Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 189: Nowe inicjatywy i formy walki z antyprokreacjonistami

Rząd potrzebował rozpoznać przeciwników prokreacji, zrozumieć ich motywację i siłę. Nalegał na to Babochłop. Mówił jak wojskowy na polu walki, krótko i dosadnie.

– Musimy rozpoznać przeciwnika. To najprostsza taktyka wojskowa. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy poruszać się po omacku. Tylko kret nie zgubi się w takiej sytuacji. Policja może to zrobić, ale zajmie to za dużo czasu, którego nie mamy. Rząd i kościół muszą wykonać to zadanie.

Jedynie badania poglądów i postaw antyprokreacjonistów mogły dostarczyć potrzebnej wiedzy. Jako narzędzie wybrano ankietę. Nie była obszerna, lecz dostatecznie wyczerpująca. Rozprowadzały ją państwowe ośrodki opieki zdrowotnej oraz prywatne kliniki i gabinety lekarskie. Wypełniającym ankietę oferowano wynagrodzenie w postaci bezpłatnego pakietu usług medycznych. Ludzie chętni ją wypełniali, tym bardziej, że rozumieli potrzebę pełnej oceny skutków Apokalipsy. Wynikiem ankiety był obraz postaw społecznych, kto i w jakim stopniu jest przeciwnikiem prokreacji.

*****

Rząd i kościół dysponowali w końcu wiedzą o liczebności, wieku, wykształceniu i innych danych obywateli przeciwnych prokreacji. Ankiety potwierdziły istnienie trzech dużych grup. Byli to prawdziwi sprawcy kryzysu, uznano ich za wrogów społeczeństwa.

Dyskusja nad wynikami ankiety wywołała burzę. Gubernator nazwał zwolenniczki dobrowolnej bezdzietności wściekłymi babami. Ministrowie podchwycili to określenie; szybko przyjęło się w urzędniczym żargonie. Było konkretne i dosadne. Doprowadziło jednak do konfrontacji z naukowcami, którzy określenie „wściekłe baby” uznali za nienaukowe, wulgarne, choć nie odmawiali mu pewnej trafności. Podobnie było w zbliżonej sprawie. Ludzi o odmiennej orientacji seksualnej gubernator nazywał dewiantami. Po sprzeciwie naukowców i liberalnych organizacji społecznych zaakceptował nazwę odmieńcy. Uznano, że jest to określenie mniej rażące. W jednym wypadku gubernator nie ustąpił nawet pod naciskiem swojego gabinetu. Chodziło o zwolenników cyberseksu, których uparcie nazywał „cyberseksiarzami”.

– Jednowyrazowe nazwy mają swoje zalety. Nawet jeśli nie są naukowe, łatwiej jest je używać. I tak wszyscy wiemy doskonale, o co chodzi.

Przeciwnicy brutalizacji języka nie mogli odmówić mu racji. Ustalono jednak, że w oficjalnych dokumentach będzie w użyciu określenie „zwolennicy cyberseksu”.

*****

W działaniach naprawczych rząd sięgnął głęboko do religii, historii i tradycji, traktując je jako źródła wiedzy i inspiracji. Można było tam znaleźć wszystko: kroniki sukcesów i klęsk demograficznych, przykłady, rozwiązania i wzory. Do współpracy zaangażowano wybitnych historyków, antropologów i biblistów. Wobec braku współczesnych wzorców, jak rozwiązywać problemy spadku przyrostu demograficznego, nie mogło być inaczej.

Czarna Eminencja, przeniknięty do głębi duchem Biblii, a wkrótce także gubernator, czerpali natchnienie śledząc wielkich bohaterów przeszłości, ich obyczaje, pomysły i symbolikę. Rozumieli, że każda cywilizacja opiera się na wcześniej wypróbowanych wzorach. Najchętniej sięgali do średniowiecza, kiedy ludzie wierzyli w Boga głęboko i autentycznie.

*****

Walka z odmieńcami okazała się dla rządu prawdziwym przekleństwem i mordęgą. Nikt nie miał pomysłu, jak ją skutecznie poprowadzić, co zrobić, aby nawrócić ich na prokreację lub co najmniej zneutralizować ich fatalny wpływ na męską część społeczeństwa. Czarna Eminencja też się nad tym intensywnie zastanawiał, co najmniej dwa razy naradzał się nawet z aktywem kościelnym. Czuł się podobnie jak gubernator. Wkrótce po nocach śnili im się dewianci, degeneraci i psychopaci, nadzy i wyuzdani, patrzyli mu w oczy, potrząsając członkami, a nawet zachęcając go do orgii. Były to okropne przeżycia; nie przyznawali się do nich przed nikim.

*****

Nocą z soboty na niedzielę gubernator przeżył koszmarny sen. Jego samochód zatrzymał się na leśnym parkingu. Gubernator wszedł do lasu, aby oddać mocz. Przeszedł kilkanaście metrów, kiedy otoczyli go nadzy mężczyźni. Było ich co najmniej kilkunastu, większość białej, niektórzy czarnej i jeden żółtej rasy. Byli prawdopodobnie pijani lub pod wpływem narkotyków, bo mieli przekrwione oczy i mówili niewyraźnie, niektórzy bełkotali niezrozumiale. Domyślił się, że to zboczeńcy, odprawiający w głuszy swój sabat. Widział ich nagość, czuł pot ich ciał rozgrzanych od pożądania i gorące oddechy na twarzy. Każdy z nich miał na szyi tabliczkę identyfikacyjną, określającą rodzaj zboczenia w języku nomadyjskim i po łacinie. To najbardziej przeraziło gubernatora; ta niesamowita rozmaitość zboczeń, jedno bardziej przerażające od drugiego. Stali i patrzyli na niego. Kiedy ich członki zaczęły się powiększać, gubernator przeraził się i zwymiotował. To go uratowało. Odstąpili od niego krzycząc, że wrócą, jeśli będzie ich nadal prześladować. Ich herszt, do którego zwracali się Herr Bober, wyrzucił z siebie na odchodnym:

– Następnym razem, jeśli nie dasz nam spokoju, ty alfonsie, urządzimy ci taką rzeź cielesną, że do końca życia będziesz nosić żelazny pas cnoty, do którego klucz sam wyrzucisz do rzeki, aby nie przyszło ci do głowy zdjąć tej ochrony siebie choćby na chwilę.

Od tej pory gubernatora prześladowała myśl, że koszmar się powtórzy. Było to przeżycie tak przerażające, że zdecydował się poprosić Czarną Eminencję o pomoc egzorcysty. Czekał tylko na stosowną okazję, kiedy będą sam na sam.

Po nieprzespanej nocy Gubernator drżał na całym ciele aż do przyjazdu do pracy. Na posiedzeniu rządu podkreślił, że walka z odszczepieńcami to priorytet narodowy. Było w nim tak wielkie napięcie i wzburzenie, że ministrowie zastanawiali się, czy przypadkiem nie ogarnęło go jakieś szaleństwo. On sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Zaczął podejrzewać, że w grę wchodzi używane często przez niego słowo „priorytet”, brzmiące obco i twardo jak nazwa nieznanego kwiatu, pięknego, ale trującego i niebezpiecznego. 

*****

Zastój w walce z przeciwnikami nie mógł trwać długo. Trzeba było coś zrobić. Na pierwszy ogień poszli homoseksualiści. Była to najliczniejsza grupa, których przekonania i uczucia były jałowe prokreacyjnie. Blawatsky ich nie znosił i nie wahał się nazywać ich sabotażystami społeczeństwa. Zdecydował się publicznie ich potępić i napiętnować, wywołać pogardę dla ich postępowania i w ten sposób zmusić przynajmniej część z nich do zmiany orientacji. Przygotowując się do wystąpienia zapoznał się z tradycją walki z homoseksualizmem. Na jego polecenie ministrowie i doradcy przestudiowali literaturę fachową i odbyli konsultacje.

Przemówienie gubernatora było płomienne i oskarżycielskie. Mówca starannie dobierał słowa. Chwilami brzmiały one tajemniczo, zawierały aluzje, podteksty i niedopowiedzenia. Były jednak na tyle czytelne, że zebrani na Placu Centralnym mieszkańcy Afary domyślili się, że daje im i policji wolną rękę do stosowania nawet przemocy. Kiedy skończył, mruknął coś pod nosem. Minister spraw wewnętrznych zrozumiał to jako „Możecie ich nawet torturować i zabijać”. Nie zaskoczyło go to w ogóle; od pewnego czasu rosło w nim przekonanie, że w obronie kraju przed zagładą rząd ani patriotyczna część społeczeństwa nie muszą w niczym się ograniczać.

Superksiężyc i Superchłop w zimowych butach

Całkiem ostatnio pojawiły się dwa nieziemskie zjawiska: superksiężyc oraz chłop w zimowych butach po pachy, postać publiczna, omalże mityczna, podobno niezwykle silna, zwany też Superchłopem.

Superksiężyc wedle opisu jest niezwykle krwawy, a zarazem niebieski, i wystąpi gościnnie tylko jeden raz, po czym usunie się w cień. Link do niego, włącznie z krwawym zdjęciem, prowadzi przez NASA.

Co do Superchłopa, to najpierw pojawiła się informacja, że strzelił sobie w stopę, potem że strzelił kilka razy, przy okazji manifestujących bab w czerni, potem wielkiej awantury z jakąś unią, która nas nie lubi, w końcu ustawy o totalnej niewinności i zasłudze.

Okazało się to nieprawdą, gdyż rzeczony Superchłop w istocie rzeczy przyjął ustawę tak niezwykle udaną, że zewsząd rozległy się okrzyki zachwytu, powszechny aplauz, pochwały a nawet wielkie jak stodoła całusy. Chwalił Superchłopa przede wszystkim Izrael, jednostka poniekąd mała, ale bardzo historyczna i boleśnie doświadczona, korzeniami sięgająca innych kontynentów, oraz jej liczne społeczności zwane diasporą.

Ze strony Superchłopa sytuację rozjaśnił młodzieniec, niezwykle udany, lat około czterdziestu, sądząc po mądrości to może i czterystu, czarną brodą przypominający Murzyna, zwanego teraz Afrykaninem, pseudonim partyzancki jaki taki czyli nienajgorszy. Siedząc w telewizji przy stole z ciasteczkami i opozycyjnym drobiazgiem, twierdził, że to on osobiście przygotował to niezwykle zręczne sformułowanie, głównie dzięki udanym i znaczącym ustom.

Sformułowanie jest mniej więcej o tym, że „my, zjednoczeni tradycją i patriotyzmem, chłopi tych ziem, sól z tej soli i gleba z tej gleby, będziemy bronić się prokuratorem, sędzią, więzieniem i karą pieniężną przed posądzeniem, że nie wszyscy byliśmy uczciwi i niewinni w czasach tragicznych wydarzeń wojennych, tak starych jak najstarsi ludzie”. 

Jego wypowiedź, uchwalona przez najwyższe gremium Superchłopów, wywołała powszechny zachwyt w szeregach pozostałych Superchłopów, których jest u nas niemało, i to niekoniecznie na wsi, ale także i w dużych miastach.

Ambasador Izraela w pierwszej kolejności nie mogła się nachwalić tej uchwały, mówiła niezwykle pochlebne rzeczy w rodzaju „jesteście wyjątkowo cacy, nic lepszego nie mogliście wymyśleć, jestem zachwycona, w ogóle to poprawiliście nasze stosunki wzajemne co najmniej o 180 stopni”.

Równocześnie wyraziła opinię, że teraz „ze szczególną radością będę myśleć o posadzeniu w moim ogródku drzewka wielkiej zasługi i pamięci, o które dopominał się, a może tylko przymawiał, dowódca straży przybocznej waszego ukochanego, jakże przez was czczonego wodza”. Więcej pochwał nie przeszło jej przez gardło, chyba dlatego, że była przeziębiona, bo mówiła dosyć niewyraźnie, choć z drugiej strony powiedziała to, co chciała.

Nie wiem, czy wszystko dobrze zanotowałem, bo i mnie czasem się myli, co jest czarne, a co białe, tylko dlatego, że jedno jest czarne, bo jest czarne, a drugie jest białe, bo jest białe, a inne to całkiem odwrotnie, jak to w polityce chadzającej w wielkich butach po bezdrożach wprost nieludzkiej wyobraźni.