Radość życia dojrzałego mężczyzny

W piątek, czyli wczoraj, przytłoczyła mnie radość życia. Była spontaniczna i rozbrykana jak małe dziecko.

Najpierw dowiedziałem się, że w Polsce istnieje stanowisko takie jak „technik serwisu łopat turbin wiatrowych” do którego głównych zadań należy „troubleshooting”. Potem pojawiła się informacja, że „policja złamała szyfr dealera gwiazd i celebrytów Cezarego P”, co oznaczało, że „osoby znane z pierwszych stron gazet poczuły strach”. Jeszcze bardziej potem, o godzinie 5 PM, rozpoczęła się happy hour z campari z tonikiem zamiast soku, który wyparował, i trzema małymi pączkami z serem, budzącymi słoneczne niebo w gębie. Happy hour to you, too!

W końcu, i to dopełniło dziennej czary mego uniesienia, podano wynik spotkania Prezydent – Prezes, w jakiej sprawie nie wiem, bo o tym nie pisano. Wynik jest jednak znany: jest chęć i wola, będą analizować, odbędzie się kolejne spotkanie. Piszę o tym i podobnych tajnych sprawach publiczno-politycznych na Twitterze, który stał się dla mnie domem i przystanią. Podaje adres: www.twitter.com/michael_tequila . Wystarczy też wpisać Michael Tequila po wejściu na stronę www.Twitter.com.  

Na zakończenie kolejna dawka rozkoszy literackiej z mojego zbioru opowiadań: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania”:

„W warunkach układu słonecznego hysio występuje najczęściej nocą około godziny 23.15, ale w Galaktyce Rozdrażnień panują zupełnie inne warunki. Przeważają tu silne prądy równoległego wzbudzania i hamowania aktywności organizmów żywych i nie ma podziału na dzień i noc. Czas dobowy liczony jest metodą przeskoków: redukcji – od godziny 24 do godziny 0, i wzrostu – od godziny 0 do godziny 24. Ta doba była dobą rosnącą.

Kapitan spokojnie podchodził do załogantów, którzy ustawili się na zbiórce w tradycyjnej gwiezdnej formacji, nagle podskoczył, podniósł obydwie ręce do góry i popędził w kierunku mostku sterowniczego. Tam czaił się chwileczkę, po czym zręcznie wdrapał się na pulpit nawigacyjny, skąd jednym susem przeskoczył na tablicę świateł ostrzegawczych i wydał z siebie nieartykułowany dźwięk. Zaraz potem oznajmił donośnym głosem:

– Jestem kapitan Nemo K, niestrudzony badacz galaktyk i układów gwiezdnych.

Nie wyczerpało to jego repertuaru hysia, ponieważ chwilę później wykonał dziwny manewr. Obrócił statek rufą do przodu i, dokonując gwałtownego zwrotu przez lewy statecznik, przeleciał tuż, tuż koło najgorętszej w tym regionie gwiazdy, zwanej Julią Roberts. Spojrzał śmiało w jej duże i piękne oczy i na odległość ucałował jej obfite różane usta. Gwiazda emanowała tak niezwykłym blaskiem, że musiał przesłonić oczy daszkiem czapki kapitańskiej. Załoga oniemiała.”

Zobacz na Twitterze. Kliknij na link księgarni Znak pod obrazkiem:

https://twitter.com/michael_tequila/status/921427215472119808

Kierunek Twitter

Tak bardzo nie mam nic do powiedzenia, że chyba powinienem zostać premierem. Pani premier sama prawie nie zabiera już głosu na temat obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz współpracy z prezydentem. Są to sprawy wyłączone do osobistego użytku osób uprzywilejowanych przez los.

– A co ja się będę mieszać się w takie głupoty, jak inni robią to lepiej? – Premier odpowiedziała sama sobie patrząc w lustro, po czym rzuciła w nie pantofelkiem, który z związku ze zbliżającą się zimą i rosnącą stopą życiową będzie zmieniać na wysokie buty zimowe.

Tęgość naszego rządu wyraża się dzisiaj w ciele raczej niż czynach, z wyjątkiem oczywiście reformowania wszystkiego, co się rusza, a nawet tego, co od dawna nie wykazuje znaków życia. Jak zauważyłem, w górę wagowo idą nie tylko Amerykanie, ale i nasz Prezes, Premier oraz Minister Spraw Zagranicznych. Tęgość jest oznaką statusu, przykładem są choćby dawni chińscy mandaryni. Cieszy mnie, że mamy swoją wagę w skali międzynarodowej.

W reformowaniu jesteśmy mocni. Reformujemy siebie i innych. Idąc w ślad mistyków i proroków rządowych postanowiłem i ja się zreformować. Z Facebooka przechodzę na Twitter, na którym już zamieściłem ponad 20 tweetów. Na Facebooku będę zamieszać głównie fragmenty mojej twórczości literackiej (książki, opowiadania itp.).

O Twitterze Wikipedia mówi, co następuje: „Twitter jest modny wśród elit i chętnie wykorzystywany przez osoby publiczne, w tym m.in. przez polityków, dyplomatów, publicystów i dziennikarzy. Swoje profile na Twitterze mają także gazety, czasopisma, instytucje państwowe, firmy, ośrodki medyczne, celebryci itp. Tweety znanych osobistości (np. papieża, prezydenta USA i RP) nierzadko przygotowują specjaliści ds. komunikacji.”

Bądź elitarny, zapisz się na Twitter i śledź Michaela Tequilę. Nazwisko jest alkoholizowane, łatwe do zapamiętania. Jeśli jego tweety Ci się spodobają, daj swój „like”, jeśli nie, skop je w …., określ je mianem p…., albo wyraź swój słuszny gniew w inny jeszcze bardziej twórczy sposób.

Oto kolejny fragment mojego opowiadania jako zachęta do zakupu książki „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania":

„Racjonalny umysł Arturo Cwikly żywił ciepłe uczucia dla intuicji, przeznaczenia i czasu. Arturo wierzył w Nowy Rok, jako wyodrębniony moment w czasie. Równie dobrze mógłby uwierzyć, że noga zaczyna się od kolana albo od kostki, ponieważ Nowy Rok jest w istocie Starym Rokiem, który powiedział: – Dzisiaj odradzam się w niewiadomym celu. Bo czas nie ma celu. „A może ma?” – zadał sobie pytanie Arturo, Argentyńczyk słowiańskiego pochodzenia. Jego ojciec był imigrantem z Czech, człowiekiem niezamożnym, ale ambitnym, który pragnął zapewnić jedynakowi wysokie wykształcenie. I zapewnił, choć przez śmiercią nie był już pewien, czy jego decyzja była słuszna, ponieważ Arturo – zamiast poświęcić się karierze naukowej – oddał się namiętnościom.

Arturo był człowiekiem wolnej woli, ateistą z wyboru, który zdecydował się zapomnieć, kto spłodził go na początku długiej linii ewolucji i jakie wynikały stąd konsekwencje. Zignorował swoich przodków, uważając, że to los przypisał mu rolę mężczyzny i miejsce w życiu. W Boga nie wierzył. Ateizm był jego wiarą, a zarazem formą sieroctwa, samotności i odosobnienia”.

Szczęśliwy kraj, szczęśliwi obywatele

Po dwóch wetach prezydenta kraj wypełniły postacie i zdarzenia. Każdy miał coś ciekawego do powiedzenia, jedni wzniośle, inni bardziej przyziemnie. Pani premier też przemówiła, była jakby większa i pełniejsza, bardziej uroczysta. Do „Radia Wiara” zadzwonił pan Józef z Lublina, wyraził troskę o wydarzenia i zaproponował demonstrację 500.000 osób, nazywając ją małymi Węgrami. Ministra obrony określił mianem największego patrioty i najprzedniejszego stratega w historii kraju. O godzinie szóstej rano następnego dnia biły dzwony, miarowo, potężnie, wzywając wierzących i niewierzących do wiary w przyszłość. Jedni uwierzyli, inni nie, trzeci tylko połowicznie.

Wydarzenia w kraju okazały się tak niezwykłe, że zainteresowały się nimi wszystkie media, nawet król Butanu, jedynego państwa na świecie, gdzie mierzy się poziom szczęścia obywatelskiego. Dziennikarze pisali tam, że ludzie w dalekim orientalnym kraju tak bardzo kochają swoją partię rządzącą i prezydenta, że chodzą wiecować pod wysokie budynki, zapalają świece i czyniąc wspomnienia śpiewają pieśni dziękczynne i wznoszą okrzyki.

Wielki nastrój panuje też w budynkach. Prezes partii rządzącej często się modli i radość czerpaną z modlitwy przenosi do Sejmu. Kiedy opozycja w swoim zagubieniu atakuje go, albo protestuje, że marszałek zbyt wolno prowadzi obrady, prezes odpowiada jej słowami otuchy i miłości: „Moje wy mordki łagodne, krzywe pyszczki, łajdaczki najukochańsze. Zamknijcie drzwi, bo straszny przeciąg się tu robi”. Potem ich przytula do serca i pieści słowami do tego stopnia, że robi im się przykro, że nie mogą mu się odwdzięczyć.

Całkiem ostatnio prezydent i prezes popatrzyli w odwrotne strony świata i ten niewinny z pozoru incydent tak zdezorientował społeczeństwo, że zamarło ono w oczekiwaniu. Na wszelki wypadek naród nabrał otuchy w piersi i słodyczy na usta i czeka, co będzie dalej.

Rewolucja trwa. Ludzie dostają szału i strasznie krzyczą.

Świat zmienia się tak szybko, że wystarczy jedna noc, by następnego dnia już go nie poznać. Na szczycie piramidy społecznej, jaka zebrała się w pewnym okrągłym budynku, pewien prezes dostał szału, strasznie miotał się, krzyczał, wyzywał ludzi od sukinsynów, gniotów i parszywców, i to podobno tylko dlatego, że nie dostosowują się dostatecznie szybko do jego postulatów postępu społecznego. Jeśli chodzi o szczegóły, to gwałtowną i jakżeż zrozumiałą reakcję Prezesa (każdy lubi przecież wybuchnąć od czasu do czasu) wyjaśniano wzmianką o członku jego rodziny, rzekomo ktoś powiedział o nim coś niewłaściwego wycierając sobie równocześnie twarz. Tak dokładnie to nie wiadomo, co złego powiedział, bo powiedział tylko to, co ów krewniak Prezesa ogłosił kiedyś osobiście na temat rządzenia.

Niestety powiedzenie kuzyna źle się skojarzyło Prezesowi i dlatego wybuchł na mównicy jak granat. Na szczęście nikomu nic się nie stało, oprócz tego, że pani Krysia, miłośniczka Prezesa stwierdziła, a właściwie wykrzyczała, że pan Prezes miał rację, że wyzwał przeciwników własnych nad wyraz słusznych poglądów, od sukinsynów i podobnych łajdaków, bo ona by ich nazwała jeszcze gorzej, gdyby nie to, że jest kobietą.

Na to podniosły się głosy zwątpienia. Ktoś krzyczał, że nawet jeśli na górze ma ona coś solidnie kobiecego (tu podawał opis), a na dole też coś kobiecego (tu obył się bez opisu), ale ma usta pełne wymowy jędrnej jak słowa rycerza znużonego długim przebywaniem w rynsztoku, to nie wiadomo, czy nadal jest kobietą, czy też nie, o ile kiedykolwiek była.

– Ja jestem pełen wątpliwości. – Powiedział sceptyk i osunął się na ziemię, bo właśnie ogłoszono, że po błyskawicznym nocnym głosowaniu całe dwie wysokie izby ważnej instytucji opowiedziały się za kontrolą sędziów wszystkich spraw doczesnych.

– Na początku będziemy kontrolować sędziów w sądach, brzydkich wymieniać na ładnych, ponieważ lubimy piękno, potem sędziów piłkarskich, robiąc to samo, potem arbitrów wszelkich gier sportowych, potem jurorów ważnych imprez, potem sędziów w sporach rodzinnych, potem wszystkich innych ludzi, którzy wydają sądy o czymkolwiek. – Wyjaśnił Prezes swoim zwolennikom, gapiącym się w niego jak pies w gnat, jak to mówi przysłowie. Byli to ludzie szczęśliwi, niezdający sobie sprawy, że i oni mogą kiedyś trafić do sądu i zostanie im dokopane, jeśli trafią na sędziego myślącego po linii Prezesa, a nie po linii bezstronności, która jest dziwna, bo nie reprezentuje żadnej partii i może dlatego jest nielubiana przez wielu.

Kiedy o tym usłyszeli internauci, włos im się zjeżył na całym ciele (co było straszne, bo wiadomo, że człowiek wtedy szpetnie wygląda, zwłaszcza nago), ponieważ zdali sobie sprawę, że pisząc cokolwiek na blogu, na Fejsie czy na platformie społecznościowej, w emailu, a nawet na murze, wydają sądy o tym i o owym. 

Poufne rozmowy prezydenta Trumpa w Polsce. Cz. 1.

Na jaw wyszły ostatnio szczegóły poufnego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Prezydentem Trumpem w dniu jego słynnego przemówienia na temat dziejów Polski. Mężczyźni zwracali się do siebie per „Mr President". Był tu pewien niuans językowy, ale tłumacz rządowy rozwiał go bardzo szybko: „Prezes” w języku polskim znaczy dokładnie „President” w języku angielskim.

Podjęto ważne zobowiązania. USA dostarczy Polsce gaz ziemny, pociski Patriot oraz będzie udzielać stałego poparcia idei Międzymorza z Polską w roli przywódcy. Podkreślono korzyści: dostawy gazu radykalnie zmniejszą zależność Polski od Rosji, a Międzymorze od Unii Europejskiej. President Kaczyński podkreślił, że pociski Patriot dobrze mu się kojarzą.

– Jesteśmy patriotami, nie wpuszczamy obcych do Polski. Mamy piękną tradycję.

President Trump powiedział a propos tradycji, że jest on spokrewniony ze znanym polskim rodem. President Kaczyński zainteresował się.

– Przestudiowałem drzewo genealogiczne. Mój dziadek wywodził się ze słynnego rodu Bufonów.

President Kaczyński nie pamiętał tego rodu. – Bardzo żałuję. – Wyjaśnił.

Dziękując za możliwość wystąpienia w Warszawie, president Trump wyjaśnił, że nie wspomniał roku 1989 w swoim przemówieniu, ponieważ ta część polskiej historii była dla niego niejasna. – Najważniejszy był wtedy Lech, ale chyba nie ten, o którym myślałem. Tak mi się wydaje. To delikatna kwestia, jak rozumiem.

President Kaczyński zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy.

– Zmienimy wtedy podręczniki historii w USA. – Odpowiedział president Trump.

W międzyczasie obydwie pierwsze damy wymieniły się uściskami i uwagami na temat fryzur i sukni, oraz obiecały sobie wyjaśnić, na czym będzie polegać ich rola. – Dotychczas było to niejasne. – Zgodziły się.

Prezydenci złożyli przysięgi.

– I shall make my country great! – Pierwszy przysięgał president Trump. – Postawię mur większy niż chiński, oddzieli nas od Meksykan i muzułmanów.

– Uczynię mój kraj wielkim. – Szybko wyjaśnił tłumacz.

– Ja też uczynię mój kraj wielkim, ale nie potrzebuję muru. – Odpowiedział z przekonaniem president Kaczyński.- Mam ministra Błaszczaka, który już doskonale oddzielił nasz kraj od obcych. Nikt do nas nie przyjeżdża, nawet na zaproszenie. Zapraszamy serdecznie, ale oni mówią, że w Polsce im się nie podoba.

Temat ten bardzo zaintrygował Presidenta Trumpa, ale nie miał czasu go drążyć

Seks za pieniądze i inne poważne sprawy

Niniejszy zapis jest nieco żartobliwy w formie, ale poważny w treści w tym sensie, że przedstawia fakty i zdarzenia ubrane w słowa, jakich na co dzień nie używa się do opisu naszej – pozwólcie, że posłużę się chińszczyzną – słodko-kwaśnej rzeczywistości.

W telewizji Minister ds. Rodziny chwaliła kobiety za dzietność.

– Nasza zapomoga demograficzna 500 z hakiem jest skuteczna. Ilość urodzeń dzieci wzrosła o dziesięć procent w jednym miesiącu. Potem znowu wzrosła. I znowu. To już trzeci miesiąc z rzędu. Jesteśmy zachwyceni. – Mówiąc uśmiechała się tak radośnie, jakby to ona rodziła te dzieci.

Opozycja protestowała w sposób brutalny i nieokrzesany.

– Jesteście bezwstydni. Przepłacacie ludzi, aby uprawiali seks za pieniądze. To niemoralne. Ci ludzie rozmnażają się, nie mając ku temu żadnych kwalifikacji. Jest to produkcja chałupnicza, nieuregulowana przepisami. Aby jeździć samochodem, musisz mieć prawo jazdy. Nie możesz też prowadzić w stanie upojenia alkoholowego. Czy w akcie tak podniosłym, jak płodzenie i rodzenie dzieci, obowiązują jakies zasady prawne? Dopuściliście do tego, że ludzie to robią byle jak, byle gdzie, na łóżku, na dywanie, nawet w lesie, aby tylko zarobić. Wstyd! I to za państwowe pieniądze!

– Mamy jeszcze wiele do uregulowania, ale to wina Tuska. – Wyjaśniła Premier. – Jego rząd zrujnował nie tylko kraj, ale i pożycie małżeńskie, dopuszczając do głosu homoseksualistów, lesbijki, genderowców, in vitro i podobnych zboczeńców. My to naprawiamy.

– A co z przedszkolami i żłobkami? – Gardłowała opozycja.

– Po co nam one? – Odpowiedziała Minister ds. Kobiet. – Patrzymy długofalowo. Nasze rozwiązanie to więcej dzieci i więcej młodych emerytów. Starsze dzieci opiekują się młodszymi, młodsze jeszcze młodszymi, a emeryci zajmują się niemowlętami i oseskami. Po to jest wczesna emerytura. Odmłodzimy Polskę!

Rozległy się okrzyki z ław rządowych. Ktoś zaintonował: My młodzi, my młodzi, nam wino nie zaszkodzi. Potem recytowano „Odę do młodości”. Ktoś krzyknął: „Baba z wozu, chłopu lżej!”

Minister Finansów szybko obliczał. – Podwojenie 500 z hakiem da nam 20 procentowy przyrost ludności, potrojenie – 30-procentowy. Szybko wyprzedzimy Niemcy, a potem Indie i Chiny. Będziemy supermocarstwem!

– A skąd pieniądze na te 1500 z hakiem? – Wołała zgodnie opozycja.

– Zaoszczędzimy na armii! Nie kupię już ani jednego czołgu więcej, ani jednego helikoptera, ani okrętu. Pozwalniam wszystkich generałów. Damy radę. – Wyjaśnił z przekonaniem Minister Wojny i Pokoju.

– Ja dorzucę masę forsy ze ścinki drzew. – Zadeklarował Minister ds. Wyrębu Lasów.  Zaoszczędzimy też na oczyszczaniu powietrza. I tak jest już czysto.

Zrobiło się bardzo radośnie. Zapanował powszechny optymizm. Opozycja również wpadła w wir uniesienia. Wszyscy całowali się ze wszystkimi. Ściskano Prezesa na wszelkie możliwe sposoby.

– Geniusz! Geniusz! – Wiwatowano.

Prezes był tak wzruszony, że obiecał, że wyjście z Unii Europejskiej będzie bezbolesne.

– Zaoszczędzimy na Unii Europejskiej, na imigrantach i na pensji dla Tuska. Tego zaprzańca! – Kiedy to powiedział rumieńce radości pojawiły się na jego białej, poważnej, spracowanej twarzy.

– Niech żyje demografia! Niech żyje Prezes. Niech żyje Polexit! – Długo wołał suwerenny naród obserwujący posiedzenie parlamentu.

 

Nowy obraz „Jednoroczna Panorama Polska”.

Mistrz Jan Matejko wrócił z oficjalnej ekshumacji i maluje „Jednoroczną Panoramę Polską”, obraz szeroki na kilometr, tyle wydarzeń ma do upamiętnienia. Przedstawia on bohaterów współczesności i ich czyny. Bohaterowie kierują się zasadą: każdy robi to, co umie najlepiej, nawet jeśli umie niewiele.

Obraz zaczyna się od lewej strony.

Naczelnik pełniący obowiązki Prezesa wystawia europejski nakaz aresztowania Przewodniczącego Rady, Lokalny Prezydent nakaz podpisuje, Minister Spraw Dziwnych zawozi go do Brukseli i wręcza Komisji Włoskiej na wyjeździe, aby oceniła ściganego i go aresztowała. Poszukiwany kryje się w Lokalnym Parlamencie, gdzie pilnuje go patriotycznie nastawiony Poseł Kogutko. Minister Sprawiedliwości i Kary zwraca się do władz belgijskich o ekstradycję Przewodniczącego, te jednakże ze względów towarzyskich odmawiają.

– Nie jest naszym obywatelem. – Twierdzą i upierają się, że tak jest najlepiej.

Na takie dictum Minister Obrony Nadzwyczajnej wysyła oddział komandosów (w składzie 25 generałów i 250 pułkowników) na helikopterach, które zostały już zamówione. Premier, którą zepchnął z drogi Centocento lub która zepchnęła Centocento, tego nie wiadomo, wychodzi w dresie szpitalnym, aby pobłogosławić oddział przed akcją. Widzi to Ojciec Rodziny i przyłącza się do błogosławieństw. Komandosi jadą, ujmują i przywożą Przewodniczącego Rady do stolicy Kraju. Przewodniczącemu wychodzi naprzeciw Naczelnik z wielkim toporem w ręku.

– Po co ten topór? – Pyta strwożony Przewodniczący.

– Żebyś zeznawał prawdę. – Odpowiada zapytany, wyjmuje osełkę i ostrzy narzędzie.

Minister Sprawiedliwości i Kary osobiście prowadzi śledztwo ubrany w togę prokuratorską. Śledztwo jest udane, cała prawda wychodzi na jaw, wszystkie szczegóły zamachu. W puszce  wybuchowej trafiają one do Ministra Obrony Nadzwyczajnej, ten ogłasza szczegóły publicznie razem z karą, Suweren dowiaduje się prawdy, akcje Pierwszej Partii idą w górę i sięgają 42 st. C. Jest to poważny stan gorączkowy, zagrażający życiu organizmu. Minister Zdrowia podejmuje dramatyczną decyzję: podaje paczkę marihuany leczniczej oraz (na wszelki wypadek) receptę na środek antykoncepcyjny i poleca operować.

Minister Obrony Nadzwyczajnej przewozi zagrożony organizm samochodem w obstawie żandarmerii z szybkością 140 km na godzinę, przyspieszając na czerwonych światłach. Są poszkodowani, ale Minister im wybacza, bo jest to uprzywilejowany przejazd służbowy, po czym wsiada i jedzie jeszcze szybciej. Organizm trafia do szpitala na czas, operacja się udaje.

Naczelnik jest uradowany, wystawia drugi europejski nakaz aresztowania Przewodniczącego Rady, który w międzyczasie negocjuje z Przewodniczącym Drugiej Partii, kto będzie nią rządzić w razie czego. Lokalny Prezydent nakaz podpisuje, nieostrożnie zadając pytanie, czy wniosek jest potrzebny, skoro już go podpisał wcześniej, na co Naczelnik odpowiada patrząc w nocne niebo:

– Pisz, pisz! Nie myśl, bo narty ci się zagrzeją i śnieg będzie ci się topić w butach!

Minister Spraw Zagranicznych zawozi nakaz do Brukseli i wręcza Komisji Włoskiej na wyjeździe, aby sprawę jeszcze staranniej rozpatrzyła i przekazała wniosek odpowiednim władzom, które zaaresztują Przewodniczącego, skoro ona sama tego nie może lub nie chce uczynić. Ścigany nie zasypuje gruszek w popiele, zamienia się stołkiem z Przewodniczącym Drugiej Partii i idzie do knajpy opić sukces przy włączonym mikrofonie podsłuchowym.

Po namalowaniu bohaterów i ich czynów Mistrz Matejko zmienia nazwę obrazu na „Cudowna Paranoja i Eutanazja Polska”, po czym głębokim ukłonem dziękuje Naczelnikowi za scenariusz i odchodzi szepcząc: – Niech Bóg cię błogosławi, Synku. Żegnam. Baw się dalej.

Dzień niepokoju księdza proboszcza. Opowiadanie.

Ponownie, gwoli czystej rozrywki, dostarczanej nam ostatnio w większych ilościach przez polityków i Roberta Górskiego w „Uchu Prezesa”, przedstawiam fragment mojego opowiadania „Wypożyczalnia psów”, jakie ukarze się wkrótce w zbiorze „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania”.

Dedykuję je w szczególności właścicielom i miłośnikom psów, dzięki którym świat widzi mi się bardziej serdeczny i radosny.

*****

Anastazja pamiętała jeszcze jeden incydent. Stanął jej przed oczami jak żywy. Aż wzdrygnęła się na samo wspomnienie, co się wtedy działo. Był to dzień, kiedy Klaudiusz ogłosił swój pogląd o niedopuszczalności eutanazji zwierząt domowych, w szczególności psów.

– Nie ma usypiania psa bez jego zgody. – Pod takim tytułem jego wypowiedź ukazała się w lokalnej gazecie. Za tytułem szły wyjaśnienia i szczegóły.

Celem Klaudiusza było poruszyć ludzi i wywołać dyskusję w obronie psów, aby w dłuższej perspektywie doprowadzić do zmiany prawa. Z informacji wynikało, że chodziło mu o pewne minimum, mianowicie o to, aby o decyzji uśpienia psa decydowało większe grono ludzi, a nie tylko sam właściciel.

Artykuł wymieniał przypadki, kiedy ludzie uśmiercali zdrowego psa dlatego, że był stary, albo uważali, że jego utrzymanie lub leczenie za drogo kosztuje, albo kiedy wyprowadzali się na drugi koniec kraju lub za granicę.

Wobec braku żywszej reakcji, Klaudiusz podjął akcję, która zbulwersowała miasteczko i groziła wybuchem niezdrowych sensacji. Przywiązał siebie i trzy psy, jeden własny, dwa pożyczone od przyjaciół podzielających jego poglądy, do betonowego słupa przed kościołem. Raban zrobił się tym większy, że na parafialnej tablicy ogłoszeń ukazał się afisz z podpisami kilkunastu obywateli protestujących przeciw bezmyślnemu uśmiercaniu psów.

Proboszcz miał problemy z sercem; na wiadomość o niezwykłym wydarzeniu o mało co nie zszedł z tego świata. Jak tylko wrócił do siebie, natychmiast wysłał organistę, jedyną osobę, do której miał zaufanie, aby nie zwracając niczyjej uwagi zerwał afisz. Nie chciał mieć awantury przed kościołem, bojąc się, że „ten wariat”, jak w duchu nazwał Klaudiusza, obróci swój gniew przeciwko kościołowi lub przeciw jemu samemu.

Po usunięciu afisza, proboszcz znalazł się zupełnie przypadkowo w pobliżu Klaudiusza przywiązanego łańcuchem do słupa. Zbliżył się i dyskretnie poprosił go o spotkanie. Rozmawiali, ale bardzo krótko, ponieważ proboszcz miał pilne obowiązki i bardzo się spieszył.

– Proszę przyjść do spowiedzi, synu. Będę na ciebie czekać. – Powiedział na zakończenie.

Klaudiusz stawił się w kościele o ustalonej godzinie i podszedł do konfesjonału. Zanim uklęknął, rozejrzał się, ile osób jest wewnątrz świątyni.

– Wolałbym, aby było więcej. To by nadało dodatkowy rozgłos sprawie. – Mruknął do siebie pod nosem.

Proboszcz od razu przystąpił do rzeczy. Był człowiekiem łagodnym z natury, tym razem postanowił być bardziej stanowczy. Życzliwy, pozytywny, ale stanowczy.

– Synu! W sercu zgadzam się z tobą, to bardzo ludzka postawa. Wiem, że jesteś kynologiem i sprawa psów leży ci na sercu. Ale robić takie zamieszanie? Ludzi to gorszy. Nie tylko mówić o eutanazji, ale i stawiać psa na równi z człowiekiem!?

– Ależ, księże proboszczu, przecież Święty Franciszek … – Usiłował protestować Klaudiusz.

– Wiem, wiem! Oczywiście, bracia mniejsi. Modlę się do niego każdego dnia podobnie jak i ty. Uwierz w moje dobre intencje! Ale tak nie można postępować. Może to pana Boga nie obraża, choć nie jestem tego pewien, ale ludzi na pewno. Postępujesz bardzo nierozważnie. To nie służy psiej sprawie. Przepraszam, nie służy sprawie opieki nad zwierzętami. – Patrzył na spowiadanego z uwagą. Serce bilo mu żywiej, co go dodatkowo niepokoiło.

Z oczu Klaudiusza biła uczciwość i powaga. Proboszcz zmieszał się. Nabrał pewności, że nie ma co rozmawiać, bo mężczyzna mu nie ustąpi. Słyszał o jego trudnym charakterze od jego żony, Anastazji. Pamiętał, że Klaudiusz uparł się i za żadne skarby nie chciał ustąpić, aby nie nadawać córeczce imienia Nuka, przy wymawianiu którego matka dziecka płakała rzewnymi łzami.

Zapytał Klaudiusza, czy chciałby coś jeszcze dodać lub wyznać jakieś grzechy. Słysząc w odpowiedzi milczenie, postanowił zakończyć przykry sakrament spowiedzi. W duchu pomyślał jeszcze „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” i niepewnie podziękował Bogu. Miał do Niego trochę żalu, że dopuścił do takiej sytuacji. Po chwili refleksji uznał jednak, że byłoby bezsensowne oczekiwać, aby Najwyższy interweniował w tak dziwnej sprawie i to tylko dlatego, że jest ona kłopotliwa dla jakiegoś lokalnego proboszcza. Patrząc na klęczącego Klaudiusza przeszła mu przez głowę myśl, że być może Bóg wie lepiej, gdzie rezyduje prawdziwa wiara i dobroć.

Wracając do zakrystii proboszcz zdecydował, że nie będzie już prosić o boskie wstawiennictwo w sprawie Klaudiusza i psów niezależnie do tego, jak ona się rozwinie. Serce proboszcza jakby uspokoiło się.

Patrz recenzje i opinie – przyciski na górnym pasku menu Powieści i Poezje.

Miłość i dobroć od wielkiego dzwonu

O polityce piszę tylko od wielkiego dzwonu. Od kilku dni słyszę, jak głośno bije.

Prezydenci Sopotu i Gdańska w grudniu wystąpili do rządu o zgodę na przyjazd kilkunastu sierot z Aleppo w Syrii na leczenie i zobowiązali się pokryć koszty ich pobytu i leczenia.

Rząd zareagował natychmiast. Pani Premier Szydło rzuciła się do portmonetki, którą miała w płaszczu, i wyłożyła bez wahania 10 zł.

– Nie mogę dać więcej. – Powiedziała wzruszona. – Rano dałam 100 zł na tacę i zostało mi tylko te dziesięć złotych. Oddaję wszystko, co posiadam.

Oprócz pieniędzy dała też dobrą radę prezydentom, że szybciej i skuteczniej mogą pomóc dzieciom na miejscu w Aleppo.

– Ale tam nie można wjechać, tam trwa wojna. – Wyjaśnili.

Wiadomość ta zmartwiła ją. – Nie wiedziałam. – Odpowiedziała. – Ale to nic. Minister Obrony Narodowej udostępni panom super nowoczesny helikopter, abyście mogli tam bezpiecznie dotrzeć, jak tylko go otrzymamy. Zamówiliśmy kilkanaście sztuk.

Inni przedstawiciele władz też nie szczędzili wysiłków, aby pomóc sierotom. Minister Obrony Narodowej zaoferował im przejażdżkę nowoczesnym transporterem opancerzonym. – Dzieci ogromnie lubią jeździć takimi pojazdami. To będzie dla nich prawdziwa frajda. – Powiedział.  

Prezes Kaczyński wręcz entuzjastycznie poparł inicjatywę prezydentów błagając tylko, aby dopilnowali, żeby dzieci nie okazały się terrorystami i nie były chore, bo to mogło być niebezpieczne. – Bezpieczeństwo naszego kraju leży mi najbardziej na sercu. – Podkreślił to bardzo mocno.

Prezydent Duda podpisał się pod decyzjami rządu i Prezesa nie czekając nawet na nocną porę. Był zdecydowanie za, chciał nawet interweniować, aby sprawę przyspieszyć. Było to niepotrzebne, ponieważ cały rząd zaangażował się w jak najszybsze, pomyślne załatwienie sprawy.

Cieszmy się, Bracia i Siostry, że mamy władze pełne miłości i dobrej woli! Błogosławieni niech będą ci, którzy je wybrali. 

Idealne państwo, idealne społeczeństwo. Opowiadanie. Część 1.

Wydarzenie z pozoru było mało znaczące. Poseł opozycji stojąc przy mównicy wyznał miłość przewodniczącemu parlamentu. Powiedział, że go kocha. Kiedy to mówił, trzymał w ręku kartkę świąteczną z życzeniami dla dziennikarzy, którym rządząca Partia Dobroczynności pragnęła zwęzić korytarze dla ułatwienia pracy w parlamencie oraz skrócić sztandar dziennikarski, dodatkowo utrudniający im poruszanie się po korytarzach. Przewodniczący udzielił adoratorowi dla ostrzeżenia dwa upomnienia, po czym wręczył mu czerwoną kartkę. W innym demokratycznym parlamencie wyznanie miłości mężczyźnie przez mężczyznę ani kartka z życzeniami dla jakiejś grupy zawodowej nikogo by specjalnie nie zdziwiła, ale nie w tym kraju. Z drobnej sprawy wynikła wielka hucpa.

Decyzja przewodniczącego podziałała na opozycję jak czerwona płachta na byka. Ci ludzie dosłownie oszaleli: zaczęli krzyczeć, tupać, protestować, chwilę później otoczyli mównicę i fotel przewodniczącego żądając przywrócenia ukaranego posła do gry. Zaniepokoiło to prezesa Partii Dobroczynności, który dorywczo pełnił również funkcję premiera. Poprosił kolegę o wyjaśnienie. Ten wytłumaczył krótko, o co poszło.

– Jestem rozżalony na niego. Spodziewałem się, że uczyni to w bardziej intymnym nastroju, że przyniesie kwiaty i że uklęknie przede mną. A tu taka publiczna żenada. Nie spodziewałem się tego po nim. Wyglądało to jak gruby żart. Samo oświadczenie miłości na pewno było miłe, ale poza tym to dno. Co więcej, on chciał mówić o muzyce i pieniądzach, a nie o miłości.

Prezesowi PD ledwo udało się uspokoić kolegę. Pocałował go w rękę. Nigdy nie całował mężczyzn w rękę, ale tym razem zrobił wyjątek. Przekonał go także do utrzymania czerwonej kartki w mocy.

Życzenie opozycji nie zostało spełnione. Przewodniczący parlamentu mógł im ustąpić, ale nie uczynił tego po wymianie serdeczności z prezesem partii. Pozostał nieugięty. Opozycja w odwecie uparła się, aby zablokować mównicę i jego fotel w sali posiedzeń. Okazała się również nieugięta.

Te trzy czy cztery z pozoru proste decyzje zapoczątkowały długi ciąg niezwykłych zdarzeń. 

*****

Incydent w parlamencie pokazano w telewizji, wywołał on gwałtowną reakcję. Postępowanie przewodniczącego nie podobało się wielu widzom, którzy uznali, że nie ma on serca, że odrzucił oferowaną mu miłość, że jest bezlitosny. Na ulice miasta wyległy tysięczne tłumy. Liczba protestujących nieprzerwanie rosła. Zebrani skandowali różne hasła, śpiewali poważne pieśni, wygłaszali krótkie, dosadne przemówienia, unikając jednak nieparlamentarnych słów. W końcu zablokowali wyjazd z parlamentu przedstawicieli partii rządzącej. Interweniowała policja, usuwając demonstrantów uniemożliwiających przejazd.

– Blokada sali posiedzeń parlamentu grozi załamaniem porządku prawnego kraju, ruiną gospodarki, naruszeniem przyjaznych stosunków z sąsiadami, innymi słowy totalną klęską. – Tak określił sytuację prezes Partii Dobroczynności. – Zapytajmy się otwarcie, nie owijając sprawy w bawełnę, kto buntuje się przeciwko nam, legalnej władzy? Są to szumowiny i elementy społeczne, zwolennicy poprzedniej skorumpowanej partii, której odebraliśmy władzę. – Przewodnicząc rozwinął długą listę przewinień poprzedniej władzy, po czym podsumował. – Demonstranci na ulicy buntują się przeciwko nam, władzy rządzącej sprawiedliwie i rozważnie, pragnącej dobra całego społeczeństwa, nie tylko elit. Niedoczekanie ich!

Członkowie PD słuchali przemówienia prezesa z uwagą i szacunkiem. Kiedy wpadł w gniew, uznali jego uczucie za jedyne i słuszne. Swoją aprobatę wyrażali energicznym potakiwaniem. Słychać było także okrzyki: – Udzielamy panu pełnego poparcia. To leży w interesie narodu i parlamentu. Jako demokratycznie wybrana reprezentacja narodu jesteśmy z nim tożsami. Partia to naród, naród to partia! – Zaczęli skandować patrząc w oczy sobie oraz widzom siedzącym przed telewizorami.

Obywatele zgromadzeni na ulicy nie przyjęli jednak łatwo słów prezesa, ani przewodniczego parlamentu, ani członków partii rządzącej. – Mamy własny rozum i serce. Nie musicie za nas decydować. Mamy was dość! – Krzyczeli zbiorowo i indywidualnie, i nadal gromadzili się jakby zbierając siły.

Przewodniczący parlamentu przy wsparciu prezesa PD podjął decyzję. W ciągu nocy na ulicach pojawiła się policja, żandarmeria oraz agenci w niewidzialnych garniturach, chłop w chłopa dobrze zbudowani, mocno wywatowani, ostre rysy na marsowych twarzach. Żaden z ich nie uśmiechnął się nawet przez moment, kiedy tworzyli kordon odgradzając demonstrantów od parlamentu. Rankiem następnego dnia wszystkie wejścia do parlamentu były już zablokowane, a ulice odgrodzone stalowymi płotami. Przywódcy opozycji i nieprawomyślni komentatorzy sugerowali, że rolą sił porządkowych było zaszokować i zastraszyć obywateli. Niektórzy obywatele w to wierzyli, inni nie wierzyli.

Dzięki zdecydowanej akcji rządu sytuacja została opanowana. Cel rządu został osiągnięty. Prezes PD był zadowolony. Obronił integralność parlamentu i legalnie wybranej władzy. Ze wszystkich ludzi w kraju tylko on jeden uśmiechał się.

*****

Po trzech latach rządów Partii Dobroczynności, zwanej także Partią Dobrobytu, powstało wymarzone przez naród idealne państwo, a w ślad za nim ukształtowało się idealne społeczeństwo. Wymagało to niezliczonych reform, aktów prawnych, rozwiązań instytucjonalnych, a nade wszystko nieprzerwanej perswazji.

Jednym z najważniejszych rozwiązań był Rejestr Specjalny, oznaczony kodem RS, narzędzie stanowiące podstawę każdego nowoczesnego państwa. Jego beneficjentami byli szarzy obywatele, o których nikt wcześniej nie mówił, albo mówił bardzo niewiele. Szarzy obywatele dzięki władzy Partii Dobroczynności w końcu poczuli się w kraju jak u siebie w domu, gdzie innym nie powodzi się lepiej niż im samym. Czerpali z tego satysfakcję większą niż z sukcesu osobistego.

Rejestr Specjalny podlegał bezpośrednio prezesowi PD, pełniącemu dorywczo rolę premiera. Rejestr przechowywano w podwójnie opancerzonej szafie ze złotym emblematem lwa ze skrzydłami orła. Szafa była wbudowana w ścianę dzielącą gabinet premiera i gabinet Ministra Służb Specjalnych. Dostęp do RS miały tylko trzy osoby: premier i minister służb specjalnych oraz jedna kobieta, której nazwisko było utajnione. Wiedziano o niej tylko tyle, że była mocno zbudowana, silna i miała tubalny głos i nawet w czasie największej trwogi wznosiła odważnie dłoń z palcami ułożonymi w symbol zwycięstwa. Była niezłomna. Układ dwóch mężczyzn plus jedna kobieta zapewniał równowagę płci, czego życzył sobie sam premier. – Jesteśmy demokratyczni do szpiku kości. – Powtarzał to wielokrotnie, aby nikt nie miał wątpliwości. W jego partii nie było to potrzebne, bo wszyscy jej członkowie myśleli identycznie. Tkwiła w tym ogromna siła.

RS był rejestrem indywiduów wrogich, podejrzanych o wrogość oraz niechętnych władzy. Nie państwu, nie społeczeństwu, ale właśnie władzy, która w ocenie prezesa Partii Dobroczynności była niczym innym jak sublimacją ideału, o którym pisał Platon dwa tysiące pięćset lat wcześniej. Prezes PD, uznawany już wtedy za geniusza politycznego, oparł zręby idealnego państwa na teorii Platona, geniusza filozoficznego, którego darzył wielkim zaufaniem z uwagi na jego niechęć do demokracji ludowej.

Jako symbol sił rządzących prezes był najbardziej zagrożony przez osoby wrogie i niechętne władzy. Zagrożenia te były traktowane przez rząd najpoważniej ze wszystkich. – Wiadomo, że jak umiera mózg, to umiera cały organizm. – Lapidarnie wyjaśniał Minister Zdrowia, były ekspert sądowy z ogromnym doświadczeniem w wystawianiu świadectw zgonu.

Jednostki wrogie i niechętne władzy Rejestr Specjalny określał generalnie jako indywidua. Usystematyzowano je hierarchicznie wedle skali ich negatywnych uczuć. Najwyższą kategorię stanowiły indywidua wrogie władzy, kod IWW. Do tej kategorii zaliczono także opozycję parlamentarną po zebraniu pełnej dokumentacji ich dywersyjnej pracy. Opozycja – jak się okazało – była ideologicznie sponsorowana z zewnątrz kraju i to na masową skalę.

Drugi, niższy poziom RS, stanowiły indywidua podejrzewane o wrogość, kod IPW. Chodziło o podejrzenia natury uniwersalnej, zarówno te niebudzące żadnych wątpliwości jak i budzące wątpliwości. Tak było bezpieczniej i taniej. Było to ważne, ponieważ bezpieczeństwo i ekonomia były głównymi hasłami rządu.

Najniżej w hierarchii zagrożenia, był to poziom trzeci, stały indywidua niechętne władzy, kod INW. Do ich teczek dostęp miała, prócz wymienionej już trójki, także policja. To samo indywiduum mogło znaleźć się na wszystkich szczeblach Rejestru Specjalnego. Znaczyło to, że jest ono niebezpieczne pod każdym względem.

Indywidua znajdujące się w Rejestrze Specjalnym były traktowane w sposób szczególny: policja, służba więzienna i służby specjalne mogły je aresztować bez oskarżenia i trzymać w areszcie przez trzy miesiące, który to termin był automatycznie przedłużany, a nawet torturować w „rozsądnych wymiarze”, jeśli zagrażały one bezpośrednio partii rządzącej, parlamentowi lub rządowi, czyli najwyższym organom władzy państwowej. Zasady strzelania do indywiduów przy próbie ucieczki były określone przez rząd w odrębnym akcie prawnym. Aresztowania indywiduów z list RS odbywały się głównie nocą, najpóźniej nad samym ranem, kiedy poszukiwani spali i nie stanowili nadmiernego zagrożenia dla sił porządkowych.

Dostęp do teczek RS premier i minister służb specjalnych mieli bezpośrednio ze swoich gabinetów poprzez wewnętrzne drzwiczki w sejfie pancernym. Sejf znajdował się za ich plecami, nie było więc mowy, aby ktokolwiek zbliżył się do niego niepostrzeżenie. W obydwu gabinetach oprócz wartownika ukrytego za zasłoną w rogu pokoju czuwał także pies wilczur.

Wbrew opiniom opozycji, rządowi nie chodziło o zastraszenie obywateli, ale o wychowanie społeczeństwa w duchu karności i porządku. Wyjaśnił to prezes, dorywczo pełniący również funkcję premiera, szczególnie wysoko ceniący ład społeczny.

– Bez karności i porządku nie ma kołaczy. – Mówił prawie nie rozciągając cienkiej linii uśmiechu usytuowanej nad górną wargą. Dolnej wargi nie angażował, gdyż była ona zarezerwowana na okazje specjalne, kiedy opozycja i krnąbrni obywatele usiłowali wyprowadzić go z równowagi.

*****

System rządzenia w oparciu o RS przyniósł krajowi wielkie korzyści, ponieważ obywatele nauczyli się karności i porządku. Z czasem okazało się jednak, że miał on także pewną słabość. Chodziło o to, że obywatele ukształtowali w sobie nawyk nabierania wody w usta, w związku z czym pojawiły się braki wody, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. Ceny wody poszły w górę, ale nikt nie mógł się skarżyć, ponieważ miał wodę w ustach, w związku z czym rząd mógł zapomnieć o problemie. Przynajmniej przejściowo.

C.d. jutro.

Uroczyste życzenia świąteczne i noworoczne 2017

Moim Czytelnikom oraz wszystkim ludziom dobrej woli, życzę serdecznie radosnych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół.

Życzę także wszystkiego najlepszego naszej ukochanej władzy, w szczególności zaś:

  • Prezesowi Kaczyńskiemu – ożenku i czworga maleństwa, którym poświęciłby swój cenny czas i uwagę korzystając z 500 Plus, nie musząc opiekować się już niewdzięcznymi obywatelami;
  • Dworzanom pana prezesa – obniżki cen wazeliny, wyższych premii i wytrwałości w głoszeniu prawd nieziemskich;
  • Prezydentowi Dudzie – nieustannego dobrego samopoczucia, pewnej ręki nocą oraz nowych nart pod choinką;
  • Europosłowi, prof. Kogutko – więcej ziarna namoczonego w wywarze z maku oraz ostróg u nóg dla skuteczniejszej walki z wrogami rządu i narodu;
  • Marszałkowi Senatu p. Karczewskiemu – rewizyty przemiłego prezydenta Łukaszenki oraz intelektualnej rozkoszy z rozmów z prezesem Kaczyńskim.
  • Posłowi Suskiemu – nominacji na ambasadora na dworze Carycy Katarzyny;
  • Prokuratorowi Piotrowiczowi – kolorowych snów z okresu PRL i awansu do rangi bohatera Solidarności;

Poza tym życzę:

  • Ojcu Rydzykowi i dostojnikom kościelnym – obfitości stołu świątecznego, kwiecistej adoracji ze strony partii rządzącej oraz więcej ziemi pod uprawę winnej latorośli;
  • Przewodniczącemu Schetynie – samurajskiego miecza dla dodania sobie otuchy, aby stanąć w pierwszym rzędzie na demonstracjach;
  • Trybunałowi Konstytucyjnemu – szczęśliwej kontynuacji recenzji artystycznej twórczości rządu;
  • Demonstrującym na ulicach komunistom i złodziejom – wytrwania w roli pośmiewiska całego kraju.

Przy okazji, sobie samemu życzę szampana lepszego niż ten, który właśnie piję, weny oraz nieustającej życzliwości Czytelników.

Michael Tequila

PS. Z przyjemnością informuję, że oprócz wersji drukowanej mojej powieści „Sędzia od Świętego Jerzego” w sprzedaży jest także jej wersja elektroniczna. Portal www.upolujebooka.pl wymienia 13 księgarni elektronicznych sprzedających tę powieść w formacie ePub i Kindle. Najkorzystniejszą cenę, 8,50 zł, oferuje w tej chwili księgarnia www.ebookpoint.pl, w pozostałych jest ona w cenie od 14,25 zł do 19,00 zł.

W wersji drukowanej powieść oferują w sposób ciągły księgarnie sieci Matras oraz dziesiątki księgarń internetowych. Powieść cieszy się dobrymi recenzjami i nadaje się z powodzeniem na upominek pod choinkę lub upominek noworoczny.

Wkrótce w sprzedaży znajdzie się także kolejne, drugie już wydanie, tomiku wierszy „Klęczy cisza niezmącona”. Jest on poetycką ilustracją mojej pięciomiesięcznej podróży po Australii samochodem z przyczepą kempingową, 20.000 km przez cztery stany: Australię Południową, Australię Zachodnią, Wiktorię i Tasmanię. Wszystkie wiersze są oznaczone datą i miejscem ich powstania.

 

Szybki przegląd cudownych wydarzeń kraju w drodze do dobrobytu

Eisenach Germany Burschenschaftsdenkmal, by CEphoto Uwe Aranes, Wikimedia Commons

Zakończyłem pięciodniowe wakacje robocze w ośrodku zdrowego żywienia w Szwajcarii Kaszubskiej. Trzy razy pływałem w jeziorze, raz obszedłem jezioro, był to mój najbardziej urokliwy spacer ostatnich lat, jeździłem konno po lasach, raz ale całą godzinę, dzięki czemu przez wiele godzin łatwiej mi było stać w stanie zdrowego wyprostowania niż siedzieć w stanie niezdrowego zgięcia. Ani minuty nie oglądałem telewizji. Były to wakacje tak bogate w przeżycia, że zacząłem zazdrościć samemu sobie.

W ciągu tych pięciu dni nasz kraj zmienił się nie do poznania. Zobaczyłem to po powrocie w telewizji. Pierwszego września był nowy rok szkolny, przemówienia, fanfary, czytanie. Pan Prezydent był w wielu miejscach, czytał Quo Vadis, omawiał go, raz wzruszył się głęboko, otarł łzę wzruszenia, ja razem z nim.

W wielkim spotkaniu Sędziów Krajowej Izby Sądownictwa pan Prezydent nie uczestniczył, nie było też pani premier, Pana Ministra (zwanego także Mistrzem) Sprawiedliwości, ani innych wysokich gości (Wysokich niekoniecznie wzrostem, gdyż sam wzrost nie świadczy o wielkości. Ja na przykład jestem wysoki, ale jestem niski przy panu Prezesie, panu Prezydencie, pani Premier i jej ministrach).

Pan Prezydent podobno odpisał na zaproszenie Krajowej Izby Sądownictwa duchu inauguracji roku szkolnego: „Koleżanki i Koledzy, Chłopcy i Dziewczynki Prawnicy! Serdeczne Bóg zapłać za zaproszenie. Nie będę obecny na Waszym posiedzeniu, ponieważ jestem już prawnikiem, doktorem praw, mam prawo w małym paluszku (tu pokazał paluszek prawej ręki, różnie mówiono, który), wiem, kiedy i kogo mogę ułaskawić, a kiedy nie muszę tego czynić, kiedy ustawę podpisać, a kiedy jej nie podpisywać, kiedy zaprzysiąc, a kiedy nie zaprzysięgać, i dlatego nie chciałbym Wam przeszkadzać w Waszym ważnym spotkaniu towarzyskim. W dniu Waszej imprezy kulturalnej mam do spełnienia obywatelskie obowiązki, edukację dzieciątek rozpoczynających naukę szkolną, czytanie im Quo Vadis, oraz przypominanie o tym, że pierwszy września to rocznica rozpoczęcia drugiej wojny światowej, związana z żołnierzami wyklętymi, obozami koncentracyjnymi, partyzantką, bohaterskimi czynami, pomnikami, oraz całą naszą historią, która w swych najszlachetniejszych wymiarach przelewa się do teraźniejszości, a da Bóg także do przyszłości.”

Pani Premier, ani żaden członek jej gabinetu, nie przybyli na posiedzenie KRS, z powodu fatalnego błędu organizatorów w zaproszeniu. Zamiast Krajowa Rada Sądownictwa, figurowało tam Krajowa Rada Sadownictwa. W związku z tym pani Premier wyjaśniła: „Jest już po sezonie, na drzewach pozostały tylko małe rajskie jabłuszka, przypominające nam raj utracony przez Adama i Ewę, a to jest zbyt smutne, abym osobiście lub przez moich ministrów uczestniczyła w Waszej koleżeńskiej naradzie. Życzę Wam dobrej kawy i zdrowego ciasta. PS. Najlepiej własnego wypieku.”. Być może niezbyt dokładnie przetłumaczyłem jej wyjaśnienie, ponieważ w głowie mi jeszcze bulgocze po pływaniu w jeziorze i jeździe konnej, za co mówię wszystkim „pardon”, aby być charmant podobnie jak panowie i panie w Sejmie.

Pani Premier kocha dzieci, uczestniczyła więc w otwarciu roku szkolonego, a nawet była wśród górników, gdzie machała piąstkami, aby podkreślić, że mamy plan dla Śląska i podniesiemy na nogi górnictwo węglowe, że węgiel jest naszym czarnym złotem, na którym będziemy budować nasz dobrobyt. Zrozumiałem to tak, że inne dziedziny, nowoczesne technologie, drony, edukacja, informatyka, elektronika, roboty, sprzęt medyczny, nie rokują już takiej nadziei jak czarne złoto. – Złoto to złoto, powiedziałem i pocałowałem ją z wdzięczności w rączkę zaciśniętą w piąstkę, która biologicznie jest damska, lecz z natury męska, gdyż stoi za nią niezwykła siła perswazji.

Pan Minister Ziobro nie zjawił się na posiedzeniu KRS. Podobno opracowuje dalsze plany reformy sądownictwa w uzgodnieniu z panem Prezesem, który w imieniu nas wszystkich i dla dobra nas wszystkich, całego kraju, obywateli i obcokrajowców, suwerenów i pozostałych jednostek, myśli intensywnie o dalszym reformowaniu naszego kraju i życia, umacnianiu przewagi władzy wykonawczej nad sądowniczą, czyli przywracaniem równowagi, czym budzi także mój zachwyt, podziw i uwielbienie.

 

Oracja Terrorismus Multi-Kulti w wykonaniu Ministra Błaszczaka

Apokalipsa walka-sil-zla-apokalipsa-photowidget-photo

– Realizacja planów dobrej zmiany daje już rezultaty. Oprócz tego, że naród jest bogatszy o 500 zł plus, czujemy się bezpieczniej. Ja z całą pewnością tak. – Stwierdził na konferencji prasowej Minister Spraw Wewnętrznych.

– Mówię o sobie, aby dać państwu przykład, jak należy czuć się w Europie pod naszym przewodnictwem. – Tu spojrzał na ścianę, skąd wyprowadzano flagę Unii Europejskiej i obok polskiej zawieszono flagę PiSu, aby przypomnieć, kto teraz rządzi w Europie.

– Teraz to my będziemy reformować Europę. – Po tych słowach Minister policyjnie trzasnął obcasami, wyprostował się i zmężniał. – Polska powiększyła się na mapie, Unia Europejska skurczyła. – Na pierwszy rzut oka wydawało mu się, że to może od Brexitu. Kiedy jednak podszedł bliżej, był już pewny, że to od planów polskiego rządu gruntownej reformy Europy.

Konferencja była międzynarodowa i pan Minister mówił po niemiecku. Zaczął patriotycznie: Niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi i Deutsche Sprache też znają. – Zacytował Mikołaja Reja w dowód patriotyzmu, przywiązania do tradycji oraz bliskości politycznej z chrześcijaństwem. Na zakończenie konferencji Minister nie ucałował premier Szydło, tylko zdał na jej dłoń krótki policyjny pocałunek w formie raportu: Może Pani czuć się bezpieczna w Europie, Frau Szydło. Tłumacz natychmiast wyjaśnił Frau Premier, że „Europa” po niemiecku wymawia się „Ojropa”.

– Jest w tym dwuznaczność nawiązująca do ropy naftowej płynącej po dnie Bałtyku. – Pomyślała pani Premier, ale nie zbladła. Przemawiała przez nią niezłomność, którą demonstruje od czasu objęcia władzy. – Nie darmo zwą mnie „żelazną damą polskiej polityki” – Pomyślała i spojrzała z szacunkiem w kierunku pana Prezesa, aby dać mu znak długimi rządowymi rzęsami, że rozumie doskonale, że to on teraz kuje żelazo polskiej i europejskiej polityki.

Na pytanie o terroryzm, Minister Błaszczak odpowiedział.

– Ja, ja! Terrorismus. Nicht gut! Nicht gut! Das ist ein Result der Multi-Kulti Politik. Die Franzosen machen es nicht richtig. Multi-Kulti. Nein! Nein! – Minister mówił obcym językiem tak płynnie, że część jego przemówienia wyciekła do Francji, kraju niżej od nas położonego. Nie spodobała się jednak tamtejszym czynnikom rządowym. Ich rząd nic jednak nie zrobił.

– A co mieli zrobić? Mordę w kubeł i słuchać z pokorą. To zboczeńcy!

– Dlaczego zboczeńcy?

– To oni przecież wynaleźli miłość francuską i lody. Ohyda! U nich seks jest na śniadanie, obiad i kolację. Tylko w nocy odpoczywają. Nie to, co u nas. U nas w nocy to ludzie pracują. Nocna zmiana teraz jest najważniejsza. Byli hutnicy, policjanci i pielęgniarki, teraz są posłowie. Najlepiej pracuje się nocą: najlepsza koncentracja, zwartość, szybkość. Widział pan, jakie mamy wyniki!? W okresie tego rządu powstało trzy razy więcej ustaw, niż w okresie całej kadencji poprzedniej władzy! Idziemy teraz pod prąd i tak jest najlepiej. Wszyscy na świecie wydłużają wiek emerytalny, tylko my skróciliśmy go. A wie pan dlaczego?

– No dlaczego?

– Bo inne rządy myślą tylko o budżecie, a nasz tylko o obywatelach i ich szczęściu. Nie takie problemy nasz rząd rozwiązywał. Podniósł kraj z klęczek, to i z emeryturami sobie poradził. Teraz wszyscy dobrze wiedzą, kto jest dzisiaj najważniejszy w Unii, kto ją zreformuje. – Z dumą oświadczył Iwan Iwanowicz Iwanczyn, mocno starszy mężczyzna, lokalny komentator spraw wagi państwowej i międzynarodowej, który opowiedział mi tę całą historię. Jego dziadek był poliglotą i pozostawił mu w spadku ogromny talent rozumienia rządów, języków, krajów i kultur.

– Przewiduję wojnę Polski z Unią Europejską o Trybunał Konstytucyjny! – Nagłością oświadczenia Iwan Iwanowicz zaskoczył zebranych. – Będzie to blitzkrieg. Zobaczycie, Polexit kompletnie ich zaskoczy i szybko wyjdziemy z Unii. Wtedy to dopiero pójdziemy do przodu! – Iwan Iwanowicz ociekał entuzjazmem.

– Mnie nie zaskoczy! Ani mnie! Odezwały się z głosy z okien, w których ludzie usiłowali wypatrzeć, w jakim kierunku zmierza kraj. Nie przejmowali się. Byli młodzi i nikt im jeszcze nie kazał zwracać paszportów w ciągu dwóch dni po powrocie z zagranicy. Prokurator Piotrowicz, z największym prokuratorskim doświadczeniem historycznym, jeszcze na nich osobiście nie nakrzyczał. W smartfonach zaczęło im wprawdzie częściej brzęczeć, ale były to tylko uszkodzone chipy.

Konkurs improwizacji politycznych wybitnych aktorów z Polski i zagranicy

Pow wow humour, by Lilyu, public licence

Miałem sen, jak to ja. Śnił mi się konkurs politycznej improwizacji teatralnej, z udziałem wybitnych aktorów polskich i jednego zagranicznego, wysokiego, dobrze ucharakteryzowanego i utytułowanego. Trudno mi było zgadnąć we śnie, kto to był. Mówią, że to prawdziwy celebryta. Nie za bardzo rozumiem, bo na przykład wśród piosenkarzy celebryta to artysta, który w czasie spektaklu wypina goły tyłek na publiczność, a ona nadal go kocha. Może nawet jeszcze więcej.

Aktorzy występowali parami, ich rolą było odegranie jednej określonej scenki teatralnej. Krótko mówiąc, mieli improwizować.

Scena 1: Na zapleczu teatru.

Aktorzy Obama i Duda, imion nie pamiętam, stoją bardzo wysoko na jakiejś potężnej górze, na samym szczycie. Grają. Są ubrani jak farmerzy amerykańscy w drodze do kościoła, w elegancko odprasowane garnitury. Tytułują się, że niby są tacy ważni.

– President Duda! Zrób coś, chłopie, wreszcie z tym trybunałem, bo udzielę ci reprymendy.

– President Obama. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Płacze. He will kill me! He will kill me! On mnie zabije! Powtarza dwa razy.

– Who will kill you? Kto cię zabije? – Pyta te wyższy i podnosi brwi. Tutaj jest bardzo bezpiecznie. Sam przecież organizowałeś ten konkurs.

– Mr Kaczynsky. You do not know him! Aktor łka jak dziecko. Widać, że odczuwa wewnętrzny ból niemocy. Gra doskonale.

– I see. OK. Do not worry. Nie martw się. Zróbmy to tak. – Proponuje Amerykanin. – Ja niby to będę udzielać ci reprymendy, a ty tylko będziesz patrzeć na mnie z niemym wyrazem twarzy, że niby jesteś taki zaskoczony. Będziesz usprawiedliwiony w oczach tego okrutnika.

– Dobrze! Doskonale! – Podchwytuje niższy aktor. Oklasków nie ma, bo wszyscy czekają, że będzie ciąg dalszy.

Scena 2 Otwarta na salę teatralną. Widzowie, kamery telewizyjne i inne akcesoria.

Występuje aktor Duda przebrany za prezydenta. Zapytany przez podstawionego na widowni dziennikarza o szczyt tej góry wygłasza swoją kwestie. Robi to swobodnie, z uśmiechem, wielkie aktorstwo widoczne jak na dłoni, tak bardzo, że każdy patrzy na swoją dłoń. To siła sugestii. Ja również patrzę, ale nic nie widzę, bo trwa głęboka noc.

– Szczyt udał się nadzwyczajnie, To najwyższy szczyt i najpiękniejszy, jaki widziałem w życiu. Rewelacja. Thank you very much, President Obama, for coming here. Dzięki wejściu na ten szczyt jesteśmy teraz lepsi, zasobniejsi, szczęśliwsi i bezpieczniejsi.

Zabiera głos aktor Obama, też przebrany za prezydenta. – Wasz demokracja jest nadzwyczajna,. Rewelacyjna, boska. Dużo starsza, niż myślałem. I admire you sincerely. Podziwiam Was szczerze. Przesyła dłonią pocałunek w kierunku sali. – Ale musicie coś zrobić z tym waszym Constitutional Tribunal. Wymawia słowa jakoś tak śmiesznie, ale chyba wszyscy rozumieją, bo się cieszą. Aktor kontynuuje. – To nie słowa się liczą, ale to, co robicie na co dzień, wolność prasy, praworządność. Wygląda i mówi bardzo poważnie. Lekki dreszcz przechodzi widzów. Aktorstwo pierwsza klasa. Wszycy mu wierzą.

Nasz aktor nie jest gorszy. Jest nawet może i lepszy, gdyż patrzy Obamie prosto w oczy i na usta, widać tylko jego lewy profil, wzrok ma mroczny. Nie odzywa się. Jest marmurowy jak pomnik. Rewelacja. Wszyscy biją brawo. Nie chcą przestać. Myślę, aby się w obudzić, bo ile można słuchać klaskania. Przestają.

Scena 3. Otwarta na cały kraj.

Na scenie dobrze odżywiony aktor. Bardzo znany. Słynny Prezes. Taki pseudonim, pod którym znają go nawet dzieci z przedszkola. Wszycy biją mu brawo. Jest ubrany w togę, widać od razu, kogo gra. Wielkiego przywódcę. Szychę. Takiego, co to wszystko może.

– I jak panu podobał się szczyt na tej górze? Komu zawdzięczamy jego wspaniale przygotowanie? – Pada pytanie z widowni.

Aktor patrzy nieufnie, jak to tylko on potrafi, kto zadaje mu pytanie. Kiedy rozpoznaje, że to kobieta, obdarza ją łagodnym spojrzeniem i na odległość całuje ją w rękę, niezwykle szarmancko. Za chwilę jego spojrzenie staje się ostre jak … jak nie wiem, co. Bije od niego niezwykła siła przekonywania. Niektórzy to odbierają jak powiew wielkich skrzydeł husarskich, podmuch Historii (z dużej litery, bo mała już się zużyła).

– Szczyt był niezwykle udany. – Oświadcza wielki aktor. – Dzięki komu? – Od razu zadaje pytanie. Wszyscy zgadują prawidłową odpowiedź. Napięcie dramatyczne rośnie. Widać wysiłek na twarzach, podobnie jak i na jego twarzy. Następuje zespolenie audytorium z aktorem. Boska gra! – I mnie ogarnia zachwyt, choć to tylko sen.

– Dzięki naszemu znakomitemu Antoniemu Macierewiczowi, Ministrowi Armii, naszemu Gołębiowi Pokoju. On jeden to wszystko zorganizował, własnoręcznie. Antoni jest boski w organizacji, bez niego kot by tu nawet nie miauknął. Aktor rozgląda się za kotem. Cisza, jak makiem zasiał. Wszycy są pod wpływem.

Nagle ktoś, chyba nieprzytomny, albo nie z tej epoki, wyrywa się głupio, niezręcznie.

– A Prezydent Duda? Jakie zasługi on ma dla tej góry? Dla tego szczytu.- Poprawia się.

Wybitny aktor patrzy niemo na salę. Cudowna gra. Wszyscy delektują się, kilka osób mlaska z zachwytu, jakby jedli przewyborne, historyczne już, śmietankowe lody Calypso. Znowu syzyfowy wysiłek na twarzy aktora, kiedy usiłuje sobie przypomnieć nazwisko. Napięcie audytorium osiąga apogeum. Większość kobiet i niektórzy mężczyźni szczytują. Pozostali tylko o tym marzą. Taki jest los człowieka. – Myślę we śnie.

– Duda? Duda? Powtarza aktor. – Nie przypominam sobie. Po chwili uśmiech szeroki jak ława poselska rozjaśnia jego twarz. – A! Ten Duda! Przepraszam, zamyśliłem się głęboko. Zupełnie o nim zapomniałem. Jeszcze raz przepraszam. Napięcie opada. Aktor kłania się głęboko. Widzowie są wzruszeni, wstają, sala aż huczy od braw.

Aktorów to my mamy pierwszej klasy. W niczym nie ustępujemy zagranicy, przynajmniej tej zachodniej, bo Wschód ma też rewelacyjny teatr. Trochę im ustępujemy, ale tylko w uzbrojeniu sceny teatralnej. Ale to sprawa chyba drugorzędna. Najważniejsze jest dobre aktorstwo.

Totalne zwycięstwo Prezesa Kaczyńskiego w wojnie o sprawiedliwość

Rewolucja Fragment muralu Rewolucja 1905 Łódź PPS, by Nimrod7777, Creative Commons

Na kongresową trybunę wstąpił mój ukochany Wódz, Prezes, Król, Jarosław. Wódz to po łacinie Dux. Król to po łacinie Rex. To także mój Rex.

Na sali tłum. Sala była ogromna, tłum jeszcze większy, ponad 1000 osób. Były to wierne szeregi partyjne, jednolity standard myślenia, mowy i gestów.

W drzwiach wejściowych informowano: Żadnych dziennikarzy! No journalists! Dlaczego? – Chcemy w spokoju nacieszyć się wyborami przywódcy. Głęboko je przeżywamy. Nigdy nie wiadomo, kto zostanie wybrany.

Ku zaskoczeniu wiernych i świata wybrany został Jarosław Kaczyński. Zwycięstwo totalne, zwycięzca nieposkromiony. Eksplozja oklasków, naręcza uwielbienia, a potem pieśń świąteczna, rozległa jak wszystkie rzeki świata: „Cuda, cuda ogłaszają”.

Okazało się, że on jeden spośród wielu zgłoszonych kandydatów uzyskał sto procent głosów.

– Towarzysze, zagaił przewodniczący komisji wyborczej, takich wyników nikt nie uzyskuje dzisiaj na świecie, z wyjątkiem Azji i Afryki. Całkowita jednomyślność! Rewelacja.

Komisja skrutacyjna zgłosiła poważne zastrzeżenie: Było siedem głosów przeciw. Wszczęto natychmiastowe śledztwo. Padły pytania? Kto to zrobił? Kto wyznaczył siedmiu niewiernych, aby głosowali przeciw? Dochodzenie unieważniono, bo nastąpiła fiesta.

Nadeszły kwiaty. Prawdziwa powódź. Dowożono wozami. Strumień bukietów płynął w kierunku trybuny, zagrażając Wodzowi. Uratowano go szczęśliwie. Wrócił z naręczem, ogromnym jak wieża. Wygłosił przemówienie. Mówił mocno, zdecydowanie, używając słów barwnych jak kolory tęczy. Mówił rzeczowo i pięknie.

– Wrogowie! Kim są nasi wrogowie? – Balcerowicz. Rzepliński. Żadni profesorowie. Po prostu szkodnicy.

– Co za głos!? – Wzruszyłem się. Zawsze się wzruszam, kiedy słyszę coś, co kołysze moim umysłem, w prawo i w lewo, w lewo i w prawo, z góry na dół, z dołu do góry.

– Konstytucja. Nie ma konstytucji. Ta, co była, to PRL. Wprowadzimy nową konstytucję. Lepszą, radośniejszą. Huczne brawa. Ruch na sali.

Wierne szeregi powstają na nogi, wasale, lennicy, poddani, posłuszni, karni, ulegli, wspaniali. Wszyscy. Chcemy przysięgać na wierność Wodzowi! – Okrzyki z sali.

– Nie trzeba! Nie trzeba! – Wódz uspokaja tłumy.

– Prawo! Pytanie: Jakie prawo? Szariat PiS. Na czym on polega? Każdy na sali wie. Prawo zapewniające warunki duchowego i fizycznego rozwoju jednostki, określające czyny konieczne, chwalebne, dozwolone, naganne oraz zakazane. Skonsolidowana władza sądownicza dla dobra narodu. Dla całego narodu, pełne 39 % Suwerena!

– Program rozwoju kraju! Wspaniały. Rewelacyjny. Następują konkrety, konkretnie jeden, ale wielki, bo więcej męczy.

– Nasza strategia! – Jaka? – Dużo pieniędzy! – Skąd je weźmiemy? – Z OFE. Z tego samego OFE, skąd wzięła je Platforma Obywatelska. – Dlaczego robimy to samo? – Bo oni nie wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić, a my wiemy.

Potem występowali poddani, tradycyjnie już poseł Suski. Mówił porywająco, jak to on.

Wszystko zrozumiałem, przyjąłem do serca, przyswoiłem. Było tego tak dużo i było to tak słodkie, że dobrze mi się zrobiło. Taka jest cena rzeczy wielkich i słodkich.

Obraz: Fragment muralu o rewolucji 1905 roku w Łodzi, PPS.

Król Prezes całuje

Pierwszy pocałunek Adama i Ewy, by Salvador Viniegra y Lasso de la Vega, 1891, public domain.

Kiedy głos pachnący jaśminowym mydłem oznajmił w radio „Dzisiaj jest Światowy Dzień Pocałunku”, czas się rozśpiewał w Królu Prezesie; na dworze zazieleniło się soczyście. Przeciwnicy Króla (Kto ich nie ma?) dostali bolesnej czkawki z zawiści, że w nich nic nie śpiewa.

– Na zakończenie duży soczysty buziak. – Zaprosił pachnący głos w radio.

Słowa uniosły Króla w powietrze, uruchamiając mechanizm słodkiej dobroczynności. Monarcha zaczął rozdawać pocałunki na prawo i na lewo: całował kobiety, dzieci, starców. Radośnie, bez opamiętania. Popatrzył na siedzenie obok i ujrzał na nim skromnie ilustrowaną książeczkę. Ogarnęła go uczucie tkliwości; złożył pocałunek na okładce, tak gorący, że aż lekko zadymiło. Dłonią rozwiał dym i wtedy dostrzegł tytuł: Konstytucja. Poczuł bolesne palenie ust, oznakę głębokiego żalu z powodu nierozważnego błędu, który w sumieniu odezwał się okrzykami: Grzech! Grzech! Pan Prezes odrzucił książeczkę ze wstrętem, wytarł i zdezynfekował usta przyglądając się sobie w lusterku usłużnie podsuniętym przez wiernego wasala. Dostrzegł, że jego usta są mniejsze i mniej obfite niż myślał. To go nieco speszyło, ale tylko na chwilę, gdyż był człowiekiem prącym do przodu, nie oglądającym się na boki.

Usta Monarchy wołały o powiększenie. Był to organ – posługując się pewną przesadą – najważniejszy w Królu Prezesie: głosił nim prawdy, gromił, przemawiał, nade wszystko zaś całował osoby szczególnie miłe monarszemu sercu. Inne części ciała pełniły rolę drugorzędną lub żadną: Monarcha nie jeździł na nartach, nie grał w piłkę, nie odbywał podróży zagranicznych. Usta były najważniejsze.

Król Prezes kontynuował ustny przekaz uczuć. Całował dalej, skrzętnie przestrzegając kolejności: dłoń, przedramię, łokieć. Najpierw dużą Beatkę S, gorącą w okrzykach i hasłach, uległą politycznie, następnie mniejszą, choć nadal dużą, Beatkę K, dobrą w krzyżówkach pytań dziennikarskich, w sekundę odnajdującą odpowiedź na dowolne pytanie i wypowiadającą ją z wdziękiem pistoletu maszynowego. Zaraz po niej całował dużą Krysię, głośną, cudownie bezpośrednią. Miała wydatne, duże usta, wilgotne i lekko tłuste, pachnące pierożkami z kaszą i skwareczkami z polnej restauracji „Guciów Podlaski”. Przyjrzał się uważnie Krysi. Miała zasługi. Promowała „dobre żarcie” i zdrowe maniery partii obrzucając opozycję kalumniami i dźgając ją szpikulcem ostrych słów, a na końcu depcąc słowami flagę organizacji, do której sama się niegdyś zapisała. Flaga okazała się niedobra, nieżyczliwa, rozdyskutowana.

– Nie tolerujemy takich sojuszników. – Wyjaśnił Król Prezes w trakcie wcześniejszego instruktażu partyjnego, dając sygnał do wyrażania strachu, obaw a nawet słusznego gniewu z powodu niestosowności zachowań organizacji stojącej za obmierzłą flagą.

Instruktaż był potrzebny dla ukierunkowania wiernych szeregów pospolitego ruszenia, formacji rycerskiej ochoczo stającej w szranki boju o lepsze jutro, mocniejszą monetę, tańsze mieszkania, korzystniejsze pożyczki, droższy węgiel oraz szybkie, dobre i tanie usługi medyczne, a także niezłomną, wyprostowaną międzynarodową postawę polityczną, nie na kolanach jak ich poprzednicy. Król Prezes osobiście nie znosił pozycji „na kolanach”, nie miał natomiast za złe w swej niezmierzonej dobroci, aby czynili to wyżsi i niżsi sędziowie, urzędnicy, naród błędnie głosujący w wyborach, kobiety z niewłaściwymi potrzebami medycznymi oraz wciąż żywi miłośnicy żłobu i inni zaprzańcy, których nigdy nie brakuje w żadnym kraju.

Krótką refleksją nad marnością opozycji i rebelianckiej części społeczeństwa Król zakończył akcję łączenia warg z żywą materią z okazji Międzynarodowego Dnia Całowania.

Chwilę później zadumał się nad tematem: – Co dalej?

Na jego bladym, szlachetnym czole pojawiły się zmarszczki.

Cytat z www.kalbi.pl: „W pocałunkach drzemie wielka moc – można nimi wyrazić całą gamę uczuć, od sympatii, przez wdzięczność, miłość, aż po pożądanie. Nauka zajmująca się tym zjawiskiem to filematologia. Z przeprowadzonych dotąd badań wiemy między innymi, że całowanie pomaga zniwelować stres, pozytywnie wpływa na układ krążenia oraz przyczynia się do obniżenia cholesterolu, a całowanie „z języczkiem” angażuje aż 34 mięśnie twarzy. Rekord najdłuższego pocałunku ustanowiony został przez tajską parę w 2011 roku – Ekkachai i Laksana Tiranarat nie oderwali od siebie ust przez 46 godzin i 24 minuty”.

Obraz na blogu: Pierwszy pocałunek Adama i Ewy, autor: Salvador Viniegra.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

 

 

Dwa znamienne dni. Psychiatryczny zapis przeżyć.

Wain cats 6, by Lous Wain, public domainPrzeżycia układają mi się w dni, dni w blogi, a blogi w książkę. Piszę ją od trzech lat. Wkrótce skończę.

Rano, w drodze po Coca-Colę i 2 x Nimm, które okazały się zamknięte razem z Żabką, spotkałem Malamuta Alaskańskiego. On, rodzaj męski, szedł w towarzystwie, rodzaj żeński, który trzymał go na smyczy. To mnie upewniło, że kobiety są władcze, kiedy nie są okrutne. W kraju mamy matriarchat, tylko w Sejmie patriarchat.

Malamut miał na sobie puszyste srebrnoszare futro z białym kapturem mordy i przepiękne oczy. W futrze, twarzy i oczach można było się zakochać. Podjęliśmy konwersację. Była trudna, bo mówiliśmy różnymi językami, podobnie jak partia i naród. Utożsamiam się na narodem, co mi wolno; razem z wiekiem otrzymałem licencję poetycką.

Ja mówiłem po polsku, on po malamutańsku. Mimo to porozumieliśmy się w sprawach fundamentalnych. Zapraszał mnie na jogging. Bardzo serdecznie. Pokazywał to także na migi, podskakując, podbiegając i szczekając. Odpowiedziałem, że nie mogę, że jestem w sandałach, idę do sklepu i w ogóle to pić mi się chce. Chyba mi nie uwierzył. Szczekał i szczekał, zachęcając do przebieżki. Raz nawet polizał mnie w rękę. Boże, jak ja chciałbym, aby politycy mieli takie piękne twarze i maniery!

W drodze powrotnej spotkałem kobietę, wiek średniomłody, cała czarna, na czarnych koturnach; twarz nie pozostawiała wątpliwości, że trzymana była w mące. Olśniewająca niewiasta.

Obie istoty z białymi twarzami zapewniły mi pozytywne przeżycia; ustawiło mnie to na cały dzień.

Dwa dni temu miałem mniej szczęścia. W TV też ukazała się kobieta, też miała bladą twarz. Najpierw krzyczała, potem wskazała mnie palcem i grzmiała. Poznałem ją. Przestraszyłem się, czy jej to nie zaszkodzi.

Sporządziłem psychiatryczny zapis przemówienia. W większości są to cytaty. Sam bym tego nie wymyslił.

Prolog. Frans Timmermans, UE, wyraźnie wzruszony, Prezes Jarosław, Deus ex Machina, wyraźnie nieobecny.

Obraz: Kobieta, Beata, od Prezesa, słuszna budowa ciała, niebieska suknia na tle flag, spracowane ręce, usta do całowania. Broszki nie zauważyłem. Była tylko plakietka: Niech żyje Prezes!

Okrzyki: Mamy silną wolę, jesteśmy zainteresowani, wszystkie siły polityczne, odpowiedzialność, dziś prowadzimy dialog, podejmujemy kroki, ważny dzień, jesteśmy blisko, uspokoić i wyjaśnić, przyjazny dialog, rozwiązać spór polityczny, nie złamiemy prawa i konstytucji, szukamy wspólnego języka, wypracować i znaleźć.

Kosiniak-Kamysz, od Wyspiańskiego: Był podnoszony temat, zachęcanie, szansa na rozmowę, podpowiedź na postulat, jesteśmy otwarci.

Wnioski: Zasługujesz na to. Czy mnie ktoś słyszy? Operacja się udała, ale nieboszczyk umarł. Brawo ty.

Drugie przemówienie sejmowe Prezesa Kaczyńskiego do wiernych

Grzesznik klęczący by Wenceslas Hollar, public domairPrzeczytałem szeroko komentowane pierwsze przemówienie Pana Prezesa do wiernych i napisałem drugie, uzupełniające i wyjaśniające zawiłości pierwszego.

Towarzysze i Towarzyszki! Narodzie Suwerenie!

W Dniu Święta Flagi Partyjnej wygłosiłem przemówienie; nie wszyscy je zrozumieli, taka w nim była głębia i szczerość. Nawiązuję do pojęć użytych przeze mnie w przemówieniu, których znaczenie umknęło prostym umysłom, jakich nie brakuje w naszym kraju. Pojęcia te to „legitymacja” oraz „rodzaj”.

Mówiąc o legitymacjach, miałem na myśli sprawy głębokie i ważne. Najprostsza to legitymacja szkolna, tak banalnie prosta, że jej nawet nie wspomnę. Ale są, cytuję siebie, „legitymacje, o których można powiedzieć, że są głębsze”. Jedna z nich, ”legitymacja ogromnie istotna” to „ legitymacja drugiego rodzaju”, a wszystkie je łączy, znowu cytuję, „legitymizacja”. Mówiąc o legitymizacji, która „ma pięć rodzajów”, nawiązałem oczywiście do Księgi Rodzaju, najważniejszej Księgi Biblii. Księga Rodzaju zawiera treści najbliższe naszemu wielkiemu partyjnemu sercu bijącemu dla Narodu.

Wymienię je w skrócie: początek ludzkości i źródło grzechu, świat stworzony przez Boga, pierwotny stan szczęścia, upadek pierwszych ludów i grzech pierworodny, zabójstwo Abla przez Kaina, moralne zepsucie ludzkości, potop, przymierze Boga z Noem oraz Wieża Babel.

Co i kogo one oznaczają, nie będę mówić, bo jest to równie oczywiste jak nasza miłość do Narodu w imię Suwerena. Nie od rzeczy będzie jednak – myśląc w kategoriach piekła i czyśćca, grzechu i zła – wspomnieć o naszych oponentach: PO, Nowoczesnej, PSL, a także złoczyńcach z KOD i Trybunału Konstytucyjnego, tej studni wszelkiego zła, a nawet o Kukizie16 niebezpiecznie balansującym na muzycznych wrotkach na krawędzi prawdy i kłamstwa.

Nie będę przedłużać przemówienia, gdyż i tak doskonale rozumiecie mnie bez słów. Powiem krótko, otwarcie i szczerze: My to wszystko naprawimy! Naprawimy Polską Księgę Rodzaju!

 

Czy znasz miarę swego szczęścia? Ciesz się, bo idzie ku lepszemu.

Sabat czarownic The Witch's Sabbath, Francisco Goya

Kiedy zobaczyłem wczoraj w telewizji rękę pana Prezesa wyciągniętą kolejny raz do narodu w geście przebaczenia i pojednania, zacząłem ją okrywać kwiatami serdecznych pocałunków wdzięczności za ogrom dobra i cierpliwości, jakie nam od lat okazuje.

Zapragnąłem także ucałować panią Pawłowicz, naszą hinduską Boginię Jadła i Przekleństw, lecz usta miała wypełnione pierożkami oraz szparagami, nie śmiałem więc liczyć na życzliwe przyjęcie.

Żyję w nieprzerwanym uniesieniu. Dni są coraz dłuższe, coraz więcej jest słońca, ptaki śpiewają coraz piękniej. Jestem pełen optymizmu i nadziei. Widząc oznaki zmian dobrych na coraz lepsze, prorokuję:

  • Więcej dobrego prawa i sprawiedliwości w miejsce niedobrej konstytucji.
  • Więcej dzieci z programu 500 Plus. Motywowani wiosną i wysypem pieniędzy, wielodzietni rodzice ruszą masowo do sypialni i parków, aby ochoczo realizować marzenia Partii o kraju bogatym demograficznie.
  • Więcej pomników na zasadzie równowagi: jeden pomnik na każde życzenie.
  • Więcej szybszych emerytów z wydłużonymi emeryturami;
  • Więcej wizyt Komisji Weneckiej i Kongresmenów USA zainteresowanych wielkimi osiągnięciami Partii i Rządu;
  • Więcej ziemi rolnej i bogatsze plony w pobożnych rękach. Szkolmy się na traktorzystów, aby spełnić się na ojczystej roli pracą i pieśnią „Hej traktory, rumaki stalowe, hej, na pola prowadźcie wy nas!”
  • Więcej wspaniałych stanowisk dla przyjaciół, rodzin, znajomych i osób zasłużonych Partii, „aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej";
  • Więcej cielesnej zasobności najukochańszych naszych polityków. Niech widok dobrze odżywionego lekarza narodu z uduchowioną bladą twarzą napawa nas nadzieją, że koniec problemów zdrowotnych społeczeństwa jest już bliski;
  • Więcej osób na demonstracjach KOD-u nieuzasadnienie tęskniących do utraconych przywilejów, stołków i żłobu;
  • Jeszcze głębszą nostalgię widzów na spektaklach Stanisława Wyspiańskiego „Miałeś chamie złoty róg”;
  • Więcej uśmiechniętych dzieci i szczęśliwych matek z programu „Zero Aborcji” otoczonych serdeczną pomocą kościoła i państwa;
  • Więcej światełek w tunelach i mniej Ryśków, którzy je dostrzegają;
  • Owocniejszej współpracy Partii i Opozycji opartej na zdrowej zasadzie: wy zawieracie z nami kompromis, my w zamian nie publikujemy wyroków Trybunału Konstytucyjnego i nie zaprzysięgamy sędziów wybranych przez Sejm;
  • Więcej kulturalnej rozrywki w lokalach psychiatrycznych finansowanych z rządowego programu „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”;
  • Na zakończenie, więcej szczerych i głębokich wypowiedzi elity ducha, serca i intelektu, że wspomnę tylko ulubieńców publiczności panów i panie Girzyńskiego, Kępę, Macierewicza, Seniora Morawieckiego, Pawłowicz, Sellina, Suskiego i Terleckiego.

O, Wybrany Narodzie! O, Ziemio Obiecana!

Wznieśmy teraz wspólnie, Bracia i Siostry Cyrkowcy, radosny okrzyk: Alleluja, Alleluja!

Nowa atmosfera w Sejmie. Dni rozwagi, skupienia i miłości.

Book_of_Ezekiel_Chapter_1-1_(Bible_Illustrations_by_Sweet_Media)Po pomyślnym rozwiązaniu sprawy aborcji, Prezes poprosił opozycję („po raz ostatni”, jak wyjaśnił) o dni rozwagi, skupienia i miłości. Prośbę natychmiast przyjęto; w Sejmie powstał Komitet Pokoju, łączący sercami partię rządzącą i trzy partie opozycyjne.

Czwarta partia została wyłączona.

– To partia niepoważna i hałaśliwa; biegają po scenie z gitarami, w ciężkich wojskowych buciorach. – Wyjaśnił uprzejmie Prezes. – Nie rozumieją, czego naprawdę pragniemy. Samym śpiewem niewiele ugramy, a przecież nam chodzi najbardziej, wam oczywiście mniej, o naszą ukochaną ojczyznę. Trzy ostatnie słowa wypowiedział z dużej litery. – Znacie mnie, bracia! – Kontynuował. Jestem człowiekiem konsekwentnym. Jak powiedziałem przed wyborami parlamentarnymi, że wymienimy w kraju wszystko, od sprzątaczek w radach nadzorczych po kamasze na uzbrojeniu armii, to słowa dotrzymuję. – Jeszcze raz serdecznie was proszę o zaniechanie swarów i wojny, którą prowadziliście z nami od dłuższego czasu. Zrozumcie, kochani, jesteśmy najbardziej pokojową partią na świecie. Ubiegamy się w tej sprawie o zapis w Księdze Guinnessa. Świętej pamięci Matka Teresa z Kalkuty przy nas to zwykła buntowniczka!

Trzej opozycjoniści wybuchnęli śmiechem z ogromnej radości, że wreszcie wróciły normalne czasy; rechotali i rechotali jak pijane żaby na wiosnę. Prezes mruknął wyrozumiale „spoko” i czekał, aż się uspokoją. Nie przemawiał już więcej. Powtórzył tylko łagodnym głosem prośbę o pokój do zakończenia Dni Młodzieży i wyjazdu Ojca Świętego z Polski.

– Jak tylko skończy się ten okres, od razu poprawimy wszystko. Obiecuję wam z głębi serca, że jeszcze tej samej nocy opublikujemy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent natychmiast, bez zwłoki, jak tylko wróci z nart w Himalajach, zaprzysięgnie tych biednych trzech sędziów, którzy wskutek własnej nieuwagi zagubili się w statystyce. Zawsze chcieliśmy to zrobić, tylko nam przeszkadzano.

Kiedy skończył, wybuchł serdecznym śmiechem z radości, jaką sprawił obywatelom swoją wypowiedzią i dobrocią serca. Zza sceny dobiegły oklaski klakierów wynajętych przez Suwerena, cieszącego się z powrotu pokoju i normalności. Wszystkie partie polityczne zbratane w uścisku podjęły taniec, poważnie, cicho stąpając w miejscu, w ciżemkach zamiast woskowych buciorów, aby nie ranić uszu Prezesa.

Na wieść o pokoju w Sejmie, naród otworzył usta z zachwytu i zdumienia. Zrozumiał, że partia rządząca zmieniła się o całe 360 stopni i że teraz wszystko pójdzie jak z płatka. Ludzie pragnęli ściskać Prezesa, co drugi nawet całować go po rękach. Prezes przyzwyczajony do hołdów uśmiechał się dobrotliwie na wiadomość o pieszczotach, jakie mu oferowano.

Na scenę społeczną wróciła normalność. Obywatele rwali się do telewizorów, aby oglądać wiadomości, odwoływano karetki pogotowia, odkładano do lamusa białe kaftany. Rząd ogłosił święto „Wiosny Pokoju”. Wszyscy już rozumieli, że obietnica Prezesa to rzecz pewniejsza niż skała. Zagranica też to zaważyła. President Obama poprosił natychmiast o audiencję u Prezydenta Dudy, aby poinformować go, że dla uczczenia tej wspaniałej chwili oddaje cały arsenał militarny swojego kraju do dyspozycji Ministra Obrony Narodowej, słynnego także w USA Anthony Matsierevitsch’a.

– God bless you, dear Yaroslav. I love you! – Krzyknął President Obama przed odlotem do Waszyngtonu. Do piersi tulił malutkiego pluszowego żuberka podarowanego mu przez polski rząd na wspomnienie Puszczy Białowieskiej zjedzonej przez korniki.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.