Komiks literacki. Nijaki i Recenzent. Odcinek 20.

Zjazd apologetów niewinności odbywał się na sali wielkości boiska piłkarskiego. Kiedy najwyższy urzędnik Nijaki wszedł do wnętrza w otoczeniu świty, pojaśniało. Był to blask majestatu, jaki niósł na ramionach.

Starożytnym zwyczajem mogli być razem wniesieni, on i majestat, w lektyce, ale Nijaki odmówił, gdyż wymagałoby to czasu, a on chciał być jak najśpieszniej z uczestnikami zjazdu. Był z nimi spokrewniony, uczyli się z tego samego podręcznika. Z tytułu wspólnoty edukacji Nijaki czuł się wyższy niż zawsze, może nawet 2,60 m wysokości.

Przemówił przewodniczący zjazdu i powitał Nijakiego oraz jego majestat. Nastąpiły oklaski, krótkie i rzeczowe, jak to u apologetów ceniących sobie czas i pieniądze. Usiedli.

W drugiej lub trzeciej kolejności przewodniczący powitał Głównego Recenzenta z Krzywej Przybudówki. Ten (wysokie chłopisko przypominające niedźwiedzia ze szczeciniastą twarzą) obrócił się w kierunku sali i pozdrowił zebranych. Rzęsiste oklaski zerwały się jak ptaki i poszybowały pod pułap. Wszyscy wstali i bili mu brawo, na dobrą sprawę nie wiadomo dlaczego. Trwało to i trwało. Tylko Nijaki, otulony majestatem, siedział samotny jak palec. Wiadomo dlaczego: było mu ciężko wstać, gdyż ciążyło na nim brzemię. Być może nie zdawał sobie z tego sprawy, bo miał elastyczne sumienie. Wywróżyła mu to pewna wróżka przyjaźniąca się z Komandorem.

Zaraz potem, zaproszony przez przewodniczącego zjazdu do zabrania głosu, Nijaki odłożył na bok majestat i elegancki, smukły i ogolony wyszedł na scenę. Przemawiał z głowy, gdzie miał kartkę z tekstem uzgodnionym z Komandorem, swoim serdecznym doradcą. Może było i na odwrót, że to on był doradcą Komandora. W momencie wystąpienia nie miało to jednak znaczenia, gdyż liczyły się tylko słowa. Mówca obietnic nie składał, bo mało kto wierzył już w tę walutę.

Oczy i usta oratora były skierowane na salę, jego wargi lekko wydęły się, jak to miały we zwyczaju, i zaapelowały do zebranych, aby byli sprawiedliwi i uczciwi w rozpatrywaniu spraw wielkich i małych, niskich i wzniosłych. Zgromadzeni na sali, kwiat apologetów niewinności, wzięli sobie do serca te słowa, gdyż przemawiał do nich ten, kto sam dawał najlepszy przykład, jak postępować. 

Komiks literacki. Konie trojańskie w akcji. Odcinek 16.

Szesnastego dnia ostatniej tercji jesieni komandor Jaroszka spał spokojnie, kiedy statek otulała mgła wyciszająca odgłosy. Mimo to ciche rżenie przeniknęło ściany jego kabiny. Nieco zdziwiony, wsłuchał się i rozpoznał głos Gracjeli, klaczy, którą w rozmowach z przyjaciółmi nazywał po prostu kobyłą. Ubrał się i wyszedł na zewnątrz. Głos dochodził z Krzywej Przybudówki. Komandor zajrzał do środka przez bulaj.

Gracjela stała między dwoma innymi końmi trojańskimi, wałachami, była nerwowa, spłoszona, rżała szybko i niespokojnie. Konie rozmawiały między sobą, otwarcie i szczerze. Nie musiały już ukrywać, że nie są końmi, tylko ludźmi. W tajemnicy zachowały jednakże to, że są cichymi wielbicielami Leo Jaroszki. Lubiły grę w pozory, udawanie, dojrzałą ciuciubabkę, ulubioną rozrywkę komandora i jego załogi. W Krzywej Przybudówce były jego wysłannikami, skutecznie naśladując pierwowzory trojańskie. Wszyscy się tego domyślali, lecz nikt nie wiedział, jak zachowają się w konkretnych warunkach. Komandor wsłuchał się w ich rozmowę i zrozumiał, że zbuntowały się i odmówiły współpracy recenzentom.

– Wreszcie. – Szepnął, postanawiając nie komentować tego odkrycia publicznie, gdyż dotychczas nie zdarzyło się, aby któryś z recenzentów okazał nieposłuszeństwo przewodniczącemu i odmówił pracy.

– Musieliśmy się zbuntować. Nawet koń trojański ma swoją godność. Liczymy teraz na awans. Może zostanę przewodniczącą recenzentów? – Rozmarzyła się Gracjela, do niedawna zwykła kobyła trojańska. Teraz była już kimś z pespektywami. U jej stóp leżała podeptana uprząż: uzda, chomąto, nagrzbietnik, lejce, podogonie, mały i duży podbrzusznik, pas pociągowy, dzwoneczki i jakieś drobne elementy.

Komandor poczuł ciepło w sercu. Konie trojańskie, jego konie, wykonały dobrą robotę.

Świat różnie oceniał to zdarzenie. Nie wszystkim podobało się zezwierzęcenie komandorskich recenzentów. Niektóre okręty, organizacje i ludzie byli komandorowi niechętni. Posądzano go o manipulację i zapędy autorytarne. On sam miał sumienie czyste jak łza. Dla bezpieczeństwa przechowywał je w ozdobnym, srebrnym puzderku w szafie pancernej. Oglądał je wieczorami, aktualizując i precyzując marzenia. Nikt nie wiedział, o czym dokładnie marzy, nawet on sam. Stała za tym wielka tajemnica.

Prywatne lekcje pisania opowiadań. Część 1.

Z natury i zamiłowania jestem samoukiem. Ponieważ mam także doświadczenie nauczania, udzielam sobie prywatnych lekcji. Tym razem pisarstwa. Zintegrowany w jednym ciele nauczycieloucznia kroczę dwiema drogami: studiowania podręczników o pisarstwie oraz popełniania błędów, dostawania cięgów od czytelników i wyciągania wniosków. Problemem nie jest popełnianie błędów; kłopot pojawia się wtedy, kiedy nie wyciągamy z nich wniosków i nie zmieniamy swego zachowania.

Temat, który usilnie nasuwa mi się pod klawiaturę (pomyślałem „pod pióro”, ale to już prawie antyczny termin), to „Jak pisać opowiadanie”. Moje doświadczenia z opowiadaniem „Izabella i Księżna”, nad którym wciąż pracuję, są wyjątkowo frustrujące. Choć tekst zapewne nie przekroczy osiemnastu stron, morduję się nad nim bez mała pięć miesięcy. Szukałem w sobie przyczyny tego stanu rzeczy. I co odnalazłem?

Przyczyna tkwi w niedostatecznym przemyśleniu fabuły i głównych postaci. Na początku miało to być opowiadanie „Izabella i Królowa”. Okazało się ono niewypałem. Miało mieć charakter poniekąd prześmiewczy, satyryczny, parodystyczny w odniesieniu do postaci królowej. Rzecz w tym, że Polakom najbardziej znana jest królowa brytyjska, Elżbieta II. Ostatnio transmitowano w wielu krajach obchody 60-lecia panowania królowej, które pokazały ją w bardzo pozytywnym świetle jako prawdziwą ostoję tradycji, stabilności i powagi państwa. Czytelnik nie przyjąłby dobrze przejaskrawień, śmiesznostek czy słabości postaci monarszej mojego opowiadania. Postać z opowiadania nie pasowała do realiów, zderzała się z nimi, budziłaby niechęć do opowiadania i autora. Szybko odrzuciłem te wersję po opiniach trzech „recenzentów” z kręgu rodzinnego: nie lubię opowiadań, nie podoba mi się to opowiadanie, bardzo pozytywnie myślę o królowej Elżbiecie II.

Trzy ebooki Michaela Tequila do nabycia po 0,99 US$ na platformie publicystycznej www.smashwords.com po wpisaniu Michael Tequila w wewnętrzną wyszukiwarkę platformy. Skorzystaj z okazji!