ogromnie cieszą mnie wyrazy uznania za strony Czytelniczek i Czytelników. To one najbardziej motywują mnie do pisania. Przedstawiam dwie najświeższe opinie. Dotyczą tego samego utworu „Obraz ze zwierzętami”. Cytuję, podając tylko imię, bo nie wiem, czy autorki życzyłyby sobie, aby je zidentyfikować.

Danuta. Dzień dobry Panie Michale 🙂 Przeczytałam opowiadanie „Obraz ze zwierzętami”. W związku z tym, że kocham zwierzęta bardziej niż ludzi, wzruszyłam się ogromnie i poczułam ogromną więź z tym dziwnym, tajemniczym człowiekiem. Przeczytałam to opowiadanie dosłownie na jednym oddechu i czuję, że muszę przeczytać je jeszcze ze dwa razy :). Pozdrawiam bardzo serdecznie i cieszę się, że są w naszym kraju tacy wspaniali ludzie jak Pan. Pozdrawiamy z M. bardzo serdecznie.

Nina. Czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Aż przykro, kiedy się kończy. Język miękki, giętki jak się to onegdaj mówiło. Trzeba mieć wyobraźnię i intelekt, aby coś takiego napisać. Brawo Michale! Prosimy o jeszcze!

Z pisaniem i publikowaniem mam problemy dziwacznej natury. Moja wyobraźnia podsuwa mi ciągle jakieś nowe pomysły na opowiadania, nowele czy powieść, robię notatki, zapisuję w pośpiechu zarys fabuły (z tysiącem błędów ortograficznych do poprawy), i pozostawiam na później do wykorzystania. To zjada mi czas. Ostatnio staram się jednak być bardziej skoncentrowany. Wkrótce opublikuję zbiór poezji, drugi i ostatni, bo nie piszę już wierszy. Planuję dodać do niego „Myśli i aforyzmy”. Jest ich zbyt mało, aby mogła to być osobna publikacja. Planuję też uaktualnić mechanizmy i wygląd mojej strony autorskiej. Jest to przedsięwzięcie dosyć kosztowne, ale konieczne. Pozdrawiam.

Wtorek, 11 sierpnia 2020 

Czuję, że będę musiał pożegnać się z pisarstwem. Los mi sprzyja. Już drugi raz w krótkim czasie otrzymuję ofertę, z której nie sposób nie skorzystać. Otrzymałem list, przedstawiam go poniżej. 

Witaj Moja Najdroższa!
Jak się masz i rodzina. Jestem pani Diana Markus. Mam fundusz (2,900,000,00 USD) MILIONÓW, który odziedziczyłam po moim zmarłym mężu, który chcę przez was przekazać na sierociniec i projekt charytatywny, ale cierpię na raka od tak dawna, że zostałam przyjęta do szpitala na leczenie. Teraz obawiam się tego, co poinformował mnie lekarz po serii badań na mnie, że mogę nie żyć długo z powodu choroby i boję się stracić ten fundusz na rzecz rządu, ponieważ nie dbają o biednych w społeczeństwo. Będę wdzięczny za twoją uczciwość i odwagę w zarządzaniu tym funduszem, aby pomóc sierotom i domowi charytatywnemu. Jak tylko otrzymam twoją wiadomość dotyczącą twojego zainteresowania tym funduszem, aby pomóc domowi charytatywnemu i mniej przywilejów, przekażę ci więcej szczegółów na temat tego funduszu.

Niech cię Bóg błogosławi, czekając na twoją odpowiedź. 
Twoja siostra, Pani Diana Markus

PS. Szczegóły co do mojej tożsamości wyjaśniłem już pomyślnie z panią Dianą, szlachetnym darczyńcą. Wysłałem jej zdjęcia mego ciała en face i z boku potwierdzone przez urologa. Odpisała, że ufa mi jeszcze bardziej. To mnie wzmocniło. Jestem już znany. Ludzie powierzają mi życiowe sekrety w ostatnich dniach swego życia. Co ważne, również pieniądze. Można mieć zaufanie do rządu, premiera, prezydenta, ministra sprawiedliwości czy ministra zdrowia, ale do pisarza? To niespotykane. A jednak!

Odpowiedziałem pani Markus, że dużo się modlę o jej zdrowie i tylko trochę o pieniądze dla sierot. Wskazałem też poufną skrytkę za kamieniem w lesie, gdzie może bezpiecznie zostawić pierwszy milion dolarów. Sieroty do obdarzenia i dom charytatywny już wytypowałem. Teraz czekam tylko na pieniądze. Będę informować.

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *