Powieść „Cezarea”. Odc. 6: Kronikarz Taranta pomyślnie kończy zebranie

W końcu spotkania, kiedy wydawało się, że nie pozostało już nic interesującego do omówienia, pojawił się temat darów dla ludzi w potrzebie. Pierwszy wspomniał o nich Namiestnik. Wsparli go Premier i Plenipotent. Dyskutowano wielkość darów, w jakiej miałyby być postaci oraz komu je dawać. Postanowiono, że będą to dary pieniężne.

– To najbardziej praktyczne rozwiązanie. Pieniądze nie psują się nawet wtedy, gdy się je zostawi w wilgotnej szufladzie. Wilgoć w szufladzie albo w szafie to nic szczególnego w tropiku. – Zawołał stojący z boku mężczyzna. W szarej marynarce z kwiatem w butonierce wyglądał jak zubożały inteligent. – Jestem tego pewien, sam to przeżyłem. – Dokończył.

Ktoś inny dodał:

– Popieram przedmówcę. Pieniądze to najlepszy dar. Można za nie kupić nie tylko pieluchy, ale i wódkę.

– Po co wódkę? Dlaczego pan żartuje? – Zaoponowała młoda kobieta z wydatnym brzuchem i małą dziewczynką tulącą się do jej boku.

– A jakżeż to? – Odpowiedział poważnie zapytany. – Kiedy ma się chrzciny, dzień urodzin, imienin albo bierzmowania, nie można nie wypić. Nie może pani odrzucić tradycji ani sprzeciwić się historii. To byłoby podłe. Ja jestem za.

Odezwały się liczne głosy poparcia i protestu.

– Mamy także inne propozycje. – Oświadczył Namiestnik, patrząc na Premiera i Plenipotenta, aby zachęcić ich do zabrania głosu. – Pragniemy złożyć obietnice. To nawet cenniejsze niż same dary. – Kontynuował Namiestnik.

– Nie samym chlebem człowiek żyje! – Entuzjastycznie wyrwał się Wirgil. Był wdzięczny Namiestnikowi, że zabrał głos w kłopotliwym momencie.

– No właśnie! – Odkrzyknęli zgodnie trzej mężczyźni. – Nie samym chlebem człowiek żyje!

*****

Słońce wyszło zza chmur i oświetliło plac zebrań. Nie było chłodno, ale atmosfera jakby ocieplała. Ludziom rozjaśniły się twarze. Zrobiło się inaczej, bardziej uroczyście.

Namiestnik wyprostował się, podniósł prawą rękę do góry w charakterystycznym geście pozdrowienia i wypowiedział tylko dwa zdania:

–  Błogosławię was, obywatele Cezarei i okolic. Błogosławieni niech będę ubodzy duchem, albowiem tylko oni dożyją powszechnego dobrobytu.

Taranta nie wierzył własnym uszom. Wyglądało to jak teatr.

– Pierwsza osoba Cezarei zachowuje się jak prorok. Pasuje to do sytuacji jak pięść do nosa. To jakiś gruby żart. – Pomyślał z niesmakiem.

Jeśli był to żart, to był bardzo trafiony. Obywateli zebranych na placu opanował entuzjazm. Głośno wiwatowali, rzucając w górę czapki, Cieszyli się jak dzieci. Kilka osób popadło w konwulsje nieopanowanej radości. Trzęśli się jak nawiedzeni.

– To my! – Krzyczeli, – To my! On mówi o nas, obywatelach Cezarei. Niech żyje Naczelnik Krzepki-Kukuła! Niech żyje Partia Powszechnego Dobrobytu!

Kronikarz wrócił do domu w stanie radosnego podniecenia. Miał za sobą pierwsze publiczne wystąpienie. Cieszył się, że prowadzi Kronikę Cezarei i Okolic. To dzięki niej spotkało go tyle zaszczytów. Najpierw szopka wielkanocno – bożonarodzeniowa. potem pojawienie się Trzech Królów, którzy okazali się ludźmi władzy w przebraniu. Potem spotkanie, które sam zorganizował i prowadził. I jego efekt: propozycje, deklaracje, dary i obietnice. W końcu rzesza ludzi nabożnie słuchających głosicieli dobrej nowiny i ich entuzjazm. W głowie mu szumiało. Nie wszystko rozumiał, ale wszystko go cieszyło.

Wieczorem wypił trzy kieliszki szampana na szczęście. Był to najlepszy dzień w jego życiu. Co do tego był pewien. Miał dziwne poczucie, że to tylko początek czegoś wielkiego.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz 225 (przedostatnia): Babochłop i historia trzech braci

– A Babochłop? Co z nim? Przecież to on rządził i to zupełnie sprawnie, kiedy byłeś w letargu. Co się z nim stało? – Sefardi przechylił się do przodu, jakby chciał lepiej słyszeć.

Barras milczał z oczami wlepionymi w przestrzeń. Przez jego twarz przebiegały cienie, choć pozostawała cały czas w słońcu. Bracia cierpliwie czekali na odpowiedź. Wydawało się, że nic z tego nie będzie, kiedy Barras obejrzał się wokoło, jakby chciał upewnić się, że nikt ich nie słyszy, po czym odezwał się przytłumionym głosem.

– To jedyny człowiek, który został skazany na śmierć, a ja nie skorzystałem z prawa łaski, aby darować mu winę i uratować życie, choć zrobił tak wiele dobrego dla kraju w najtrudniejszym dla wszystkich okresie. Nikogo wcześniej ani później tak nie potraktowałem. Głos gubernatora był bezdźwięczny. – Nie mogłem inaczej. On jedyny mógł zniszczyć naszą reputację, moją i Ekscelencji, mógł zniweczyć nasze zasługi. Zbyt dużo wiedział i zbyt dużo mógł. Był niebezpiecznym konkurentem. Poza tym to popapraniec. Tacy ludzie zawsze byli mi obcy, nawet jeśli nie okazywałem tego publicznie.

Czarna Eminencja popatrzył na brata ze smutkiem i żalem.

– Tego jednego, takiej właśnie postawy, nigdy nie mogłem zrozumieć ani zaakceptować w tobie. To zaprzeczenie boskiej miłości. Teraz boli mnie to tym bardziej, kiedy wiem, że jesteśmy braćmi.

– I to bliźniakami. To niesamowite – Sefardi uznał, że powinien przerwać ciąg tragicznych wynurzeń i oskarżeń. – Najbardziej ciekawi mnie to, jak odkryłeś, że jesteśmy braćmi.

Czarna Eminencja poprawił fałdę na sutannie. Przypomniał sobie początek historii. Było to przypadkowe odkrycie. Przeglądał księgi rejestrowe parafii w miasteczku, gdzie spędził dzieciństwo w domu dziecka. Przyjechał tam, aby pomóc przyjacielowi odtworzyć drzewo genealogiczne i przypadkowo natknął się na zapis dotyczący urodzin trzech chłopców. Urodzili się tego samego roku, miesiąca i dnia. Zaintrygowało go to, bo była to także data jego urodzenia. Uznał, że dwaj pozostali bliźniacy musieli być jego braćmi. Nie miał pojęcia, że w ogóle miał rodzeństwo, nikt mu nigdy o tym nie mówił. Wychowywał się sam, był adoptowanym dzieckiem.

– Tajemnicę odkryłem idąc po nitce do kłębka, nie od razu. Najbardziej zdziwiłem się, kiedy dowiedziałem się, że to wy dwaj jesteście moimi braćmi. Trafiliśmy do różnych rodzin, mieliśmy różne nazwiska. Nurtowało mnie, dlaczego rodzice oddali nas pod opiekę osób trzecich. Okazało się, że to nie rodzice, tylko matka. Ojciec był przeciwny, ale chyba nie za bardzo, skoro tam trafiliśmy.

– Jak dowiedziałeś się tych wszystkich szczegółów z naszego dzieciństwa, o których nam mówisz, mając do dyspozycji tylko oficjalne dokumenty? – Sefardi zadał pytanie, wiedziony nie tylko chęcią poznania własnej historii, ale i instynktem pisarza, badacza ludzkich losów.

– Wytrwale szukałem informacji. Zajęło mi to dużo czasu, na szczęście miałem go dosyć. No i miałem zacięcie do zgłębiania przeszłości. Rozmawiałem z kierowniczką domu dziecka. Staruszka niewiele już pamiętała, ale to wydarzenie akurat zapadło jej w pamięć. Niektóre szczegóły dodatkowo potwierdziła i uzupełniła opiekunka dzieci, niewiele od niej młodsza. Chcielibyście na pewno wiedzieć, dlaczego matka oddała nas w obce ręce. Mogę się tylko domyślać, właściwie to mam prawie pewność. Nasza matka była kobietą samodzielną, wyzwoloną i ambitną. Tak jak inne wyzwolone kobiety, czy wściekłe baby, jak mówił o nich Babochłop, których antyprokreacyjne postawy zwalczaliśmy tak namiętnie. Być może zaszła w niechcianą ciążę albo uznała, że dzieci będą jej ciężarem w życiu i karierze zawodowej. To indywidualistka, która urodziła się kilkadziesiąt lat za wcześnie. Dzisiaj zapewne walczyłaby z państwem i kościołem, a nawet z Bogiem, o niezależność dla wszystkich kobiet. Dobrze, że nie skończyliśmy gorzej.

– Historia naszego dzieciństwa jest zbyt przytłaczająca. Nie jestem już w wieku sprzyjającym grzebaniu się w rodzicielskiej niepoczytalności. Porozmawiajmy o czymś innym. – Zaproponował Barras.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 143: Urodziny i prezentacja Josefa

Kiedy laboranci spekulowali na temat uroczystości urodzin Josefa a zarząd na temat jego praw i bezpieczeństwa, on sam borykał się z problemem tożsamości. Zadawał sobie pytanie, kim właściwie jest, koniem czy człowiekiem. Pytany kim jest, odpowiadał:

– Czuję się jak koń, choć myślę jak człowiek.

Dwoistość samopoczucia i tożsamości Josefa Laboratorium przypisywało psychice i instynktom przejętym od dwóch gatunków jak i wpływowi sztucznej inteligencji, w jaką został wyposażony. W tym sensie Josef stanowił niewiadomą; można było tylko zgadywać, w jakim kierunku pójdzie jego rozwój intelektualny, emocjonalny i duchowy. Na wczesnym etapie rozwoju był już zagadką. Trudno go było nawet zdefiniować. Najwięcej obserwacji na temat Josefa miał jego opiekun Gabriel.

– Biorąc pod uwagę wiek, Josef ma zaledwie kilka tygodni. U koni byłby on odpowiednikiem sysaka, ssącego mleko matki. Powyżej szóstego miesiąca życia odpowiadałby on odsadkowi odstawionemu od mleka matki, a po skończeniu pierwszego roku życia – źrebakowi. Zakwalifikowanie Josefa, a właściwie końskiej połowy jego natury, do którejś z tych kategorii jest jednak bezsensowne, ponieważ reprezentuje on o niebo wyższy poziom rozwoju, gdyż ma w sobie potencjał dorosłego konia. Podobnie rzecz się ma z jego ludzką połową.

Gabriel widział podopiecznego jako istotę o przyjaznym usposobieniu, lubiącą ludzi i konie, kontakt z którymi traktował jako wyróżnienie. Pytany o niedostatki charakteru pupila, Gabriel podejrzewał, że Josef może mieć słabości charakteru, ale nie umiał ich bliżej określić.

– To tylko intuicja i ostrożna spekulacja, a nie obserwacja – tłumaczył członkom zarządu. – Wszystko pokaże czas. Zachowajmy cierpliwość – dodawał, patrząc gdzieś w przestrzeń, jakby kryły się tam odpowiedzi na troski i niepokoje dotyczące Josefa.

*****

Niotse kolejny raz czytała zaproszenie na urodziny Josefa Półkonia nie mogąc się nadziwić, że to ona wymyśliła Dzień Sądu Ostatecznego jako nazwę tej uroczystości.

Chwilę zastanawiała się, jak dzień powszechnej radości mógł jej się skojarzyć z sądem ostatecznym, po czym mruknęła:

– Nieważne. To już jutro.

Wielką salę konferencyjną przygotowano na miarę wydarzenia. Kiedy zdemontowano przepierzenia i sztuczne ścianki, wyniesiono parawany i rozsunięto zasłony, aby stworzyć więcej przestrzeni i światła, pomieszczenie okazało się wielkie jak stadion lekkoatletyczny. Takie przynajmniej stwarzało wrażenie. Telebim umieszczony na ścianie głównej miał rozmiary dziesięć metrów na dwadzieścia, po jego obydwu stronach stały na podłodze na regulowanych podstawach białe plansze elektroniczne. Wszystkie ekrany były wygaszone. Nieco z boku, bliżej audytorium, szybko wypełniającym się laborantami, widoczny był zagadkowy kształt przykryty czerwoną materią. Przypominał nieforemny pomnik prawie dwumetrowej wysokości. 

O godzinie ósmej rano wszyscy laboranci byli już na miejscu. Szef Zespołu Bezpieczeństwa przeliczył dyskretnie zebranych, po czym dał znak, aby zamknąć wszystkie drzwi do sali konferencyjnej. Profesor Kary odczekał, aż audytorium uspokoi się. Kiedy to nastąpiło, wielki ekran telebimu rozjarzył się błękitnym światłem ukazując obraz konioczłowieka oznaczony złotym napisem „Josef” umieszczonym nad jego głową. Asystentka profesora podeszła do ukrytego pod materiałem kształtu i powolnym, wystudiowanym ruchem ręki ściągnęła przykrycie odsłaniając stojącego na piedestale konioczłowieka. Josef, w całej swej masywnej okazałości, tkwił nieruchomo w miejscu, jakby bał się spłoszyć przyglądających mu się ludzi.

Przed osobami zgromadzonymi na sali pojawiła się przewodnicząca zarządu Laboratorium. Od czasu zawarcia związku małżeńskiego kilka dni wcześniej, bardzo się zmieniła. Znikła dziewczęca Niotse, pojawiła się Nina Aleman, kobieta dojrzała i szykowna. Przemiana wyrażała się nie tylko w zmianie imienia, z kwiecistego Niotse, oznaczającego pachnący kwiat w orientalnym języku matki, na artystycznie brzmiące imię Nina. Była ubrana inaczej niż zawsze, bardziej okazale i uroczyście. Miała na sobie ciemnozieloną, atłasową suknię z długimi rękawami zdobnymi mikroskopijnymi wzorkami koni, prawie niewidocznymi dla osób siedzących w dalszych rzędach foteli. Przemówiła.

– Witam państwa! To już dzisiaj. Stworzyliśmy nowy gatunek, jej pierwszego przedstawiciela, konioczłowieka Josefa. Dzisiejszy dzień obchodzimy jako dzień jego urodzin. To pamiętna data. Dla mnie jest to także Dzień Sądu Ostatecznego. Mam na myśli to, że wraz z narodzinami Josefa zapadł wyrok, który poznamy dopiero za jakiś czas, czy opatrzność darowała mu życie szczęśliwe i ciekawe czy też pomieszane z niepokojem, a może nawet potępieniem i bólem. Josef jest inny niż my wszyscy, a zarazem taki sam jak my. Jego los zależy od tego, jak zostanie przyjęty i jak będzie traktowany przez społeczeństwo.

Przemowa nie trwała długo. Jej cel został osiągnięty w momencie, kiedy wszyscy zdali sobie sprawę, że nastąpił prawdziwy cud: po raz pierwszy w historii świata człowiek stworzył życie i to w najbardziej dojrzałej postaci – konioczłowieka, który uratuje przyrodę przed zagładą, konie przed eksterminacją, a ludzi przed samounicestwieniem.

– Josef reprezentuje to, co jest w nas, ludziach i zwierzętach, najlepsze. Możemy sobie wzajemnie pogratulować uczestnictwa w tym szlachetnym przedsięwzięciu.

Po słowach przewodniczącej zapadło milczenie zakończone wybuchem niesamowitego entuzjazmu, jakby eksplodowała bomba długo tłumionego niepokoju, gorączki i namiętności.

Josef zręcznie zeskoczył z piedestału i natychmiast został otoczony przez tłum. Każdy pragnął przyjrzeć mu się z bliska i dotknąć, jakby był wielkim pluszowym misiem, a nie solidną, żywą istotą z krwi i kości. Nikomu z obecnych nie przyszło nawet do głowy, że jest on kimś innym niż zebrani na sali. Wszyscy czuli, co naprawdę znaczy jedność i braterstwo ludzi i zwierząt.

Nina Aleman, w swej niezwykłej, atłasowej sukni, stała z boku i przyglądała się laborantom otaczającym Josefa. Cieszyła się razem z nimi, dopóki nie nastąpiło otrzeźwienie. Zdała sobie sprawę, że rzeczywistość na zewnątrz laboratorium nie będzie taka radosna. Była przygotowana do dalszej walki. 

4Shares

Vivat Pan Prezydent Andrzej Duda! Życzenia imieninowe.

Nikolai Nevrev ... At birthday party Public domain

Dzisiaj są imieniny Pana Prezydenta. Z tej okazji składam Panu Prezydentowi najserdeczniejsze życzenia oraz gratuluję niezwykłego zaufania, jakim obdarza Pana Prezydenta społeczeństwo (sondaż IBRiS z 19-20 listopada 2015):
• Prezydent Duda 23,3 %
• Ryszard Petru 20,0 %
• Beata Szydło 18,3 %
• Paweł Kukiz 17.0 %
• Ewa Kopacz 16,8 %
• Tomasz Siemoniak 17,9 %
• Grzegorz Schetyna 12,8 %

Poza tym gratuluję Panu Prezydentowi z tytułu:

• Ułaskawienia niewinnego, „czystego jak kryształ”, Mariusza Kamińskiego;

• Zamknięcia przez Rząd stron internetowych z raportami państwowej Komisji Millera www.FaktySmolensk.gov.pl oraz www.KomisjaSmolensk.gov.pl,

• Przyparcia do muru niegodziwego Trybunału Konstytucyjnego;

• Udzielenia obiecanej pomocy Frankowiczom, którzy w dowód wdzięczności zorganizowali manifestację przed Pałacem Prezydenckim;

• Słodyczy słów skierowanych na ręce Ojca Rydzyka oraz Wykładowców Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (cytuję: „Magnificencjo, Ojcze Rektorze Założycielu, Magnificencjo Ojcze Rektorze, Eminencjo, Najprzewielebniejszy Księże Kardynale, Ekscelencje Księża Biskupi, Czcigodni Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego, Szanowni Wykładowcy, Drodzy Studenci, Panie i Panowie”,

oraz wielu, wielu innych wspaniałych osiągnięć.

P.S. 23,3 % poparcia udanego Pana Prezydenta Dudy to chyba znacznie więcej niż 65 % nieudanego Prezydenta Komorowskiego?

0Shares

Urodziny i ryczący koala

Uczestnictwo w urodzinach bywa ucztą dla ciała i ducha. Przedostatnie zaproszenie na urodziny było dla mnie prawdziwym przeżyciem. Na uroczystość złożyły się: solenizantka z mężem, mieszane towarzystwo gości, znakomita kolacja, wino Shiraz 2009 z czterema złotymi medalami, trzy tematy rozmów i kilka skarg, w tym jedna słuszna.

Przybyłem z poważnym opóźnieniem, czego żałuję. Towarzystwo siedziało przy stole na murawie za domem i delektowało się przekąskami, napojami i rozmową o polskich skrótach językowych. Jedna z pań wyraziła zdecydowaną dezaprobatę z powodu skrótu „sorki”. Wspomniano też „nara”, „do zoba”, „dzięks” i inne skróty, których używa się dla zbliżenia nas do Amerykanów i Anglików mających najwybitniejsze osiągnięcia na tym polu. Może to i lepiej: jeśli masz coś powiedzieć w ciągu trzech minut, powiedz to w ciągu minuty. Przeczuwam, że mówienie skrótami to przyszłość komunikacji międzyludzkiej. Czysta oszczędność czasu i gęby, szczególnie ważna dla tych, którzy mają krzywy zgryz lub wypowiedzieli walkę dentystom.

Pani domu, która była solenizantką, była przeważnie nieobecna wśród gości z uwagi na obowiązki związane z ich przyjmowaniem. Pan domu był obecny i zabawiał gości. Ten podział obowiązków wydawał mi się naturalny, aczkolwiek chyba niesprawiedliwy. Solenizantka wyraziła żal na późniejszym etapie spotkania formułując go mniej więcej tak: Co to za urodziny, jeśli solenizantka nie ma czasu porozmawiać z zaproszonymi gośćmi? Poparłem skargę i przestawiłem sugestię: goście przychodzący na urodziny powinni być już po posiłku, czyli najedzeni. Mówię to poważnie, gdyż sam odczuwam brak czasu na rozmowę z gości w trakcie obchodów moich imieninourodzin.

W momencie żywej konwersacji przy stole dwie panie oderwały się nagle od towarzystwa w poszukiwaniu świerszcza, który głośno hałasował. Był on nie do zniesienia szczególnie dla jednej z nich. Wysiłki zmuszenia owada do milczenia spełzły na niczym mimo tupania i poruszania gałęziami drzewa, pod którym się ukrył. Dla dokończenia walki z potwornym owadem zaangażowano pana domu, który polewał domniemane miejsce zamieszkania intruza strumieniami wody z węża ogrodowego. Chyba nie zaszkodziło to zwierzęciu, ponieważ kontynuowało swą pasję artystyczną.

Rozmowa zeszła na głośno zachowujące się owady, ptaki i ssaki. Padały skargi i oskarżenia. Okazuje się, że australijskie świerszcze, wrony, magpies a nawet niedźwiadek koala potrafią szaleńczo hałasować. Weźmy pod uwagę koalę. Szukając partnerki ma zwyczaj siedzieć nocą na ulubionym eukaliptusie i „ryczeć głośno jak lew”. Wiedziałem wcześniej, że koala potrafi naćpać się liści eukaliptusa, które zawierają olejki eteryczne i poruszać się jak pijany. Teraz wiem, że potrafi ryczeć. Jest przez to bliski gatunkowi ludzkiemu: osobnik mocno pijany też ryczy (nawet bez powodu). W moim odczuciu, koala jest bliższy człowiekowi bardziej niż małpa, którą oddziela od nas tylko 3-procentowa różnica w genach. Nie wiem, co na to powiedzą osoby wierzące w stworzenie człowieka bezpośrednio przez Pana Boga. Nie martwię się jednak, ponieważ według najnowszych teorii Bóg stworzył małpę i zaniechał dalszych eksperymentów. Tak bardzo nie podobało mu się to, co stworzył. Co z tego wynikło opisał kilka milionów lat później niejaki Darwin. Czytajcie Darwina zamiast oglądać dziennik telewizyjny.

Dla udowodnienia moich racji załączam linki do dwóch nagrań YouTube.

http://www.youtube.com/watch?v=F8eyOA5ub8E&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=gs08r8vBlHI&feature=related

 

0Shares