Kronika narodu wybranego. Odc. 4: Premier objaśnia dumę narodową

Za granicą sprawy nie poszły tak dobrze, jak się spodziewano, choć w sumie ułożyły się znakomicie. Dumą narodową Nomadów zachwycono się powszechnie, znalazły się jednak elementy szowinistyczne, radykalne, różnego rodzaju fanatycy religijni i uciekinierzy, którym nie podobała się ona, i którzy potępili Nomadię.

W kraju rząd uznał ten sprzeciw za mało znaczący, zupełnie minimalny, polegający na nieprozumieniu, i uspokajał opinię publiczną, że nic się nie stało, mówiąc „wszystko wyjaśnimy, że nie ma żadnego pożaru niechęci wobec nas, który byłby widoczny ze wszystkich latarni morskich na świecie”.

Rzecznik rządu podkreślił, że należy pamiętać, że nie wszyscy obywatele innych państw sami byli bohaterami i dlatego nie potrafią należycie docenić dumy narodowej. Z tych samych względów nie podobają im się kary ustalone przez Nomadię dla osób i instytucji, które mówiłyby źle o niej lub o jej obywatelach, wśród których było kilku podleców, ale bardzo niewielu, i proporcja dobrych obywateli do złych była jak pięćset do jednego. Czy powiedział dokładnie „pięćset do jednego” nie było całkiem pewne, ponieważ wypowiedział to niewyraźnie.

W kraju winą za krytykę dumy narodowej rząd obarczył opozycję parlamentarną, która „zawsze była gotowa narażać na szwank interes narodowy z najbardziej egoistycznych pobudek”, mimo że i opozycja była za przyjęciem ustawy o dumie. Tego poparcia nie wyparł się nawet wysokiej rangi polityk opozycyjny znany z uśmiechu zajączka na zaciśniętych przednich zębach.

W celu wyjaśnienia nieporozumień za granicę udał się Premier Cudny. Do wyjazdu przygotował się niezwykle starannie, przede wszystkim pobrał szczegółową instrukcję od Jego Świątobliwości. Dla podkreślenia dobrej woli i pokazania kraju z pozytywnej strony zabrał ze sobą kilka kawałów najlepszej kiełbasy, pół litra wódki „Narodowa” oraz kilka puszek konserw rybnych wyprodukowanych przez Nomadów, którzy żyjąc na terenach pustynnych potrafili czynić cuda z ryb, jakich w życiu nawet nie widzieli.

Premier spotkał się z najwyższymi czynnikami wielkiej organizacji, której ogrom przeraziłbym wszystkich, ale nie jego i jego rząd. Spotkanie z przewodniczym tej organizacji, do której należała też Nomadia, zrelacjonował potem sobie w telewizji.

– Na wierzch jak czerw wypełzły nieporozumienia. Wyjaśniliśmy to sobie z łatwością. Spotkanie przebiegło w znakomitej atmosferze. Spór został prawie całkowicie załagodzony. Przewodniczący podkreślił wspaniałą atmosferę spotkania:

– Mówi pan, panie premierze Cudny, o wiele ładniej niż pańska poprzedniczka. Bardzo ją lubiliśmy, ale ona nie była tak wymowna jak pan. Pański języki jest aksamitny, wyłożył pan wszystko tak klarownie, że w moim sercu zakwitły kwiaty, i to te najdelikatniejsze, jak jaśminy, groszki pachnące oraz chabry i bławaty, które są dobrze znane w pańskim kraju.

– Wszystko było oparte na nieprozumieniu. Wytłumaczyłem to i rozstaliśmy się w największej zgodzie. Jest tam jeszcze jakiś drobiazg, jeden lub dwa, jakaś rezolucja, że niby mamy dostosować się i przestrzegać jakichś nieznanych mi jeszcze zasad, ale jest o małe piwo – wyjaśnił premier w telewizji, oblizując usta na wspomnienie piwa chmielowego, za którym przepadał.

– Na początku źle mnie zinterpretowano, bo wprawdzie mówiłem po angielsku i to z doskonałym z akcentem, oxfordzkim przez „x”, ale zrozumiano mnie w zupełnie innym języku. Oni są po prostu niedoinformowani.

W czasie pobytu za granicą premierowi pomyliły się kierunki świata i złożył wieniec kwiatów nie pod tym pomnikiem, co trzeba, choć nie jest to całkiem pewne. Wieniec był tak wielki i pachnący, że wszyscy na to zwrócili uwagę. Pozytywną stroną było to, że wszyscy wieniec i premiera mają teraz na zdjęciach, w telewizji i na ustach. Premier zapomniał o tym wspomnieć, ponieważ jego myśli kołowały wciąż wokół dumy narodowej, z której i on był dumny.

Kronika narodu wybranego. Odc. 3: Duma narodowa

Obecni w pokoju ministrowie zerkali już dyskretnie na zegarki. Zrobiło się późno. Na dworze było zimno i ciemno, był to koniec lutego. Jakby odczytując ich myśli premier Smukły postanowił zakończyć posiedzenie gabinetu.

– W końcu zaczniemy prawnie chronić naszą największą wartość, dumę narodową. Trzeba skończyć z atakami na naszą historię, która jest przecież historią wyłącznie bohaterstwa. Możemy być tylko dumni z pomocy bliźnim w ciężkiej potrzebie w tamtym trudnym okresie. Nie godzimy się z tym, że ktoś mógłby nam wypomnieć złe czyny, których nie popełniliśmy . Będziemy ścigać prawnie takie osoby i organizacje.

Wiadomość o ochronie dumy narodowej pojawiła się w wieczornych dziennikach telewizyjnych. Społeczeństwo przyjęło entuzjastycznie decyzję rządu. Obywatele wychodzili na ulice, najpierw pojedynczo, potem większymi grupami, wyprostowali, z podniesionymi głowami, lekko cofniętymi ramionami i wzrokiem skierowanym w przyszłość. Cieszyli się z przynależności do narodu mającego największe powody ze wszystkich do dumy z siebie i swoich czynów, pragnęli ją nosić otwarcie w sercach, a w święta narodowe także na sztandarach i transparentach.

Uczucie dumy okazało się tak intensywne, że z obawy, czy nie jest niebezpieczne dla zdrowia w kilkunastu większych miastach pobrano jej próbki i oddano do analizy. Znaleziono w nich te same trzy składniki: honor, chwałę i godność. Tylko dwa laboratoria posługujące się nowszymi metodami analizy ujawniły także elementy pychy i zarozumiałości.

– Były to zupełnie przypadkowe zanieczyszczenia. Ich mikroskopijny poziom jest bez znaczenia – udzielając wyjaśnienia rzeczniczka rządu zasłaniała Jego Świątobliwość własnym ciałem przed natrętnymi reporterami. Zniecierpliwiony gestem nadmiernej opiekuńczości Eminencja odsunął ją na bok, aby wygłosić krótkie oświadczenie.

– Jestem szczęśliwy, że dotarliśmy tu, gdzie dotarliśmy. Pewne czynniki utrudniały nam dotychczas swobodny rozwój dumy. Wiedziałem o tym, ale nie mogłem nic ujawnić z uwagi na inne, jeszcze bardziej skomplikowane elementy. Teraz możemy już o tym swobodnie rozmawiać. Nasza duma narodowa to fenomen w skali światowej; żaden kraj nie może się z nami porównywać. Okazaliśmy bezmiar pomocy bliźnim w najtrudniejszym dla nich i dla nas okresie. Musimy i będziemy chronić tę wartość. Nie możemy pozwolić, aby ktokolwiek ją kwestionował, umniejszał czy w nią wątpił.

Sprawą przygotowania ustawy zajął się najsprawniejszy prawnik w rządzie, rzutki i energiczny, pasjonat przewodzenia, przemawiania i oskarżania. Ustawę przygotował tak starannie, że parlament uchwalił ją bez czytania w ciągu jednego dnia i dwóch godzin. Czas procedowania był dokładnie wymierzony, ponieważ rząd wcześniej już uznał – na wniosek Jego Świątobliwości – że bez przyśpieszenia (zwanego akceleratorem) naród nie jest w stanie osiągnąć powszechnego dobrobytu. Pośpiech był nieunikniony, gdyż poprzednia ekipa rządząca pozostawiła państwo w stanie gorszym niż obrabowany i spalony sierociniec na bagnie.

Ustawę zatwierdzoną przez niższą izbę jeszcze tej samej nocy przyjął senat; jego marszałek osobiście dostarczył dokument do prezydenta w celu ostatecznego uświęcenia. Prezydent czekał już na schodach pałacowych w świetle rozpalonych twarzy, w atmosferze zapachu imponujących bukietów czerwonych róż. Mimo, że był mańkutem, pragnął podpisać dokument oburącz, dla wyrażenia swego pełnego poparcia.

Uroczystość z zapartym tchem obserwowali obywatele czekający od wielu godzin przed pałacem oraz na placu za pałacem, gdzie ustawiono dwa wielkie i sześć małych telebimów. Szybkość stanowienia prawa w Nomadii pogłębiła w nich i tak już niezwykle silne poczucie dumy; byli przekonani, że ustawa jest bardziej potrzebna niż chleb powszedni, o jaki modlili się codziennie.  

W ostatnim momencie przed podpisaniem prezydentowi zadrżała ręka. Czujne oko najwyższego strażnika porządku wyłapało mikroskopijny błąd, który wzbudził w nim poważną wątpliwość. Chodziło o to, czy określenie „duma narodowa” powinno pisać się z dużej czy z malej litery. Wstęga pytań przewinęła się przez jego przepracowaną głowę, jedno bardziej szokujące od drugiego, kto i dlaczego pozostawił w ustawie tak groźne niedopowiedzenie. Prezydent zachował się jak zawsze, z godnością i zgodnie z sumieniem; podpisał dokument i od razu pchnął go umyślnym do Trybunału Konstrukcyjnego, najwyższego państwowego organu oceny konstrukcji prawnych, słynnego trzeciego filaru.

Historycznie, był to okres, kiedy system prawny Nomadii oparty był już na zasadzie „Trzy w jednym”.

Wszystkie książki autora do nabycia w Księgarni Merlin:  https://tinyurl.com/y7cza5nc . Recenzje są na górnym pasku menu powyżej na tej stronie.