Dogrywka negocjacyjna prezydenta Trumpa w Polsce. Cz 2.

W godzinach wieczornych prezydenci USA i Polski spotkali się ponownie. Bardzo przypadli sobie do gustu. Reprezentowali podobne poglądy, a układ gwiazd sugerował owocną współpracę.

President Trump podziękował serdecznie za doskonałą synchronizację przebiegu przemówienia.

– Kiedy wspomniałem Lecha Wałęsę, od razu wasi ludzie zaczęli buczeć. Fantastycznie to robicie. – Powiedział, po czym podjął długo oczekiwane zobowiązanie.

– Wypełnimy zasadę wspólnej obrony NATO wschodnich granic i obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Jest to postanowienie ważne na sześć miesięcy, po czym będzie automatycznie przedłużane. Okres wypowiedzenia: trzy miesiące. Takie mamy zasady.

President Kaczyński przyjął to oświadczenie ze zrozumieniem.

Następnie prezydenci wymienili się upominkami. President Trump otrzymał skrzydła husarskie, dla upamiętnienia chwały oręża polskiego pod Wiedniem. Od razu je przymierzył.

– Jak spotkam się z Putinem, to go wystraszę tym szumem! Fantastic! – Krzyknął, tak był ucieszony.

President Kaczyński otrzymał makietę muru, którym USA odgrodzi się od Meksyku. Była tak długa, że musiała być rozłożona na części.

– Doskonale! – Ucieszył się president Kaczyński. – Przyda nam się do umocnienia wewnętrznego podziału kraju.

Na zakończenie president Trump długo szarpał rękę Presidenta Kaczyńskiego; był to widomy znak szczerej przyjaźni. President Kaczyński odpowiedział poważnym ukośnym uśmiechem. Wszyscy wiwatowali. 

O wielkich i małych, ludziach i rzeczach

Dzisiaj blog pisze się sam, od niechcenia. Łagodnie, na luzie, zrelaksowany. Piwko oraz świeżutki chlebuś żytni, razowy z masełkiem działają cuda.

Wybaczcie mi to piwko, chlebuś, masełko. Piszę jak rodacy zdziecinniali już w wieku, kiedy kobieta i mężczyzna ciągną się wzajemne do łóżka w celach tak radosnych, że nawet ksiądz profesor Oko nie wypowiada się o tym bez wzruszenia. Podobnie jak Danusia Kępa, moja ulubiona artystka cyrkowa, która urodziła się z wrodzoną wadą wykonywania stójki na języku. Nikt dzisiaj nie rodzi się w takim stylu. Ja przynajmniej nie słyszałem.

Wada Danusi okazała się w dojrzałym wieku (choć nigdy nie dojrzał on całkowicie) ważną umiejętnością, potem zaletą, a w końcu cnotą, z którą obnosi się ona publicznie, jak na mój gust trochę bezwstydnie. Niektórzy nazywają tę cnotę deformacją, ale co oni mogą wiedzieć o tajnikach kobiecego organizmu. Organizm naszej bohaterki telewizyjnej należy rozumieć szeroko, oddzielając starannie sferę ciała od duszy i dokumentów, trzech elementów, z których się składa. Przepraszam, zapomniałem o języku, który jest bardziej żywiołem niż elementem.

Po tym wstępie domyślasz się, Czytelniku, że chodzi mi o rzeczy wielkie i małe. Ze spraw wielkich na myśl przychodzą mi tylko ludzie, a wśród nich najbardziej Prezydent Putin, który jest wyjątkiem, ponieważ będąc mały jest wielki. I na odwrót, będąc wielki jest mały. Tu należy poczynić rozróżnienie logiczne. W jednym wypadku chodzi o rozmiar myślenia, w drugim o rozmiar ciała. Można myśleć jak gigant, a być malutkim jak krasnalek. Może przesadziłem.

Wielkość i małość zależą od puntu widzenia. Rosjanie patrzą na swojego Prezydenta bardziej od dołu, może na leżąco, a może na kolanach, i widzą go wielkim. My jesteśmy oddaleni i chyba bardziej niezależni okulistycznie, i patrzymy na niego siedząc albo stojąc, stąd wydaje się on nam mniejszy.

Społeczeństwo rosyjskie dzieli się na dwie grupy. Ta większa to patrioci, którzy podziwiają, zachwycają się, uwielbiają, adorują, kochają i zachłystują się Prezydentem. Są oni pełni werwy, nonszalancji, niezależności i optymizmu. Podziwiam ich za to. Na półeczce stoi słoik dżemu, na stole wódka z zakąską, dalej widać trochę chleba, a oni: Cudownie! Rewelacja! Nadzwyczajnie! Nigdy jeszcze nie było tak dobrze. To wszystko zawdzięczamy naszemu Prezydentowi!.

Druga grupa Rosjan, trochę mniejsza, jest niemrawa, wyciszona, przytłumiona, bez ikry. Może dlatego, że gorzej się odżywia, bo mieszka za granicą. W telewizji mówiono, że ostatnio (czyżby w ciągu jednego roku?) wyjechało za granicę 300.000 Rosjan. Nie liczyłem ich, dlatego nie będę się upierać, czy to prawda, czy nie. Odkąd pewnej nocy odnalazłem pod łóżkiem własny rozum, nic mnie już nie dziwi.

Prezydent Putin wykonał ostatnio ciekawy krok. Może jest to pierwszy ze słynnych leninowskich kroków do przodu, zwanych po rosyjsku „szagami”?. Dwa kroki naprzód, trzy kroki wstecz. Otóż, jak słyszę, Prezydent znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Znaczy się podporządkował go rządowi. To mnie zachwyciło, podobnie jak zachwycają mnie pan Duda-PiS, nadzwyczaj zdolny kandydat oraz pan Mastalerek-PiS, powszechnie ceniony recenzent wydarzeń światowych. (Boże, ile ja osób lubię!)

W krajach bezmyślnych, innych niż Rosja, bank centralny jest instytucją niezależną, a jego cele są stosunkowo proste: dbać o stabilność waluty, pilnować inflacji oraz hamować gospodarkę, kiedy zaczyna się przegrzewać i pobudzać, kiedy jest zbyt leniwa. Bank centralny jest w stanie to czynićdlatego, że nikt z rządu nie szepcze mu na ucho, co wolno, a czego nie wolno.

Dopiero teraz gospodarka rosyjska popędzi do przodu. Na telefon z Kremla: „Chłopcy, drukujcie pieniądze i pompujcie w gospodarkę, bo potrzebujemy ekspansji!”, mennica ruszy niczym Pendolino.

– A co z inflacją?- Śmiałby nieśmiało zapytać dyrektor banku.

– Nie martwcie się, towarzyszu, mamy potężną armię, to i inflację się powstrzyma.

Dyrektor się podporządkował, za to Rubel stał się niezależny. To mnie też zdziwiło, ponieważ zawsze myślałem, że jest on niezależny od lat. Dopiero teraz Rubel zacznie chodzić własnymi ścieżkami, nawet jeśli będzie to oblodzona ścieżka pod górę w Himalajach.

Wszystko zaczyna sie od „Dopiero teraz..”.

Zagubiłem się

Zagubiłem się. W polityce, w planach imperialnej Rosji, w Internecie szukając recenzenta, w pogodzie, która w Gdańsku jest marna, pochmurna, deszczowo-śniegowa, za to we Wrocławiu słoneczna i ciepła.

W ciągu dnia odnajdywałem się w różnych miejscach: w sklepie warzywnym, gdzie kupiłem kilka produktów do domu, lecz nie znalazłem łuski cebulowej do malowania pisanek wielkanocnych, na dworze, gdzie znajoma ścieżka prowadziła mnie do domu jak wóz z pijanym woźnicą konia do rodzonej stajni, w myślach, lecz nie w pamięci, która – jest to już wspominałem – starzeje się szybciej niż ciało.

Wierzę w to stwierdzenie, jak w mało co, z wyjątkiem pana Boga, który nie wiem, czy nawet słyszał o Michaelu Tequili, podobnie jak przedstawiciele nieba na ziemi czyli hierarchia kościelna, którą bardziej niż czytanie dobrych powieści trapią wierni oddalający się od Kościoła, oraz niewierni występujący do sądu z żądaniami rekompensat finansowych za molestowanie.

Molestowanie to czynność, która przychodzi zbyt wcześnie: kiedy chciałbyś, aby cię molestowano, to jakoś brakuje chętnych. Tylko politycy są wytrwali w męczeniu obywateli poglądami, podobnie jak Prezydent Putin w molestowaniu Europy i Ameryki ambitnymi planami. Ciekaw jestem, czy sprawy te trafią kiedyś do sądu z żądaniami rekompensaty ze strony poszkodowanych?

Na szczęście odnajduję się łatwo w moim pokoju, konstrukcji nader prostej: z tyłu ściana, z lewej strony okno, z prawej łóżko z materacem, z którego jestem dumny, z przodu biurko z dwoma monitorami. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to przekonuję z całej siły, że warto mieć dwa monitory: idealne rozwiązanie, kiedy potrzebujesz coś kopiować, porównywać, pisać tekst i równocześnie czytać inny tekst na ekranie. Jeśli zyskam sławę, to z pewnością częścią drogi do niej będą dwa monitory, ułatwiające pracę i przyśpieszające myślenie.

W momentach zagubienia zwracaj się o pomoc do swojej żony. Nie dziwię się, że Kościół, matka nasza, popiera instytucję małżeństwa, ponieważ jedynym źródłem prawdy o mężczyźnie jest jego żona. Jeśli nie jesteś żonaty, ożeń się, aby poznać tę prawdę, a jeśli jesteś, to możesz pomyśleć o rozwodzie, ponieważ znasz już prawdę i wiesz, ile jesteś wart. Określenie „ile” jest rozciągliwe: może oznaczać „nic”, „mało”, „dużo”, „czy ja wiem” i jeszcze więcej.

Chyba znowu pogubiłem się. Trudno, taki dzień.

Drogi Czytelniku,

Niniejszym daję Ci gwarancję wysokiej jakości mojej powieści. Gdybyś nie daj, Boże, poczuł się rozczarowany, masz gwarancję przeprosin z prawem wyboru formuły. Poniżej przedstawiam Formułę 1. W przyszłości dalsze formuły.

Pośpiesz się z zakupem, nie musisz spieszyć się z reklamacją!

Formuła 1:

Pana/Pani krytyka mojej powieści „Sędzia od Świętego Jerzego” jest niezwykle trafna. Zgadzam się z Panem/Panią, że fabuła jest nudna, bohaterowie są gorsi od polityków, a zakończenie powieści jest beznadziejne. Zrozumiałem to dopiero wtedy, kiedy sam zacząłem czytać powieść. Było już jednak za późno, aby cokolwiek zmienić.

Szczerze przepraszam za lichą jakość utworu.

Niech Bóg Pana/Panią błogosławi w drodze ku lepszej literaturze, jeśli taka istnieje.

Z poważaniem,

Michael Tequila.

 

Niespokojny sen Władimira Wielikiego 

W nocy, co trzeba podkreślić, gdyż Władimir Wielikij śnił także w dzień, miał on sen, bardzo niespokojny. Zbudził się spocony. Podeszła niania, była w randze gienierała lejtnanta, aby go utulić.

– Czy już jestem carem, nianiu?

– Nie, jeszcze nie, kochanie. Ale już niedługo. – Uspokoiła go i poprawiła kołdrę.

Rano Władimir Wielikij czuł się również niespokojnie. Chodził po wysokich schodach w górę i w dół, w górę i w dół, aby sprawdzić, czy ogromne odrzwia otwierają się i zamykają równie łatwo i bezszmerowo jak poprzedniego dnia. Martwił się. Miał swoje powody.

Poprzedniego dnia ktoś strzelił głośno za oknem i ktoś się przewrócił. A potem nastąpiło coś, o czym nigdy nie słyszał. Z głębi miasta wyszedł wielki wąż, potwornie długi i rozlał się po ulicach, a potem pełzł i pełzł powoli, niósł transparenty i strasznie milczał. I to milczenie było najstraszniejsze.

Władimir Wielikij wiedział, co zrobić. Polecił wysłać wszędzie kondolencje, szczere, najszczersze, co zrobiono. Wtedy uspokoił się.

W salonie, gdzie miał gabinet, usiłował dosięgnąć wzrokiem korony leżącej na szafie. Było to zbyt daleko, bo był to gabinet salonowy, a może nawet salon gabinetowy, Bóg raczy wiedzieć, jak to nazwać, bo był naprawdę wielki. Władimir Wielikij zadał sobie trud, aby wstać i podejść do korony. Nie musiał tego robić, bo przecież mogliby go zanieść do niej gwardziści.

Przymierzył koronę. Pasowała jak ulał. Położył ją z powrotem na szafie, obrócił się na pięcie dookoła osi, która była prosta jak struna, trzy razy, bo był przesądny. Znowu przymierzył koronę. Nie pasowała!

Sztuczkę z koroną powtórzył kilka razy, osiągając te same wyniki. Raz pasowała, raz nie pasowała. To go rozeźliło. Aby uspokoić się wrócił do biurka, gdzie leżała kulka z napisem „Diemokracja”. Była spora, plamiasta. Lubił bawić się nią w prestidigitatora. Był to jego drugi zawód, o którym nikt nie wiedział. Pierwszy znali wszyscy na świecie. To go trzymało na duchu, który wciąż był czysty i niewinny. Nie tylko on w to wierzył.

Sztuczka, która ćwiczył, polegała na tym, że kiedy otwierał dłoń z kulką, raz pokazywała się ona z napisem „Diemokracja jest!”, a drugi raz z napisem,” Diemokracji niet!”. Lubił to ćwiczyć, bo zmiany napisów go bawiły.

– Kiedyś pokażę ją tym zarozumiałym Amerykanom i Europejczykom, którzy dybią na mój majątek. – Pomyślał i z dumą poklepał się po ramieniu.

– Ech, co to za majątek! Takiego majątku nie ma nikt na świecie!. – Westchnął z radością, która wypełniła go po brzegi jak szampan wypełnia kielich. Władimir Wielikij siadł za biurkiem i zaplanował nowy dzień. Na dworze czekały już niezmierzone rzesze poddanych, którzy go uwielbiali. Nie wszyscy, ale solidne osiemdziesiąt pięć procent. To mu wystarczało. Nie był chciwy. Wszyscy to wiedzieli. A jak nie wiedzieli, to tylko dlatego, że byli głupi.

I byłoby to bardzo piękne, gdyby nie wąż, który powrócił dwa dni później i długo szedł na cmentarz, aby pozostać już tam na stałe i strasznie milczeć. Co gorsze, wąż powiedział mu we śnie: Będę to robić aż do skutku.

Sędzia od Świętego Jerzego  — Michael  Tequila

Serdecznie Państwa zachęcam do zakupu mojej powieści psychologiczno-obyczajowo-kryminalnej „Sędzia od Świętego Jerzego”, która w postaci książkowej (drukowanej) jest od wczoraj w sprzedaży po cenie promocyjnej 19 zł w sklepie internetowym www.zaczytani.pl.

W ciągu jednego-dwóch tygodni powieść będzie dostępna także w innych księgarniach internetowych i tradycyjnych. Będę o tym informować na blogu i na Facebooku podobnie jak i o promocyjnych spotkaniach autorskich na terenie Gdańska.

Historia prawie o grotesce

Przechodziłem niedawno obok sklepu mięsnego pod wezwaniem „Od 23 % do 97 % mięsa w kiełbasie” i postanowiłem pozdrowić personel. W sklepie nie było klientów, więc przyszło mi to łatwiej.

– Ucieszę panie moim widokiem, a zmartwię brakiem chęci kupienia dzisiaj czegokolwiek. – Oświadczyłem sądząc, że wymyślnym pozdrowieniem wzbudzę entuzjazm nie do pokonania.

Wyszło zupełnie na odwrót. Kobiety zmartwiły się moim widokiem, ucieszyła je natomiast wiadomość, że nic nie kupię. – Też potrzebujemy chwilę oddyszki od klientów. – Wyjaśniły uczciwie.

Ta prawie groteska przypomniała mi dialog Zachód – Rosja, którą nazwę Nowym Ambitnym ZSRR. Rozmawiają ze sobą jak ja ze sklepem mięsnym. Intencje krzyżują się, rozmijają, interpretacje pochorowały się prawie do wymiotów.

Mój słuszny gniew człowieka wiedzącego kierowałem dotychczas na Rosję i jej wielkiego wodza (napisałem go z małej litery, aby poczuć się lepiej), tak teraz kieruję go chętniej na Zachód: Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Putin robi, co chce, a oni: zobaczymy, pomyślimy, rozważymy, zastanowimy się i tym podobne „imy”. Mam to za złe przywódcom Zachodu, który jeśli tak dalej pójdzie, to stanie się wkrótce częścią barbarzyńskiego Wschodu. Samo USA wydaje na zbrojenia rocznie 550 mld dolarów, Rosja 70 mld dolarów, a Ukraina ciągle nie może doczekać się choćby trochę nowoczesnego sprzętu, którym w ciągu dwóch dni rozstrzelałaby połowę czołgów i dział rosyjskich na swoim terytorium.

Najbardziej konkretnie mam to za złe USA i Wielkiej Brytanii, które wspólnie z Rosją były gwarantami integralności terytorialnej Ukrainy i które już w momencie wkroczenia tam Rosjan powinny natychmiast strzelić do nich nie pociskiem ciężkiego kalibru, ale jednoznaczną i rzetelną propozycją: albo się wycofujecie, albo my natychmiast dostarczamy broń Ukrainie. Jaka jest wartość gwarancji nienaruszalności terytorium kraju udzielonej przez mocarstwo, jeśli za złamanie wspólnej gwarancji nie ma natychmiastowej zdrowej reakcji?

Jestem i tak przekonany, że Rosja wypadnie fatalnie, ale stanie się to dopiero wtedy, kiedy sytuacja gospodarcza tego kraju pogorszy się na tyle, że społeczeństwo pójdzie po rozum do głowy i zacznie wycofywać swoje poparcie dla Putina. Jest to chore społeczeństwo, żyjące zbrojnymi ambicjami imperialnymi, kiedy wszyscy wokół już się z tej choroby wyleczyli. Rosjanie maja tak ogromne terytorium i niesamowite bogactwa mineralne, a szukają szczęścia na Ukrainie, w Gruzji, w Mołdawii i na innych strzępach historycznego imperium (które ostatecznie okazało się kolosem na glinianych nogach). To tak, jakbym miał 70 miliardów dolarów i usiłował zdobyć podstępem dodatkowe 20 milionów, aby nadmuchać moje ego, że jestem wielki.

Dwa rankingi gospodarki Rosji są już na poziomie śmieciowym. Sprawy idą więc – w mojej politycznej ocenie – we właściwym kierunku. Być może straszne zabójstwo Niemcowa i demonstracja ponad 50 000 ludzi dla uczczenia jego pamięci i wyrażenia protestu zainicjuje proces powracania Rosjan do zdrowia.

Wierzcie mi, że normalizacja relacji Rosji – Zachód nastąpi głównie na gruncie ekonomicznym (gospodarczym). Nic tak nie leczy z manii wielkości, jak śruba niedostatku i biedy.

Sędzia od Świętego Jerzego  — Michael  Tequila

Serdecznie Państwa zachęcam do zakupu mojej powieści psychologiczno-obyczajowo-kryminalnej „Sędzia od Świętego Jerzego”, która w postaci książkowej (drukowanej) jest od wczoraj w sprzedaży po cenie promocyjnej 19 zł w sklepie internetowym www.zaczytani.pl.

W ciągu jednego-dwóch tygodni powieść będzie dostępna także w innych księgarniach internetowych i tradycyjnych. Będę o tym informować na blogu i na Facebooku podobnie jak i o promocyjnych spotkaniach autorskich na terenie Gdańska.

Nie samą dumą człowiek żyje

2015 02 15 Putin z rewolwerem za trójka prezydentów

To nie jest cały obraz. Z tyłu, za tą dwójką z rewolwerami, idzie europejska, amerykańska, kanadyjska i australijska opinia publiczna i instytucje opiniotwórcze, które powoli, lecz systematycznie szturchają swoich przywódców, aby przestali traktować Putina i (jego) Rosję jak małego Jasia, dziecka głębokiej troski, które potrzebuje cierpliwej edukacji, aby wyrosnąć na człowieka.

Cierpliwość ma swoje granice, a jedną z ostatnich jest zrozumienie przez panią Merkel, przywódcy największego kraju europejskiego, że Putin drwi z niej i jej zabiegów pokojowych. Pomoc zbrojeniowa i finansowa USA i UE dla Ukrainy pozwoli mieszkańcom tego kraju odzyskać wiarę w siebie samych (bo niekoniecznie w Zachód) i pokazać Rosjanom, że ich czołgi, armaty i samoloty umierają szybciej i łatwiej niż myśleli (życie ludzkie nie jest w Rosji w cenie, więc śmierć żołnierzy nie ma większego znaczenia dla Putina, armii i społeczeństwa, z wyjątkiem rozpaczy najbliższej rodziny).

Wojna Rosji przeciw światu zakończy się na froncie gospodarczym i finansowym, a nie czysto militarnym. Wojsko i wojna kosztują ogromne pieniądze. Zachód ma te pieniądze, tylko ich skąpił, Rosjanie ich nie mają, ale muszą się jeszcze o tym dowiedzieć i przekonać. Im szybciej, tym lepiej. Największy geniusz straci wiarę w siebie, kiedy zabraknie mu jedzenia, odczuje zimno i dach zacznie mu przeciekać. Sam Putin jest dostatecznie bogaty, aby nie odczuć presji finansowej Zachodu i dopiero opinia rosyjskiego społeczeństwa i ośrodków opiniotwórczych będą w stanie zmienić jego poglądy. Nie ma takiego narodu ani społeczności, której duch nie upada, kiedy pojawią się problemy rosnącego bezrobocia, wysokiej inflacji, spadku wartości rodzimej waluty, rosnącego ubóstwa. Nie ma takiego poglądu politycznego ani wizerunku, który nie ulega erozji. Nic tak nie przemawia do rozumu, jak głód lub jego perspektywa.

Nie samą dumą człowiek żyje.

Prezydent Putin w Egipcie. Wiadomość krótka i rzeczowa.

Prezydent Putin odbył wizytę w Egipcie. Przy powitaniu zagrano hymn, który tylko z nazwy i domniemania był hymnem Federacji Rosyjskiej. Prezydent z wrażenia najpierw zdębiał, potem zdrętwiał, zamarł, zastygł , a w końu skamienial, ale tylko na twarzy. Zachował jej kamienny wyraz i po zakończeniu rozmów odleciał z nim do Moskwy. Można go teraz oglądać – jakim go Egipt stworzył – w telewizji państwowej. Społeczeństwo rosyjskie liczy na to, że niedługo przyjdzie odwilż i drętwota zniknie z jego oblicza.

Zapytany, dlaczego nie uśmiecha się, Prezydent odpowiedział:

– Nie mam ku temu powodów ani okazji. Podejmuję intensywne starania zakończenia wojny na wschodzie Ukrainie, ale są one torpedowane przez Unię Europejską, USA, Ukrainę i separatystów.

Zagraniczni dziennikarze twierdzili, że wykazał nadzwyczajne, wrodzone mu zresztą poczucie humoru. Rosjanie byli innej myśli, choć powinno ich cieszyć, że ich przywódca ma to poczucie.

– Separatystów? Tych, co tak biegle mówią po rosyjsku i umieją obsługiwać katiusze? – Zapytała zdziwiona dziennikarka, której wydało się, że prezydent przejęzyczył się. Nie było taktowne posądzać Prezydent Rosji o przejęzyczenie się. Tym razem intuicja jej nie zawiodła.

– Ach, przepraszam! – Prezydent schylił się, aby szarmancko ucałować rączki dziennikarki. – Omyliłem się. Separatyści to porządni ludzie. Tak! Tak! – Dodał. – Mimo, że nie są to moi separatyści. Wzruszył się, jego twarz pozostała jednak kamienna.

Mam pomysł: Co dalej? Część 2.

Mały krępy wraca do domu i dzwoni do tęgiej kobiety i przystojnego lowelasa. – Co wy robicie? Uzbrajacie tych ludzi?

A ona na to spokojnie: – My? Ależ nigdy w życiu. Nie mamy pojęcia, o czym pan mówi. Wykluczone, nikogo nie uzbrajamy. I powtarzają mu jeszcze raz na koniec: – My nikogo nie zbroimy.

Sytuacja nie jest łatwa. W domu Zakapiora leje się wódka. Usiłują zrozumieć, o co tu chodzi.

– Słuchaj, szefie, oni łżą jak psy. To niebezpieczni ludzie. Ta sprawa może nas sporo kosztować. Co robić?

– Trudno chłopcy, wydaje mi się, że tym razem to my będziemy musieli do nich pojechać i porozmawiać. Bo oni mówią „tak”, oczywiście, ale w istocie Bóg jeden wie, co mają na myśli.

– Szefie, w dodatku to oni są nieobliczalni. Na magazynie, w którym trzymamy cały importowany sprzęt i żywność, ktoś założył jeszcze większe kłódki i mocnej przykręcił śruby. Wczoraj miał nadejść transport sprzętu do filtrowania alkoholu, nie nadszedł. Napisali email, że nic na to nie poradzą, że nie mogą na nas liczyć, że jesteśmy niewypłacalni.

Dwa dni później przychodzą do Zakapiora ludzie ze wsi i skarżą się.

– Szefie, strasznie podrożała żywność, wody nam brakuje, a elektryczność jest tylko co drugi dzień. Lepiej ściągnąć tych elektryków z placu, niech zostawią te naprawy sprzętu, który ktoś im ciągle psuje, a zajmą się naszą elektrownią.

Zakapior kiwa ze zrozumieniem głową. Doszedł już do siebie. Nie jest mu łatwo, ale wydaje odpowiednie dyspozycje. Wieczorem tłumaczy w telewizji, której jest współwłaścicielem, że sytuacja się zmieniła, że obcokrajowcy są wrodzy narodowi, ale mają pieniądze, że były mniejsze urodzaje. Naród to rozumie. Wszystko jest znowu dobrze, tylko poparcie mu spada z osiemdziesięciu pięciu do sześćdziesiąt pięciu procent.

Po kolejnym odsłonięciu kurtyny, na scenę wychodzą ludzie z transparentami. Pierwszy nosi napis: „Czasem musisz udać głupka, kiedy masz do czynienia z niebezpiecznym facetem”. „Cwaniaczek wie, co robi, ale udaje przygłupa”. Inny: „Kiedy zaczynasz grać tak samo, przeciwnik traci orientację i zaczyna myśleć”. „On do ciebie z kosą, ty do niego z paralizatorem”. „Gość zaczyna cię cenić, kiedy zrozumiał, że już się go nie boisz”.

2015 02 09 Putin na Krymie

Widownia wstaje i milczy przez minutę dla uczczenia zakończenia. Niektórzy nucą w pamięci Marsyliankę. Robi się cicho i spokojnie.

– Pokój z wami!. – Głośno komunikuje anioł spod powały. Jest uzbrojony w pistolet maszynowy na wypadek, gdyby ktoś go nie zrozumiał.

 

Mam pomysł. Co dalej? Część 1.

Wczoraj o godzinie 22.22 wyszedłem na spacer. Było ślisko. Upadłem i uderzyłem głową o chodnik. To mnie ożywiło i rozjaśniło w głowie. Widocznie była tam jakaś blokada zaciemniająca. Wróciłem do domu i napisałem sztukę teatralną. Przedstawiam scenariusz.

„Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

2015 02 08 badzior w masce z kwiatem

Na miejsce przyjeżdża delegacja społeczna: kobieta, niezbyt ładna, ale rosła, oraz mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i zaczynają tłumaczyć małemu facetowi:

– Proszę pana, nie może pan ich tak bić, to nie jest zgodne z zasadami. Ustalmy jakieś zasady.

– Co proponujecie? – Pyta mały zakapior. Trochę się zmęczył i jest chętny otworzyć gębę dla rozrywki.

– Po pierwsze, że nie będzie pan bić wszystkich ludzi, tylko tych dwóch. Po drugie, że będzie pan to robić nie na całym placu, tylko w tamtym rogu. Wspólnie ustalimy granice i oznaczymy je palikami. Po trzecie, musimy ustalić wspólnie obserwatorów, aby patrzyli, jak pan się sprawuje.

Mały facet nachylił się do nich, oni do niego, coś im powiedział i delegacja odjechała. Na odchodnym powiedział bardzo wyraźnie:

– Zapamiętajcie sobie, ja nikogo nie biję.

– Ależ bije pan.

– Zapewniam was, że nie biję. Mogę powtórzyć to w telewizji”.

Nie podobał mi się ten scenariusz. Był za mało wyrazisty, napisałem więc drugi.

„ Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka innych osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

W pokoju siedzi kobieta, niezbyt ładna, ale rosła i mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i naradzają się.

– Rozmawialiśmy już z nim kilka razy, nie ma co strzępić języka. To ugrzeczniony bandzior o uśmiechniętej twarzy. Słowami nie trafimy do niego. Przywołują do siebie jeszcze jednego faceta, wysokiego, szczupłego, o ciemnej karnacji. Nachylają się razem i coś szepczą.

Na drugi dzień do dwóch wciąż jeszcze pokrwawionych mężczyzn na placu przychodzi zakapior i zaczyna zakasywać rękawy. Patrzy i oczom nie wierzy. Dwaj okrwawieni mają kastety w ręku, a za nimi stoją draby, jest ich mniej niż jego kompanów, ale mają jeszcze większe pały i w dodatku paralizatory, których sam na oczy nie widział. Jego to nie zraża i zaczyna ich bić. Wynik jest jednak trochę inny. Sam wychodzi poturbowany. W dodatku okazuje się, że jego zespół stracił trzy pały, a wiadomo ile one kosztują.

Sytuacja powtarza się kilka razy. Jest trudna, impas jest widoczny po obydwu stronach.

Ciąg dalszy jutro.

Celebryci i sława pisarska czyli o ocieraniu się

Pisanie blogów autorskich i powieści nie tylko działa na organizm stymulująco jak zioło Senes i lewatywa, ale i zbliża do celebrytów tego świata..

Dzielę się sensacyjną radością: nazwisko Michael Tequila wraz z linkiem do ebooka „Sędzia od Świętego Jerzego” na Virtualo ukazało się na stronie internetowej Polityka.pl tuż pod zdjęciem Prezydenta Władimira Putina i Prezydenta Kwaśniewskiego. Obraz ukazuje sie w pełnej krasie po kliknięciu na niego.

2014 08 16 Link do Sędzia MWSnap078 2014-08-16, 22_08_15

Zaszedłem w głowę i dotychczas nie mogę z niej wyjść, jak doszło do mego otarcia się o Celebrytów, co jest podobno marzeniem wielu, można by powiedzieć rzeszy ludzi, gdyby nie negatywne skojarzenie historyczne z „rzeszą”. Widocznie w życiu narodów i jednostek położenie geopolityczne łatwiej rodzi uprzywilejowanie niż wygrana w Toto-Lotka.

Po bliższym zbadaniu sprawa się skomplikowała, czyli równocześnie rozjaśniła i zaciemniła. Powinienem chyba udać się do kabalarki albo Cyganki z serdeczną prośbą o wróżbę, gdyż nie wszystko da się rozgryźć własnymi zębami, nawet jeśli są one na stalowych implantach. Część tajemnicy rozgryzłem metodą chałupniczą, czyli we własnym zakresie: z prezydentem Putinem łączy mnie znak zodiaku, Waga, i to bardzo bliska, gdyż urodziliśmy się odpowiednio piątego i siódmego października, choć w bezpiecznym oddaleniu kilku lat kalendarzowych.

Z Prezydentem Kwaśniewskim łączy mnie Tequila.

 

Poszerzanie horyzontów

Zbudził mnie niepokój, nie tak niezrozumiały, ile nieprzyjemny, że moje horyzonty są za wąskie, nieadekwatne do współczesności, węższe niż biblijne ucho igielne, przez które nie jest w stanie przejść nawet wygłodzony wielbłąd.

O wielbłąda i ucho przestałem się martwić skoro tylko zobaczyłem we śnie (równie wyraziście jak na jawie), z jaką energią i oddaniem armia izraelska poszerza na Bliskim Wschodzie wszystkie bramy i przejścia z wyjątkiem tuneli energicznie kopanych przez uzbrojone króliki palestyńskie. Uciekłem stamtąd jak najszybciej, aby nie dostać pomieszania zmysłów, co jest prawdą a co fałszem. Jest to obszar zmagań sięgających czasów przedchrystusowych, które poprzez meandry historii z udziałem różnych Wielkich Braci przerodził się w skansen zwany „Galimatiasem Pokoju i Nienawiści”.

Na Jeszcze Bliższym Wschodzie, tuż za granicą obszaru zwanego Bratem Ruro, też jest bardzo ciekawie. Ktoś dobrze wszystkim nieznany dostarcza tam bezpłatnie rozrywki turystom podróżującym samolotami z pomyloną nawigacją. Nieznani fundatorzy, którzy jak się ostatnio okazało okropnie nie znoszą jabłek, sprowadzają w szaleńczym tempie na ziemię ludzi oraz bagaże i czarne skrzynki, aby udostępnić je również bezpłatnie kolekcjonerom dokumentów, biżuterii i mocnych wrażeń.

Tak oto w lapidarny sposób przesunął się przez moją głowę kalejdoskopowy zapis zdarzeń kilku tygodni, które możni tego świata potępiają, bardzo rozważnie i z umiarem, nie za szybko i nie za mocno, aby nie wykoleić pociągu, który wiezie nas ku szczęściu. Jest to pociąg na wzór australijskiego „Ghana” podróżującego między Sydney a Perth, z wagonami restauracyjnymi i małym kasynem, lecz wyposażony w urządzenia, gdzie wycenia się, a może nawet i wymienia na twardą walutę, jawne kłamstwa i barbarzyńskie czyny.

the-ghanKangaroo and a train on the plainsthe Ghan inside

Najgorsze jest to, że człowiek, którego dobrze znam, wydawałoby się obyty i w miarę myślący, tkwi w dezorientacji, czy eksperci wyceniający czyny barbarzyńskie w twardej walucie mają rację czy nie.

Osobom wierzącym pozostawiam niezdrową nadzieję, że autor i sponsor oryginalnych wschodnich pomysłów lotniczych zacznie w końcu dławić się walutą albo jabłkami, co pobudzi jego imperialny chłodny umysł do bardziej przyziemnego myślenia.