Niezwykły sen Iwana Iwanowicza

Iwan Iwanowicz Iwanczyn miał tak niesamowity sen, że żadną miarą nie mógł się powstrzymać od podzielenia się nim z mieszkańcami osiedla.

– Rzecz się działa na folwarku zwierzęcym im. George’a Orwella. Śniło mi stado baranów, niezwykle mądrych i poważnych. Na jego czele stał przywódca, osobnik z podwójnie zakręconymi rogami. Jego marzeniem było doprowadzenie baranów i wszystkich innych zwierząt do stanu nieskończonej szczęśliwości. Cieszył się on tak ogromnym mirem, że kiedy mówił, wszystkie barany opuszczały łby i wsłuchiwały się nie tylko w jego słowa, ale także w to, co wokół niego w trawie piszczy. Ich miłość do przywódcy była tak wielka, że zapominali o jedzeniu, piciu a nawet o zwierzęcej godności granej przez dzwoneczki zawieszone na szyi.

Nocą, kiedy wszyscy spali, stado wydało dekret tak niezwykle udany i rozumny, że od samego rana ze wszystkich stron świata zaczęły napływać gratulacje. Był to dekret zaporowy, uniemożliwiający wyrządzenie jakiejkolwiek krzywdy – poprzez obmowę, pomówienie lub insynuację – zwierzętom żyjącym na całym folwarku.

– Będziemy ścigać oszczerców z całą bezwzględnością po całym świecie jak długi i szeroki – oświadczył rzecznik stada.

– W życiu baranów – promienne światło rozbłysło w oczach Iwana Iwanowicza, kiedy to wyjaśniał – nie jest ważna zielona trwa, świeża woda, wygodna podściółka w oborze, to owszem też, ale jakby na trzecim planie, ale właśnie sprawy ulotne, pełne delikatności i zadumy, których nikt inny nie dostrzega, jedynie oni poprzez swoją nadzwyczajną intuicję i wyczucie.

Iwan Iwanowicz chciał jeszcze opowiadać więcej o śnie, ale mu przerwano, uznając, że dekret wydany przez stado, jakie mu się śniło, jest jak najbardziej słuszny, taki, o jakim marzyły wszystkie barany, ich rodzice, dziadowie i pradziadowie, a nawet przodkowie, którzy w zamierzchłych wiekach schodzili z rajskich drzew, aby wspólnie śpiewać alleluja z tęsknoty za dobrym uczuciem i rozumem.

Twórczość literacka Michaela Tequili w księgarniach: powieść, poezja, opowiadania, najtaniej w księgarni internetowej "Znak" https://goo.gl/uC5orq.  

Komiks pisarski. Niedobry dzień komandora. Odcinek 18.

To był potrójnie zły dzień dla komandora Jaroszki, dowódcy okrętu „Całą Naprzód”.

Najpierw oskarżono jego I-szego Oficera, Zbrojmistrza Sępa, że tworzy oddziały skautów (w tajnym kodzie zwane Defensa Popular), które w maskach gazowych, w hełmach z czarną lunetką i z nowoczesnymi dwururkami na plecach biegają po lasach i straszą grzybiarzy i spacerowiczów, potem najwyższy urzędnik, niejaki Nijaki, przemawiał na zjeździe apologetów niewinności, gdzie oklaskiwano pod niebo przewodniczącego Krzywej Przybudówki, chłopa wielkiego jak góra i jak zawsze nieogolonego, w końcu Zastępca Komandora ds. Kulturalnych pochylił głowę, coś omyłkowo przeczytał i przeprosił trzy białogłowy.

– Nikt niepotrzebnie nie straszy ludzi po lasach, nie bije braw przewodniczącym krzywych konstrukcji ani nie strzępi języka na przeprosiny. – Skomentował sucho około północy komandor Jaroszka wyrażając z niewyspania domniemanie (była głęboka, czarna noc i na dworze hulał wiatr, co potęgowało grozę sytuacji), że pasażerowie jego okrętu mogą wspomniane trzy potknięcia uznać za słabość osobistą załogi, a pośrednio i jego samego.

– Ależ Panie Komandorze, apologeci niewinności nie są pańskimi ludźmi a najwyższy urzędnik Nijaki nie należy do pańskiej załogi. – Wyjaśnił rzecznik Nijakiego zastrzegając się równocześnie, że jego pryncypał jest wprawdzie najwyższy, ale „oczywiście po Panu, Czcigodny Mistrzu”.

– Nie należy do mojej załogi …. – Powtórzył jak echo Komandor Jaroszka. – Może i nie należy, a może i należy, to zależy, jak się na to patrzy. W każdym bądź razie jestem jego ojcem chrzestnym, a on jest moim chrzestnym synem, a ojciec i syn to jedno, jak mówi Święta Księga. Musicie o tym pamiętać i nie powtarzać głupot.

Był zdenerwowany, bo kilka minut wcześniej śniło mu się, że tonął w bagnie własnych iluzji i urojeń na temat okrętu i pasażerów. Komandor był przesądny jak każdy kompleksowo wierzący człowiek.