Wyścig Szczurów i Smoka

Zaniedbałem się, ale nie bez powodu. Opóźniłem się z blogiem o dwa dni, ponieważ w powietrzu wiszą zmiany i musiałem wysilić swój węch, aby wyczuć, w jakim kierunku one zmierzają. Pytania: Co będzie, jeśli spełnią spełnia się scenariusze, i co będzie, jeśli się nie spełnią, tak mnie przytłoczyły dzisiaj, że po śniadaniu, obfitszym niż zwykle, przysnąłem, aby dośnić sny przedziwne, jakimi karią mnie od dwóch dnia kandydaci na prezydenta, wyborcy i telewizja.

Oto moje podsumowanie wydarzeń i myśli.

Ogórek, z której kandydowania wyszła zupa ogórkowa, do wypicia przez Leszka Millera, nalegała w ostatniej mowie oskarżycielskiej, że Polska nie jest jeszcze przygotowana, podobnie jak Stany Zjednoczone, na pierwszą kobietę-prezydenta. Leszek Miller dodal, że było to zwycięstwo, którego społeczeństwo nie zrozumiało. Kandydatkę uznałem za najbardziej bezczelną i rozczarowującą babę (pardon le mot, szukałem lepszego słowa w słownikach i encyklopediach, ale nie znalazłem) w polityce, o jakiej słyszałem w życiu. Spisałem ją na straty na wszystkich frontach.

Kukiz. Sukces nadzwyczajny, ponad 20-procentowe poparcie, którym kandydat upił się na scenie i zaczął śpiewać. Śpiewanie dobrze mu wychodzi. Nie rokuję mu jednak dalszych sukcesów, z bardzo prostego względu: nadzieje zmian, jakie obudził w społeczeństwie, są abstrakcyjnie niekonkretne. Ma zmienić ustrój, ordynację wyborczą, konstytucję, rząd, parlament, prawo (i lewo?), wszystko. Kiedy jednak zapytać popierające go osoby, na co konkretnie ma to wszystko zmienić, nikt nie ma pojęcia, co i jak Wielki Kukiz uczyni. Jednomandatowe okręgi wyborcze, tak jak działa ten system, jeszcze bardziej zabetonuje scenę polityczną, ponieważ sprzyja wielkim partiom, czyli PO i PiS, ale on o tym jeszcze nie wie, a jeszcze mniej wiedzą jego zwolennicy. A ustrój polityczny? Jaki nowy ustrój? Kapitalizm muzyczny? Feudalizm? Bo chyba nie demokracja, która się tak fatalnie przejadła? A konstytucja? Co dokładnie zmieni się w konstytucji i jak ta zmiana zajdzie, skoro do zmiany konstytucji potrzeba dwie trzecie głosów, czyli 66 % parlamentarzystów, a on ma poparcie 20%, i mówi "nie" zarówno PO jak i PiS-owi? Ciekawe, bardzo ciekawe! A najciekawsze jest to, że z grupy ludzi młodych od szkoły średniej po studia wyższe, popiera jego jednego aż 40 %. Imponujące! Teraz wiem, że są to ludzie zdecydowanie pragnący zmian, przeciwnicy obecnych układów partyjnych, rządu i prezydenta, bez najmniejszego pojęcia, co i jak dokładnie należy zmienić. Cudowne!

Andrzej Duda urodzony jest pod znakiem Szczura według horoskopu chińskiego, sprzyjającemu mu w tym roku w skali 7 na 10. Bronisław Komorowski urodzony jest pod znakiem Smoka, a horoskop chiński sprzyja mu w stopniu 8 na 10. Zapowiada się więc pasjonujący wyścig Szczurów i Smoka, zważywszy, że za Andrzejem Dudą stoi Jarosław Kaczyński, też Szczur horoskopowy.

Obydwóm kandydatom na stanowisko prezydenta nowej kadencji daję szansę 50/50. Oczekuję, że po stronie Smoka zmobilizuje się mocniej PO i starsi wyborcy, którzy chyba lenili się uczestniczyć w pierwszej turze wyborów, a po stronie Szczura nastąpi wzmocnienie szeregów napływem zwolenników Kukiza, nie wszystkich, ale chyba większości. Jestem za wzmocnieniem roli referendów, obniżką kwoty wolnej od opodatkowania, w Polsce żenująco niskiej, jestem nawet za okręgami jednomandatowymi, jeśli doprowadzą one do dalszej konsolidacji sceny wyborczej. Im mniej szczurów w wyścigu na przyszłość, tym chyba lepiej. Propozycję Andrzeja Dudy obniżenia wieku emerytalnego uważam za chorą; wszystkie kraje na świecie wydłużają wiek emerytalny, a on chce go skrócić, w dodatku i tak nie jest w stanie tego zrobić, bo decyzję podejmuje parlament, nie prezydent. To oszukańczy chwyt kandydata Dudy.

Prezydent Komorowski wzmocni swoją pozycję, jeśli zamiast być wstrzemięźliwy w obietnicach, złoży ich więcej i obieca zmiany na lepsze, na przykład redukcji i poprawy pracy administracji państwowej, obniżki kwoty wolnej od podatków, rozbudowy sfery nowoczesnej gospodarki, bo dzisiejsi zbuntowani wyborcy pragną i oczekują zmian. Nie wiedzą wprawdzie jakich konkretnie, ani też nie zdają sobie sprawy, że siebie też powinni trochę zmienić na bardziej przedsiębiorczych i mądrzejszych, a nie oczekiwać pełni dobrodziejstw ludzkich i boskich wyłącznie od rządu i prezydenta. Nie ma takiego rządu na świecie, który zapewnia wszystkim pracę i szczęście osobiste. Towarzysz Lenin niestety odszedł już do mauzoleum.  

Co do mnie, będę głosować na Bronisława Komorowskiego, dysponującego doświadczeniem politycznym i rozwagą, który swoim własnym życiorysem udowodnił, że umie sprzeciwić się, jeśli zajdzie potrzeba, a w każdym razie przeciwdziałać trudnym wyzwaniom, na przykład temu, jakie narzuca Polsce i światu Prezydent Rosji, Putin. Jest to niejasne, wręcz mroczne zagrożenie, do którego Ogórek i Korwin Mikke wyciągali rękę z braterskim zrozumieniem.

Zagrożenie naszego bezpieczeństwa (a co najmniej stabilizacji) ze strony imperializmu rosyjskiego uważam za poważniejsze niż inne, w porównaniu na przykład z bezrobociem (spadającym), a nawet (pochylającym ludzi w dół) smutkiem smoleńskim, który w przypadku zwycięstwa Szczurów zyska szansę dalszego, bujnego rozwoju.

Wybory prezydenckie w Polsce i w Moskwie

Polskie wybory prezydenckie są szeroko komentowane w Rosji. Znana jest rozpoznawalność kandydatów: Duda 2 %, Komorowski 5 %, Ogórek 20%, Korwin Mikke 90 %. Wszyscy mówią o polskiej polityce i politykach.

„Korwin Mikke to najbardziej znany w Rosji polski paralityk, kandydat do stanowiska prezydenta w Polsce”. – Powtarzają w dziennikach telewizyjnych komentatorzy moskiewscy. „Wygrał ostatnio drugą nagrodę w ogólnorosyjskim konkursie politycznym”.

Nagrody były następujące: Trzecia nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię”. Druga nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię bez możliwości powrotu”, pierwsza zaś to „Osobiste spotkanie z Towarzyszem Leninem”. Korwin Mikke o mało co nie zdobył pierwszej nagrody.

Drugą nagrodę wygrał podając trafną odpowiedź na pytanie konkursowe: Kto, gdzie, kiedy i ilu szkolił spadochroniarzy amerykańskich, mających wykonać desant na Kreml? Korwin Mikke odpowiedział: „Rząd polski, na Placu Defilad, 2014 rok, 15 tysięcy żołnierzy amerykańskich”.

W wywiadzie po rozmowie z Prezydentem Putinem zachował się bardzo skromnie. „Ujawniłem tylko prawdę historyczną. Za to mnie cenią w Rosji. Nazywają mnie tutaj Siwym Wilkiem, Drugim Dzierżyńskim, trochę tylko przekręcają moje nazwisko mówiąc Kurwin-Mikke, ale tak lepiej brzmi po rosyjsku i to mi się podoba. Amerykanie to zdrajcy, a Polacy im pomagają”. – Dodał wykrzywiając usta z niesmakiem. – „Ja to wszystko rozwalę, łącznie z Unią Europejską, jak tylko zostanę prezydentem”.

Jego wypowiedzi wywołały ogromny entuzjazm po obydwu stronach granicy. Rosjanie proponują nam pojednanie na zasadzie: Oddacie nam tylko jedną trzecią województwa mazowieckiego i połowę województwa warmińsko-mazurskiego.

Popularność kandydatki Ogórek wynika z dyskusji o zakazie importu do Rosji polskich warzyw i owoców. Ogórki, ziemniaki jabłka to trzy podstawowe produkty zdjęte z list importowych. W odróżnieniu od ziemniaków i jabłek, w Rosji kochają polskie ogórki. Przy okazji wspomina się tam, że Leszek Miller też bardzo je lubi.

Nigdy jeszcze nie byliśmy tak popularni politycznie w Rosji jak za sprawą Korwina Mikke, a w Polsce za sprawą Leszka Millera.

O wielkich i małych, ludziach i rzeczach

Dzisiaj blog pisze się sam, od niechcenia. Łagodnie, na luzie, zrelaksowany. Piwko oraz świeżutki chlebuś żytni, razowy z masełkiem działają cuda.

Wybaczcie mi to piwko, chlebuś, masełko. Piszę jak rodacy zdziecinniali już w wieku, kiedy kobieta i mężczyzna ciągną się wzajemne do łóżka w celach tak radosnych, że nawet ksiądz profesor Oko nie wypowiada się o tym bez wzruszenia. Podobnie jak Danusia Kępa, moja ulubiona artystka cyrkowa, która urodziła się z wrodzoną wadą wykonywania stójki na języku. Nikt dzisiaj nie rodzi się w takim stylu. Ja przynajmniej nie słyszałem.

Wada Danusi okazała się w dojrzałym wieku (choć nigdy nie dojrzał on całkowicie) ważną umiejętnością, potem zaletą, a w końcu cnotą, z którą obnosi się ona publicznie, jak na mój gust trochę bezwstydnie. Niektórzy nazywają tę cnotę deformacją, ale co oni mogą wiedzieć o tajnikach kobiecego organizmu. Organizm naszej bohaterki telewizyjnej należy rozumieć szeroko, oddzielając starannie sferę ciała od duszy i dokumentów, trzech elementów, z których się składa. Przepraszam, zapomniałem o języku, który jest bardziej żywiołem niż elementem.

Po tym wstępie domyślasz się, Czytelniku, że chodzi mi o rzeczy wielkie i małe. Ze spraw wielkich na myśl przychodzą mi tylko ludzie, a wśród nich najbardziej Prezydent Putin, który jest wyjątkiem, ponieważ będąc mały jest wielki. I na odwrót, będąc wielki jest mały. Tu należy poczynić rozróżnienie logiczne. W jednym wypadku chodzi o rozmiar myślenia, w drugim o rozmiar ciała. Można myśleć jak gigant, a być malutkim jak krasnalek. Może przesadziłem.

Wielkość i małość zależą od puntu widzenia. Rosjanie patrzą na swojego Prezydenta bardziej od dołu, może na leżąco, a może na kolanach, i widzą go wielkim. My jesteśmy oddaleni i chyba bardziej niezależni okulistycznie, i patrzymy na niego siedząc albo stojąc, stąd wydaje się on nam mniejszy.

Społeczeństwo rosyjskie dzieli się na dwie grupy. Ta większa to patrioci, którzy podziwiają, zachwycają się, uwielbiają, adorują, kochają i zachłystują się Prezydentem. Są oni pełni werwy, nonszalancji, niezależności i optymizmu. Podziwiam ich za to. Na półeczce stoi słoik dżemu, na stole wódka z zakąską, dalej widać trochę chleba, a oni: Cudownie! Rewelacja! Nadzwyczajnie! Nigdy jeszcze nie było tak dobrze. To wszystko zawdzięczamy naszemu Prezydentowi!.

Druga grupa Rosjan, trochę mniejsza, jest niemrawa, wyciszona, przytłumiona, bez ikry. Może dlatego, że gorzej się odżywia, bo mieszka za granicą. W telewizji mówiono, że ostatnio (czyżby w ciągu jednego roku?) wyjechało za granicę 300.000 Rosjan. Nie liczyłem ich, dlatego nie będę się upierać, czy to prawda, czy nie. Odkąd pewnej nocy odnalazłem pod łóżkiem własny rozum, nic mnie już nie dziwi.

Prezydent Putin wykonał ostatnio ciekawy krok. Może jest to pierwszy ze słynnych leninowskich kroków do przodu, zwanych po rosyjsku „szagami”?. Dwa kroki naprzód, trzy kroki wstecz. Otóż, jak słyszę, Prezydent znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Znaczy się podporządkował go rządowi. To mnie zachwyciło, podobnie jak zachwycają mnie pan Duda-PiS, nadzwyczaj zdolny kandydat oraz pan Mastalerek-PiS, powszechnie ceniony recenzent wydarzeń światowych. (Boże, ile ja osób lubię!)

W krajach bezmyślnych, innych niż Rosja, bank centralny jest instytucją niezależną, a jego cele są stosunkowo proste: dbać o stabilność waluty, pilnować inflacji oraz hamować gospodarkę, kiedy zaczyna się przegrzewać i pobudzać, kiedy jest zbyt leniwa. Bank centralny jest w stanie to czynićdlatego, że nikt z rządu nie szepcze mu na ucho, co wolno, a czego nie wolno.

Dopiero teraz gospodarka rosyjska popędzi do przodu. Na telefon z Kremla: „Chłopcy, drukujcie pieniądze i pompujcie w gospodarkę, bo potrzebujemy ekspansji!”, mennica ruszy niczym Pendolino.

– A co z inflacją?- Śmiałby nieśmiało zapytać dyrektor banku.

– Nie martwcie się, towarzyszu, mamy potężną armię, to i inflację się powstrzyma.

Dyrektor się podporządkował, za to Rubel stał się niezależny. To mnie też zdziwiło, ponieważ zawsze myślałem, że jest on niezależny od lat. Dopiero teraz Rubel zacznie chodzić własnymi ścieżkami, nawet jeśli będzie to oblodzona ścieżka pod górę w Himalajach.

Wszystko zaczyna sie od „Dopiero teraz..”.

Niespokojny sen Władimira Wielikiego 

W nocy, co trzeba podkreślić, gdyż Władimir Wielikij śnił także w dzień, miał on sen, bardzo niespokojny. Zbudził się spocony. Podeszła niania, była w randze gienierała lejtnanta, aby go utulić.

– Czy już jestem carem, nianiu?

– Nie, jeszcze nie, kochanie. Ale już niedługo. – Uspokoiła go i poprawiła kołdrę.

Rano Władimir Wielikij czuł się również niespokojnie. Chodził po wysokich schodach w górę i w dół, w górę i w dół, aby sprawdzić, czy ogromne odrzwia otwierają się i zamykają równie łatwo i bezszmerowo jak poprzedniego dnia. Martwił się. Miał swoje powody.

Poprzedniego dnia ktoś strzelił głośno za oknem i ktoś się przewrócił. A potem nastąpiło coś, o czym nigdy nie słyszał. Z głębi miasta wyszedł wielki wąż, potwornie długi i rozlał się po ulicach, a potem pełzł i pełzł powoli, niósł transparenty i strasznie milczał. I to milczenie było najstraszniejsze.

Władimir Wielikij wiedział, co zrobić. Polecił wysłać wszędzie kondolencje, szczere, najszczersze, co zrobiono. Wtedy uspokoił się.

W salonie, gdzie miał gabinet, usiłował dosięgnąć wzrokiem korony leżącej na szafie. Było to zbyt daleko, bo był to gabinet salonowy, a może nawet salon gabinetowy, Bóg raczy wiedzieć, jak to nazwać, bo był naprawdę wielki. Władimir Wielikij zadał sobie trud, aby wstać i podejść do korony. Nie musiał tego robić, bo przecież mogliby go zanieść do niej gwardziści.

Przymierzył koronę. Pasowała jak ulał. Położył ją z powrotem na szafie, obrócił się na pięcie dookoła osi, która była prosta jak struna, trzy razy, bo był przesądny. Znowu przymierzył koronę. Nie pasowała!

Sztuczkę z koroną powtórzył kilka razy, osiągając te same wyniki. Raz pasowała, raz nie pasowała. To go rozeźliło. Aby uspokoić się wrócił do biurka, gdzie leżała kulka z napisem „Diemokracja”. Była spora, plamiasta. Lubił bawić się nią w prestidigitatora. Był to jego drugi zawód, o którym nikt nie wiedział. Pierwszy znali wszyscy na świecie. To go trzymało na duchu, który wciąż był czysty i niewinny. Nie tylko on w to wierzył.

Sztuczka, która ćwiczył, polegała na tym, że kiedy otwierał dłoń z kulką, raz pokazywała się ona z napisem „Diemokracja jest!”, a drugi raz z napisem,” Diemokracji niet!”. Lubił to ćwiczyć, bo zmiany napisów go bawiły.

– Kiedyś pokażę ją tym zarozumiałym Amerykanom i Europejczykom, którzy dybią na mój majątek. – Pomyślał i z dumą poklepał się po ramieniu.

– Ech, co to za majątek! Takiego majątku nie ma nikt na świecie!. – Westchnął z radością, która wypełniła go po brzegi jak szampan wypełnia kielich. Władimir Wielikij siadł za biurkiem i zaplanował nowy dzień. Na dworze czekały już niezmierzone rzesze poddanych, którzy go uwielbiali. Nie wszyscy, ale solidne osiemdziesiąt pięć procent. To mu wystarczało. Nie był chciwy. Wszyscy to wiedzieli. A jak nie wiedzieli, to tylko dlatego, że byli głupi.

I byłoby to bardzo piękne, gdyby nie wąż, który powrócił dwa dni później i długo szedł na cmentarz, aby pozostać już tam na stałe i strasznie milczeć. Co gorsze, wąż powiedział mu we śnie: Będę to robić aż do skutku.

Sędzia od Świętego Jerzego  — Michael  Tequila

Serdecznie Państwa zachęcam do zakupu mojej powieści psychologiczno-obyczajowo-kryminalnej „Sędzia od Świętego Jerzego”, która w postaci książkowej (drukowanej) jest od wczoraj w sprzedaży po cenie promocyjnej 19 zł w sklepie internetowym www.zaczytani.pl.

W ciągu jednego-dwóch tygodni powieść będzie dostępna także w innych księgarniach internetowych i tradycyjnych. Będę o tym informować na blogu i na Facebooku podobnie jak i o promocyjnych spotkaniach autorskich na terenie Gdańska.

Historia prawie o grotesce

Przechodziłem niedawno obok sklepu mięsnego pod wezwaniem „Od 23 % do 97 % mięsa w kiełbasie” i postanowiłem pozdrowić personel. W sklepie nie było klientów, więc przyszło mi to łatwiej.

– Ucieszę panie moim widokiem, a zmartwię brakiem chęci kupienia dzisiaj czegokolwiek. – Oświadczyłem sądząc, że wymyślnym pozdrowieniem wzbudzę entuzjazm nie do pokonania.

Wyszło zupełnie na odwrót. Kobiety zmartwiły się moim widokiem, ucieszyła je natomiast wiadomość, że nic nie kupię. – Też potrzebujemy chwilę oddyszki od klientów. – Wyjaśniły uczciwie.

Ta prawie groteska przypomniała mi dialog Zachód – Rosja, którą nazwę Nowym Ambitnym ZSRR. Rozmawiają ze sobą jak ja ze sklepem mięsnym. Intencje krzyżują się, rozmijają, interpretacje pochorowały się prawie do wymiotów.

Mój słuszny gniew człowieka wiedzącego kierowałem dotychczas na Rosję i jej wielkiego wodza (napisałem go z małej litery, aby poczuć się lepiej), tak teraz kieruję go chętniej na Zachód: Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Putin robi, co chce, a oni: zobaczymy, pomyślimy, rozważymy, zastanowimy się i tym podobne „imy”. Mam to za złe przywódcom Zachodu, który jeśli tak dalej pójdzie, to stanie się wkrótce częścią barbarzyńskiego Wschodu. Samo USA wydaje na zbrojenia rocznie 550 mld dolarów, Rosja 70 mld dolarów, a Ukraina ciągle nie może doczekać się choćby trochę nowoczesnego sprzętu, którym w ciągu dwóch dni rozstrzelałaby połowę czołgów i dział rosyjskich na swoim terytorium.

Najbardziej konkretnie mam to za złe USA i Wielkiej Brytanii, które wspólnie z Rosją były gwarantami integralności terytorialnej Ukrainy i które już w momencie wkroczenia tam Rosjan powinny natychmiast strzelić do nich nie pociskiem ciężkiego kalibru, ale jednoznaczną i rzetelną propozycją: albo się wycofujecie, albo my natychmiast dostarczamy broń Ukrainie. Jaka jest wartość gwarancji nienaruszalności terytorium kraju udzielonej przez mocarstwo, jeśli za złamanie wspólnej gwarancji nie ma natychmiastowej zdrowej reakcji?

Jestem i tak przekonany, że Rosja wypadnie fatalnie, ale stanie się to dopiero wtedy, kiedy sytuacja gospodarcza tego kraju pogorszy się na tyle, że społeczeństwo pójdzie po rozum do głowy i zacznie wycofywać swoje poparcie dla Putina. Jest to chore społeczeństwo, żyjące zbrojnymi ambicjami imperialnymi, kiedy wszyscy wokół już się z tej choroby wyleczyli. Rosjanie maja tak ogromne terytorium i niesamowite bogactwa mineralne, a szukają szczęścia na Ukrainie, w Gruzji, w Mołdawii i na innych strzępach historycznego imperium (które ostatecznie okazało się kolosem na glinianych nogach). To tak, jakbym miał 70 miliardów dolarów i usiłował zdobyć podstępem dodatkowe 20 milionów, aby nadmuchać moje ego, że jestem wielki.

Dwa rankingi gospodarki Rosji są już na poziomie śmieciowym. Sprawy idą więc – w mojej politycznej ocenie – we właściwym kierunku. Być może straszne zabójstwo Niemcowa i demonstracja ponad 50 000 ludzi dla uczczenia jego pamięci i wyrażenia protestu zainicjuje proces powracania Rosjan do zdrowia.

Wierzcie mi, że normalizacja relacji Rosji – Zachód nastąpi głównie na gruncie ekonomicznym (gospodarczym). Nic tak nie leczy z manii wielkości, jak śruba niedostatku i biedy.

Sędzia od Świętego Jerzego  — Michael  Tequila

Serdecznie Państwa zachęcam do zakupu mojej powieści psychologiczno-obyczajowo-kryminalnej „Sędzia od Świętego Jerzego”, która w postaci książkowej (drukowanej) jest od wczoraj w sprzedaży po cenie promocyjnej 19 zł w sklepie internetowym www.zaczytani.pl.

W ciągu jednego-dwóch tygodni powieść będzie dostępna także w innych księgarniach internetowych i tradycyjnych. Będę o tym informować na blogu i na Facebooku podobnie jak i o promocyjnych spotkaniach autorskich na terenie Gdańska.

Nie samą dumą człowiek żyje

2015 02 15 Putin z rewolwerem za trójka prezydentów

To nie jest cały obraz. Z tyłu, za tą dwójką z rewolwerami, idzie europejska, amerykańska, kanadyjska i australijska opinia publiczna i instytucje opiniotwórcze, które powoli, lecz systematycznie szturchają swoich przywódców, aby przestali traktować Putina i (jego) Rosję jak małego Jasia, dziecka głębokiej troski, które potrzebuje cierpliwej edukacji, aby wyrosnąć na człowieka.

Cierpliwość ma swoje granice, a jedną z ostatnich jest zrozumienie przez panią Merkel, przywódcy największego kraju europejskiego, że Putin drwi z niej i jej zabiegów pokojowych. Pomoc zbrojeniowa i finansowa USA i UE dla Ukrainy pozwoli mieszkańcom tego kraju odzyskać wiarę w siebie samych (bo niekoniecznie w Zachód) i pokazać Rosjanom, że ich czołgi, armaty i samoloty umierają szybciej i łatwiej niż myśleli (życie ludzkie nie jest w Rosji w cenie, więc śmierć żołnierzy nie ma większego znaczenia dla Putina, armii i społeczeństwa, z wyjątkiem rozpaczy najbliższej rodziny).

Wojna Rosji przeciw światu zakończy się na froncie gospodarczym i finansowym, a nie czysto militarnym. Wojsko i wojna kosztują ogromne pieniądze. Zachód ma te pieniądze, tylko ich skąpił, Rosjanie ich nie mają, ale muszą się jeszcze o tym dowiedzieć i przekonać. Im szybciej, tym lepiej. Największy geniusz straci wiarę w siebie, kiedy zabraknie mu jedzenia, odczuje zimno i dach zacznie mu przeciekać. Sam Putin jest dostatecznie bogaty, aby nie odczuć presji finansowej Zachodu i dopiero opinia rosyjskiego społeczeństwa i ośrodków opiniotwórczych będą w stanie zmienić jego poglądy. Nie ma takiego narodu ani społeczności, której duch nie upada, kiedy pojawią się problemy rosnącego bezrobocia, wysokiej inflacji, spadku wartości rodzimej waluty, rosnącego ubóstwa. Nie ma takiego poglądu politycznego ani wizerunku, który nie ulega erozji. Nic tak nie przemawia do rozumu, jak głód lub jego perspektywa.

Nie samą dumą człowiek żyje.

Prezydent Putin w Egipcie. Wiadomość krótka i rzeczowa.

Prezydent Putin odbył wizytę w Egipcie. Przy powitaniu zagrano hymn, który tylko z nazwy i domniemania był hymnem Federacji Rosyjskiej. Prezydent z wrażenia najpierw zdębiał, potem zdrętwiał, zamarł, zastygł , a w końu skamienial, ale tylko na twarzy. Zachował jej kamienny wyraz i po zakończeniu rozmów odleciał z nim do Moskwy. Można go teraz oglądać – jakim go Egipt stworzył – w telewizji państwowej. Społeczeństwo rosyjskie liczy na to, że niedługo przyjdzie odwilż i drętwota zniknie z jego oblicza.

Zapytany, dlaczego nie uśmiecha się, Prezydent odpowiedział:

– Nie mam ku temu powodów ani okazji. Podejmuję intensywne starania zakończenia wojny na wschodzie Ukrainie, ale są one torpedowane przez Unię Europejską, USA, Ukrainę i separatystów.

Zagraniczni dziennikarze twierdzili, że wykazał nadzwyczajne, wrodzone mu zresztą poczucie humoru. Rosjanie byli innej myśli, choć powinno ich cieszyć, że ich przywódca ma to poczucie.

– Separatystów? Tych, co tak biegle mówią po rosyjsku i umieją obsługiwać katiusze? – Zapytała zdziwiona dziennikarka, której wydało się, że prezydent przejęzyczył się. Nie było taktowne posądzać Prezydent Rosji o przejęzyczenie się. Tym razem intuicja jej nie zawiodła.

– Ach, przepraszam! – Prezydent schylił się, aby szarmancko ucałować rączki dziennikarki. – Omyliłem się. Separatyści to porządni ludzie. Tak! Tak! – Dodał. – Mimo, że nie są to moi separatyści. Wzruszył się, jego twarz pozostała jednak kamienna.

Mam pomysł: Co dalej? Część 2.

Mały krępy wraca do domu i dzwoni do tęgiej kobiety i przystojnego lowelasa. – Co wy robicie? Uzbrajacie tych ludzi?

A ona na to spokojnie: – My? Ależ nigdy w życiu. Nie mamy pojęcia, o czym pan mówi. Wykluczone, nikogo nie uzbrajamy. I powtarzają mu jeszcze raz na koniec: – My nikogo nie zbroimy.

Sytuacja nie jest łatwa. W domu Zakapiora leje się wódka. Usiłują zrozumieć, o co tu chodzi.

– Słuchaj, szefie, oni łżą jak psy. To niebezpieczni ludzie. Ta sprawa może nas sporo kosztować. Co robić?

– Trudno chłopcy, wydaje mi się, że tym razem to my będziemy musieli do nich pojechać i porozmawiać. Bo oni mówią „tak”, oczywiście, ale w istocie Bóg jeden wie, co mają na myśli.

– Szefie, w dodatku to oni są nieobliczalni. Na magazynie, w którym trzymamy cały importowany sprzęt i żywność, ktoś założył jeszcze większe kłódki i mocnej przykręcił śruby. Wczoraj miał nadejść transport sprzętu do filtrowania alkoholu, nie nadszedł. Napisali email, że nic na to nie poradzą, że nie mogą na nas liczyć, że jesteśmy niewypłacalni.

Dwa dni później przychodzą do Zakapiora ludzie ze wsi i skarżą się.

– Szefie, strasznie podrożała żywność, wody nam brakuje, a elektryczność jest tylko co drugi dzień. Lepiej ściągnąć tych elektryków z placu, niech zostawią te naprawy sprzętu, który ktoś im ciągle psuje, a zajmą się naszą elektrownią.

Zakapior kiwa ze zrozumieniem głową. Doszedł już do siebie. Nie jest mu łatwo, ale wydaje odpowiednie dyspozycje. Wieczorem tłumaczy w telewizji, której jest współwłaścicielem, że sytuacja się zmieniła, że obcokrajowcy są wrodzy narodowi, ale mają pieniądze, że były mniejsze urodzaje. Naród to rozumie. Wszystko jest znowu dobrze, tylko poparcie mu spada z osiemdziesięciu pięciu do sześćdziesiąt pięciu procent.

Po kolejnym odsłonięciu kurtyny, na scenę wychodzą ludzie z transparentami. Pierwszy nosi napis: „Czasem musisz udać głupka, kiedy masz do czynienia z niebezpiecznym facetem”. „Cwaniaczek wie, co robi, ale udaje przygłupa”. Inny: „Kiedy zaczynasz grać tak samo, przeciwnik traci orientację i zaczyna myśleć”. „On do ciebie z kosą, ty do niego z paralizatorem”. „Gość zaczyna cię cenić, kiedy zrozumiał, że już się go nie boisz”.

2015 02 09 Putin na Krymie

Widownia wstaje i milczy przez minutę dla uczczenia zakończenia. Niektórzy nucą w pamięci Marsyliankę. Robi się cicho i spokojnie.

– Pokój z wami!. – Głośno komunikuje anioł spod powały. Jest uzbrojony w pistolet maszynowy na wypadek, gdyby ktoś go nie zrozumiał.

 

Mam pomysł. Co dalej? Część 1.

Wczoraj o godzinie 22.22 wyszedłem na spacer. Było ślisko. Upadłem i uderzyłem głową o chodnik. To mnie ożywiło i rozjaśniło w głowie. Widocznie była tam jakaś blokada zaciemniająca. Wróciłem do domu i napisałem sztukę teatralną. Przedstawiam scenariusz.

„Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

2015 02 08 badzior w masce z kwiatem

Na miejsce przyjeżdża delegacja społeczna: kobieta, niezbyt ładna, ale rosła, oraz mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i zaczynają tłumaczyć małemu facetowi:

– Proszę pana, nie może pan ich tak bić, to nie jest zgodne z zasadami. Ustalmy jakieś zasady.

– Co proponujecie? – Pyta mały zakapior. Trochę się zmęczył i jest chętny otworzyć gębę dla rozrywki.

– Po pierwsze, że nie będzie pan bić wszystkich ludzi, tylko tych dwóch. Po drugie, że będzie pan to robić nie na całym placu, tylko w tamtym rogu. Wspólnie ustalimy granice i oznaczymy je palikami. Po trzecie, musimy ustalić wspólnie obserwatorów, aby patrzyli, jak pan się sprawuje.

Mały facet nachylił się do nich, oni do niego, coś im powiedział i delegacja odjechała. Na odchodnym powiedział bardzo wyraźnie:

– Zapamiętajcie sobie, ja nikogo nie biję.

– Ależ bije pan.

– Zapewniam was, że nie biję. Mogę powtórzyć to w telewizji”.

Nie podobał mi się ten scenariusz. Był za mało wyrazisty, napisałem więc drugi.

„ Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka innych osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

W pokoju siedzi kobieta, niezbyt ładna, ale rosła i mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i naradzają się.

– Rozmawialiśmy już z nim kilka razy, nie ma co strzępić języka. To ugrzeczniony bandzior o uśmiechniętej twarzy. Słowami nie trafimy do niego. Przywołują do siebie jeszcze jednego faceta, wysokiego, szczupłego, o ciemnej karnacji. Nachylają się razem i coś szepczą.

Na drugi dzień do dwóch wciąż jeszcze pokrwawionych mężczyzn na placu przychodzi zakapior i zaczyna zakasywać rękawy. Patrzy i oczom nie wierzy. Dwaj okrwawieni mają kastety w ręku, a za nimi stoją draby, jest ich mniej niż jego kompanów, ale mają jeszcze większe pały i w dodatku paralizatory, których sam na oczy nie widział. Jego to nie zraża i zaczyna ich bić. Wynik jest jednak trochę inny. Sam wychodzi poturbowany. W dodatku okazuje się, że jego zespół stracił trzy pały, a wiadomo ile one kosztują.

Sytuacja powtarza się kilka razy. Jest trudna, impas jest widoczny po obydwu stronach.

Ciąg dalszy jutro.

Ambasador Brenton ostrzega Zachód: Nie możemy cały czas drażnić Moskwy

Bardzo źle pomyślałem o ambasadorze Brentonie. Nie jestem zwolennikiem stawiania Rosjan pod murem, ale ambasador posunął się za daleko. Niech się w tyłek ugryzie! Jest to łagodniejsza wersja mojej pierwszej myśli po przeczytaniu jego listu na http://wiadomosci.onet.pl/swiat/brenton-ostrzega-zachod-nie-mozemy-caly-czas-draznic-moskwy/vlzrm

To nie Rosja ma problemy z Zachodem, ale Rosjanie mają problemy sami z sobą: swoimi imperialnymi ambicjami wyrosłymi z 70 lat leninizmu i stalinizmu, parlamentem, który zmienia prawo, aby uczynić jednego człowieka dożywotnim prezydentem-premierem, agresją przeciwko Ukrainie, która skłania się ku cywilizacji zachodniej bardziej niż ku wschodniej, moskiewskimi demonstracjami otoczonymi ochroną policji, kiedy są prorządowe i zwalczanymi przez policję, kiedy takowe nie są, stacjami telewizyjnymi i serwisami internetowymi zamykanymi za poszukiwanie prawdy o narodzie przez 70 lat zanurzonym po szyję w leninizmie i stalinizmie ocieplanym przez Breżniewa i Honeckera pocałunkami usta-usta.

Pocałunek Breżniew Honecker

Zachód zagraża Rosji tylko w ten sposób, że jest demokracją, która być może nie jest najlepsza, ale jest bez porównania bardziej otwarta i naturalna niż rosyjska.

Tym, których naszłaby słabość uwierzenia ambasadorowi Brentonowi, przypomnę ponad 200 dziennikarzy i reporterów rosyjskich zamordowanych w latach 1999 – 2006, których przewinieniem było pisanie i informowanie o korupcji, niesprawiedliwości, wojnie w Czeczenii, nagłym bogactwie, atakach terrorystycznych w Moskwie czy 50 mld dolarów wydanych na Olimpiadę Zimową w Soczi (z których – jak czytam – znacząca część została wydatkowana Bóg wie na co), o stopniowym zajmowaniu Krymu przez setki doskonale uzbrojonych lecz małomównych żołnierzy bez odznak identyfikujących, ubranych w dopasowane uniformy wojskowe (o których Prezydent Putin mówił, że każdy może sobie kupić taki uniform w sklepie) i o tysiącach innych kłamstw.

Przypomnę też, ile lat wyszarpywano z ust władz rosyjskich prawdę o Katyniu i dziesiątki innych prawd, których już nie pomnę, a które tkwią jeszcze we mnie latami niepokojów, strachu i posłuszeństwa moich rodziców importowanego ze Wschodu po II Wojnie Światowej. Breżniew - bądżcie cicho

Wyjątkowo nie podobają mi się poglądy ambasadora Brentona. Jego szczęście, że żyje na Zachodzie, gdzie nikt mu nie doda promieniotwórczego polonu do herbaty jako osłodę za poglądy, które głosi.

Polskie ebooki w zagranicznych sieciach sprzedaży

Na naszych oczach dzieją się rzeczy nadzwyczajne. Nie mam na myśli oczywiście Jarosława Kaczyńskiego i jego partii Prawo i Siła, które są dorobkiem polskim, ojczystym, sarmackim, głośnym i niespokojnym, w dodatku tajemniczym i groźnym. (proszę nie przerażać się, to tylko wprawka do powieści kryminalnej, o której napisaniu od dawna marzę).

Polskie ebooki dotychczas były publikowane i sprzedawane głównie w kraju. Barnes and Noble jest jedną z największych sieci internetowych sprzedaży ebooków. Był i jest największym konkurentem firmy Amazon. Sprzedaje także własny i popularny czytnik ebooków „Nook” (stąd nazwa sieć sprzedaży ebooków „Nook Store”).

Nook Store został ostatnio zreorganizowany, aby móc sprzedawać klientom amerykańskim ebooki w coraz większej ilości języków obcych. Dzisiaj Nook Store oferuje książki w 12 językach obcych, podczas gdy Kindle Store (Amazon) tylko w 5 językach. Oto porównanie:

Język

Ilość książek w Kindle Store

Ilość książek w Nook Store

Hiszpański

33.000

45.000

Rosyjski

17.000

Niemiecki

34.000

9.800

Francuski

13.000

5.100

Włoski

7.400

3.500

Portugalski

4.800

1.900

Duński

643

Fiński

540

Polski

86 Nook

Duński

47

Japoński

36

Afrikaans

19

Urdu

2

Kliknięcie na link zamieszczony w rubryce pokazującej polskie ebooki przenosi na stronę, gdzie pokazano 82 polskie tytuły. Rzecz w tym, że nie obejmują one wszystkich polskich ebooków w sprzedaży Nook Store. Po wpisaniu „Michael Tequila” do wyszukiwarki księgarni „odnalazłem” tam swoje trzy pozycje. Z nieznanych względów ich tytuły zostały okaleczone, jak to można zobaczyć na stronie http://www.barnesandnoble.com/s/Michael-Tequila?store=ebook&keyword=Michael+Tequila. Problem wyraźnie tkwi w przetwarzaniu polskich liter diakrytycznych (ć, ż, ń, ó, ś itd.), gdyż wszystkie tytuły książek zostały obcięte dokładnie przed jedną z takich liter.

Dla odmiany, księgarnia Kobobooks eksponuje te same trzy książki w wyjątkowo atrakcyjny sposób, w dodatku opatrując każdą z nich użytecznymi dla potencjalnego nabywcy  opisami. Nie jest to jeszcze informacja kompletna, ale już na bardzo profesjonalnym poziomie http://www.kobobooks.com/search/search.html?q=%22Michael+Tequila%22 .

Sprzedając ebooka poprzez księgarnię zagraniczną wypada czasami autorowi uzbroić się w cierpliwość albo interweniować dla uzyskania prezentacji i opisu książki, które będą zachęcać raczej niż zniechęcać klientów do zakupu.