Głowy w autobusie do Jaipuru. Opowiadanie. Odc. 8: Iwan Iwanowicz snuje wspomnienia.

Alkohol na czwartym piętrze hotelu wzbudził w Iwanie Iwanowiczu wspomnienia. Przypomniał sobie pierwsze spotkanie z uczestnikami wycieczki na stołecznym lotnisku przed odlotem do Indii. Grupa liczyła trzydzieści osób, jak nożem ciął. Iwan Iwanowicz zastanawiał się, czy ten fakt ma jakieś szczególne znaczenie, ale zarzucił rozmyślania wobec bogactwa innych bodźców. Grupę podzielił na kategorie. To był nawyk, z którym bezskutecznie walczył, coś liczyć, dzielić, komponować lub dekomponować. Był mocny w statystyce, lubił liczby. Uważał, że kwantyfikują one rozumienie świata, zapewniają jego dokładniejsze poznanie. Pytany, dlaczego to robi, przedstawiał dowody.

– Mówimy na przykład, że większość Nomadyjczyków to ludzie wierzący. Co to znaczy większość? Równie dobrze może to być pięćdziesiąt jeden jak i dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Dopiero jak ustalisz, że wierzący stanowią osiemdziesiąt trzy procent społeczeństwa, to wiesz na czym stoisz. Statystyka to liczby, fundament rozumienia świata.

Kiedy to mówił, niektórzy wycieczkowicze widzieli kolorowe pawie pióra wyrastające mu z pleców. Dwóch mężczyzn z grupy gotowych było nawet przysiąc, że to prawda. Gdyby tak się stało, reputacja Iwana Iwanowicza uległaby co najmniej zachwianiu. Miał szczęście; w jego obronie nieoczekiwanie wystąpiła Wysoka z Kokiem.

– Jeśli mężczyzna ma czymś się chwalić, nie można mieć mu za złe, że sygnalizuje to kolorowym upierzeniem. Wolę opierzonego dziwaka, jak go nazywacie, z pawimi piórami, niż intelektualnego gołodupca bez pawich piór. Spojrzała przy tym na krytyków Zegarmistrza w taki sposób, że zrezygnowali z dalszego podawania w wątpliwość jego nawyków i manier.

O Wysokiej z Kokiem mówiono, że zagłodziła na śmierć swego męża, kiedy dowiedziała się, że przegrał w karty większą część majątku, jaki w posagu wniosła do małżeństwa. Mówili to ci dwaj, którzy pawimi piórami usiłowali podać w wątpliwość statystyczne nawyki Iwana Iwanowicza. Tak czy inaczej, mąż Wysokiej z Kokiem już nie żył, nie było więc możliwości zweryfikowania, co jest, a co nie jest prawdą.

Od czasu obrony swojej reputacji przez Wysoką z Kokiem, Iwan Iwanowicz pamiętał już jej imię: Anita. Był jej to winien.

– Moja pamięć otrzymała stymulującego kopa. To jeszcze jedna lekcja, jak skojarzyć sobie imię z osobą. Nie tylko wygląd i twarz człowieka, ale i czyn, tworzą mocne połączenia neuronowe w mózgu. – Iwan Iwanowicz niby to żartobliwie wywnętrzał się wieczorem w pokoju licząc na Kindżała, że podejmie rozmowę. Nie miał szczęścia, zbieracz zdobnych sztyletów pochłonięty był oglądaniem pod lupą finezyjnego wykończenia kolejnego nabytku. Nieco zdegustowany brakiem zainteresowania przyjaciela, Iwan Iwanowicz zauważył, tym razem tylko na własną potrzebę, że nigdy nie jest wiadome, co jest fikcją a co rzeczywistością w głowach ludzi, których los połączył wspólną podróżą do Indii.

– Ludzie to bajarze i zmyślacze – zasugerował Kindżałowi i ten się zgodził.

*****

Pierwsza kategoria uczestników grupy trzynastej obejmowała osoby powyżej lat sześćdziesięciu i zawierała się w liczbie dwudziestu pięciu. Była to grupa dominująca. Iwan Iwanowicz zastanawiał się, jak to było możliwe. Czyżby tylko ludzie starsi byli ciekawi świata? W kategorii do lat sześćdziesięciu było tylko pięć osób, w tym trzy nieprzyzwoicie młode, w wieku około trzydziestki. Miał wrażenie, że społeczeństwo potraktowało je jak wyrzutków.

– Zamiast docenić i zatrudnić w gorącej końcówce roku ten rezerwuar młodości, wysyłają go w delegację na odległy kontynent, gdzie ludzie umierają młodo. Tak jakby chciano ich nastraszyć, aby szybciej wpłacali składki emerytalne, ponieważ nie zostało im wiele do przeżycia – tłumaczył Kindżałowi.

Uczestnicy wycieczki stopniowo dopasowali się nawzajem do siebie. Polubili się nawzajem, może dlatego, że nie musieli spędzać ze sobą pozostałej części życia, tylko kilkanaście dni. Atmosfera była pozytywna, oparta na wzajemnym szacunku. Jak się potem okazało, jego fundamentem była wspólna pasja zwiedzania zabytków i dokumentowania tego maksymalną ilością zdjęć. Krytykując innych, Iwan Iwanowicz nie dostrzegał belki we własnym oku.

– Mam wrażenie, że dla naszego towarzysza podróży, Rasputina, ważniejsze jest uwiecznianie się na zdjęciach na tle świątyń, świętych krów, świętej rzeki Ganges, tubylców, czy nawet ciekawszego słupa ogłoszeniowego, niż zwiedzanie zabytków i słuchanie ciekawych historii opowiadanych przez Przewo – oświadczył Kindżałowi, z którym los każdego wieczoru łączył go wspólnotą pobytu w jednym pokoju hotelowym. Tolerancja wzajemnych odrębności pozwoliła obydwu zachować spokój ducha.

*****

Zapamiętanie imion i nazwisk kilkudziesięciu uczestników było niemożliwe, choć Przewo odczytywał je każdego dnia dla sprawdzenia, czy wszyscy są obecni. Osoba, której nazwisko wyczytano, odpowiadała lakonicznym „Jestem”, ewentualnie „Obecny”, rzadziej „Przewo, dlaczego stale pytasz mnie o to samo? Przecież widzisz, że jestem!”. Iwanowi Iwanowiczowi przyszło na myśl, że w Indiach to zgodne potakiwanie „ Jestem”, „Obecny” czy rzadziej słyszane „Do usług” lub „Całuję nóżki waćpana”, stanowi formę spadku po imperialistach brytyjskich, usiłujących zrobić z podbitego narodu potakiwaczy i służalców. Myśl wydała mu się przesadna i niestosowna; porzucił ją z obawy, że skazi jego umysł jakąś nieznaną psychiczną toksyną.

Przewo z uwagą i powagą każdorazowo sprawdzał obecność, czyniąc to może z nawyku, a może z potrzeby serca. W rzeczywistości robił to z ostrożności.

– Woli dmuchać na zimne – zaopiniował ktoś zza pleców innych osób. Jak się okazało, kiedyś jeden z uczestników jego grupy zgubił mu się i odnalazł dopiero po latach, tak bardzo odmieniony, że ani rodzina ani krajanie go nie poznali. Wedle jego wyjaśnień, lata nieobecności spędził na ulicach i w aśramie, dzięki czemu z gwałtownika i pijaka stał się uduchowionym ascetą. Po krótkim pobycie w kraju ojczystym wrócił do Indii, legitymując to ciekawym wyjaśnieniem:

– Nie pasuję już do naszego społeczeństwa, rozbudzonego i pozytywnego w ogólności, lecz zatrutego pesymizmem i narzekaniem, w dodatku łatwego do kupienia tanimi obietnicami.

0Shares

Pamiętnik dojrzałego świrusa. Powieść. Odc. 4: Dzieci i statystyka

Pisząc pamiętnik przypomniałem sobie pracę w szkole. Może i ogłupiałem dzieci ucząc je matematyki, która dla wielu osób mogłaby nie istnieć, ale nauczyłem je także rozumowania zgodnie z zasadami logiki oraz pokazałem zastosowania matematyki w naukach ścisłych, technice a nawet naukach humanistycznych.

Teraz przynajmniej rozumieją, że matematyka jest użyteczna w mechanice, ekonomii i ekonometrii, lingwistyce, teorii gier, politologii, sztuce, estetyce, astronomii oraz filozofii. Najbardziej ich interesowały terminy takie jak antynomia, łamacz kodów, kryptologia. Działania na liczbach, potęgi i pierwiastki, wyrażenia algebraiczne, procenty, równania i nierówności oraz funkcje były już dla nich zbyt proste.

– One są tak proste, że można je … Co można z nimi zrobić? W jaki sposób można tę wiedzę wykorzystać? – zapytałem dzieci.

Adaś jak zwykle okazał się odważniejszy:

– Można sobie nimi tyłek podetrzeć.

Zaskoczył mnie. Byłem pewny, że nie powiedział tego, aby sprawić mi przykrość, ośmieszyć czy zdegradować pozycję matematyki. Zapytałem, dlaczego tak sądzi. Odpowiedział, że w życiu prywatnym matematyka ma znikome znaczenie, bo w dobie kalkulatorów ludzie nie umieją nawet dodawać i odejmować, przez co są analfabetami matematycznymi.

– Matematyka jest użyteczna w statystyce, bo każdy posługuje się nią, ale ludzie uważają ją za manipulację.

– A jakie jest twoje zdanie na temat statystyki? – ciągnąłem temat, chcąc pokazać innym dzieciom, że w ich wieku można mieć poglądy dojrzalsze niż niejeden dorosły.

– Statystyka jest jak najbardziej użyteczna, ale trzeba umieć się nią posługiwać. To wiedza najbardziej uczciwa na świecie, ponieważ pozwala kwantyfikować rzeczywistość.

Poprosiłem Adasia o przykład. Dzieciak jest tak bystry, że czasem nie nadążam za nim, zwłaszcza kiedy używa skrótów myślowych.

– Na przykład mówi się, że większość obywateli popiera karę śmierci. To bardzo niejasne, bo może oznaczać dowolną część społeczeństwa między pięćdziesiąt jeden procent i dziewięćdziesiąt dziewięć procent. To wszystko oznacza większość. Statystyka pokazuje natomiast dokładnie, że jest to sześćdziesiąt sześć procent. Liczba określa nieporównywalnie dokładniej rzeczywistość niż słowo „większość’. To jest oczywiście wiedza dla ludzi dociekliwych i rozumnych, nie dla głąbów.

– Dlaczego, Adasiu, używasz tak mocnych słów? – zapytałem. Lubiłem go podpytywać także dlatego, że dzieciom łatwiej było zrozumieć swojego rówieśnika, niż mnie, starego nauczyciela.

– Ludzie nie mający wiedzy o statystyce a wypowiadający sądy o niej zasługują na takie słowa. Tylko zarozumiali ignoranci wypowiadają się o czymś, o czym nie mają pojęcia.

Zgodziłem się z Adasiem dając go za przykład innym dzieciom. Pochwaliłem też za to, że użył słowa „tyłek”, bardzo cywilizowanego, a nie „dupa”. Wyjaśniłem im to.

– Nigdy nie używajcie tego słowa, bo jest wulgarne. Posługują się nim najczęściej ludzie prości jak szyna kolejowa, którym piękno języka ojczystego jest obce. Ja je wymówiłem, abyście dokładnie wiedzieli, o czym mówię i co o tym sądzę.

Teraz sobie myślę, że dzieci traktowałem jak dorosłych, co nie podobało się wielu rodzicom ani dyrektorowi szkoły. To dlatego niektórzy z nich nazywają mnie świrusem. Dobrze, że dodają do tego „zmyślny”. Traktuję to jako pochlebstwo. W ich oskarżeniach o świrowanie jest jednak sporo prawdy, bo w życiu czuję się jak szczur zagubiony w labiryncie, z którego nie sposób znaleźć wyjścia. Aby wydobyć się z pułapki przekraczam czasem trudne do zdefiniowania bariery między normalnością a nienormalnością. Tak widzę przyszłość społeczeństwa, pełną kłopotliwych dwuznaczności. Bycie świrusem daje mi poczucie luzu.

0Shares

Sejm. Pani Premier. Expose. Analiza statystyczna.

Statystyka. Tablice_państwowe-Polska_spis_powszechny_1921.pdf GUS I GUSExpose Pani Premier udało mi się poddać analizie statystycznej. Statystyka pokazuje wagi i znaczenia zdarzeń. Statystyka jest dyscypliną naukową, nie kłamie, fałszywa może być tylko interpretacja danych.Abyś czuł się bezpiecznie, sam zinterpretuj sobie dane. Możesz nawet sam wykonać sobie analizę statystyczną.

Statystyka expose Pani Premier mówi wiele: co jest bardzo ważne, mniej ważne, a co nie istnieje. Najwięcej było wyrazów na „P”. Nie wiem, czy to istotne, statystycznie jednak wyróżniające.

• Polska i polski. 55 razy: Polska jako kraj oraz polska wieś, polski obywatel, rodzina, kapitał, przedsiębiorczość. To było zrozumiałe.
• Sprawa. 29 razy: sprawy małe, codzienne, wielkie, społeczne, uchodźców, bezpieczeństwa, suma małych spraw. To normalne.
• Polityka i politycy, 23 razy: nasza polityka, polityka zagraniczna, kwestia uczciwości polityków, „polska polityka musi być inna”. To brzmiało dumnie.
• Zmiana, 23 razy: dobra zmiana, zmiany jakości, procedur, formuły, sytuacji i funkcji, a nawet „nasz rząd cofnie te zmiany”. To przypominało trochę: „La donna e mobile”, „Kobieta zmienna jest”.
• Państwo, państwowy i państwowość, 21 razy: nasze państwo, Szanowni państwo!, przedsiębiorstwa państwowe itp. To budziło szacunek.
• Wielki i wielkie, 15 razy: wielka droga, wielka miara, wielkie środki, wielki plan, wielkie wyzwania, wielka ilość nowych miejsc pracy, wielkie osiągnięcia, rezerwy, nawet wielkie klęski żywiolowe. To było imponujące.
• Sprawiedliwość i sprawiedliwy – 13 razy. To było pozytywne.
• Prezydent, 4 razy, w tym „Panie prezydencie!”, „we współpracy z panem prezydentem” oraz „świętej pamięci pana prezydenta”.
• Media, 4 razy. Były wyjaśnienia: „Inaczej jest w przypadku mediów publicznych” oraz „Obywatel ma prawo do rzetelnej i obiektywnej informacji”. Będzie inaczej. To było obiecujące.
• Pokora, tylko 2 razy, raz w kontekście: pokora, praca, umiar, roztropność i skuteczność. To było bardzo ewangelickie.

Najciekawsze jest jednak chyba to, co nie pojawiło się w expose.

• Niepełnosprawność. W exposé była jedna „roztropność” i dwie „odpowiedzialności”, ale ani razu „niepełnosprawność”. Może to i zrozumiałe. W Polsce jest tylko 5 460 000 osób niepełnosprawnych. Oraz ich opiekunowie, którym (opiekunowie dorosłej osoby niepełnosprawnej) rząd PO, całkiem niedawno, w bólach, podwyższył zasiłek opiekuńczy do 520 zł miesięcznie przy kryterium dochodowym 664 złote miesięcznie na osobę (w rodzinie opiekuna i podopiecznego łącznie). Po co więc wspominać w expose niepełnosprawnych? Pani Premier zaapelowała jednak do wrażliwości poselskiej, cytuję:„Ale drodzy państwo, szczególnie wy, którzy w tej chwili tak ożywiliście się siedząc na sali zastanówcie się, czy nie jest wstydem dla polskiego państwa, dla nas wszystkich, że dzisiaj w Polsce…”. „Czy to nie jest wasz wstyd?” Mowa była o dzieciach i biedzie. Podobno dzieci też bywają niepełnosprawne.

• Pani Premier w expose wykazała natomiast troskę o osoby starsze (1 raz, w kontekście opieki zdrowotnej, konkretnie w zdaniu, cytuję: „A więc osobami starszymi”) oraz starsze pokolenie (też 1 raz, cytuję: „Możliwości zapewnienia przez państwo godnego życia starszemu pokoleniu uwarunkowane są głównie poziomem PKB. Mechanizmy gromadzenia środków na te cele to w istocie kwestia techniczna”. To było bardzo wyczerpujące.

• Ukraina i Rosja nie ujawniły się statystycznie. Słowa nie padły. Wschód przestał istnieć, choć w świadomości społeczeństwa chyba nadal istnieje „Smoleńsk” i „wrak”, jedno do wyjaśnienia, drugie do odebrania. Nie wiem, co o tym myśleć.

Na końcu zacytuję literaturę piękną: „Ja z wami razem już nic nie odczuwam: ta chmura, którą widzę pod sobą, ta czarność i ciężkość, z której się śmieję; to wasza chmura brzemienna ciszą. Wy spoglądacie w górę, gdy(ż) chcecie podniesienia. Ja patrzę na dół, bom jest wyniesiony”. Tako rzecze Zaratustra.

W istocie rzeczy ani się nie śmieję, ani nie czuję się wyniesiony. Mam tylko w sobie wahania, niepewność, pytania. I statystykę jako aparat poznawczy.

0Shares