10 Marca: Dzień Mężczyzny

Portrait_de_Dante Alighieri by Sandro Boticelli Kiedy wypowiedziałem to głośniej, ze wszystkich kątów wyskoczyły pytania. Z pretensjami. – Jakiego mężczyzny? O czym ty mówisz? Nie przesadzasz? Zastanawianie się nad Dniem i nad Mężczyzną nie może odbywać się w próżni. Musi być kontekst.

Wszystko ma swój kontekst. Nawet pies i kot; oby Bóg dał im szczęśliwe życie!

Konteksty, które nasuwają mi się na myśl, są praktyczne i znaczące: mężczyzna a małżeństwo i rodzina, mężczyzna a seks, mężczyzna a polityka. Wybieram ostatni, bo jest najbardziej aktualny.

Historycznie rzecz biorąc mężczyzna to macho, ktoś dominujący, przywódca. Zawsze dominował. Przez wieki był żywicielem i obrońcą rodziny i ojczyzny. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaia. To słowa wypowiadane przez kobietę przy zawieraniu małżeństwa w starożytnym Rzymie. Pamiętam je z lekcji łaciny. Gdzie ty, Gajusie, tam ja, twoja Gaja.

Mężczyzna był przywódcą także politycznym.

No i dorobiliśmy się. Dzisiaj jesteśmy politycznie na topie, w Europie i nie tylko. Zadaję sobie pytanie, jak wygląda to polskie machismo. Można je przedstawić w postaci hierarchii, struktury, trójkąta władzy.

Na najwyższym poziomie, na samym szczycie, stoi Wódz. Sam się określił, a my musimy to przyjąć do wiadomości: obsesjonat o nieokreślonych ambicjach. Nie jest demonem, tylko człowiekiem zagubionym w samym sobie, połączeniem pobożnego inkwizytora z Don Kichotem z Manchy, tym od wiatraków. Ma zapewne także dobre intencje, ale jest niepraktyczny; gotów jest przeciwstawić się całemu światu (połowie własnego społeczeństwa, Unii Europejskiej i USA). Jest roztropny. Kiedy przyjdzie czas odpowiedzialności, to nie on stanie przed Trybunałem Stanu, bo nie ponosi żadnej odpowiedzialności prawnej, ponieważ nie sprawuje funkcji publicznej, nie reprezentuje państwa.

Poziom II to Wasale, bezkrytyczni głosiciele chwały Wodza, naśladowcy chodzący na pasku, pociągani sznurkiem, jedzący z ręki, wazeliniarze, całuśnicy, marionetki. To nie są tylko moje słowa. Przypominam, że cały czas mówimy o rodzaju męskim, bo jest 10 Marca.

Poziom III to pospolite ruszenie, rycerze popierający Wodza i Wasali, rzesze błądzących we mgle, z mentalnością przeszłości i pragnieniem jakiejkolwiek zmiany, umiejący czytać i pisać, lecz niezdolni do samodzielnej analizy i syntezy.

W sumie jest to Wielkie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, odwzorowanie historycznej Solidarności, tylko w odwrotnym kierunku, do tyłu i w dół. W tym kotle słynny Galimatias, bóg upadłych rozmaitości, miesza zardzewiałą chochlą wymianę historii na szlachetniejszą i lepszy patriotyzm z pogardą dla dorobku materialnego poprzedników (Polska w ruinie), autarkizm (poradzimy sobie sami, bez kapitału zagranicznego), ambicje miniimperialne (koniec z dominium, to my będziemy teraz decydować), populizm (zupa dla wszystkich), w końcu komunę (wszyscy jesteśmy równi) z pokraczną dyktaturą.

Praktycznie biorąc nie ma żadnej dyskusji o gospodarce, przedsiębiorstwie, nowoczesnych technologiach, nowoczesnym nauczaniu, sprawnym systemie podatkowym, niepełnosprawnych (5.460.000 osób), seniorach w wieku 65 lat i powyżej (5.700.000 osób, w tym 1.000.000 osób w wieku ponad 80 lat), przejrzystości i sprawności informacyjnej (z trzech adresów sklepów pasmanteryjnych z numerami telefonów i faksów, jakie znalazłem w Internecie, jeden był przy innej ulicy, drugi w ogóle nie istniał a trzeci został zlikwidowany pięć lat wcześniej), decydującej o tym, czy poświęcamy godziny i dni na szukanie adresu, dodzwonienie się, uzyskanie ważnych informacji.

Mamy za to dużo o demontażu Trybunału pilnującego porządku prawnego (Dura lex, sed lex), o eutanazji urzędniczej służby cywilnej (gdzie są konkursy na stanowiska i wymagania, a nie odręczne mianowania za wierność i zasługi), przejmowaniu przez partię stadnin końskich, którym świat nie szczędził pochwał. I tak dalej.

Po nocach śni mi się mężczyzna ze sztywną deską poglądów zamiast pleców oraz grymasem gniewu i potępienia zamiast uśmiechu i zachęty. Za nim kroczą zgodnie wierne klony. Też mężczyźni.

Dzień Mężczyzny w tym roku nie jest najlepszą propozycją.

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Prezydent Duda ulubieńcem medialnym narodu

Prezydent Duda zaimponował mi wczoraj. Wygłosił mocne przemówienie w Szczecinie z okazji 35 rocznicy Porozumień Szczecińskich. Postanowiłem o tym napisać, ponieważ występ Pana Prezydenta autentycznie mnie poruszył.

Od wczoraj cenię go jeszcze bardziej niż poprzednio. Cieszę się, że jest także moim prezydentem. Mógł mi przecież odmówić.

Język wystąpienia Prezydenta był nie tylko wyrazisty, ale i poetycki. Mało kto umie tak przemawiać. Cytuję: „Spojrzałem na bramę stoczni i uśmiechnąłem się. Była tam zardzewiała kłódka, której już teraz nie ma”. Jeśli dobrze go zrozumiałem to powiedział jeszcze, że stocznia została zjedzona przez rdzę, ale już się odbudowuje.

Z występu Prezydenta w Szczecinie podobało mi się jeszcze to, że nie zaprosił Premier Kopacz. I słusznie, widziała już tę uroczystość niejeden raz. Była za to Premier Szydło. Też słusznie, ponieważ po raz pierwszy uczestniczyła w tej uroczystości. Musi być sprawiedliwie.

Poza wspomnianymi, w uroczystości uczestniczyło więcej dobrze urodzonych osób. Obecny był przede wszystkim Drugi Duda, brat Pierwszego Dudy czyli Przewodniczący Związków Zawodowych Solidarność, które od niedawna są właścicielem Solidarności, jej historii, logo a nawet byłego prezydenta Wałęsy. Poza tym byli księża, ołtarz i cywile. Sceneria obchodów doskonale integrowała państwowość z głęboką religijnością narodu.

Telewizja pokazała pełny przekrój wizualny Prezydenta, jego postawy: stojącą, siedzącą i na klęczkach. W ostatniej pozie ujęto go w dwóch wersjach: jak przyjmuje opłatek i jak modli się z pochyloną głową. Wspaniale jest widzieć rozmodlonego polityka wysokiego szczebla; dotychczasowi byli bezbożnikami albo okazali się zbyt wstydliwi, aby swoim zachowaniem zaświadczyć, że są także osobami wierzącymi.

Na pasku programu „Szkło kontaktowe” ktoś napisał „Andrzej I, Pobożny i Sprawiedliwy”. Podobało mi się to. Prawda zawsze się podoba.

Będę obserwować działania Pana Prezydenta. Cieszę się jego wystąpieniami w kraju i za granicą, gratuluję tego sobie. Potrafię być szczery aż do bólu. Może dlatego, że ból kojarzy mi się z rzeczywistością.