Dziwna noc mieszańca etnicznego. Groteska.

Trwała zimowa noc. Iwan Iwanowicz zasnął po raz pierwszy. Śniła mu się bezsenność, jak go męczy a nawet torturuje. Postanowił uczynić z niej siłę twórczą, okiełznać jak dzikiego mustanga, zmusić do pracy w kieracie jego poleceń, aby posłusznie zmieniała nieudolne i abstrakcyjne myśli w użyteczne życiowo konkrety.

Tej nocy Iwan Iwanowicz stworzył kilka krótkich Teorii Życia Dobowego, nadając im nazwy stosowne do treści.

Teoria czynnościowa doby: Sen, budzenie się, życie na jawie, usypianie, sen. Teoria dobowa miejsca: Człowiek w łóżku – czas bez butów, człowiek na jawie – czas w butach, przerywany krótkimi fragmentami chodzenia boso po domu, w łazience oraz po zimnym balkonie. Teoria fizjologiczna doby: sen, budzenie się, wchłanianie dowolnej ilości pokarmów, metaboliczna przemiana pokarmów w energię i nawóz naturalny a czarnej kawy w dobre samopoczucie, wchłanianie napojów głównie z plastikowych pojemników, w końcu wykonywanie czynności użytecznych dla siebie, domu i świata.

Po namyśle Iwan Iwanowicz uznał wymyślone teorie za jedną wielką bzdurę, złożył ją w czworokąt, potem w trójkąt i jeszcze raz w trójkąt. Składanie przypomniało mu Talesa z Miletu, twórcę geometrii nazwanej później euklidesową, wynalazcę takich pojęć jak punkt, prosta, płaszczyzna, twierdzenie i teoria. Kiedy zdał sobie sprawę, że miało to miejsce w VI wieku przed naszą erą, żachnął się, po czym wyrzucił Milesa do kosza zużytych myśli i wspomnień. Czyniąc to myślał:

– Po jaką cholerę mi wiedza w czasach masowego ogłupiania człowieka i cichego mordowania przyrody.

Po odrzuceniu zbędnego balastu Iwan Iwanowicz ułożył się wygodniej i po raz drugi zasnął. Wkrótce naszła go obfitość rekwizytów i wydarzeń teatralnych. Najpierw przyśniły mu się figury geometryczne, figi i stringi w ciapki, fajfus średnich rozmiarów oraz tajemnicze akcesoria damskie ukryte w półcieniu rudego uwłosienia. Iwan Iwanowicz uznał te elementy za przejaw mocy teorii Freuda i jego nobliwych kontynuatorów.

Potem ukazała mu się zmora nocna, chwilę go hipnotyzowała oczami zapożyczonymi od bazyliszka, po czym zaczęła go dusić. Iwan Iwanowicz postawił dać jej odpór stosując na początek krzyk bojowy Krysi P. „Podejdź, chamie, to dam ci w mordę”. Zmagali się jedną rundę, w czasie której Iwan Iwanowicz zyskał przewagę. W drugiej rundzie był już górą, założył zmorze chwyt Nelsona i ją udusił. Słysząc, jak charczała, cieszył się jak dziecko. Co zrobił z truchłem nie pamiętał.

W nagrodę ukazał mu się prezydent Uti w kostiumie Człowieka Skały, i pokazał mu jak trzema uściskami zdławić na zawsze białego niedźwiedzia polarnego, jak nurkować na głębokość dwustu sześćdziesięciu metrów z pingwinami oraz jak skutecznie rządzić krajem rozbudzając w społeczeństwie miłość do II Wojny Światowej oraz siły militarnej opartej na zimnej bombie i popisach tężyzny fizycznej.

– Siłą, brachu, pokonasz głód, brak butów i spadek ciśnienia gazu w rurze – krzyknął pod koniec pokazów prezydent Uti, po czym wstąpił na czerwony dywan w Dziennym Pałacu Władzy i znikł za Wielkimi Drzwiami. Były one tak intensywnie złocone, że można by z nich zrobić sześć tysięcy obrączek dla kobiet z palcami grubości parówki lub osiem tysięcy obrączek dla kobiet z palcami drobnej pianistki.

Iwanowi Iwanowiczowi podobały się wschodnie metody rządzenia. Dodał do nich jeszcze metodę Krzywego Napoleona określającą nowe zasady sprawiedliwego rozdziału przywilejów i uprawnień. Polegała ona na przywiązywaniu sędziów do zwycięskiego rydwanu, nakładaniu im uździenicy z napisem „My, tu, tego, panie, sprawiedliwość” i wykręcaniu głów w stronę, skąd padało światło mądrości oświeconej władzy.

Iwan Iwanowicz postanowił wykorzystać metody obydwu władców już przy najbliższej okazji w celu lepszego zarządzania niesfornymi snami.

– Nie będą kosmate sukinsyny mną rządzić! – krzyknął z przekonaniem, po czym zmiękł zdając sobie sprawę z niestosowności krzyków po nocy.

Z postanowieniem rychłego i pełnego wykorzystania cudownych metod zasnął po raz trzeci, nie zauważając nawet, że usta ma suche jak wiór i należałoby je zwilżyć. Obudził się dopiero o godzinie szóstej rano, kiedy wierny sygnalista w głowie odtrąbił pobudkę na poranną kawę, dla pewności pukając także kilka razy od strony wewnętrznej w kość skroniową.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 24: Krótka historia Leo Kovina

Uczestnictwo w zebraniu przy krawężniku dawało mieszkańcom osiedla Aura szansę wyróżnienia się. Z okazji tej korzystali najchętniej Iwan Iwanowicz, Sefardi Baroka oraz Leo Kovin, przez niektórych mieszkańców osiedla uznawany za zboczeńca politycznego. Był to osobnik młodszy niż pozostali pretendenci do sławy osiedlowej, porywczy, o lekko skośnych oczach i wystających kościach policzkowych. Najbardziej wyróżniały go teorie, jakie głosił. Przyciągały one w szczególności ludzi młodych, dających się uwieść niespójnymi ideami ukrytymi w wielkich słowach. Jego najciekawszymi pomysłami było państwo uproszczone, całkowite zniesienie podatków oraz wysadzanie w powietrze bezużytecznych instytucji.

Najbardziej uwielbiali Kovina anarchiści umysłowi. Ich adoracja wyrastała z przekonania, że teoria niekoniecznie musi mieć choćby minimalną możliwość praktycznego zastosowania. Cieszył się on ich mirem tak długo, dopóki jego kolejna żona lub dorastające dziecko nie wybiło im z głowy uwielbienia wykazując bezpłodność intelektualną mistrza. Najtrwalszą z teorii Kovina był polityczny podział mieszkańców kraju na kategorie ludzi, zwierząt, gadów i płazów. W sprawie owadów, poruszających się po otwartej przestrzeni oraz drobnych zwierząt hodowanych w mieszkaniach, które pominął w swojej teorii, na co zwrócono mu uwagę, wypowiedział się niezwykle prosto:

– Kto by zwracał uwagę na takie gówno! Koncentrujmy się na sprawach naprawdę ważnych dla obywateli.

Inną zasługą Kovina dla społeczeństwa było uszczęśliwienie czterech kobiet w trzech małżeństwach i jednym konkubinacie oraz spłodzenie pięciu dorodnych synów, najwyraźniej przypominających ojca obecnością przyrodzenia. Wzmianka o tym szczególe podobieństwa wprowadzała go w mroczny nastrój, ponieważ wiązała się z poglądem głoszonym za jego plecami, że to nie on ojcował całemu potomstwu. Był to zarzut nikczemny, gdyż partnerki Kovina wypowiadały się o jego jurności życzliwie, o ile w ogóle coś mówiły. Najczęściej, już po rozpadzie związku, machały tylko ręką lub odpowiadały skrótowo „Szkoda strzępić języka”. Wcześniej nie korzystały z przywileju wypowiedzi, ponieważ Kovin dla wprawy lub z czystej życzliwości ręcznie wypominał im błędne poglądy. Było powszechnie wiadomo, że w obejściu i w łóżku był panem i władcą. Mimo dwuznacznej reputacji kobiety lgnęły do niego jak niedźwiedź do miodu.

 

0Shares