Czas rwie naprzód jak koń trojański. Ciąg dalszy wariacji.

– Czas jest po naszej stronie – ogłosiła Partia Wciąż Zwycięska czyli PWZ. Czytam właśnie „Rok 1984” Orwella i domyślam się o jaką partię chodzi. Jest ich kilka, ale tylko ta jest na przodzie. Te w opozycji trudno nazwać partiami, bo się jednoczą, ale wciąż pozostają w rozsypce. Jedna ma nawet w godle mężczyznę o uśmiechu zajączka, którego ludzie chcą zwolnić obowiązków. Ludzie stali się nachalni, mają roszczenia. Drugi przywódca chyba sam się zwolnił. Każdy ma prawo zmęczyć się i wypocząć.

Przyjmuję do wiadomości, że czas jest po naszej stronie i wiem nawet dlaczego. Jeśli jest po naszej, to jest – tak myśli suweren.

– Jeśli Suweren myśli bez zahamowań, to dlaczego ja miałbym się hamować. Nikt nie lubi być hamowany, być hamem, ani hamulcowym.

Nieprzerwane zmiany. A to pogoda, a to gabinet. Podobno już tylko czas jest niezmienny. Przeszły, teraźniejszy i przeszły. Zastanawiam się. Przeszłego już nie ma, bo już minął, teraźniejszy właśnie mija, przyszły dopiero będzie. Krótko mówiąc, czasu też nie ma.

– Co więc jest? – Słyszę pytanie. Chyba z kosmosu.

– Są zmiany – pada odpowiedź, z wnętrza kraju. Głównie z kościoła. Są nowe interpretacje. Kiedy słyszysz: „Chwalcie Pana” nie znaczy to już "Najwyższego", ale "Prezesa". Tak to interpretuje Partia Wciąż Zwycięska pełnymi ustami rzecznika i sekretarki w randze ministrów. Wreszcie jest równość – myślę. Marks by się cieszył. Lenin chyba też. Stalin? Nie wiem, mało go znałem.

Mamy nowe relacje z Zachodem. Jest on jakby mniej opryskliwy, nie tak niechętny. Dotychczas to my do niego z chlebem prawdy, a on do nas z pałką oskarżeń. Teraz nawet uśmiecha się, zwłaszcza twarzą dużego faceta, z nową brodą, tego ważniaka, zdaje się wiceprzewodniczącego, Holendra.

– To dobrze – tak wszyscy mówią. Wreszcie Zachód zrozumiał, że był niedoinformowany i w końcu wyprowadził się z błędu.

– Nie wiem, czy to dobrze. Bo co mi z tego? Stałem się egoistą, zhardziałem i chciałbym, aby ktoś na nas nakrzyczał. Nie na PWZ, ale na nas, na naród, że sobie nie radzimy. Broń Boże na Kościół, który teraz głowę wychyla zza węgła i zachęca, raz nawet purpurowymi ustami, aby przyjmować uchodźców.

Kończę, bo mam jeszcze buty do pomalowania tłuszczem przeciwśniegowym. Też ważne, bo człowiek przebywa albo w butach, albo w łóżku. Rzadko boso, bo wtedy najchętniej fika, a tego w czasach poważnej polityki wobec Zachodu nie wypada czynić.

Michael Tequila w księgarniach:

  • Sędzia od Świętego Jerzego (powieść),
  • Klęczy cisza niezmącona (poezje),
  • Niezwykła decyzja Abuelo Caduco (humoreski i opowiadania).

Najtaniej w księgarni internetowej "Znak" https://goo.gl/uC5orq. Kupuj, póki nie za późno. Cenzura nie śpi. Czarna lista wciąż w obiegu. 

Ambasador Brenton ostrzega Zachód: Nie możemy cały czas drażnić Moskwy

Bardzo źle pomyślałem o ambasadorze Brentonie. Nie jestem zwolennikiem stawiania Rosjan pod murem, ale ambasador posunął się za daleko. Niech się w tyłek ugryzie! Jest to łagodniejsza wersja mojej pierwszej myśli po przeczytaniu jego listu na http://wiadomosci.onet.pl/swiat/brenton-ostrzega-zachod-nie-mozemy-caly-czas-draznic-moskwy/vlzrm

To nie Rosja ma problemy z Zachodem, ale Rosjanie mają problemy sami z sobą: swoimi imperialnymi ambicjami wyrosłymi z 70 lat leninizmu i stalinizmu, parlamentem, który zmienia prawo, aby uczynić jednego człowieka dożywotnim prezydentem-premierem, agresją przeciwko Ukrainie, która skłania się ku cywilizacji zachodniej bardziej niż ku wschodniej, moskiewskimi demonstracjami otoczonymi ochroną policji, kiedy są prorządowe i zwalczanymi przez policję, kiedy takowe nie są, stacjami telewizyjnymi i serwisami internetowymi zamykanymi za poszukiwanie prawdy o narodzie przez 70 lat zanurzonym po szyję w leninizmie i stalinizmie ocieplanym przez Breżniewa i Honeckera pocałunkami usta-usta.

Pocałunek Breżniew Honecker

Zachód zagraża Rosji tylko w ten sposób, że jest demokracją, która być może nie jest najlepsza, ale jest bez porównania bardziej otwarta i naturalna niż rosyjska.

Tym, których naszłaby słabość uwierzenia ambasadorowi Brentonowi, przypomnę ponad 200 dziennikarzy i reporterów rosyjskich zamordowanych w latach 1999 – 2006, których przewinieniem było pisanie i informowanie o korupcji, niesprawiedliwości, wojnie w Czeczenii, nagłym bogactwie, atakach terrorystycznych w Moskwie czy 50 mld dolarów wydanych na Olimpiadę Zimową w Soczi (z których – jak czytam – znacząca część została wydatkowana Bóg wie na co), o stopniowym zajmowaniu Krymu przez setki doskonale uzbrojonych lecz małomównych żołnierzy bez odznak identyfikujących, ubranych w dopasowane uniformy wojskowe (o których Prezydent Putin mówił, że każdy może sobie kupić taki uniform w sklepie) i o tysiącach innych kłamstw.

Przypomnę też, ile lat wyszarpywano z ust władz rosyjskich prawdę o Katyniu i dziesiątki innych prawd, których już nie pomnę, a które tkwią jeszcze we mnie latami niepokojów, strachu i posłuszeństwa moich rodziców importowanego ze Wschodu po II Wojnie Światowej. Breżniew - bądżcie cicho

Wyjątkowo nie podobają mi się poglądy ambasadora Brentona. Jego szczęście, że żyje na Zachodzie, gdzie nikt mu nie doda promieniotwórczego polonu do herbaty jako osłodę za poglądy, które głosi.