Głowy w autobusie do Jaipuru. Opowiadanie. Odc. 15: Katmandu. Abstrakcja i historia.

Następnego dnia temperatura i ciśnienie zmieniły się, niebo rozjaśniło swój błękit, inaczej pachniało powietrze, wydawało się, że czas uległ przyśpieszeniu i sprawy toczą się szybciej. Uświadomił im to Młody, kiedy zapytał:

– Czy nie sądzicie, że dzisiaj nawet Kantyna jest bardziej przytomny i porusza się szybciej?

Wszystkim udzieliła się atmosfera przyśpieszenia. Rozmowy stały się luźniejsze i jakby ekstrawaganckie. Nagle wzięli sobie do serca lokalną rzeczywistość. Była drastycznie inna niż w Nomadii. Wiedzieli to już wcześniej ale dopiero teraz ją odczuli, jakby tu żyli od lat i doświadczali jej w każdym momencie. To był zupełnie inny świat. Wyłaniał się z chaosu i nie mógł sobie z tym poradzić. Było coś, co pędziło go naprzód, coś, co go cofało do przeszłości, i coś, co trzymało go w miejscu. Nic nie podlegało porządkowi. Chodniki na ulicach stawały dęba, śmieci nie chciały się sprzątać, autobusy nie przyjeżdżały po dzieci, aby zabrać je do szkoły.

Kwitła bieda, ale jej kwiaty nie wydawały słodkich zapachów, tylko stęchły zaduch. Ludzie dniem i nocą koczowali na otwartym powietrzu. Na ulicach sprzedawano, gotowano, rozmawiano, wykonywano prace użytkowe, załatwiano sprawy. Urzędy działały opieszale i byle jak. Mieszkańcy przemieszczali się nieprzerwanie, setkami i tysiącami z miejsca na miejsce niby uparte mrówki. Miasto stanowiło jedno wielkie pole bitwy, gdzie ludzie toczyli bezwzględną walkę z losem o przeżycie do następnego dnia.

Podsumował to Dobroczyńca. Nikogo to nie zdziwiło, ponieważ zawsze był rzecznikiem lokalnych społeczności, zwłaszcza dzieci. W czasie przerwy w zwiedzaniu miasta zebrało mu się na przemówienie.

– W Indiach i w Nepalu wszystko jest święte. Krowy, małpy, szczury, Ganges, bogowie i boginie, ich wcielenia, świątynie. Najbiedniejsi to też święte krowy. Nikt ich nie atakuje, ale też nikt im nie pomaga. Nie sprzedałeś kilku naszyjników, nie użebrałeś, nie przewiozłeś pasażera rykszą, to nie masz co włożyć do ust. To jest ich prawda.

To samo jest z edukacją, opieką lekarską, mieszkaniem i transportem. Nikt się nie przejmuje, że ktoś zachorował i umiera, z wyjątkiem osób najbliższych. A i to nie jest pewne. To okropne!

Po przerwie na odpoczynek i posiłek znowu przyśpieszyli. Przewo mówił krótszymi zdaniami. Ciął je na kawałki, częściej używał równoważników zdań.

– To bardzo stare miasto. Zostało założone w siedemset dwudziestym trzecim roku przez króla Gunakamadevę. O tym królu powiem później, jeśli zostanie mi trochę czasu. Stare miasto jest znane ze świątyń, Obok siebie koegzystują świątynie hinduistyczne, buddyjskie i chrześcijańskie, chociaż chrześcijan jest tu jak na lekarstwo. To tylko kilka kościołów protestanckich i sal Królestwa Świadków Jehowy.

– To my jesteśmy w Katmandu większą grupą chrześcijan? – Inżynier uniwersalny usiłował wtrącić swoje dwa grosze. – Ale co to za chrześcijanie! – popatrzył wymownie na Kantynę usiłującego na uboczu dolać sobie kawy z termosu, o którym wszyscy wiedzieli, że mieści tylko alkohol.

Adresat inżynierskich uwag nie tylko nie poczuł się urażony, ale wyprostował się jakby przywrócono mu godność. W swojej pomrocznej rzeczywistości or również uczestniczył w grze wymiany myśli i opisów lokalnej rzeczywistości. Rozmawiali na luzie, tak jakby sprawy życia i śmierci, losu jednostki, boskich wyroków, brudu i czystości, choroby i zdrowia były równie ważne jak ołówek, stara kanapka z szynką, gumka do majtek czy ulotne spojrzenie przechodnia na ulicznego sprzedawcę.

Powaga wróciła do nich, kiedy zwiedzali niezwykłe zabytki starej części Katmandu: Durbar Square z pałacem królewskim Hanuman Doka,

Patarn Durbar Square (zdj), Bhaktapur oraz stupę Swayambhunath.

Stupa znana była także jako Świątynia Małp, których wiele żyło w jej północno-zachodniej. Przewo wyjaśnił, jest stupa to budowla sakralna symbolizująca oświecony stan Buddy.

– Na terenie Sri Lanki stupy buddyjskie noszą nazwę dagoby, w Tajlandii – czedi, w Indonezji – candi, w Bhutanie, Nepalu i Tybecie – czortenu, w Mongolii – suburganu. Czy nie jest to ciekawe? – zapytał oczekując z nadzieją, że ktoś zechce się z nim zgodzić.

0Shares