Kronika narodu wybranego. Odc. 10: Nazywajmy rzeczy po imieniu

Historia naturalis palmarum

Słonecznym rankiem, kiedy fanfary przedwiośnia budziły ludzi radosną pobudką, Iwan Iwanowicz, wspomagany dodatkowo darem bezsenności, przedstawił tajemnicę nazywania rzeczy po imieniu. Stało się to przy krawężniku, miejscu objawień demokracji bezpośredniej. Przyszło mu to tym łatwiej, że był pijany, w stanie określanym przez mieszkańców tropików jako „muy embriagado”, czemu zawdzięczał upojne wizje i kolorowe przemyślenia. Zapytany, jak przeżywa stan uniesienia emocjonalnego i intelektualnego, skwitował krótko:

– Czuję się tak samo jak cały kraj.

Uspokoiwszy się, kontynuował.

– Nazywajmy rzeczy po imieniu – zaczął, wynosząc pod niebiosa Czcigodnego, przywódcę partii i narodu. Uznał za rzecz nadzwyczajną połączenie w jednym umyśle i sercu tych dwóch wielkich bytów. Z Czcigodnym, jak się okazało, łączyła go zażyłość historyczna.

– Bardzo dobrze go rozumiem, należymy do tej samej kategorii geriatrycznej, inaczej mówiąc jesteśmy synami ustroju robotniczo-chłopskiego wspomaganego przez inteligencję pracującą. Premier Cudny też jest wytworem tego samego ustroju rozłąki z rozumem, z tą różnicą, że nie jest on synem, ale jego wnukiem. Mądrość ustroju nabył on w sposób naturalny wraz z mlekiem matki i poglądami ojca wracającego tęsknotą do lat młodości, kiedy to naród stał nad prawem jak złota brama nad wjazdem do królewskiej rzeźni.

Z Mężem Czcigodnym łączy mnie historia, pobrane nauki, zwyczaje i nawyki. Rozumiem, co go dręczy, ponieważ dobrze pamiętam niespełnione pragnienie ówczesnej władzy uszczęśliwienia narodu. Czyż nie jest to piękne, że dobrobyt w ojczyźnie tworzony jest dzisiaj przez człowieka ukształtowanego przez naszą wspólną, histeryczną przeszłość, i jest to dobrobyt obowiązkowy? Gdzie indziej dobrobyt jest dobrowolny, chcesz to bierz, a nie chcesz, to nie bierz, ale nie u nas. Musisz go wziąć, bo rozumna władza wie najlepiej.

Po krótkiej czkawce, Iwan Iwanowicz pociągnął temat dalej.

– Czcigodny i pan premier stworzyli już ekonomiczny fundament dobrobytu. Aby nie rzucać słów na wiatr, przedstawię wyliczenie. Dzisiaj, na przedwiośniu, rzodkiewki z Włoch, pęczek zawierający 10 sztuk, były w warzywniaku po złotówce. W przeliczeniu na przeciętną premię w wysokości 75 000 zł, znaczy to 750 000 sztuk. Jeśli przeciętny obywatel będzie jeść z umiarem, powiedzmy 5 sztuk dziennie, to premia zapewni mu rzodkiewki przez 150.000 dni, co daje 410 lat zdrowego odżywiania. Tylko za jedną premię roczną!

Iwan Iwanowicz poruszał ustami, testując kubeczki smakowe, aż w końcu – wciąż myśląc o świeżych warzywach – poczuł smak włoskiej pizzy o kształcie pieroga, jaką kiedyś zachwycił się w Wenecji. Wspomnienia przeszłości przywróciły go na tory rozważań o Mężu Czcigodnym.

– Wszyscy go znamy i kochamy – podjął wątek. – Ciało lekko pulchne, łagodne zaburzenie kaszkietu wywołane kryjącą się pod nim siwizną. Dla wielu osób, które go ubóstwiają – nie to co ja, który go cenię, a nawet szanuję za pomysłowość i dobre intencje – pełni on wzór męża opatrznościowego.

Porównania wyczerpały mówcę. Machnął ręką, dając znak, że już skończył mowę pochwalną i nie zamierza więcej absorbować zebranych swoim zauroczeniem władzą. Powitano to mieszanymi oklaskami.