Ludzie, psy, jezioro i pizzeria wczesną wiosną

Jeziorko, trzy wysepki, wrzeszczące mewy. Byłem tam dzisiaj rano, dla zdrowia. Słyszę głuchy łomot jakby lądujący łabędź uderzał skrzydłami o wodę. Widzę tylko mewy. Biegnę dalej; to dwaj mężczyźni prowadzą sparring bokserski.

Potem były inne fenomeny. Dwaj młodzieńcy siódmy raz obiegali jeziorko o obwodzie jednego kilometra, w planie mieli 10 razy. Piersi jak miechy, ale bez serca – pomyślałem. Tak pastwić się nad własnym ciałem. Tym niemniej wyraziłem im uznanie za wytrwałość.

Nieco dalej młoda kobieta, właściwie dziewczyna, biegnąc pchała przed sobą wózek z dzieckiem. Zazdrość wkradła się w moje serce. Czy ze mną ktoś tak biegał? Potem spotkałem inną kobietę z dwoma psami królewskiej rasy Cavalier King Charles Spaniel. Jeden z nich to szczeniaczek pięciomiesięczny, istne cudo, czysta radość.

 Cavalier King Charles spaniel

Zgodziliśmy się we czwórkę, że pies to rasa wyższa niż człowiek. Superior, jak mówią Anglicy.

Szkoda, że u nas nie ma króla i takich spanieli. Prezes to rasa pośrednia między wieśniakiem zdobnym słomą sterczącą z butów a monarchą w złotej szubie, powiedziałbym byle jaka, chyba, że założy nam kagańce.

SONY DSC

Wtedy to będzie już królem a my spanielami. To byłoby coś. Zawiało grozą, zrobiło mi się zimno.

W pizzerii „U Skrzypka” dziewczyna, usta jak korale, imię starorzymskie, piękna jak róża. Jest wiosna to wszystko kwitnie. Boże! Jak ja chciałbym być inny, ładniejszy i tak zgrabnie poruszać nogami!

Nic to. Będę pracować nad sobą.

Michael Tequila, powieść, poezje, opowiadania: https://tinyurl.com/y7cza5nc 

Zbrodnia i kara według Wiktora

Zniknięcie bohatera ze sceny nie oznacza jeszcze jego zejścia, inaczej mówiąc zgonu. Z tym optymistycznym przekonaniem wykręciłem numer telefonu Wiktora. Był w domu. Wywiązała się między nami konwersacja, którą na początku możnaby określić jako niewyszukaną.

Wiktorze, mam dla ciebie ciepłą wiadomość.

Czy to łączy się w jakiś sposób z dzisiejszą temperaturą?

Ależ skądże. Pytały o ciebie trzy osoby.

Kto taki?

Heniek, Ania i Radek.

Nie znam.

Nie możesz. To moi przyjaciele. Ale naprawdę pytali o ciebie, chcieliby ponownie być z tobą w kontakcie. Nad czym teraz pracujesz? – postanowiłem pomóc Wiktorowi wyjść z zapaści intelektualnej stymulując pytaniem jego komórki mózgowe.

Wszyscy znają powiedzenie Kartezjusza: „Myślę, więc jestem”. Ja to przekuwam na bardziej praktyczne „ Myślę, więc pracuję”. To jest moja odpowiedź.

Ależ ty jesteś dzisiaj oporny, Wiktorze. O co ci chodzi?

Szukam zastosowania teorii „Zbrodni i kary”, inaczej mówiąc „Kija i marchewki” do dbałości o ciało i ducha, które są zintegrowane na czas oznaczony.

Twoje myślenie pochłania chyba więcej energii niż dwulitrowy czajnik potrzebuje do zagotowania wody. Mów jaśniej. Co masz na myśli?

Czas życia. Urodziny – zgon. Przypomnę ci, ze jedynym darem jaki otrzymujesz w życiu jest czas. Przychodzisz goły, odchodzisz goły. Między jednym a drugim masz tylko czas do wykorzystania.

Nie goły, tylko nagi. Tak brzmi przyzwoiciej. Ale jak ten czas ma się do twojej teorii zbrodni i kary albo owego duum ciała i ducha?

Wiktor ożywił się. Słyszałem jego przyśpieszony oddech w słuchawce, a potem  silniejszy głos.

Rzecz w tym, że jeśli nie zrobiłem czegoś, co sobie obiecałem lub nakazałem, to powinna mnie spotkać kara. I odwrotnie, jeśli obiecaną rzecz zrealizowałem, powinienem otrzymać nagrodę.

No i w czym rzecz?

Borykam się z tym. Obiecałem sobie, że nie będę jeść po godzinie 22.00, ale jem. Potem źle śpię albo odczuwam drętwienie stopy, kiedy w jedzeniu było za dużo cukru. Krótko mówiąc cierpię fizycznie i moralnie. Obmyślam teraz karę za niedotrzymywanie słowa i jedzenie przed pójściem spać. Myślę o zakładaniu pasa z dużym obciążeniem, kiedy spożyję spóźniony posiłek i noszeniu go na sobie na przykład przez dwie godziny. Musi być kara za brak dbałości o ciało. Jej nieodwołalność, raczej niż surowość, powinna być skutecznym motywatorem zmiany postępowania. Muszę to przećwiczyć.

A jak z kijem i marchewką?

Dokonałem analizy tej teorii. Wniosek jest klarowny: to dobre dla królika. Marchewka przemawia do niego znacznie silniej niż do człowieka. Co do kija, to prawdopodobnie oferuje on skuteczną karę w przypadku i ludzi i zwierząt, z tym, że zwierząt nie ma potrzeby karać. Tylko człowiek bywa krnąbrny, uparty, a w ogóle to czasem warto splunąć rozważając ten temat. Wypróbuj karę na sobie i daj mi znać. Ostatecznie, też powinieneś mieć wkład w rozwój teorii i praktyki dbałości o ciało.

Szybki komunikat od Wiktora

Poważne pisarstwo autora blogu omalże zepchnęło Wiktora w stan śpiączki letniej. Przebił się jednak z komunikatem o stanie spraw.

Nie ze mną takie sztuczki, Bruner! – determinacja przebijała w jego głosie. Nie uda ci się zamknąć mi ust bylejakością stwierdzenia, że jesteś zajęty. Będę tak długo nazywać cię Brunerem, aż napiszesz o moich osiągnięciach w Nowym Roku.

Ustąpiłem pod groźbą zniesławienia ze strony człowieka, który okazał się brutalniejszy niż sugerował jego wygląd i codzienne dobre maniery.

Największym moim osiągnięciem jest regularne oddawanie się ćwiczeniom ciała, które hartują również mojego ducha. Na kalendarzu ściennym mam nienaganny zapis ćwiczeń od 1 stycznia 2013 roku. 1 stycznia: B25, 2 stycznia: S50, 3 stycznia: B35 itd. W innych dniach mam zapisy w rodzaju W60 oraz W&J 35. Szyfr jest prosty: B oznacza bicycle (rower), S – swimming (pływanie), W – walk (spacer) oraz W&J – walk and jogging (spacer i jogging). Liczby pokazują ilość minut wykonywania danej czynności. Zapisuję regularnie każdego dnia.

I jak oceniasz swoje osiągnięcia? Niektórzy czytelnicy mogą być spragnieni wieści o tym, jak rozpocząć i kontynuować piękny tryb życia. Tym bardziej, że nie jesteś młodzieniaszkiem, co też zasługuje na uwagę.

Oceniam bardzo dobrze. Jestem naprawdę zadowolony. Czas ćwiczenia nie jest najważniejszy. Najważniejsze jest stworzenie nawyku. Jeśli wytrwasz pierwsze dni i tygodnie, sam organizm będzie ci przypominać o potrzebie kontynuacji. Wspomnę też o moralności. Moralnie czuję się dużo lepiej wobec siebie i świata: oto dojrzały mężczyzna dba o własne ciało, w którym żyje duch, stanowiący boski mechanizm napędzający jego istnienie oraz satysfakcję życiową. Patrzysz na siebie w lustrze wody i zamiast obrazu widzisz napis: Tak trzymać! Przyglądam się dużo młodszym od siebie i widzę, że jestem do przodu. Szczęście jest na wyciągnięcie ręki; zależy tylko, jak je definiujesz i co z nim robisz. Albo je pieścisz, albo dajesz mu kopniaka. Nie zapomnij, że szczęście kieruje się wzajemnością.

Ciało w odbiciu lustrzanym. Część 5, jeszcze nie ostatnia. Może i szkoda?

Nie widziałem się z Wiktorem dłuższy czas. Trochę mi go brakowało. Jego relacji o tym, jak radzić sobie z własnym organizmem i cieszyć się dobrym zdrowiem, kondycją i wyglądem fizycznym.

Spotkaliśmy się późnym popołudniem w parku, gdzie Wiktor ćwiczył szybki spacer i jogging na zasadzie własnej formuły 50/50. Ja wybrałem się na przejażdżkę rowerową. Przyświecał nam obydwu ten sam szlachetny cel dbałości o ciało i zdrowie. To nas łączyło. Przywitaliśmy się. Zagadałem pierwszy.

Pamiętam, co mi mówiłeś ostatnio. Była to mowa o jedzeniu. Byłeś natchniony, jakbyś dopiero co wrócił z Bangladeszu głodującego po wielkich powodziach lub ze Stanów Zjednoczonych po dewastujących pożarach i tornadach. A co z innymi rzeczami: sportem, snem, dobrą lekturą?

Co do sportu, sam widzisz. Sportuję się. Praktykuję to, co widzisz. Staram się to robić pięć dni w tygodniu, co najmniej pół godziny każdorazowo. Gdzieś trzeba ćwiczyć serce, płuca, mięśnie, poprawiać metabolizm i chudnąć. Wysiłek musi być dostatecznie intensywny i dostatecznie długi. Chodzenie spacerkiem dwie godziny dziennie po świeżym powietrzu to tylko zabawa. Nabierasz wtedy lepszego apetytu i jeszcze bardziej przybierasz na wadze. Nie oszukujmy się, spacery są dobre dla karmiących matek i śpiących osesków.

W ogóle, utrzymanie dobrej wagi i kondycji to sprawa niezmiernie złożona. Współczesna cywilizacja dała i wciąż nam daje mnóstwo dóbr, pozbawia nas jednak innych, przed wszystkich konieczności częstego chodzenia pieszo. Drugą kwestią jest czas: współczesność pozbawiła nas czasu. Wszystkim wciąż brakuje czasu. Ostatnia, mocno niedoceniana, to współczesność dała nam wielki garb na grzbiecie w postaci stresu. To wszystko działa przeciwko tobie.

Statystka podaje, że nasi dziadkowie i babki przeciętnie chodzili 10 razy więcej. Patrzymy na chodzenie jak na marnotrawstwo czasu, podczas gdy jest to dobrodziejstwo podobnie jak sen. Chodzenie, a szerzej mówiąc ruch, utrzymuje i regeneruje organizm: mięśnie, kości, stawy, płuca, serce, nawet system trawienia i wydalania. Podobnie działa sen, regenerując system nerwowy i organy wewnętrzne, które odpoczywają.

Zdałem sobie sprawę, że będąc indywidualnie i zbiorowo mądrzejsi, jesteśmy większymi głupcami niż nam się wydaje. To arogancja przez nas przemawia, a oprócz niej potężny strumień nieprzerwanej reklamy promującej kupowanie, jedzenie, używanie, konsumowanie, bawienie się, leczenie się i poznawanie wszystkiego, co inni mają ci do zaoferowania. Zatraciliśmy miarę, co jest a co nie jest pożyteczne i mądre z punktu widzenia dobrego życia: radosnego, szczęśliwego, zrównoważonego. Staliśmy się nieszczerzy i kłamliwi przed wszystkim wobec siebie, udając, że to, co ludzie robią powszechnie jest sensowne, ponieważ jest powszechne.

Wiktorze, chyba dużo naczytałeś się o filozofii życia. Mówisz jak z podręcznika. Problem w tym, jak to przetworzyć na codzienność własnego życia – wskoczyłem w nurt monologu w momencie milczenia, które przyjaciel zafundował sobie dla zebrania myśli. O tym zaraz będę mówił. Przećwiczyłem i sprawdziłem to na sobie.