Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 188: Gubernator określa przeciwników prokreacji

Arcybiskup wezwał swoich podwładnych do podjęcia wszelkich wysiłków, aby nie dopuścić do zagłady Nomadii. Uznał to za podstawę pracy duszpasterskiej. Księżom niewywiązującym się z obowiązków zagroził wszystkimi karami: pokuty, upomnienia, interdyktu, suspensy, ekspiacji a nawet ekskomuniki; miało to postawić tamę zobojętnieniu wobec losów kraju. Zobowiązał ich też do intensywnej pracy nad wiernymi zdolnymi do prokreacji, lecz uchylającymi się od obowiązku, który nazywał świętym, w celu rozbudzenia w nich poczucia tej powinności.

Dla rządu kościół był rywalem w przeszłości. Kiedy podejmowano współpracę to albo z bezwzględnej konieczności, albo w zamian za przywileje lub inne korzyści. Strony reprezentowały wtedy zupełnie inne nastawienie, sam gubernator był zwolennikiem rozdziału państwa i kościoła. Teraz sprawy wyglądały inaczej.

*****

Najgorsze dla gubernatora było to, że mając nowego sojusznika, jego ludzi i środki, nadal nie wiedział, jak podejść do wyzwania, od czego zacząć, kogo przekonywać, a kogo bezpośrednio zwalczać. Dziesiątki pytań krążyło mu po głowie, nic twórczego nie przychodziło mu jednak na myśl z wyjątkiem fragmentarycznych, nieznaczących pomysłów.

Kiedy od niepokoju i napięcia doznał raz silnego zawrotu głowy, wstał od biurka i nerwowo krążył po gabinecie. Przechodząc obok posągu wychudzonej kobiety, symbolu karlejącej demografii, spojrzał jej w twarz i wtedy stało się coś niezwykłego – posąg rzucił się na niego. Gubernator odskoczył do tyłu, prawie upadł na plecy. Po chwili domyślił się, że musiał poruszyć dywan, na którym stał posąg. Przyglądając mu się z uwagą, doznał olśnienia. Pomyślał o kobietach, które nie chcą mieć dzieci. Były to feministki, kobiety wyzwolone, jednostki zarozumiałe i chorobliwie ambitne, samolubnie stawiające karierę zawodową nad macierzyństwo.

Skojarzenie okazało się bardzo użyteczne. Gubernator podszedł do tablicy i napisał: „Kobiety wyzwolone”. Krzyknął na sekretarkę. Zjawiła się prawie natychmiast. Poprosił o kawę z koniakiem, aby rozjaśnić umysł. Czekając na jej powrót chodził po gabinecie zastanawiając się, kto jeszcze wchodzi w grę. Nie zdążył udzielić sobie odpowiedzi, kiedy zadzwonił telefon. Domyślił się, że to sekretarka. Podniósł słuchawkę i nie czekając na reakcję warknął:

– Niech pani nic mi nie mówi ani o nic nie pyta, tylko wreszcie przyniesie mi tę cholerną kawę z koniakiem. I proszę wezwać do mnie seksuologa; nazwisko pani zna. Kobieta usiłowała coś wyjaśnić, gubernator jednak nie zamierzał jej słuchać.

– Proszę wysłać mój samochód i polecić natychmiast przyjechać. To sprawa wagi państwowej, niecierpiąca zwłoki. Musi przyjechać – stwierdził, ucinając konwersację. Sam dziwił się sobie, że zachował się tak obcesowo.

Słowo „seksuolog” wywoływało w gubernatorze skojarzenie ze zboczeńcami. Chwilę zastanawiał się, jak to inaczej sformułować, mruknął „oczywiście”, podszedł do tablicy i pod numerem dwa dopisał „Ludzie o odmiennej orientacji seksualnej”, po czym postawił dwukropek i zaczął dopisywać: geje, lesbijki, transwestyci i podobni. Jeszcze raz popatrzył i dopisał: Dewianci. Zdawał sobie sprawę, że jest to określenie niepoprawne politycznie, ale trafne i dosadne.

Sekretarka wniosła kawę i gubernator oderwał się od tematu. Pił kawę i myślał.

*****

Kiedy zapukano do drzwi, gubernator odczuł ulgę, jakby za chwilę przed jego oczami miał zjawić się cudotwórca lub jasnowidz zdolny rozwiązać wszystkie problemy. W drzwiach stanął seksuolog, z tyłu widoczna była sekretarka.

Gospodarz przeprosił gościa za wyrwanie go z łóżka i nie zwlekając wprowadził w temat, pokazując dwa hasła zapisane na tablicy. Poprosił o sugestie. Niecierpliwił się. Chciał mieć jak najszybciej możliwie pełny obraz. Uważał, że szybkie działanie jest kluczem do zwycięstwa.

Profesor prawie się nie zastanawiał. Dla niego sprawa była oczywista. Ożywił się, to był jego temat. Był szczęśliwy, że może przedstawić swoją wiedzę i to samemu szefowi rządu.

– Cyberseks – odpowiedział bez wahania, po czym uściślił: – Zwolennicy cyberseksu. – To produkt importowany prosto z Japonii – dodał, zaskakując gubernatora, który słyszał o tych ludziach, ale bardzo niewiele.

Gubernator nie wypowiadał się z obawy, że skompromituje się ignorancją. Żył sam i wszyscy wiedzieli lub domyślali się, że kobiety mało go interesowały. Niepokojąca myśl tkwiła nieprzerwanie w jego świadomości: gubernator, szef państwa, przywódca partii rządzącej, bojownik walki o prokreację, sam nie ma nic do zaoferowania społeczeństwu.

Po godzinie gubernator uznał, że czas kończyć spotkanie. Był zadowolony; udało mu się określić trzy grupy przeciwników prokreacji, trzy cele, na których mógł skoncentrować uwagę i energię. Był gotów uścisnąć gościa, pomyślał jednak, że mogło to być przyjęte opacznie. Była już noc i mężczyźni byli sam na sam. Aby wyrazić podziękowanie, poczęstował profesora cygarem. Drobny z pozoru gest został życzliwie przyjęty. Apokalipsa zrobiła swoje; na rynku brakowało prawie wszystkiego.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 165: Fantazje erotyczne Josefa. Apokalipsa.

Opowieść Josefa była tak bogata, że w końcu Zenon doszedł do wniosku, że Josef snuje fantazje erotyczne.

Nie było to do końca zrozumiałe. Chcąc dopomóc swemu pacjentowi, Zenon zasugerował mu w najbardziej oględny sposób, starannie dobierając słowa, że być może warto byłoby, aby przedstawił swój problem chirurgowi lub seksuologowi, osobom najbardziej kompetentnym i pomocnym.

Josef zmieszał się. Na początku udawał, że nie rozumie słów psychoterapeuty, po czym – nie udzielając odpowiedzi – przyśpieszył swoje opowiadanie. Mimo delikatnych zachęt do kontaktu z chirurgiem, Josef w żadnym momencie nie wykazał zainteresowania tematem, tłumacząc się, że nie jest w najlepszym nastroju, że to go bardzo krępuje i że chętnie uczyni to w przyszłości.

Ostatecznie Zenon wyzbył się wątpliwości, kiedy Josef mówiąc o penisie zaczął używać określenia fiut, a nawet fiutek. Stało się jasne, że prawdziwy problem Josefa to w istocie niedorozwój jego organu, i że jego opowiadania są czystą fantazją tworzoną podświadomie dla uzyskania rekompensaty psychicznej. Sprawę ostatecznie przesądził sam Josef wspominając, że kilka razy zaglądał na strony firm oferujących usługi chirurgicznego przedłużania członków męskich, twierdząc, że robił to z czystej ciekawości.

– Wchodziłem na ich strony, aby zrozumieć, jak czują się ludzie po drugiej stronie barykady, którzy mają małe członki. Przyniosło mi to ulgę, że nie jestem osamotniony w świecie członków nietypowych, nadmiarowych i niedorozwiniętych.

Od chwili tej deklaracji, rozmowa przestała się kleić. Rozmówcy stracili do siebie zaufanie. Zenon przestał wierzyć w szczerość Josefa. Josef z kolei chyba wyczuł, że Zenon odkrył jego tajemnicę i przejrzał go do końca. Po chwili milczenia, rozmowa zeszła na neutralny temat planów Josefa na przyszłość.

– Nie snuję żadnych planów. Żyję dniem dzisiejszym. Nic innego mnie nie interesuje.

Kategoryczny charakter wypowiedzi Josefa psychoterapeuta przyjął jako zakończenie rozmowy. Obydwaj w tym samym momencie spojrzeli na zegarki. Było to ostateczne poświadczenie, że spotkanie dobiegło końca. Obywaj uśmiechnęli się na znak przyjaznego rozstania się.

*****

Wiadomość o bezpłodności Josefa wywołała rozprzężenie wśród kadry kierowniczej i szeregowych pracowników Laboratorium. Ludzie zaczęli sarkać, stracili perspektywę i kierunek, niektórzy załamali się. Był to dla nich koniec świata, niepowodzenie w skali kataklizmu. Żądano zmian, przywilejów, wolności. Nina Aleman w końcu ustąpiła wobec buntujących się, było ich zbyt wielu, bała się ogólnego buntu. Ludzie żądali widzenia się z rodzinami, zmiany przepisów wewnętrznych, więcej dni świątecznych. Zarząd zaczął wydawać przepustki, starając się kontrolować i śledzić zachowanie pracowników na zewnątrz. Ostrzegano ich przed konsekwencjami.

Laboranci wracający z przepustek przynosili dziwne wiadomości. Nikt nie miał pojęcia, jak bardzo kraj został zdewastowany przez Apokalipsę, tydzień kataklizmów pogodowych, wyrządzając Laboratorium znikome szkody, zerwany dach i zapchane rury ściekowe oraz powodując przejściową przerwę w dostawie prądu, ponieważ firma miała własne zasilanie awaryjne. Ani grad, ani ulewne deszcze nie wyrządziły szkód, gdyż teren Laboratorium leżał na wzgórzach. Podobnie było z pożarami i tsunami, o których pracownicy Laboratorium nie mieli nawet pojęcia.

Najciekawsze wiadomości dotyczyły skutków Apokalipsy, zmian zachodzących w kraju, bliżej nieokreślonych fenomenów, chamienia społeczeństwa, indywidualizmu oraz buntu kobiet przeciw prokreacji. Były to wieści tak fragmentaryczne i niejasne, że wracający z przepustek używali często określeń podobno, prawdopodobnie, wydaje się, dla podkreślenia, że jest to prawda, ale może niecałkowita.

Wkrótce powróciły do Laboratorium dyscyplina i porządek. Laboranci skoncentrowali się na pracy, intensyfikując wysiłki wyprodukowania kolejnych, udoskonalonych okazów człowiekonia, już bez wadliwych genitaliów. Myślano też o stworzeniu pary człowiekoni, samca i samicy, podobnie jak Bóg stworzył Adama i Ewę. Był to pomysł Klechy, który jakby nawrócił się na wiarę w Boga, przeżywając okresy pogłębionej religijności, widzeń i wglądu w tajemnice życia, podobno także pośmiertnego. 

0Shares