Prezydent Zrzeszenia Nafciarzy. Opowiadanie.

Drodzy Czytelnicy,

Czasy są ciężkie. Nie tylko ja to odczuwam, ale i słudzy boży, śmieciarze, wyborcy przeszli i przyszli, nawet prezydenci. Popełniłem krótki utwór, zbrodniczy w intencjach, którego być może nie powinienem popełnić. To z nostalgii za spokojniejszym życiem.

Klikajcie, jeśli podoba Wam się to opowiadanie. Może je jeszcze poszerzę? 

Pozdrawiam,
Michael Tequila

W Internecie ukazało się zdjęcie Prezydenta Zrzeszenia Nafciarzy. Chwilę przedtem prezydent przemawiał, wygłaszając orędzie skierowane do konsumentów ropy naftowej. Mówił od serca:

– Szanowni Członkowie Zrzeszenia Nafciarzy! Panie i Panowie! Ceny ropy spadają na łeb na szyję. My, nafciarze, musimy odbiorcom płacić, aby brali od nas nadwyżki ropy naftowej i gdzieś je trzymali. Gdziekolwiek, w domu, w komórce, pod schodami, w szopie. Wirus popsuł nam wszystko. Mimo to jestem zdecydowanym optymistą. Mamy przed sobą wybory nowego Prezydenta Zrzeszenia Nafciarzy. Powiem o sobie: mam szanse. Nie wszyscy na mnie plują, obarczając mnie za sytuację z ropą naftową, która tanieje i tanieje. Żona mi mówi na przykład:

– Ty, Józiek, lepiej się pilnuj, abyś nie poszedł z torbami, jak cię nie wybiorą. Kto wtedy będzie reklamować ropę naftową? Ty to umiesz robić jak nikt. Od ciebie ludziska kupią każdą jej ilość za ostatni wdowi grosz. Masz w sobie tyle dobroci. Popiera ciebie nawet ten siwy staruszek, z którym grywasz w warcaby, a czasem to i w brydża.

– Który? – zapytał prezydent. – Znam kilku staruszków.

– No ten, o którym mówią, że oprócz szalonych pomysłów na lepsze życie, to ma jeszcze garb na plecach. To okrutne tak mówić, bo nikt nie nosi garba dla przyjemności, tylko z obowiązku lub z przywiązania.

– A! Ten – odpowiedział Prezydent, choć wciąż nie wiedział, który. Nie denerwował się jednak, bo w okresie Wirusa i jego matki Epidemii wszystkich pamięć zawodzi, tylko kontynuował orędzie.

– Kochani! Popierajcie mnie. Mam już poparcie, ale potrzeba mi więcej. Szczególnie mocno popierają mnie drobni użytkownicy ropy naftowej, członkowie naszego zrzeszenia, gospodynie domowe, bezdomni, ludzie pracujący po nocy, żniwiarze, nawet alkoholicy. Spotykam się z nimi często, rozmawiamy o różnych sprawach, nie tylko o notowaniach ropy naftowej i jej przyszłości, ale także o sprawach codziennych, obuwiu, ubraniach, filozofii, wyścigach konnych. Z gospodyniami wymieniam się przepisami, jak ugotować tanio kapuśniak. Teraz jest dużo świeżej kapusty, promuję więc zdrowe odżywianie się. Głównym tematem teraz są oczywiście  wybory władz Zrzeszenia Nafciarzy, wyjątkowo kłopotliwe z uwagi na  panoszenie się Wirusa i jego matki Epidemii. Są ludzie, którzy mnie nienawidzą, choć nie wiem dlaczego, ale ja się tym nie zrażam. Jestem bardzo religijny; na ich zniewagi i zaczepki odpowiadam nastawieniem drugiego policzka. Czasem to boli, ale takie jest życie. Żona też mi obiecała, że mnie szybko nie opuści. To zależy od wyników nie tylko notowań ropy naftowej, cen kupna i sprzedaży, ale i wyborów do naszego Zrzeszenia Nafciarzy, jednego z największych na świecie. Sam nie wiem, jak oceniać te wybory. Wszyscy wokół mówią: po prostu pójść, zagłosować i wybrać! Dla mnie, kandydata na prezydenta tak wielkiej i znanej  organizacji, nie jest to takie proste. 

Na razie, tak jak inni, pomagam przy ich przygotowaniu. Z trzech metod głosowania, osobistego, elektronicznego i korespondencyjnego, najbardziej wierzę w osobiste. Zachęcam do tego obywateli. Na argumenty przeciwników wyborów, mówiących, że w okresie rządów Wirusa i jego matki Epidemii, są one wręcz niebezpieczne, odpowiadam:

– To trudno! Nic na to nie poradzimy. Czasem człowiek musi ponieść ofiary. Ja też ponoszę. Inni chodzą piechotą, dzięki czemu utrzymują się w dobrej kondycji, a ja co? Muszę jeździć dużą i luksusową limuzyną, bo tak wypada, wskutek czego łatwo gubię w jej wnętrzu i czuję się samotnie. Duży pojazd wymaga dużo wolnej przestrzeni wokół siebie, przez co jeszcze bardziej odczuwam pustkę. Doprawdy, nie jest mi łatwo. Co gorsze, okna w samochodzie mam zaciemnione, ze względu na to, że każdy chciałby zajrzeć do środka, popatrzeć mi w twarz. Może nawet czymś rzucić, bo szaleńców w naszym kraju nie brakuje. Sam samochód też nie sprawia mi radości swoim wyglądem, mimo że jest cudem techniki. Brak mu opływowego kształtu; zamiast wdzięku kobiety zakochanej w biżuterii ma w sobie toporność pijanego drwala. Przepraszam, że tak mówię, ale to prawda. Jest szybki, ale opony łatwo mu pękają. Zawsze wozimy ze sobą kilka do wymiany. I jak to wygląda: bagażnik zapchany oponami! Samochód jest jednak bezpieczny, bo ma opancerzenie jak czołg. Dzięki temu, jak z rozpędem wjedziemy do lasu, to zatrzymujemy się dopiero po dwustu metrach, może nawet więcej. Nie sprawdzałem tego, wierzę kierowcy na słowo. Ciężar tego opancerzenia czuję w sercu, w głowie i w nogach. Nie podoba mi się też, że jestem cały czas za szybą. Czy to ja jestem pytonem, którego trzyma się w szklanym opakowaniu, aby mu się ludzie przyglądali z bezpiecznej odległości? Nie znoszę tego. Mój świat, moje życie – Prezydent Zrzeszenia Nafciarzy rozgadał się – to być wśród obywateli, ściskać ręce, obejmować niektórych cieleśnie, czasem nawet wziąć na ręce jakieś dziecko. Kocham dzieci. Szczególnie dziewczynki w wieku od dwunastego do siedemnastego roku życia. One są tak rezolutne. Strasznie je lubię. Koresponduję z nimi na różnych forach, czatach i platformach. Jest tych miejsc do konwersacji do licha i trochę, że miesza mi się w głowie od samych nazw, nie mówiąc o przepisach uczestnictwa.

Rumiane policzki Prezydenta Zrzeszenia Nafciarzy zarumieniły się jeszcze bardziej. Był poruszony. Kontynuował orędzie. Tematem były skrzynki pocztowe niezbędne w wyborach. Prezydent mówił o naprawie uszkodzonych skrzynek, aby karty do głosowania nie wypadały na ziemię.

– To wielkie wyzwanie. Stworzyliśmy lotne brygady naprawcze. Warunki są trudne. Czasem trzeba pracować w górach, gdzie jest stromo, czasem nocą, czasem w suszy, że aż język wysycha, bo deszczu wciąż nie ma. Wszędzie czai się ten wirus, ludzie muszą dezynfekować się spirytusem. Każdy broni się jak może. Sam chciałem im pomóc. Mam w moim pałacowym gabinecie obcęgi, młotek i gwoździe. Rozmawiałem o tym z psychiatrą, który pomaga mi ogarnąć się w tym trudnym świecie, i on powiedział mi, że nie wypada.

– Ludzie uznają pana za pracoholika. I tak widzą pana ciągle w telewizji; brakuje jeszcze żeby zobaczyli pana jako samodzielnego  instalatora skrzynek pocztowych.

– Członka lotnej brygady naprawczej – poprawił go prezydent.

– No właśnie – odpowiedział psychiatra. – Dobrze, że pamięć pana nie zawodzi, to może nawiąże pan rozumny kontakt z gawiedzią. Chciałem powiedzieć, ze zwykłymi szarymi ludźmi na ulicy, aby ich zachęcić do uczestnictwa w wyborach poprzez skrzynkę pocztową. 

Prezydent zgodził się. Dla wszystkich członków Zrzeszenia Nafciarzy, uczestników spotkania z Prezydentem, było to głębokie przeżycie. Wirus wydał się jakiś skromniejszy, a jego matka Epidemia mniej groźna niż zwykle.

Autor: Michael (Michał) Tequila
Gdańsk, 29 04 2020

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *